26 czerwca 2014

Poradnik blogera #1

zdjęcie © flickr
Nie zamierzam zrobić z tego jakiegoś cyklu, aczkolwiek nie będę tego wykluczać, stąd to #1 w tytule. Pożyjemy, zobaczymy, jak to się mówi. Niemniej jednak jako, że jestem już po sesji i 1 rok studiów mam (teoretycznie) za sobą, to pomyślałam, że taki poradnik studiowania przydałby się osobom, które w tym roku wybierają się na studia, a wiem, że takich jest sporo. Informacje z pierwszej ręki zawsze są bardzo przydane, myślę więc, że ten post okaże się pomocny. Ja osobiście, gdy wybierałam się na studia, niestety nie spotkałam się z takim poradnikiem, a stres był niesamowity, dlatego liczę na to, że wyciągniecie z niego jakąś korzyść. Zaznaczę tylko, że nie jestem ekspertem w tej kwestii (ba), dzielę się jedynie swoim doświadczeniem i ulubionymi metodami, do których się stosuję.

Nie kupujcie pierdół
Studia to nie podstawówka, nie jest Wam potrzeba żadna wyprawka, jedynie te najpotrzebniejsze rzeczy, z których jesteście pewni, że będziecie korzystać. Ja osobiście na początku 1 roku nosiłam zeszyt A4 do wszystkich wykładów i ćwiczeń, na kółeczka, z którego łatwo mogłam wyrywać kartki. Niestety później stał on się nieporęczny, dlatego z niego zrezygnowałam i zaczęłam nosić luźne kartki, bez ciężkiej, zbędnej okładki. Według mnie są one najlepsze, ponieważ później zawsze możecie przekładać je w dowolny sposób, jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba, poza tym pozbywacie się ciężaru w torbie. Jeżeli jednak zdecydujecie się na kupno zeszytu, koniecznie wybierzcie taki, z którego łatwo można wyrywać kartki. Są one niezbędne na kolokwia, a te, wyrwane ze zszytego zeszytu wyglądają po prostu nieestetycznie. 

Zaopatrzcie się również w teczkę, zapewniam, że okaże się ona bardzo przydatna. Nie w papierową, bo te nie są zbyt trwałe, rogi niszczą się najszybciej. Jestem pewna, że dostaniecie w księgarni równie cienkie, aczkolwiek plastikowe teczki, które moim zdaniem są najlepsze. Przydane są również przezroczyste koszulki, do których możecie wkładać czyste kartki, a tych nigdy za wiele, uwierzcie mi.

Podkreślacze i kolorowe cienkopisy są zbawieniem. A przynajmniej okazały się nim być - dla mnie. Bardzo przydają się do podkreślania pewnych fragmentów w książkach, zaznaczania i wyróżniania najważniejszych rzeczy. Jeżeli jesteście zwolennikami sterylnie czystych kartek, to mam nadzieję, że w tym przypadku zrobicie wyjątek. Podkreślone, najważniejsze fragmenty znacznie ułatwiają naukę, tym bardziej, że uczenie się całego podręcznika jest naprawdę bez sensu. Przydatne są również malutkie karteczki do zaznaczania stron lub kolorowe spinacze do segregowania kartek

Jak to jest z pisaniem notatek?
Na 100% wypracujecie sobie swój własny system pisania notatek z wykładów i ćwiczeń, jestem jednak pewna, że nauczyciele w liceum szeptali Wam pewne słówka dotyczące tego tematu - zwłaszcza wtedy, gdy po raz setny prosiliście o powtórzenie jakiegoś zdania. Twierdzili wówczas, że na studiach nikt nie będzie Wam niczego powtarzał oraz, że musicie pisać szybciej, bo inaczej na studiach sobie nie poradzicie. Powiem szczerze, że coś w tym jest. Są wykładowcy, którzy mówią niczym karabin maszynowy i ciężko za nimi nadążyć. Zawsze możecie oczywiście poprosić o powtórzenie jakiegoś zdania, fakt faktem jednak, że nie jesteście już w liceum i jakoś powinniście sobie poradzić. Proszenie jednak o to po raz piętnasty jest po prostu denerwujące, przez co możecie się spotkać z opinią, z jaką spotkała się moja grupa podczas jednego z wykładów: nie piszcie wszystkiego, bo to nie ma sensu. Zapisywanie każdego słowa naprawdę mija się z celem i jest po prostu głupie, jeżeli będziecie uważać, to z pewnością dacie radę wychwycić najważniejsze elementy, które powinniście zanotować. Możecie również zbudować sobie jakiś system skrótów - gdybym ja tego nie zrobiła, na jednym przedmiocie byłabym po prostu zgubiona.

Nie bądźcie skąpi
Czy naprawdę odmówienie komuś pożyczenia swoich notatek sprawi, że stanie Wam się krzywda, a świat się zawali? Nie sądzę. Bycie chamską osobą nie popłaca, pożyczenie notatek to korzyść nie tylko dla drugiej osoby, ale i dla Was, ponieważ z pewnością zostaniecie miło zapamiętani i w przyszłości również będziecie mogli prosić o przysługę. Jestem pewna, że nasłuchaliście się wcześniej legend o tej kwestii - nie bierzcie sobie do serca żadnej z tych rzeczy, która wpadła Wam wcześniej w uszy.

Jeżeli dostaniecie się już na studia i będziecie znali swój kierunek oraz posiadacie konto na Facebooku - z miejsca dołączcie do grupy swojego roku lub taką załóżcie. Dobrze jest zapoznać się ze wszystkimi przed rozpoczęciem studiowania, nawiązać przyjaźnie, poza tym właśnie tam zawsze możecie wrzucać zeskanowane notatki czy całe pliki, jeżeli napisaliście je na laptopie. Na moim roku są naprawdę przemiłe osoby, nigdy nie było problemu z poproszeniem o notatki, ba! Początkowo wszyscy chętnie wrzucali swoje materiały, bez jakiejkolwiek prośby o ich udostępnienie.

Co chyba najważniejsze w tej kwestii: warto mieć znajomych przynajmniej rok wyżej, są oni kopalnią wiedzy. Jaki profesor daje co roku ten sam test? U kogo da się ściągać? Jak surowo ten, a ten wykładowca ocenia? Jaki jest próg zdawalności na poszczególnych egzaminach? Który z wykładowców puszcza listę na wykładzie? Oczywiście nie muszę wspominać o tym, żeby nie zawierać takich znajomości tylko z myślą o własnej korzyści, ale gwarantuję Wam, że podpowiedzi starszych studentów są bardzo przydatne, poza tym zawsze możecie poprosić takie osoby o jakieś materiały, a w szczególności o skrypty, które moim osobistym zdaniem są po prostu genialne i znacznie ułatwiają naukę.

Odwiedzajcie bibliotekę
Nie twierdzę, że powinniście siedzieć codziennie po kilka godzin w bibliotece i namiętnie się uczyć. Ja osobiście nie jestem jedną z takich osób i uczę się na swoich własnych zasadach, na swój sposób, aczkolwiek biblioteka uniwersytecka jest niesamowicie pomocna. Śmiało korzystajcie z jej zbiorów, tym bardziej, że na 100% przynajmniej część Waszych egzaminów obejmować będzie nie tylko materiał z wykładów, ale także innych źródeł (wykład to czasami nawet zaledwie 1/3 tego, co powinno się umieć). 

Nie kserujcie jednak całych książek, to jest kompletnie bez sensu. Wybierzcie te fragmenty, które są najważniejsze i których musicie się nauczyć. Czasami nie wszystko to, co jest w książce będzie na egzaminie, a czasami sami będziecie musieli opanować jakiś materiał, którego nie było na wykładach, a bez książek nie dacie rady tego zrobić. Jeżeli tylko macie kasę to najbardziej polecam kupno swoich własnych egzemplarzy, ponieważ w nich możecie podkreślać i zaznaczać do woli. 

Koniecznie obczajcie także ksero, najlepiej (oczywiście) najtańsze. Zapewniam Was, że kserować będziecie bardzo dużo, bez tego się nie obędziecie, a jeżeli nie zorientujecie się w cenach to możecie niepotrzebnie wydać kupę kasy.

Bez spiny, są drugie terminy
To zawsze jakieś pocieszenie, jednak ja wyznaję zasadę, że lepiej jest nauczyć się raz, a porządnie. Po co później męczyć się na poprawce we wrześniu i być zestresowanym przez prawie całe wakacje, że coś może się nie udać i będziecie musieli wydać kupę kasy na warunek? Oczywiście, bez poprawek się nie obejdzie i nie mdlejcie czasem, gdy zobaczycie 2 z egzaminu, bo na tym świat się nie kończy. Weźcie się w garść, nauczcie porządnie na poprawę i wtedy na pewno sobie poradzicie!

Mówi się, że student uczy się dwa razy w roku, ja jednak uważam, że nigdy nie zaszkodzi zacząć uczyć się wcześniej. Jeżeli uważacie się za Supermanów to zawsze możecie spróbować w noc przed egzaminem „ogarnąć” cały semestr lub nawet cały rok (a są tacy, co dali sobie radę, więc nic w tym strasznego). Jeśli jednak chcecie bez stresu podejść do egzaminu to wtedy naprawdę lepiej jest rozpocząć naukę dużo wcześniej (na niektóre przedmioty i miesiąc może nie wystarczyć, tak było u mnie, tym bardziej, że sesja to nie jeden egzamin) i nie będziecie później obgryzać paznokci ze zdenerwowania podczas maltretowania klawisza F5 i odświeżania USOSa.

Prawda jest taka, że sesja to bułka z masłem w porównaniu z tym okresem przed nią. Bo to właśnie wtedy musicie rozsądnie dysponować swoim czasem i wyznaczyć sobie go na naukę, aby dać radę z opanowaniem całej masy materiału, która na Was czeka. Często okazuje się, że czasu jest tak mało, że jedyne, co możecie teraz zrobić to usiąść w kącie i płakać. Wszystko w Waszych rękach, sami musicie wiedzieć, kiedy zacząć się uczyć i jak do tej nauki podejść.

* * *
Na tym koniec moich porad dotyczących studiowania. Pamiętajcie, że studia to nie tylko nauka, to też czas zawierania znajomości, a także i imprezy (jeżeli lubicie, ja akurat tego nienawidzę i wolę wyjść do pubu na piwo - to według mnie duża lepsza forma spędzania wolnego czasu). Przypominam, że nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, więc nie traktujcie moich słów jakbym była jakimś guru. Jeżeli macie jakieś pytania to śmiało je zadawajcie, postaram się odpowiedzieć, a także, jeżeli chcielibyście, żebym kontynuowała dodawanie wpisów z cyklu „Poradnik blogera” to dajcie mi znać, jakie tematy mogłabym poruszyć. Macie jakieś pomysły? Śmiało piszcie! Jeżeli jednak nie chcecie tutaj, to zawsze możecie odezwać się na moim asku, liczę na Was!

54 komentarze:

  1. Zostało mi jeszcze trochę czasu do studiów, ale nie zaszkodzi pozgłębiać wcześniej ;). Co prawda ja myślę o studiowaniu za granicą (konkretnie we Francji), bo chodzę do klasy dwujęzycznej i będę zdawać również francuską maturę. A ty co sądzisz o studiach za granicą? Uważasz, że to dobry pomysł, czy lepiej zostać w Polsce, a dopiero potem wyjechać gdzieś do pracy?

    Pozdrawiam
    Camillie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc nigdy nie rozważałam nawet studiowania za granicą, jeżeli jednak masz predyspozycje do studiowania we Francji i takie możliwości to może warto spróbować. Niestety zupełnie nie orientuję się w tym temacie, w tym, jakie czynniki przemawiają za studiowaniem we Francji, więc chyba nie jestem najodpowiedniejszą osobą od udzielania rad. :( Ja osobiście nie wybrałabym się na studia zagranicą, jak już coś to zgłosiłabym się do Erasmusa i wtedy wyjechała na kilka miesięcy do innego kraju, a po zakończeniu studiów dopiero szukała pracy gdzieś indziej. Nie wykluczam wyjazdu za granicę w poszukiwaniu pracy, a tak naprawdę to bardzo chciałabym taki krok wykonać. :) Myślę, że powinnaś zapytać o opinię osobę, która faktycznie studiuje za granicą i ma jakieś doświadczenie w tym temacie, bo ja bardzo chciałabym Ci coś sensownego napisać, ale nie za bardzo wiem co. :)

      Usuń
    2. No właśnie wszyscy absolwenci mojej szkoły, którzy po maturze wyjechali studiować do krajów frankofońskich są zachwyceni... Ale ja sama boję się, że finansowo by to mogło nie wypalić. W końcu musiałabym znaleźć sobie tam na miejscu prace, a i "trochę" pieniędzy przed wyjazdem zaoszczędzić... Liczę, że to wypali, bo od dłuższego czasu właśnie tak widzę swoją przyszłość ;)

      Usuń
    3. Ja nie wybrałabym się na takie studia właśnie głównie przez względy finansowe - najzwyczajniej w świecie nie byłabym w stanie wszystkiego poopłacać, dlatego - choć studia w Polsce też stały u mnie pod znakiem zapytania - to nie brałam nawet opcji studiowania za granicą pod uwagę. Jeżeli to jest Twoje marzenie, to mocno trzymam kciuki za jego realizację, postaraj się znaleźć pracę, zarób trochę pieniędzy i na pewno będzie dobrze! Wierzę, że Ci się uda, bo studiowanie za granicą to świetna perspektywa i póki masz motywację do realizacji tego marzenia to nie powinnaś z niego rezygnować. :)

      Usuń
  2. To mój pierwszy rok na studiach. W sumie stosowałam się do wszystkich tych rad, tak mi się przynajmniej wydaje ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku również pierwszy i jestem w szoku, jak szybko ten rok zleciał. Jeszcze pamiętam pierwsze tygodnie na uczelni i błąkanie się po korytarzach, bo akurat mój wydział jest bardzo... skomplikowany dla osób, które pierwszy raz mają z nim do czynienia. Chciałabym mieć już ten rok całkowicie z głowy, ale niestety... wrzesień. :)

      Usuń
  3. Jako że ja na studia wybieram się już w tym roku, miło było przeczytać taki post (: Na swój sposób nie mogę się już doczekać! Ale najpierw - jutro wyniki, a potem 11.07 wyniki rekrutacji, wtedy będę mogła czekać na październik (: Sugestie bardzo pożyteczne i rzeczywiście nie mijają się z prawdą, bo mnóstwo moich znajomych, którzy studiują, stosują te metody i jakoś im idzie :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie trzymam mocno kciuki za Twoje wyniki z matury! Czytałam co nieco, że ta z matematyki nie była najłatwiejsza, więc tym bardziej mam nadzieję, że dobrze Ci poszło. :) Tak z ciekawości, jakie kierunki sobie wybrałaś? Żałuję, że ja nie miałam żadnych znajomych na studiach, którzy mogliby mi co nieco doradzić przed rozpoczęciem pierwszego roku. :)

      Usuń
    2. A mnie matma poszła chyba właśnie całkiem, całkiem! A celuję w filologię szwedzką/edytorstwo. W tym roku chciałabym na filologię, a za rok-dwa na ten drugi kierunek, ale zobaczymy (: Myślę, że może mi się już teraz na filologię udać, choć w tamtym roku na 30 osób było 300 chętnych, z tego względu, że w tym roku w rekrutacji trzeba było zdawać obowiązkowo niemiecki, a w tamtym roku wymiennie z angielskim, a że możliwe, że z niemieckiego roz. będzie >90%, to... :D ale to się okaże, więc kciuki trzymaj!

      ps. odpisałam Ci w sprawie menu (:

      Usuń
    3. Trzymam mocno i puszczę dopiero po wynikach rekrutacji! :) Ja na swój kierunek nie dostałam się za pierwszym razem, bo było bardzo dużo chętnych, ale dopiero za drugim, gdy poszerzyli ranking, więc nie poddawaj się, na pewno Ci się uda. :) Kurczę, zdawałaś rozszerzenie z niemieckiego? Szacun! :D Uczyłam się tego języka przez 12 lat i słowa w nim nie pisnę! Całkowite zmarnowanie tych lat, niestety jednak nie miałam wyboru, bo akurat mojej klasie przypadła nauka niemieckiego, co było ustalane odgórnie.

      ps. Dzięki. :)

      Usuń
  4. Ja na studia za rok się wybieram i z czystą przyjemnością przeczytałam ten wpis :)
    Liczę na więcej takich!
    Pozdrawiam gorąco :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz jeszcze rok błogiego lenistwa w liceum, zazdroszczę. :) Nie wykluczam, że więcej takich wpisów pojawi się na tym blogu, ale o tym przekonamy się w przyszłości, teoretycznie mam już jeden w 100% gotowy, kolejny jest w trakcie tworzenia, więc jakieś pomysły póki co kwitną. :)

      Usuń
  5. W sumie bym się nawet z tymi radami zgodziła ;). Może można by coś więcej dodać, ale całkiem niezły post ;). // Jutro mam ostatni egzamin i nic mi się już nie chce. No, ale dobrze jest powtórzyć sobie przed egzaminem, żeby wszystko mieć na świeżo. Wcześniejsze uczenie pozwala na lepsze ogarnięcie materiału, ale bez powtórzenia tuż przed, to by mi niektóre szczegóły umknęły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam w tym poście zawrzeć najbardziej podstawowe rzeczy, bo gdybym miała wspomnieć o czymś więcej, to wyszłaby niemożliwie długa notka, a nie chciałam też tak bardzo się rozpisywać. :) Ja już jestem po wszystkich egzaminach, ale niestety nie miałam tyle szczęścia co w sesji zimowej - wrzesień czeka na mnie z otwartymi ramionami, poza tym wyczekuję na ostatnie wyniki z jednego egzaminu i jestem dosłownie przerażona, bo był on naprawdę trudny i mam już czarne myśli, które nie chcą odejść. Ja osobiście nie lubię uczyć się z bardzo dużym wyprzedzeniem, bo przed samym egzaminem niewiele z tego materiału pamiętam, dlatego zawsze powtarzam sobie cały materiał tuż przed, żeby być na świeżo i o niczym nie zapomnieć.

      Usuń
  6. Za mną także pierwszy rok studiów i jutro ostatni egzamin. Druga sesja poszła mi trochę gorzej niż pierwsza, czego skutkiem jest 'kampania wrześniowa' :). Jeśli chodzi o twoje rady, to nie zastosowałam się do jednej - bibliotekę odwiedziłam tylko raz i to po to, aby wyrobić sobie kartę :) Większość podręczników starałam się ściągać z internetu, tak nawet było wygodniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to witam w klubie, bo jestem w tej samej sytuacji. Ale wiesz... i tak nie miałam planów na wrzesień. ;) Żałuję, że nie udało mi się tego jednego egzaminu zaliczyć w 1 terminie, ale trudno, we wrześniu dam z siebie wszystko, bo ani mi się śni płacić 500 zł za warunek. :) Co do ściągania podręczników to ja akurat tego nie lubię, bo bardzo niewygodnie czyta mi się książkę na laptopie. Jeszcze gdybym miała czytnik to chętniej bym to robiła, ale dużo bardziej wolę wypożyczyć książkę z biblioteki. :)

      Usuń
  7. Święte słowa, dużo jest w tym prawdy. Piszę to jako osoba, która studia już skończyła i stoi z drugiej strony katedry. Wprawdzie ściąganie i drugie terminy mnie ominęły, ale myślą przewodnią z którą się utożsamiam jest, że studia nie są straszne, nie wolno wpadać w panikę i trzeba po prostu wypracować swój system :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ściągania wystrzegam się jak ognia, bo za bardzo przerażają mnie konsekwencje, żeby sobie na coś takiego pozwolić. W liceum miałam dużo więcej odwagi, ale studia to studia. :) W 100% także zgadzam się z tym, że studia wcale nie są takie straszne, ludzie chętnie koloryzują ich wizerunek, przez co Ci, którzy się na nie wybierają wpadają często w panikę. Wypracowanie własnego systemu trwa błyskawicznie, gdy tak patrzę na samą siebie, i naprawdę nie trzeba się niczego bać.

      Usuń
    2. Ja strasznie się bałam, tchórz ze mnie. Byłam pewna, że będzie mnie widać. I faktycznie tak jest!! Naprawdę jak się siedzi za biurkiem/katedrą to widać wszystko jak na dłoni. I po co sobie wstydu narobić. A tych co ściągają zapadają w pamięć. Lepiej już oblać i przyjść na poprawkę z czystym kontem.
      Wypracowanie systemu to pestka, później się go modyfikuje, pod prowadzącego. Dlatego te pierwsze zajęcia zawsze są "luźniejsze", bo każdy normalny prowadzący rozumie, że nowość, że trzeba dać ludziom czas na chwycenie blusa. Przynajmniej ja tak robię. Później nie ma litości ;]]

      Usuń
    3. Ja osobiście jestem niezły cykor jeżeli chodzi o ściąganie, poza tym prowadzący często ma na egzaminie "wsparcie", więc tym bardziej jest to nie lada wyczyn pozostać niezauważonym.
      Fakt, pierwsze zajęcia prawie zawsze są trochę luźniejsze, ale to dobrze, nie można z miejsca wystartować z jakąś bombą, bo prowadzący może wystraszyć swoich studentów na amen. Gdybym wykładała na uczelni również nie miałabym później litości, tym bardziej, że student to szczwana bestia, milutki przed wpisem, a później... ;)

      Usuń
  8. Ja też jestem właśnie po pierwszym roku studiów (no prawie, jeszcze ostatnie dwa egzaminy zostały). I w sumie też się zgodzę ze wszystkim. Na szczęście mam świetnych ludzi w grupie, którzy chętnie dzielą się notatkami i prawie wszystko wrzucają na grupę na facebooku. Co do samych notatek... u mnie jednak lepiej sprawdzał się zeszyt od kartek, bo te nie dość, że zawsze zapomniałam numerować (co zwłaszcza przy notatkach z matematyki było ogromnym problemem!), to jeszcze często jedna czy dwie gdzieś się zawieruszyły i potem problem. Poza tym, z "nauką tylko dwa razy w roku" to bujda, przy najmniej u mnie na kierunku, bo ja właściwie co tydzień, dwa, jakieś kolokwium miałam, których nie ucząc się nic nie szło zdać. A tak to... trzeba wszystkiego przekonać się na własnej skórze i nie ma się przerażać... Choć w sumie ja jestem odrobinę przerażona faktem, że to już rok minął. Kiedy to zleciało ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za Twoje ostatnie egzaminy! :) Fakt, mnie również ten rok minął niesamowicie szybko, aż jestem w szoku! Na moim kierunku nie jest tak strasznie, kolokwia nie pojawiają się zbyt często, ale nauka na nie w porównaniu z nauką na egzamin to po prostu bułka z masłem, albo i mniej. Co do kartek na notatki - ja osobiście nie miałam z tym najmniejszego problemu, wszystkie nosiłam w teczce, więc nigdy żadna mi się nie zawieruszyła, po powrocie do mieszkania odnosiłam je na miejsce odpowiednie dla każdego przedmiotu, dzięki czemu nie mogłam narzekać na nieporządek. :) Studiujesz jakiś matematyczny kierunek? Podziwiam, matematyka to moja zmora od... zawsze. :)

      Usuń
    2. Cóż, ja początkowo tez ładnie odkładałam wszystkie notatki do odpowiednich teczek... ale z czasem mniej się chciało, kartki zaczęły się gubić... więc wróciłam do zeszytów. Zresztą dla mnie to i tak wielka różnica nie jest w torbie, która i tak zawsze wypakowana po brzegi (no bo książka, szkicownik, piórnik muszą być xD). Nie do końca matematyczny. Studiuję informatykę, choć planuje specjalizacje z grafiki komputerowej... a w ogóle to nie wiem czy się nie będę przenosić. Matematyka to niestety też nie do końca moja bajka, ale jakoś przeboleć musiałam ^^

      Usuń
    3. Na początku zawsze jest zapał, który później szybko się wypala... niestety. :D Ja staram się do torby upychać jak najmniej rzeczy, bo nienawidzę ciężarów, ale książka obowiązkowo musi się w niej znaleźć, coby nie umrzeć na nudnym wykładzie. :) Matematyki raczej się uniknąć nie da, ona jest praktycznie wszędzie. Na swoim kierunku też miałam jakieś zalążki matematyki w postaci ekonomii, z którą nieźle się umordowałam, ale na szczęście i egzamin, i kolokwium zaliczeniowe z ćwiczeń mam za sobą. Na drugim roku będę miała do wyboru statystykę lub rachunkowość i po prostu głowa mi pęka, gdy o tym myślę. :)

      Usuń
  9. Również na studia wybieram się tegoroczną jesienią, także dziękuję Ci bardzo za ten poradnik! Niezwykle przydatne wskazówki. Na szczęście idę na uczelnię, którą miałam okazję już poznać kilkakrotnie, także nie ma obawy, że zgubię się na korytarzach. Jednak zawsze pozostaje strach, bo w końcu idę tam sama i nikogo nie będę znać. Ale zastosuję się do Twoich rad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się przydał! Ulżyło mi, bo bałam się, że okaże się on być całkowicie niepotrzebny. :) Ja na studia również szłam całkiem sama, tzn. teoretycznie na ten sam wydział szła również moja koleżanka z jednej klasy z podstawówki, gimnazjum i liceum, ale właśnie w liceum nasze stosunki były bardzo chłodne, więc można uznać, że nikogo absolutnie nie znałam. Czułam się trochę jak osioł, bo dużo osób znało się wcześniej, ale szybko ta sytuacja się zmieniła i po kilku dniach ja też nawiązałam nowe znajomości. Jestem osobą, której to przychodzi BARDZO ciężko, dlatego niczym się nie martw, na pewno dasz sobie radę i zapewne już pierwszego dnia poznasz jakieś sympatyczne osoby. :)

      Usuń
  10. Ja również wybieram się w październiku na studia, oczywiście o ile będzie mi dane ( jutro się wszystko okaże ;p). Ciekawa jestem jak to będzie i właśnie się zastanawiałam w co się tu zaopatrzyć na wykłady, więc Twój poradnik bardzo mi pomógł. :) A możesz mi powiedzieć jak jest z notowaniem np. na tabletach? Jest to dozwolone? A jeśli jest to czy praktyczne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że jest to dozwolone, tak samo jak noszenie laptopów na wykłady i ćwiczenia. :) Gdyby mój laptop był mniejszy to i ja na 100% bym go ze sobą nosiła, ale ma też strasznie słabą baterię, więc nic z tego niestety. Jednak notowanie na przeróżnych urządzeniach jest jak najbardziej dozwolone. :) I bardzo praktyczne! Ja osobiście nie za bardzo umiem pisać na tablecie, bo miałam z nim do czynienia ze dwa, może trzy razy w życiu, ale na pewno pisze się na nim dużo szybciej niż na kartce. Gdybym nosiła na wykłady laptopa to mogłabym wręcz pokochać pisanie notatek, bo korzystanie z niego jest niesamowicie wygodne. :)

      Usuń
    2. Pewnie zależy od uczelni, u mnie wszystko poza telefonem dozwolone. Kiedyś jeden z dr kazał nam robić zdjęcia slajdom, bo "przepisać nie zdążycie i tak, a ja chcę żebyście myśleli trochę". :) Ale czy tablet by Ci się nie zacinał? I jak z wytrzymałością baterii? Z kontaktami bywa różnie.

      Usuń
    3. Dokładnie, wszystko zależy od uczelni. Ja osobiście nie spotkałam się z taką, która zakazywałaby posiadania tabletów czy innych takich rzeczy. Na mojej uczelni jest na szczęście wolna amerykanka w tej kwestii. Z kontaktami bywa różnie, to prawda, a tablet najlepiej jest porządnie naładować przed dniem na uczelni. Ja nie mam z nimi żadnego doświadczenia, ale myślę, że i wtedy nie ma pewności, że wytrzyma cały dzień, w zależności, ile godzin spędzi się na wydziale.

      Usuń
    4. no właśnie nie wiem jak z tymi technicznymi sprawami, ponieważ właśnie zastanawiam się nad kupnem tableta i nie wiem czy się decydować czy nie :(
      P.S dziękuję bardzo za odpowiedzi i za rady! :)

      Usuń
    5. Musisz się po prostu dowiedzieć, najlepiej od osób, które studiują na uczelni, do której się wybierasz, czy posiadanie tabletów nie jest zabronione, bo przecież nigdy nie wiadomo. A jeżeli nie, to śmiało z niego korzystaj. :)

      Usuń
  11. Do wyprawki dodałabym jeszcze kolorowe znaczniki tekstu (tak się to chyba zwie? chodzi mi o te kolorowe samoprzylepne karteczki, co wystają z boku książki), bo łatwiej się orientować w książkach. Szczególnie pomocne, gdy już się przystępuje do pisania pracy dyplomowej, ale i wcześniej użyteczne. A po pierwszym roku segregator - do notatek się wraca, więc dobrze mieć je ładnie uporządkowane.

    Poza tym stosuję się chyba do wszystkich tych rad. Chociaż ostatnie półtora roku pisałam już na komputerze - szybciej, wygodniej. Z udostępnianiem notatek różnie bywa - przez pierwsze 2 lata wszystko swobodnie krążyło i na pocztę/grupę fb wrzucało się to, co było. Na 3. się zmieniło - postanowiliśmy wytępić denerwujące pasożyty, które żerowały całe 3 lata na cudzych notatkach i wymienialiśmy się już tylko w mniejszych grupach.

    Wpis ogólnie fajny i z całą pewnościom pomoże wielu świeżo upieczonym, więc jeśli jakieś pomysły jeszcze masz, to pisz :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, prawda, takie znaczniki też na pewno się komuś przydadzą, chociaż ja osobiście z nich nie korzystałam, dlatego też nie wspomniałam o nich w poście. Planuję właśnie zaopatrzyć się w jakiś dobry, duży segregator, bo mam pełno notatek i podrukowanych kartek, które na pewno jeszcze mi się kiedyś przydadzą, więc muszę je gdzieś uporządkować.

      Nie mam pojęcia jak to będzie w kolejnych latach - póki co w kwestii notatek jest naprawdę super. Nie może być idealnie przez cały czas, to oczywiste, ale o tym się dopiero przekonam. :)

      Dzięki za miłe słowa, mam już dwa kolejne tematy na wpisy z tego cyklu, a i później może coś ciekawego wpadnie mi do głowy. :)

      Usuń
  12. Na studia wybieram się dopiero za rok, ale taki poradnik to moim zdaniem fajna rzecz. Zawsze dobrze jest się o czymś dowiedzieć wcześniej. ;) Przyjemnie się czytało.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że się przydał, liczyłam właśnie na to, że okaże się pomocny (nawet w najmniejszym stopniu), więc bardzo się cieszę, że tak się stało. :)

      Usuń
    2. Czekam teraz na kolejne. ;)

      Usuń
  13. Studia jeszcze przede mną i to w dosyć dalekiej przyszłości (dopiero gimnazjum ;p), ale powiem Ci, że Twój post naprawdę mnie zaciekawił. :) Już na przyszłość coś będę wiedziała. :) Jestem za tym, abyś kontynuowała poradnik, ale na razie nie mam żadnego pomysłu na temat, jakby co to dam znać. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci tego, że masz jeszcze kilka leniwych lat przed sobą, czasami chciałabym wrócić do liceum i odsapnąć choć na chwilę. ;)
      Dzięki i będę czekać na jakieś propozycje, jeżeli coś wpadnie Ci do głowy! :)

      Usuń
  14. Ja dopiero za rok na studia - jak dobrze, że to jeszcze przede mną ;)

    A tak z ciekawości - co studiujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najfajniejszy czas dopiero przed Tobą, nigdy nie zamieniłabym możliwości przeżycia pierwszego roku studiowania na nic innego, szczerze. :) Co prawda dopiero teraz poznałam co znaczy prawdziwa nauka, ale pomimo tych ciężkich chwil to był chyba najlepszy rok w moim życiu. :)
      Ja studiuję administrację, a Ty masz już jakiś upatrzony kierunek? :)

      Usuń
    2. Hm... Finanse i rachunkowość, albo budownictwo; ew. rozważałam administrację, ale chyba nie do końca mnie to interesuje ;)

      Usuń
    3. Ja wybrałam podczas rekrutacji jeszcze dwa inne kierunki, tak dla ubezpieczenia się, ale tylko administracji byłam w 100% pewna, że chcę ten kierunek studiować. :) A kierunki wybrałaś sobie ciekawe, chociaż kompletnie nie dla mnie. ;)

      Usuń
  15. Ja idę w tym roku. I właśnie obgryzam paznokcie ze zdenerwowania przed wynikami. A gdy będą publikowane listy kandydatów to chyba padne trupem :<
    Przeczytałam cały poradnik i na pewno będę się stosowała do rad. Nie mam niestety zbyt wielu starszych znajomych od których mogę się czegoś dowiedzieć, więc każda informacja jest dla mnie cenna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za Twoje wyniki! Coś czytałam, że wczoraj padły chyba serwery i prawie nikt nie mógł poznać swoich wyników - o ile dobrze pamiętam to rok temu, gdy i ja na nie czekałam, wyniki nie pojawiły się po północy, tylko dopiero nad ranem, więc stres był całkiem niezły. :)
      Ja również nie miałam znajomych, od których mogłam się czegoś dowiedzieć na temat studiowania, dlatego cieszę się, jeżeli mój poradnik okazał się dla kogoś przydatny. :)

      Usuń
  16. Kiedyż to ja już skończyłam swoje studia?! Ale miło było powspominać czytając twój post. Zgadzam się z twoimi sugestiami :) Ja od samego początku miałam cienki segregator z wpinanymi koszulkami na kartki i tam umieszczałam swoje notatki. A na uczelnię nosiłam tylko to co konkretnego dnia miałam w planie. Pomimo tego, że studiowałam 5 lat zaocznie to tych notatek sporo się uzbierała. Jednak miałam takie szczęście studiować na bibliotekarstwie do wykładowców, że wielu przesyłało nam na specjalnie przez nas utworzonego maila skrypty z wykładów. Poprzez tą pocztę wiedzieliśmy o wszystkich zmianach w rozkładzie zajęć. Byliśmy z całej Polski na roku i nie sposób było dowiedzenia się o wielu rzeczach, a osoby mieszkające w Warszawie często nas właśnie o tych zmianach informowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w najbliższym czasie zamierzam właśnie skusić się na taki segregator do wpinania notatek, żebym żadnych nie pogubiła, a to niestety często mi się zdarza. Niestety nie mam tyle szczęścia jeżeli chodzi o skrypty z wykładów, jedynie z jednego przedmiotu takie materiały zostały nam udostępnione, a i tak egzamin nie za bardzo się z nimi pokrywał, więc to po prostu kosmos. Liczę na więcej szczęścia w przyszłym roku, bo takie skrypty to naprawdę zbawienie i bez nich daleko by się nie zaszło. :)

      Usuń
  17. Co prawda studia dopiero za dwa lata mnie czekają (Chwała Zeusowi, że wybrałam czteroletnie technikum ^^), ale twoją notkę-poradnik czytałam z wielkim zainteresowaniem i ciekawością. Nie ukrywam, że pójście na studia jest jednym z moich marzeń i choć wiem, że łatwo nie będzie i czeka mnie... naprawdę wielkie szaleństwo, to... lubię się uczyć :) I chcę to kontynuować także po cudownej szkole średniej ;)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, ale masz fajnie! Czasami bardzo chciałabym się cofnąć do tego, co było w liceum. Ale tylko czasami. ;) Ja właśnie wybrałam się do liceum tylko z tego względu, że chciałam studiować i nie chciałam zbyt szybko iść do pracy i tak ostro stawać na nogi. Dla mnie było to za wcześnie, poza tym naprawdę studia były dla mnie marzeniem, a też stały pod wielkim znakiem zapytania i było z nimi mnóstwo problemów. :) Trzymam kciuki, żeby i Tobie się udało!

      Usuń
  18. Porady bardzo życiowe. :) Ja z perspektywy studiów już zakończonych mogę tylko dodać, że warto uzbroić się w cierpliwość, zwłaszcza w kwestii załatwiania formalności i tzw. papierologii - o tym jakie są dziekanaty krążą legendy i niestety w każdej z nich jest ziarno prawdy. Nawet najmilsze panie w dziekanacie zawsze będą się kurczowo trzymać formalności. Dlatego warto trzymać się terminów i załatwiac wszystko na spokojnie i na czas - wtedy możliwość "wpadki" jest zminimalizowana praktycznie do zera. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zgadzam się z Tobą w 100%. :) Ja osobiście chyba tylko ze dwa, może trzy razy załatwiałam coś w dziekanacie w tym roku i zawsze wszystko szło bardzo sprawnie i szybko, ale wiem, że nie każdy ma to szczęście i nie każdy dziekanat jest taki fajny, jak u mnie, bo ja naprawdę nie mogę narzekać. :) Trzeba jednak wykazać się dużą cierpliwością przy załatwianiu formalności, gdyż czasami podczas czekania można znieść jajko, ale to norma. Poza tym zdecydowanie należy wszystkie formalności załatwiać w terminie, bo rzadko kiedy ma się takie szczęście, że pani w dziekanacie przymknie na to oko.

      Usuń
  19. Dziękuję Ci za ten poradnik, na pewno będę się nim podpierać, bo cóż... już 11 lipca dowiem się, czy dostałam się na te wymarzone studia! Na szczęście matury poszły mi całkiem dobrze, więc mam nadzieję, że będę mogła wykorzystać Twoje rady w praktyce.
    Nie ukrywam, że najbardziej zainteresował mnie punkt o noszeniu notatek, bo ciągle mnie to zastanawiało - obstawiałam przy noszeniu luźnych kartek, by potem je segregować i chyba przy tym pozostanę. To najlepsza opcja dla mojego biednego, chorego kręgosłupa. Ech, ta dyskopatia :P
    Myślę, że studia nie będą takie straszne - chyba najważniejsze jest opracowanie własnego systemu nauki. Jeszcze raz dzięki za ten wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz np. kupić sobie segregator i z nim chodzić na wykłady. :) Tam możesz powpinać sobie luźne kartki i nie musisz nosić ze sobą tysiąca zeszytów czy innych, niepotrzebnych rzeczy, bo będziesz miała jeden segregator. Nie są one drogie ani ciężkie, więc według mnie jak najbardziej warto w coś takiego zainwestować, ja sama się nad tym zastanawiam. :)
      Cieszę się, że ten wpis jakoś Cię zainteresował i pomógł, wypracowanie własnego systemu trwa naprawdę szybko, więc na pewno dasz sobie radę. Studia są niesamowite, chociaż sesja to najgorsza rzecz na świecie, ale ogólnie jest bardzo pozytywnie. :)

      Usuń
  20. Żałuję. że wcześniej umknął mi ten poradnik :) Idę w październiku na studia, stresu co do uczelni nie mam. Głownie chodzi o to, że nikogo nie znam, a do tego jeszcze nowe mieszkanie itd. Ale jeśli chodzi o "kupowanie wyprawki" to w sumie sama wpadłam na to, aby kupić teczkę z innego tworzywa niż papier (chwała Biedronce) i zeszyty z kołem specjalnie na wyrywanie kartek. Nie wiem w sumie, czy można u mnie nosić laptopa, ale wszystko jest do ogarnięcia xD
    Ciekawe jak to będzie.
    Świetny poradnik :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.