Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam fantastykę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam fantastykę. Pokaż wszystkie posty

13 czerwca 2014

Rywalki, Kiera Cass

Rywalki, Kiera Cass
Jakże jestem zadowolona z tej książki to chyba nawet nie jesteście w stanie sobie tego wyobrazić! Ogromny kamień spadł mi z serca, ponieważ zainteresowałam się tą książką jeszcze przed informacją o polskiej premierze, za sprawą amerykańskich czytelników, a niezbyt pochlebne w większości opinie o tej powieści zasiały we mnie ziarno zwątpienia. Ziarenko to nie wykiełkowało na szczęście na tyle, aby się do tej książki zniechęcić, co więcej - w momencie, gdy powinnam uczyć się na zaliczeniowe kolokwium ze znienawidzonego przeze mnie przedmiotu zabrałam się za czytanie tej książki, gdyż w tym przypadku ciekawość była znacznie silniejsza od zdrowego rozsądku podpowiadającego wetknięcie nosa w notatki. Przecież dobrze wiecie - po co się uczyć, skoro można przeczytać książkę, prawda? Prawda.

America jest jedną z trzydziestu pięciu dziewcząt, które zostały wybrane do udziału w Eliminacjach, mając szansę na zostanie księżniczką i poślubienie Maxona, syna rodziny królewskiej. Wbrew pozorom America wcale nie pragnie korony, a na udział w Eliminacjach zdecydowała się z zupełnie innego, choć równie ważnego dla siebie powodu, pomimo tego, iż oznaczało to rozstanie z Aspenem, jej sekretną miłością. Przypuszczenia dziewczyny wobec Maxona nie spełniają się i choć America jest już całkowicie zakochana w jednym chłopcu - chcąc czy nie chcąc zaczyna odczuwać względem Maxona coś, czego wcale nie pragnie.

27 kwietnia 2014

Grim. Pieczęć ognia, Gesa Schwartz

Grim. Pieczęć ognia, Gesa Schwartz
Tak naprawdę dosyć długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki, a powodem była przede wszystkim jej objętość, która - i to każdy musi przyznać - jest dosyć imponująca, zwłaszcza porównując tę powieść do wydawanych ostatnio na rynku książek dla młodzieży. Zdecydowałam się poczekać na jakąś dłuższą przerwę również z tego względu, iż bardzo pozytywne opinie o tej książce zdążyły mnie przekonać, że będę miała do czynienia z wystarczająco zadowalającą książką, żebym nie potrafiła się od niej oderwać. Nie wiem skąd to przekonanie, tym bardziej, że tak naprawdę wcale nie okazało się wybitnie słuszne, aczkolwiek uległam mu zaskakująco szybko.

14 kwietnia 2014

Multirzeczywistość, David Louis Edelman

Multirzeczywistość, David Louis Edelman
„Multirzeczywistość” to kontynuacja poprzednio zrecenzowanej przeze mnie książki pt. „Infoszok”, która - jak się okazało - otworzyła mi oczy na wiele aspektów, które w poprzednim tomie gdzieś mi umknęły lub najzwyczajniej w świecie zostały przeze mnie zignorowane. To właśnie takie chwile lubię najbardziej, kiedy kolejne części jakiejś serii okazują się być jeszcze większym sukcesem, dając mi jednocześnie znać, iż zapoznanie się z danymi książkami było właściwym wyborem, którego nigdy nie będę żałować. W przypadku dwóch pierwszych części trylogii „Skok 225” mogę napisać tylko jedno: tak dobrych książek dawno nie miałam w swoich rękach.

13 kwietnia 2014

Infoszok, David Louis Edelman

Infoszok, David Louis Edelman

Kiedy myślę o bardzo, bardzo dalekiej przyszłości tak naprawdę przede wszystkim potrafię wyobrazić sobie tylko jedno: imponujący postęp techniczny, oferujący możliwości, które obecnie przy aktualnych środkach są niestety niemożliwe do osiągnięcia. Literaturę science fiction czytam właśnie po to, aby przekraczać granice, tworzyć nowe ścieżki, które w obecnej chwili wydają się być jedynie mrzonkami pełnych wyobraźni autorów i niepozbawionych nadziei naukowców. Kto jednak wie jak tak naprawdę zarysują się losy świata w tak odległej przeszłości, w której rozwinięta technologia całkowicie zastąpi pewne z pozoru nieodłączne aspekty ludzkiego życia?

15 marca 2014

Cień węża, Rick Riordan

Cień węża, Rick Riordan
Kiedy czytelnik zbliża się do zakończenia przygody z jakąś serią, wówczas zawsze pozostaje pewna doza niepewności co do tego ostatniego tomu, obawa przed tym, że ostateczny rozrachunek z przygodami bohaterów będzie rozczarowujący i najzwyczajniej w świecie nie spełni pewnych, postawionych przez konkretną osobę wymagań. W takim właśnie miejscu znalazłam się i ja, gdy sięgałam po „Cień węża”, ponieważ w jakiś sposób zależało mi na tym, aby ten tom okazał się naprawdę interesujące i pomimo czytania 1/4 tej książki przez ok. 3 tygodnie z przyjemnością mogę uznać, że w niczym się nie zawiodłam podczas lektury tej powieści.

20 lutego 2014

Upadłe Anioły. Misja, J.R. Ward

Upadłe Anioły. Misja, J.R. Ward
Można by pomyśleć, że motyw aniołów został już dawno temu wyczerpany, a co najważniejsze - wypadł z mody. No bo spójrzmy prawdzie w oczy, ileż można czytać o tym samym, pomimo tego, że każdy autor czy autorka inaczej podchodzi do danego tematu? Pomimo tego, że uwielbiam J.R. Ward za „Bractwo Czarnego Sztyletu” to miałam małe obawy przed tą książką, chociaż byłam nastawiona do niej jak najbardziej entuzjastycznie. Jak się jednak później okazało - wszystkie te obawy uciekły w niebyt, ponieważ gdy tylko zaczęłam czytać tę książkę wiedziałam, że w moje ręce trafiła pierwszej klasy powieść.

Głównym bohaterem nowego cyklu autorki „Bractwa Czarnego Sztyletu” jest Jim Heron, z powodu zwykły, niczym niewyróżniający się mężczyzna, który zostaje zwerbowany do grona upadłych aniołów, jak się okazuje - nie bez powodu. Jego zadaniem staje się uratowanie duszy pewnego człowieka - Vina DiPietro, który jest bogatym biznesmenem z piękną, atrakcyjną kobietą u boku, która okazuje się być kimś znacznie więcej niż tylko jego kochanką.

9 lutego 2014

Morze potworów, Rick Riordan

Morze potworów, Rick Riordan
Książki Ricka Riordana są jak najwspanialszy na świecie narkotyk. Jedna, słodka dawka jego twórczości zdecydowanie nie wystarczy, a po przeczytaniu jednej powieści chce się więcej i więcej tej zachwycającej... ambrozji. Po przeczytaniu „Złodzieja pioruna” - pomimo tego, że spotykałam na swojej drodze niekiedy oszałamiające wręcz książki - to tak naprawdę myślami wciąż i wciąż powracałam do Obozu Herosów i przygód Percy'ego, nie mogłam się doczekać, aż będę mogła powrócić do jego świata i dowiedzieć się jakie tym razem przeszkody będzie musiał pokonać. A okazało się, że są one bardziej fascynujące niż w pierwszej części. 

Dla Percy'ego rok spędzony w siódmej klasie był prawie całkiem spokojny. Prawie, ponieważ w pewnym momencie z pozoru niewinna gra w zbijanego zamienia się w potworną zagrywkę na śmierć i życie... dosłownie! Jakby tego mało, spokój herosa burzy nagłe pojawienie się Annabeth, która informuje Percy'ego o niebezpieczeństwie czyhającym na Obóz Herosów. Sosna Thalia będąca magiczną barierą została otruta i powoli umiera, a jeżeli Percy na czas nie znajdzie lekarstwa wtedy wszyscy znajdą się w wielkim niebezpieczeństwie.

6 lutego 2014

Strych Tesli, Neal Shusterman & Eric Elfman

Strych Tesli, Neal Shusterman & Eric Elfman
Macie w domach tostery, mikrofalówki, aparaty, telefony, przeróżne inne urządzenia, które robią to, do czego są przeznaczone. Rzeczy, które robią zdjęcia, grzanki, parzą kawę, jednak co najważniejsze - zdecydowanie ułatwiają i umilają codzienne funkcjonowanie. Co by się jednak stało, gdyby po prostu... oszalały? Gdyby nie robiły tego, co powinny robić, a zamiast ułatwiać nam życie w jakiś sposób utrudniałyby je, robiąc rzeczy niemieszczące się w przeciętnym ludzkim umyśle? Przypuszczam, że w takiej sytuacji wiele osób byłoby o krok od zdobycia biletu gwarantującego podróż w jedną stronę do szpitala psychiatrycznego, z czym zapewne wielu z was się zgodzi.

Nick to czternastoletni chłopiec, który wraz z młodszym bratem i ojcem przeprowadza się do nowego, wiktoriańskiego domu po tym, jak pożar niszczy ich stare mieszkanie i na zawsze zmienia ich życie. Cała trójka postanawia urządzić wyprzedaż starych rzeczy, na której zjawia niesamowita ilość chętnych zainteresowanych zakupem. Szybko jednak wychodzi na jaw, że urządzenia te nie działają tak, jak powinny działać - aparat robi zdjęcia przyszłości, a magnetofon nagrywa myśli. Jakby tego było mało, pewna organizacja jest podejrzanie zainteresowana wszystkimi przedmiotami, które Nick jakiś czas temu sprzedał.

5 lutego 2014

Dotyk Gwen Frost, Jennifer Estep

Dotyk Gwen Frost, Jennifer Estep
Będąc dzieckiem marzenia o posiadaniu jakichkolwiek nadprzyrodzonych mocy były na porządku dziennym. Wówczas wszystko było po prostu „cool”, a wyobraźnia na tyle elastyczna, że można było wcielić się w dosłownie każdego bohatera, posiąść umiejętność czytania w myślach, przesuwania obiektów za pomocą umysłu i wielu, wielu innych zdolności, dzięki którym urozmaicało się zabawę z rówieśnikami. Pomimo prawie dwudziestu lat na karku wciąż pozostało we mnie coś z dziecka, ponieważ miłość do bohaterów posiadających magiczne zdolności nie zmalała z biegiem lat, stała się jednak troszkę bardziej wymagająca. Wciąż jest jednak na tyle silna, że wręcz zmusiła mnie do wypożyczenia „Dotyku Gwen Frost” z biblioteki, choć wcześniej wcale nie planowałam czytania tej powieści. Wybory spontaniczne są najlepsze? Cóż, niekoniecznie. 

Gwen Frost to nastolatka, która wraz z innymi rówieśnikami uczęszcza do Akademii Mitu - szkoły, w której może kształcić swoje zdolności. Jej umiejętnością jest odkrywanie historii danego przedmiotu poprzez dotyk. Wystarczy, że czegoś dotknie, a może dowiedzieć się o danej rzeczy czy człowieku absolutnie wszystkiego. Gwen uczy się wraz z potomkami legendarnych wojowników - Spartan, Amazonek, Wikingów, a jednak nie ma żadnych przyjaciół, których brak może okazać się najmniejszym zmartwieniem, kiedy gniew potężnego boga Loki zamierza spaść na nich wszystkich.

4 lutego 2014

Ciepłe ciała, Isaac Marion

Ciepłe ciała, Isaac Marion
Próbuję sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek wcześniej miałam możliwość przeczytania jakiejkolwiek książki opowiadającej o zombie i wychodzi na to, że „Ciepłe ciała” to pierwsza powieść o tej tematyce, z którą się zapoznałam. Uważam, że pierwsza książka z danej tematyki powinna w miarę możliwości jak najbardziej zachęcić do zapoznania się z innymi tytułami poruszającymi ten motyw - i pod tym względem książka ta spełniła swoje zadanie lepiej, niż mogłabym nawet przypuszczać.

R jest zombie i wraz z innymi swojego rodzaju zamieszkuje opuszczone lotnisko. Nie ma wspomnień, nie pamięta swojego imienia, pożera Żywych, aby zdobyć choć kawałeczek tego, kim kiedyś byli. Kiedy podczas jednej z wypraw w poszukiwaniu pożywienia R poznaje Julie - z jakiegoś powodu postanawia ocalić ją przed śmiercią i zabiera wraz ze sobą. Julie jest żywą nastolatką, w której żyłach krąży krew, a jednak R zaczyna czuć do niej coś, czego nie odczuwał nigdy wcześniej - i być może właśnie to uczucie będzie mogło zmienić bieg całej, przerażającej historii, jaka spotkała ludzkość.

29 stycznia 2014

Magia indygo, Richelle Mead

Magia indygo, Richelle Mead

Nigdy nawet nie przypuszczałam, że tak bardzo spodoba mi się ta seria. Nie sądziłam też, że tak bardzo zżyję się z bohaterami, będę przeżywać ich rozterki i ekscytować się przy każdej nieco bardziej dynamicznej akcji. Od dawna wiedziałam, że Richelle Mead potrafi ciekawie pisać, jednak z każdą kolejną częścią tej serii jestem nią coraz bardziej zaskoczona i oczarowana. Uwielbiam takie serie, w których kolejne tomy pokazują w jak ciekawy i interesujący sposób rozwijają się charaktery poszczególnych bohaterów, a dodatkowo zapewniają zapierającą dech w piersiach dawkę rozrywki, która sprawia, że nigdy nie chciałoby się takiej książki kończyć.

Ostatnie wydarzenia sprawiły, że Sydney coraz bardziej poddaje wątpliwościom swoją lojalność wobec alchemików. Jej uczucia wciąż nie są dla niej jasne, jednak alchemiczka zdeterminowana jest odkryć, jakie tajemnice skrywają przed nią jej przełożeni. Wciąż stara się odnaleźć Marcusa - zbuntowanego alchemika, który pozostaje dla niej zagadką i być może będzie potrafił odpowiedzieć na niektóre z jej pytań. Jakby tego było mało, na wolności grasuje potężna czarownica, która zagraża nastolatkom, a relacja między nią a Adrianem staje się bardziej skomplikowana niż kiedykolwiek wcześniej. Czy Sydney będzie potrafiła ukryć swoje uczucia, czy jednak podda się czarującemu urokowi Iwaszkowa?

26 grudnia 2013

Przez burze ognia, Veronica Rossi

Przez burze ognia, Veronica Rossi
Bardzo zastanawia mnie to, czy i kiedy wreszcie niektórzy autorzy zorientują się, że powielanie niektórych pomysłów, już wcześniej powtarzających się w wielu książkach wcale nie jest interesujące? Czy może każda kolejna książka z antyutopijnego gatunku będzie po prostu pod zbyt wieloma względami kopią innej powieści, będzie zawierała pomysły, które już kiedyś, gdzieś, w jakiejś formie wystąpiły? Dwa zupełnie różne światy, z czego jeden jest rozwinięty technicznie i otoczony kopułą? Było. Dwójka bohaterów pochodzący z tych dwóch, tak różnych od siebie światów, których losy nagle zaczynają się ze sobą łączyć? Było, i to niezliczoną ilość razy. Prawdę mówiąc bez namysłu zdecydowałam się na przeczytanie tej książki... i teraz zaczynam tego żałować. Z jakiego powodu? Po prostu: te dwa dni, podczas których z trudem mieliłam tę historię mogłam poświęcić na znacznie ciekawszą powieść.

„Przez burze ognia” opowiada historię dwójki bohaterów. Aria to dziewczyna wychowująca się w Reverie - technologicznie rozwiniętym świecie, szczelnie osłoniętym kopułą. W miejscu, w którym nie grozi jej niebezpieczeństwo, a za pomocą Wizjera może dowolnie spędzać czas w wirtualnie wygenerowanych Sferach. Perry natomiast znajduje się po drugiej stronie kopuły, jest Wykluczonym, który musi walczyć o życie wśród burz eterowych, kanibali i walk różnych plemion. Kiedy Aria zostaje wyrzucona z własnego domu ich drogi się splatają i razem z Perrym wyrusza w niebezpieczną podróż.

23 grudnia 2013

Złodziej pioruna, Rick Riordan

Złodziej pioruna, Rick Riordan
Dobrze wiem, że Rick Riordan potrafi pisać i tworzyć fantastyczne historie, pełne pasjonujących przygód, potworów i świetnie skonstruowanych bohaterów. Dowiedziałam się o tym podczas czytania Kronik Rodu Kane, chociaż mój apetyt na tego autora wzrósł znacznie wcześniej, jeszcze przed przeczytaniem „Czerwonej piramidy” czy „Ognistego tronu”. To, czy rozpocząć czytanie serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy nie było łatwą decyzją, ponieważ moją twardą zasadą jest doczytywanie serii do końca, więc nawet jeżeli „Złodziej pioruna” nie przypadłby mi do gustu to czułabym się w obowiązku doprowadzić przygodę z losami Percy'ego do końca. Jak się okazało - moje obawy były całkowicie bezpodstawne, ponieważ tak się wczytałam w tę historię, że za nic nie byłam w stanie się od niej oderwać.

Życie Percy'ego od początku było udekorowane przeszkodami. Kiedy po raz kolejny ma wylecieć ze specjalnej szkoły z internatem jego życie komplikuje się jeszcze bardziej, niż ktoś śmiałby w ogóle pomyśleć. Percy dowiaduje się, że jego ojcem jest starożytny bóg, a sam Zeus podejrzewa go o kradzież Pioruna Piorunów. Jeżeli Percy wraz z przyjaciółmi w ciągu dziesięciu dni nie odniesie broni Zeusa na Olimp, przyszłość całego świata będzie stała pod wielkim znakiem zapytania.

5 grudnia 2013

Mechaniczny anioł, Cassandra Clare

Mechaniczny anioł, Cassandra Clare

Było tak, jak się tego spodziewałam. Pomimo, iż do przeczytania tej książki kompletnie mnie nie ciągnęło i zapoznanie się z nią odwlekałam z dnia na dzień coraz bardziej (co jest dziwne, bo „Dary Anioła” kocham miłością bezgraniczną i nie wyobrażam sobie życia bez znania tych książek) to gdy tylko zaczęłam ją czytać i miałam za sobą kilka pierwszych stron - wtedy oderwanie się od tej powieści graniczyło z cudem. „Mechanicznego anioła” kupiłam sobie zaraz po premierze i przypuszczam, że powodem, dla którego zwlekałam z przeczytaniem tej książki było to, że bałam się, iż nie spodoba mi się ona w tak dużym stopniu jak wcześniejsze książki opowiadające o przygodach Nocnych Łowców. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że ciężko byłoby mi się pogodzić z faktem, że „Diabelskie Maszyny” nie powalają na kolana, choć nikt nie powiedział, że wszystkie książki Cassandry Clare muszą przypaść mi do gustu.

Trylogia „Diabelskie Maszyny” to prequel „Darów Anioła”. Główną bohaterką jest Tessa Gray, która przybywa do Anglii, aby spotkać się z bratem, Nathanielem, będącym jej jedyną żyjącą rodziną. Niestety zaraz po przybyciu do kraju sprawy zaczynają się coraz bardziej komplikować, Tessa spotyka na swojej drodze Nocnych Łowców, którzy są jedynymi osobami mogącymi jej pomóc, gdy okazuje się, że ona i jej brat znaleźli się w nienajciekawszej sytuacji.

2 grudnia 2013

Wiking. Dziecko Odyna, Tim Severin

Wiking. Dziecko Odyna, Tim Severin
„Wiking. Dziecko Odyna” to pierwsza powieść opowiadająca o wikingach, z którą miałam do czynienia, nie licząc niewiele znaczącego wątku w jednej z książek przeczytanej wiele lat temu. Jak do tej pory spotykałam się jedynie z filmami o takiej tematyce, które rozbudziły mój apetyt na poznanie książkowych przygód tych skandynawskich wojowników, jednak z niewiadomego powodu nigdy nie pokusiłam się o żadną tego typu książkę. Gdy spotkałam się z okazją przeczytania pierwszego tomu trylogii Tima Severina nie wahałam się ani chwili - i była to jedna z najlepszych decyzji, jaką w ostatnim czasie podjęłam, ponieważ „Wiking” okazał się porywającą, pełną przygód lekturą, którą przez długi czas będę miło wspominać. 

Trylogia „Wiking” przedstawia losy Thorgilsa Leiffsona w 1001 roku, syna Leifa Szczęściarza i Thorgunny. Bohater, odziedziczywszy po matce dar jasnowidzenia zostaje odesłany przez nią ojcu - trafia na Grenlandię, gdzie zostaje wychowany pod opiekę Gudrid. Tam uczy się o starych obyczajach, poznaje religię Starych Bogów, dowiaduje się o nadejściu Białego Chrysta oraz - podążając śladami podziwianego przez niego Odyna - daje porwać się wędrówce obfitującej w niezwykłą dawkę przygód i całkiem nowych doświadczeń.

22 listopada 2013

Blask, Amy Kathleen Ryan

Blask, Amy Kathleen Ryan


Bardzo lubię science fiction, aczkolwiek za współczesnymi książkami o takiej tematyce niespecjalnie przepadam, bo coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że historie te są najzwyczajniej w świecie uproszczone. Zdecydowanie bardziej preferuję starsze książki z tego gatunku i niestety „Blask” jedynie potwierdził to, co już od dłuższego czasu wiedziałam - „nowsze” nie zawsze znaczy „lepsze”. Powieść Amy Kathleen Ryan wywołała we mnie kilka negatywnych emocji, aczkolwiek na szczęście nie jestem w stanie napisać, że przeczytanie jej było czasem zmarnowanym. 

Empireum to statek, na którym Waverly przyszła na świat, a który wiele lat temu wyruszył z misją poszukiwania Nowej Ziemii, na której ludzie będą mogli się osiedlić. Dziewczynie z góry wiadome jest jej przeznaczenie - poślubienie Kierana, który ma zostać następcą kapitana statku, założenie rodziny i urodzenie dzieci. Wszystkie plany komplikują się w momencie, gdy Empireum zostaje zaatakowane przez bliźniaczy statek, który wyruszył z taką samą misją. Nowy Horyzont porywa młode kobiety wraz z dziewczynkami, a dorosłych morduje. Chłopcy, którzy ocaleli, znajdujący się na Empireum pod przywódctwem Kierana będą musieli odnaleźć się w chaosie i dojść do tego, w jaki sposób odzyskać to, co tak brutalnie im odebrano.

Znacznie łatwiej jest mi w przypadku tej książki wymienić kwestie, które nie przypadły mi do gustu, niż te, które mi się spodobały, dlatego od nich zacznę. Kreacja bohaterów jest dla mnie bardzo istotna, ponieważ gdy nie potrafię się z nimi zżyć i określić jakimi emocjami wobec nich pałam to tak naprawdę nie potrafię w pełni cieszyć się daną lekturą. W przypadku „Blasku” niestety ta kreacja nieco mnie zawiodła, ponieważ miałam wrażenie, jakby autorka niekonsekwentnie charakteryzowała bohaterów, tzn. w pewnym momencie miałam wrażenie, że ich osobowości różniły się od tych, kiedy poznałam je na samym początku.

Kolejna kwestia, która nie przypadła mi do gustu, również związana jest z bohaterami, a konkretniej - z ich wiekiem. Staje się to dla mnie poważnym problemem, ponieważ czytanie o postaciach, które ledwo ukończyły szesnaście lat przestaje mi się podobać. W jakiś sposób łatwiej mi jest utożsamić się z bohaterami w moim wieku, którzy mają na karku więcej życiowego doświadczenia. W przypadku tej książki zachowania bohaterów nie zawsze były przemyślane, jednak gdybym chciała ich w jakiś sposób usprawiedliwić, zrzuciłabym to na ciężar sytuacji, w jakiej się znaleźli, presji i stresu, który został w związku z konkretnymi wydarzeniami wywołany. Mimo wszystko wydaje mi się, że powinnam staranniej dobierać sobie lektury.

Na tym koniec narzekań, największym plusem tej książki jest fakt, że czytało się ją bardzo szybko i płynnie. Pomimo faktu, że „Blask” nie porwał mnie w zbyt wielkim stopniu, to chętnie sięgnę po jego kontynuację. Autorka w przyjemny sposób buduje napięcie i aż ma się ochotę wiedzieć co wydarzy się w dalszej kolejności oraz jak potoczą się losy konkretnych bohaterów. Historia ta ma bardzo duży potencjał i niemożliwe jest porzucenie tej serii zaledwie po pierwszej części, która - szczerze przyznaję - wciągnęła mnie od pierwszych stron.

Dla ludzi lubiących współczesną fantastykę „Blask” to pozycja jak najbardziej godna uwagi. W moim przypadku nie obyło się bez narzekań, ale w żadnym wypadku nie sprawiło to, że nie miałabym ochoty na drugi tom tej serii. Autorka stworzyła bardzo ciekawy świat, w którym akcja póki co toczy się jedynie na statkach kosmicznych, niewykluczone jednak, że w przyszłości dojdzie do kilku istotnych zmian, których jestem bardzo ciekawa i to one sprawiają, że nie mogę oprzeć się sięgnięciu po kontynuację. Osoby takie jak ja, które od zawsze interesowały się kosmosem i lubią historie toczące się wśród innych planet i gwiazd powinny skusić się na tę książkę, może być ona powodem kilku bardzo sympatycznie spędzonych chwil.

Ocena: 6,5/10
Wyzwanie: Czytam fantastykę.

8 listopada 2013

Beta, Rachel Cohn

Beta, Rachel Cohn


Gdy tylko usłyszałam o tej książce nazwisko autorki wydało mi się dziwnie znajome, choć byłam pewna, że jeszcze nigdy nie spotkałam się z żadną z jej książek. Po dłuższych przemyśleniach dotarło do mnie, że przecież Rachel Cohn napisała wspólnie z Davidem Levithanem (bardzo lubianym i szanowanym przeze mnie autorem) książkę pt. „Nick and Norah's Infinite Playlist”, co tylko bardziej zachęciło mnie do przeczytania „Bety” i poznania stylu autorki, która napisała powieść wspólnie z tak fantastycznym autorem jakim jest Levithan. Pomimo tego, że „Beta” nie powaliła mnie na kolana to jednak z całą pewnością mogę uznać ją za interesującą i wartościową lekturę, która bardzo przypadła mi do gustu.

Elizja jest klonem, stworzonym po to, aby służyć mieszkańcom Dominium, wypełniać ich zachcianki i zabawiać tego, przez kogo zostanie kupiona. Jako ktoś, kto nie posiada duszy, nie może odczuwać ani posiadać żadnych pragnień, jednak wszystko zmienia się w momencie, gdy trafia do pewnej rodziny i zaczyna miewać wizje dotyczące swojej Pierwszej - dziewczyny, której śmierć sprawiła, że została sklonowana. Krótko potem Elizja poznaje Tahira, chłopaka, dzięki któremu zaczyna odczuwać i pragnąć tego, czego nie może mieć. Od tego momentu życie dziewczyny jest w niebezpieczeństwie - jeżeli ktokolwiek dowie się, że Elizja jest defektem i ma uczucia, zostanie ona natychmiastowo pozbawiona życia.

„Beta” nie jest książką wybitnie oryginalną, na co wskazuje chociażby fakt, że dopatrzyłam się w niej kilku elementów powtarzających się już w literaturze antyutopijnej, doświadczyłam również niemałego deja vu związanego z książką „Intruz” Stephenie Meyer. Kiedy do Elizji zaczęły docierać wspomnienia jej Pierwszej dotyczące przede wszystkim mężczyzny, któremu oddała serce, mi natychmiastowo na myśl przyszedł wątek z „Inruza”, kiedy to wspomnienia Melanie na temat dwóch najważniejszych dla niej osób atakowały Wagabundę. Przyznam też, że sam motyw wydobywania duszy w celu stowrzenia klona przypominał mi minimalnie motyw również z „Intruza”, jednak nie zastanawiałabym się nad tym głębiej, ponieważ uważam, że byłoby to niepotrzebne szukanie dziury w całym, co z resztą i tak nie przeszkadzało mi w cieszeniu się tą lekturą.

Z jednej strony jestem całkowicie i dogłębnie oczarowana światem, który stworzyła autorka, a z drugiej jednak zupełnie nie chciałabym się w takim znaleźć ani mieć z nim nic wspólnego. Pierwszy aspekt związany jest po prostu z tym, że raj, w którym żyli bohaterowie tej książki to - zaraz po wielkiej bibliotece pełnej książek - miejsce moich marzeń, w którym całe dnie można spędzać na przyjemnościach i cudownym nicnierobieniu, jednak arkadia ta jest tylko i wyłącznie pozorna, a społeczeństwo jest poddawane kontroli - jak to w antyutopiach bywa. Osiągnięcie takiego raju jest niemożliwe, na co wskazują podobne historie - zawsze dojdzie do buntu jednostek, które nie zgadzają się z ustalonymi zasadami.

„Beta” to powieść, którą czyta się na jednym wydechu, wciąga i oczarowuje już od pierwszych stron. Pomimo utartych schematów ma w sobie pewną lekkość, która pozwala mi zaliczyć tę historię do przyjemnych i odprężających, bez większych zobowiązań. W wielu momentach zaskakuje i akcja obraca się o 180 stopni, czasami jednak zwroty te i rozwikłania pewnych sytuacji były bardzo rozczarowujące, dlatego też nie czuję się usatysfakcjonowana pewnymi rozwiązaniami w tej powieści. Niemniej jednak uznaję ją za bardzo dobrą książkę, którą zdecydowanie warto przeczytać.

Ocena: 7/10
Wyzwanie: Czytam fantastykę.

7 października 2013

Bractwo Czarnego Sztyletu. Wieczna miłość, J.R. Ward

Bractwo Czarnego Sztyletu. Wieczna miłość, J.R. Ward


Drugi tom tego cyklu czytałam zaledwie parę dni temu i pozostając pod jego ogromnym wrażeniem nie mogłam się doczekać momentu, w którym sięgnę po kontynuację przygód Bractwa Czarnego Sztyletu. To niesamowite, bo z pełną szczerością mogę przyznać, że po przeczytaniu „Wiecznej miłości” pokochałam te książki jeszcze bardziej, a wcześniej nie sądziłam nawet, że jest to w jakikolwiek sposób możliwe. Szczęśliwie mogę uznać, że „Wieczna miłość” jest znacznie lepsza od swojej poprzedniczki, choć osobiście w „Ofierze krwi” nie doszukałam się żadnych braków, to jednak trzeci tom doskonale ją uzupełnia i sprawia, że czas spędzony z tą książką jest po prostu zachwycający. 

W tym tomie poznajemy losy bliźniaków - Zbihra i Furiatha, z którymi spotkaliśmy się już w poprzednich częściach tego cyklu. Zbihr jest najmroczniejszym, najbardziej zamkniętym w sobie i najgroźniejszym członkiem Bractwa, o którym krążą przerażające plotki. Wiele zmienia się w momencie, gdy spotyka na swojej drodze Bellę, wampirzycę, która wcale nie jest nim przerażona, choć być może powinna. Los sprawia, że mocnym uczuciem zaczyna darzyć ją również Furiath, który od długiego czasu pozostawał w celibacie. Bracia, których łączy więź silniejsza niż jakakolwiek inna będą musieli połączyć swoje siły żeby wyrwać ukochaną kobietę z rąk morderczego Reduktora.

Po drugim tomie mogłoby się wydawać, że autorka planuje utrzymać tę serię w niezwykle pozytywnej i radosnej konwencji - nic bardziej mylnego. W tej części J.R. Ward udowadnia, że stać ją na znacznie więcej, a czytelnik szybko dowiaduje się co oznacza ból i cierpienie wywołane przez tę amerykańską pisarkę. Sielanka także jest tu obecna, jednak w porównaniu z poprzednimi częściami nie jest jej wiele. Autorka doskonale udowadnia w jak świetny sposób potrafi sprawić, że najszczęśliwszy moment w mgnieniu oka obróci się o 180 stopni i poleją się łzy. A polały się, nie będę ukrywać. 

W recenzji poprzedniej części pisałam, że nie potrafię wybrać ulubionego bohatera tej serii i w zsadzie wciąż jest to prawdą. Teraz jednak mogę uznać, że znacznie bardziej polubiłam Zbihra dzięki autorce, która pomogła mi zrozumieć motywy jego postępowania, okrutną przeszłość i wszystkie czarne myśli, które kłębią się w jego głowie. W wielu chwilach ogarniało mnie niezwykłe współczucie, jednak przede wszystkim czułam wielką ciekawość wobec tej postaci, która od samego początku pozostawała dla mnie owiana tajemnicą i bałam się, że będę musiała długo czekać, aż J.R. Ward uchyli rąbka tajemnicy odnośnie jego przeszłości. W tej części poznajemy nie tylko jego wnętrze, ale możemy również zaobserwować cudowną przemianę i opuszczenie gardy, za którą odpowiedzialna jest z pozoru nic nie znacząca kobieta. 

Czuję, że atmosfera w tej serii coraz bardziej będzie się zagęszczać, chociaż mam nadzieję, że się mylę, bo nie podoba mi się myśl, że jakikolwiek bohater może jeszcze ucierpieć. Wiem doskonale, że nie jest to nieuniknione, a pewne elementy grozy czy cierpienia są wręcz wskazane, jednak naprawdę wolałabym, żeby do tego nie doszło. Za bardzo zżyłam się z bohaterami, żeby jeszcze kogoś pożegnać.

Niestety jednak z przykrością muszę stwierdzić, że w tej książce jest zdecydowanie zbyt dużo błędów. Zdarzały się literówki, brak literek w imionach bohaterów (rzadko, ale jednak) oraz kiepska gramatyka, przez co niektóre zdania brzmiały po prostu źle - „niesmacznie”. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach korekta spisze się trochę lepiej. Na osłodę dodam jednak, że akcja powieści jest zachwycająca, dosłownie zapiera dech w piersiach, mamy także do czynienia z wydarzeniami wzruszającymi, mrożącymi krew w żyłach, rozczulającymi nawet największego twardziela oraz pełnymi humoru. Mieszanka fantastyczna, której chciałabym posmakować w każdej książce. Polecam! 

Ocena: 10/10

23 września 2013

Bractwo Czarnego Sztyletu. Ofiara krwi, J.R. Ward

Bractwo Czarnego Sztyletu. Ofiara krwi, J.R. Ward


Pierwszy tom „Bractwa Czarnego Sztyletu” przeczytałam i zrecenzowałam nieco ponad 3 lata temu, przy czym recenzję „Mrocznego kochanka” mogę uznać jednocześnie za jedną z pierwszych, które pojawiły się za początków tego bloga. Miałam wówczas niezłego bzika na punkcie powieści o wampirach w roli głównej, jak zapewne cała masa innych osób zaczytujących się w tego typu książkach. Teraz, pomimo iż zafascynowanie tego typu książkami zostało zredukowane do koniecznego minimum (w postaci powieści Richelle Mead i właśnie J.R. Ward), muszę przyznać, że „Ofiarę krwi” czytałam z równie wielką pasją co jej poprzedniczkę długi czas wcześniej. I z całą pewnością będę kontynuować przygodę z tą wampirzą sagą. 

Po raz drugi spotykamy się z cudownym Bractwem Czarnego Sztyletu pod dowództwem Ghroma, tym razem jednak prym wiedzie inny bohater, a jest nim Rankohr. Potężny wampir bez pamięci zakochuje się w bardzo ludzkiej i chorej na białaczkę Mary, łamiąc jednocześnie surowy zakaz obowiązujący w świecie wampirów i narażając się (ponownie) na gniew Pani Kronik. W tym samym czasie walka pomiędzy Bractwem a Reduktorami staje się coraz ostrzejsza i coraz bardziej niebezpieczna, Rankohr musi ponieść surową karę za swoją niesubordynację i nieustannie walczyć z bestią ukrytą głęboko w jego wnętrzu. 

Nie zabierałam się za tę książkę z wielką niecierpliwością, pomimo tego, że pierwsza część naprawdę ogromnie przypadła mi do gustu, co z resztą widać po tym, że już kiedyś miałam „Ofiarę krwi” w pewnym stosie, jednak nie udało mi się jej przeczytać. Cieszę się, że nie zwlekałam z nią dłużej, ponieważ czytało mi się ją tak dobrze i tak szybko, jakby to prawie 440 stron znaczyło tyle co nic. Niemożliwością było oderwanie się się od tej książki, nie z powodu wartkiej akcji, ciekawej fabuły czy wątku romantycznego, który jest w tej powieści najistotniejszy, a za sprawą bohaterów, których pokochałam całym sercem. 

Postacie w tej książce są niesamowite, żywe, pełne fantastycznego humoru, dzięki któremu nie raz udało mi się parsknąć śmiechem podczas czytania konkretnego momentu. Budzą współczucie, ich losy nie raz sprawiają, że ma się ochotę westchnąć ze wzruszenia lub w jakiś sposób ulżyć ich cierpieniu. Jednak co najbardziej mnie urzekło to więź łącząca Bractwo, większość mężczyzn nie jest ze sobą spokrewniona, a jednak wszyscy są dla siebie jak bracia i każdy byłby w stanie oddać za drugiego życie. Ich oddanie, poświęcenie i szacunek to coś, co można jedynie ze szczerym wzruszeniem podziwiać. I gdybym tylko miała wybrać swojego ulubieńca, okazałoby się to niemożliwe, ponieważ wszystkich ich uwielbiam równie mocno. 

Czytelnicy lubiący dobrze wyważoną brutalność, erotykę i przekleństwa powinni być tą książką całkowicie usatysfakcjonowani. Autorka w doskonały sposób miesza ze sobą wszystkie te elementy, opisuje je i wtrąca ze smakiem, nie raz nawet (tutaj w przypadku wulgaryzmów) wywołując rozbawienie dzięki idealnie ujętym wypowiedziom czy myślom bohaterów. Sceny erotyczne napisane są w sposób naprawdę doskonały, z nutką pikanterii, wulgarności i romantyzmu, nie przekraczają jednak umownej linii, dzięki czemu można czytać je ze spokojem, nie kręcąc przy tym nosem. Nie jest to powieść typowo erotyczna, jednak fani takiej literatury powinni znaleźć coś dla siebie. 

Akcja toczy się w sposób tak wartki, że - jak już wcześniej wspomniałam - to prawie 440 stron czyta się tak szybko, jakby była to zaledwie 200-stronicowa książeczka. W tempie ekspresowym i na dodatek z ogromnymi wypiekami na twarzy - przynajmniej w moim przypadku, ponieważ akcja ani na chwilę nie pozwalała mi odpocząć. W każdym momencie działo się coś, co przykuwało moją uwagę i wzbudzało zainteresowanie. Nie za brakło emocjonujących walk, rozlewu krwi oraz (co przecież najważniejsze) wątku romantycznego, który towarzyszył mi od samego początku do końca. Co najlepsze, w „Ofierze krwi” można również zasmakować kolejnego romansu, który rolę główną będzie grał w 3 tomie tej sagi, tutaj poznajemy jedynie jego zapowiedź, jednak w bardzo smakowitym stylu. 

Podsumowując, gorąco polecam tę książkę, jednak przede wszystkim zachęcam do zapoznania się z jej pierwszym tomem, który - mam nadzieję - wciągnie was tak bardzo jak mnie. „Ofiara krwi” jest znacznie ciekawsza od swojej poprzedniczki, głównie przez to, że bardziej wgryzłam się w świat wykreowany przez autorkę, z większą siłą polubiłam bohaterów i podczas czytania tej książki mogłam myśleć tylko o tym, jak fantastyczną powieść trzymam właśnie w rękach.

Ocena: 9/10 

20 września 2013

Śmiercionośne fale, Carrie Ryan

Śmiercionośne fale, Carrie Ryan


Od przeczytania przeze mnie pierwszej części trylogii Carrie Ryan minęło w zasadzie całkiem dużo czasu, bo nieco więcej niż rok, dlatego jestem ogromnie zaskoczona jak dobrze zapamiętałam wydarzenia z „Lasu Zębów i Rąk”. Krok po kroku potrafiłam odtworzyć je podczas czytania tej książki, dopasowując do konkretnych momentów i wspomnień Mary, dlatego myślę, że w doskonały sposób przemawia to za wartością pierwszego tomu, kiedy to czasami już po miesiącu w niektórych przypadkach jedynie mgliście potrafię przypomnieć sobie najważniejsze wydarzenia. „Śmiercionośne fale” nie tylko pobudziły moje wspomnienia, ale zagwarantowały także ogromną dawkę emocji i niezapomnianych wrażeń. 

Ponownie przenosimy się do mrocznego i brutalnego świata opanowanego przez Nieuświęconych. Główną bohaterką jest Gabrielle, która wraz z matką Mary - poznaną już w pierwszym tomie - mieszka w nadmorskim miasteczki nazwanym Vista. Pewnego dnia wraz z przyjaciółmi postanawia przekroczyć Barierę, co okazuje się być tragiczne w skutkach. Część jej przyjaciół ginie, pozostali zostają uwięzieni z zamiarem poddania ich surowej karze. Gabrielle dręczą wyrzuty sumienia, jednak pomimo strachu będzie musiała dokonać trudnych wyborów i podjąć decyzje, od których może zależeć jej życie. Dlatego też wyrusza do Lasu Zębów i Rąk aby dowiedzieć się kim naprawdę jest i poznać swoją przeszłość. 

Starałam się opisać tę książkę w sposób jak najbardziej ogólnikowy, ponieważ jedno słowo za dużo i mogłabym zdradzić wam bardzo istotny element fabuły, który mógłby okazać się niezłym spoilerem, a jestem pewna, że wielu z was jeszcze tej książki nie przeczytało. Równie niewiele mówiący i pozbawiony większych szczegółów opis na okładce może zagwarantować momenty największego zaskoczenia podczas czytania tej lektury, ponieważ mamy tak naprawdę słaby zarys tego co się wydarzy, na całą resztę detali nie jesteśmy przygotowani i nie mogę napisać, żebym miała coś przeciwko temu. Autorka przygotowała dla czytelników sporo zaskakujących momentów, dzięki którym nikt podczas czytania tej książki nie powinien się nudzić. 

Pomimo tego że chwil zaskoczenia jest sporo to z akcją bywa różnie. Już na samym początku wydarzenia uderzają wręcz w czytelnika, akcja rozpoczyna się od pierwszych stron, a autorka nie traci czasu na niepotrzebne wprowadzenie, dzięki czemu już pierwsze kartki sprawiają, że bez problemu można wgryźć się w tę historię. Niestety w pewnym momencie akcja trochę zamiera i do połowy toczy się raczej powolnym torem, wówczas więcej jest przemyśleń bohaterki, jej odczuć i tego, co kłębi się na dnie jej serca i umysłu niż prawdziwej, zachwycającej akcji. Na szczęście tak jest tylko do połowy książki, później akcja przybiera tempa i wydarzenia toczą się znacznie szybciej, w zachwycający sposób. 

Ponownie zanurzenie się w tym mrocznym, przerażającym i nieco depresyjnym świecie było fantastycznym doświadczeniem, które zapewniło mi kilka godzin zapierającej dech w piersiach rozrywki. Kolejny raz miałam okazję posmakować fantastycznego, plastycznego języka autorki, która maluje nim obrazy niczym najwybitniejszy malarz pędzlem na płótnie i mam wrażenie, jakby nie sprawiało jej to żadnego wysiłku. Opisy miejsc czy obiektów nie są przecież długie, a ja i tak miałam wrażenie, jakby Carrie Ryan przedstawiła mi określone miejsce czy rzecz pod każdym kątem i w każdy możliwy sposób.

Nie pochłonął mnie za to wątek miłosny, być może dlatego, że nie potrafiłam zżyć się z bohaterami aż tak bardzo jak miało to miejsce podczas czytania poprzedniej części. Zapewne wiąże się to z tym, że od samego początku do końca czytania tej lektury pozostawałam pod wpływem wydarzeń z „Lasu Zębów i Rąk”, chociaż zapewne tak naprawdę nigdy się od nich nie uwolniłam. Zamiast skupić się na obecnie czytanych przeze mnie fragmentach, ja na nowo wspominałam sytuacje z pierwszego tomu, po raz kolejny również przeżywałam odejście ukochanych bohaterów i najbardziej bolesne momenty. Dlatego też niewątpliwym faktem jest, że w porównaniu z „Śmiercionośnymi falami” to właśnie „Las Zębów i Rąk” bardziej mną wstrząsnął.

Druga część tej trylogii spodobała mi się naprawdę bardzo mocno i gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę kontynuację, jak i po poprzedni tom. Są to zdecydowanie jedne z lepszych antyutopii jakie miałam w swoich rękach. Pełne brutalności, ale także nadziei oraz istoty przyjaźni i miłości. Z całą pewnością przeczytanie tych książek nie jest czasem straconym, zagwarantować może jedynie w bardzo przyjemny sposób spędzone chwile. 

Ocena: 8/10 
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger