30 lipca 2018

Podsumowanie lipca 2018

Podsumowanie lipca 2018

W lipcu przeczytałam więcej książek niż przez ostatnie pół roku, co tylko potwierdza fakt, jak bardzo nie miałam czasu na sięgnięcie po żadną lekturę odkąd rozpoczął się rok akademicki. Na przełomie października - czerwca przeczytałam zaledwie 3 książki, z czego jedna z nich była lekturą niezbędną do zaliczenia ćwiczeń na studiach. Dlatego też, jak tylko uporałam się z sesją i rozpoczęły się wakacje, postanowiłam cały swój wolny czas przeznaczyć na czytanie książek, za czym szczerze mówiąc najbardziej ostatnio tęskniłam. 

W tym miesiącu przeczytałam 10 książek i z radością przyznaję, że w większości były to same fenomenalne lektury - z drobnymi wyjątkami, o których poniżej wspomnę. Lipiec rozpoczęłam "Tancerzami Burzy" Jaya Kristoffa, którzy średnio przypadli mi do gustu, następne w kolejce były: "The Princess Diarist" Carrie Fisher, "Błękitna krew" Harlana Cobena, "Pałac północy" Carlosa Ruiz Zafóna, "Mort" Terry'ego Pratchetta, "Zły Romeo" Leisy Rayven, "Leia: Princess of Alderaan" Claudii Gray, "Wzloty i upadki młodej Jane Young" Gabrielle Zevin, "Rdza" Jakuba Małeckiego oraz "Addicted to You" Kristy Ritchie & Becki Ritchie.

3 książki z tych 9 przeczytałam w języku angielskim, dlatego jestem tym bardziej zadowolona z lipca - cieszę się, że nie straciłam zapału do czytania w języku obcym, a moje postanowienie na chwilę obecną jest silniejsze niż kiedykolwiek! W przyszłym miesiącu spróbuję ten wynik zwiększyć, jednak wątpię, żeby mi się to udało z dwóch powodów: ciężko mi powiedzieć, na jaką książkę będę miała wówczas ochotę, a po drugie: chciałabym napisać drugi rozdział magisterki zanim zacznie się rok akademicki, dlatego też tego czasu na czytanie zapewne będę miała nieco mniej. 

Najlepsze książki lipca
Do nich bez dwóch zdań zaliczyć mogę książki moich dwóch ukochanych autorów, którzy jak do tej pory jeszcze nigdy mnie nie rozczarowali.

  • "Pałac Północy" Carlos Ruiz Zafón 

Książka, która sprawiła, że po raz pierwszy od wielu, wielu miesięcy płakałam podczas czytania. Absolutnie przepiękna i niesamowicie wciągająca powieść, z fenomenalną dawką cudownej przygody. 

  • "Błękitna krew" Harlan Coben 

Harlan Coben to bez dwóch zdań jeden z moich ulubionych autorów, nigdy bym nie przypuszczała, że aż tak bardzo zaangażuję się w historię Myrona Bolitara. Pomimo tego, że książki tego autora są do siebie dosyć podobne, to jednak każda z nich urzeka mnie równie mocno i dostarcza dawki niezapomnianych wrażeń. 

  • "Rdza" Jakub Małecki 

Jestem strasznie zadowolona, że ten miesiąc udało mi się zakończyć tak fantastyczną powieścią! Powieścią z przepięknie wykreowanymi bohaterami i relacjami między nimi, które swoją drogą są chyba najlepszym elementem tej książki. Jeżeli pozostałe tytuły Jakuba Małeckiego są tak dobre, jak ten powyższy, to czuję, że chyba trafiłam na trop kolejnego ze swoich niedługo-ulubionych autorów. 

Najgorsze książki miesiąca
Szczerze mówiąc taką zdecydowanie najgorszą książką, przeczytaną przeze mnie w lipcu była chyba tylko jedna powieść. Książka, po którą sięgnęłam z czystej ciekawości, bo pamiętam, że była o niej mowa na jednym z ostatnich zlotów użytkowniczek mojego ulubionego forum książkowego. 

  • "Zły Romeo" Leisa Rayven

Tak naprawdę nie wiem czego dokładnie spodziewałam się po tej książce - wiedziałam, że nie jest to powieść ambitna, wiedziałam też, że najprawdopodobniej po jej przeczytaniu będę bardzo z niej niezadowolona, jednak mimo wszystko zdecydowałam się na jej przeczytanie. Niestety książka okazała się być fatalna, z kiepsko wykreowanymi bohaterami i przedziwnym wątkiem romantycznym, pełnym fałszu i niedomówień. 

Co w przyszłym miesiącu? 
Z pewnością dokończę obecnie czytaną książkę, tj. "Rok 1984" Georga Orwella, a także sięgnę po przynajmniej jedną książkę ze zdjęcia poniżej (to moje weekendowe zdobycze z Biedronki). Dodatkowo chciałabym sięgnąć po "Tajemną historię" Donny Tartt (może wreszcie uda mi się ją przeczytać) oraz "Labirynt Duchów" Carlosa Ruiz Zafóna. Kto wie, co będzie później... "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej? "Cyberiada" Stanisława Lema? "Mitologia" Jana Parandowskiego? Czy może "Lśnienie" Stephena Kinga? Na brak ciekawych książek do przeczytania zdecydowanie nie mogę narzekać :) 


10 lipca 2018

Tancerze Burzy, Jay Kristoff

Tancerze Burzy, Jay Kristoff

Ostatni wpis na moim blogu pojawił się w listopadzie zeszłego roku, dlatego swój wielki powrót do recenzowania oraz prowadzenia tej strony chciałam zacząć od czegoś naprawdę świetnego. Chciałam rozpocząć go książką może nie wybitną, aczkolwiek jednak taką, która na długo zapadnie mi w pamięć, na temat której z wielką przyjemnością będę pisać pierwszą recenzję po tak długiej przerwie. Wyobraźcie sobie zatem moje rozczarowanie, gdy w ręce me trafili „Tancerze Burzy” Jaya Kristoffa, powieść moim zdaniem zupełnie niezasługująca na zachwyt, z którym spotyka się ze strony tak wielu czytelników.

„Tancerze Burzy” to powieść rozpoczynająca cykl „Wojna Lotosowa”, będąca debiutem autora, który zasłynął przede wszystkim za sprawą trylogii „Illuminae Files” współtworzonej z Amie Kaufman. Książka opowiada o przygodach 16-letniej Yukiko, która na rozkaz okrutnego szoguna, rządzącego państwem wyniszczonym przez przemysł i eksploatację lotosu, wyrusza na polowanie gryfa - przez wielu uznawanego za dawno już wymarłą legendę. Ta niezwykle niebezpieczna podróż okaże się być dla nastolatki czymś całkowicie nieoczekiwanym, co zmieni ją w sposób, w jaki nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić.

Dosyć długo zastanawiałam się co tak naprawdę powinnam napisać o tej książce, ponieważ na dobrą sprawę - gdybym tylko chciała - zmieściłabym się w jej opinii zaledwie w kilku zdaniach. Nie dlatego, iż brakuje mi słów zdolnych do opisania tej opowieści. Powodem tego jest pewnego rodzaju miałkość tej powieści, jej niczym niewyróżniający się bohaterowie, opisane w niej przygody, które tak naprawdę giną w tłumie wszechobecnych aktualnie powieści młodzieżowych z gatunku fantastyki. Nie będę ukrywać, iż po „Tancerzach Burzy” oczekiwałam czegoś znacznie bardziej nietuzinkowego.

Musiała minąć ponad połowa powieści, żebym była w stanie w wystarczająco dużym stopniu zaangażować się w tę historię, aby nie odłożyć jej na półkę. Ponad połowa - to znacznie więcej, na co moja cierpliwość co do zasady pozwala. Uważam, że jest to nie tylko wina mało angażujących moją uwagę wydarzeń, ale także ilość opisów świata przedstawionego, którym w pewnych momentach Jay Kristoff zdawał się poświęcić bez reszty. I o ile takie rozbudowane opisy są w literaturze czymś jak najbardziej przeze mnie pożądanym, tak przesadna skrupulatność już wręcz przeciwnie - nadmierne poświęcenie uwagi nad detalami sprawia, że bardzo szybko zaczynam tracić cierpliwość i odpływać myślami gdzieś bardzo daleko podczas czytania, co też kilkukrotnie miało miejsce w trakcie tej lektury.

Nie jest jednak prawdą, iż „Tancerze Burzy” posiadają tylko i wyłącznie same wady. Gdyby tak było, nawet te zaledwie 4 gwiazdki wystawione przeze mnie tej książce na Lubimy Czytać byłyby czymś zdecydowanie zbyt dużym. Dużym plusem tej książki jest dla mnie relacja między główną bohaterką Yukiko, a gryfem Buruu, którego dziewczyna poznała w trakcie swojej podróży. Relacja z początku oparta na dużym dystansie i niechęci głównie ze strony gryfa stopniowo zaczęła się zmieniać (co swoją drogą jest całkowicie do przewidzenia, a to zaś nie wpłynęło pozytywnie na odbiór tej książki), a między bohaterami zaczęła tworzyć się niezwykle silna więź, jaka może wytworzyć się tylko między najbliższymi przyjaciółmi. Więź oparta na zaufaniu, trosce i wielu przeróżnych żartach, które zdecydowanie umilały mi czas spędzony z tą lekturą. Być może nie jest ona nadzwyczajna i bardziej niż prawdopodobne jest to, że w tym momencie próbuję na siłę znaleźć jakieś plusy tej powieści, fakt faktem jednak, że przyjaźń Yukiko z Buruu to całkiem przyjemny atut „Tancerzy Burzy”.

Koniec z owijaniem w bawełnę, ta powieść jest najzwyczajniej w świecie nudna. Nudna na szczęście nie aż do tego stopnia, abym z każdą przewróconą stroną marzyła o jak najszybszym odłożeniu jej na półkę, aczkolwiek nużąca wystarczająco mocno, żebym z ulgą przyjęła dobrnięcie do ostatniej strony i możliwość zabrania się za inną (lepszą) lekturę. „Tancerze Burzy” to książka, której zdecydowanie brak równomiernego tempa akcji, często miałam wrażenie, jakby autor sam nie mógł się zdecydować, co tak naprawdę próbuje swoją powieścią przedstawić i na co najbardziej chce zwrócić uwagę. Wysunąć na pierwszy plan świat niemalże całkowicie pogrążony w katastrofie ekologicznej, państwo pod jarzmem brutalnej władzy czy może przygodę klasycznie nietuzinkowej nastolatki w odkrywaniu świata mitologicznych stworzeń? A gdyby tak połączyć wszystkie te elementy, każdemu z nich poświęcić taką samą ilość uwagi i żadnego z nich nie faworyzować? Czy „Tancerze Burzy” nie wyszliby na tym lepiej?

Muszę jednak przyznać, że powieść Jaya Kristoffa zrobiła jedną naprawdę fantastyczną rzecz. W bardzo dużym stopniu zachęciła mnie do zapoznania się z japońską oraz chińską kulturą, choć nie za sprawą miejsca akcji czy oparcia całej historii na wierzeniach tych dwóch kultur. Jeżeli czytaliście zagraniczne recenzje to z pewnością zauważyliście, jak wielu czytelników ma do tej książki bardzo negatywny stosunek. Dlaczego? Z powodu kiepskiego researchu, mylenia wielu elementów pochodzących z kultury japońskiej i chińskiej oraz traktowania obu z nich po macoszemu. Czy to prawda? To właśnie najbardziej mnie ciekawi, z wielką przyjemnością zagłębię się bardziej w ten temat, odniosę się do uwag, które mieli w swoich recenzjach inni czytelnicy i wyrobię sobie na ich podstawie własne zdanie. Bo tak naprawdę, jeżeli wszystko to okaże się prawdą, będzie to dla mnie kolejny powód, aby nie sięgać już po twórczość tego autora.

* * * 

Wreszcie nastąpił ten dzień, w którym udało mi się napisać i opublikować recenzję po raz pierwszy od tak wielu miesięcy! Wielki powrót, o którym od dawna marzyłam :) Mam nadzieję, że od teraz uda mi się regularnie publikować tutaj wpisy. A tymczasem zdradźcie co ciekawego ostatnio czytaliście? Polećcie mi jakąś świetną lekturę, proszę, bo tak naprawdę sama nie mam teraz zielonego pojęcia co dokładnie powinnam czytać - pustka w głowie, do niczego jakoś wybitnie mnie nie ciągnie. Liczę więc na Wasze podpowiedzi :)

1 listopada 2017

Żniwiarz. Pusta noc, Paulina Hendel

Żniwiarz. Pusta noc, Paulina Hendel

Moje podekscytowanie tą powieścią było dosyć spore – pomimo wielu negatywnych recenzji ja i tak nie mogłam się doczekać sięgnięcia po „Pustą noc”. Coś mi mówiło, że może to być bardzo ciekawa, lekka i odprężająca lektura, a moja zdająca się coraz bardziej rozkwitać miłość do mitologii słowiańskiej sprawiała, że obojętne przejście obok tej książki było rzeczą niemożliwą. Cóż, szkoda, bo dzięki temu oszczędziłabym sobie prawie dwóch tygodni męczarni, jaką było czytanie tej powieści.  

„Pusta noc” opowiada o Magdzie, z pozoru zwykłej dwudziestolatce, która pracuje w małej księgarni, a w wolnych chwilach... zamiast spotykać się ze znajomymi – poluje na potwory. Mając za wsparcie wujka Feliksa, wykwalifikowanego, ponad stuletniego żniwiarza, dzielnie rozprawia się z upiorami, których większość nie spotyka nawet w swoich najgorszych koszmarach. Względnie rutynowe życie dziewczyny zmienia się drastycznie wraz z pojawieniem się Mateusza, z którym zaczyna łączyć ją pewne powoli rodzące się uczucie oraz przybycie najpotężniejszej, niebezpiecznej istoty, z jaką Magda miała do tej pory do czynienia.  

13 października 2017

TOP 5: Najlepsze książki I półrocza 2017

TOP 5: Najlepsze książki I półrocza 2017

Nie tak dawno temu pisałam o najgorszych książkach, które miałam okazję przeczytać przez pierwsze półrocze 2017 roku - jednakże nie tylko tymi złymi książkami człowiek żyje, dlatego też przyszła pora na powspominanie tych bardzo dobrych powieści, które z całego serca Wam polecam. Pierwsze sześć miesięcy tego roku obfitowało w całą masę znakomitych lektur, w książki, które z bólem serca odkładałam na półkę czy odnosiłam do biblioteki, dlatego też wybranie tylko tych pięciu najlepszych jest zdecydowanie dosyć wymagającym wyzwaniem. Mimo wszystko udało mi się bez większych wątpliwości wskazać najfajniejsze książki ubiegłych miesięcy, dlatego zapraszam Was do zapoznania się z poniższym zestawieniem.

15 września 2017

[przedpremierowo] Dzikie królestwo, Gin Phillips

[przedpremierowo] Dzikie królestwo, Gin Phillips

Data premiery: 25.09.2017 r.

„Dzikie królestwo” to książka, którą swego czasu dosyć często spotykałam na Goodreads – recenzje, które czytałam były tak pozytywne, że niemalże natychmiastowo dodałam tę powieść do swojego niekończącego się stosu must read, obiecując sobie, że kiedyś na pewno po nią sięgnę. Dlatego też gdy tylko usłyszałam informację o zbliżającej się premierze, wiedziałam, że nie będę w stanie przejść obok niej obojętnie. Czy „Dzikie królestwo” sprostało moim oczekiwaniom?

Powieść Gin Phillips to świetny przykład na to, jak idealnie spokojne popołudnie może w jednej chwili zamienić się w przerażający koszmar. Joan wraz z kilkuletnim synem, Lincolnem, spędza dzień w ogrodzie zoologicznym. Śpiesząc ku wyjściu zaledwie na kilka minut przed jego zamknięciem, orientuje się, że być może już nigdy nie opuści tego miejsca żywa. Jak wiele będzie w stanie poświęcić dla dobra swojego jedynego syna? Ile będzie w stanie dokonać, aby zapewnić Lincolnowi bezpieczeństwo przed brutalnymi napastnikami?

4 września 2017

TOP 5: Najgorsze książki I półrocza 2017

TOP 5: Najgorsze książki I półrocza 2017

Od początku tego roku przeczytałam naprawdę mnóstwo książek, z czego zdecydowana większość z nich to książki naprawdę rewelacyjne, takie, które bardzo mocno przypadły mi do gustu. Niestety jednak czasami trafiają się potworki, przez które chwilami ciężko jest nawet przebrnąć - mnie również niestety nie ominęły takie „złe” książki, których co prawda nie jest wiele, mimo wszystko niektóre z nich porządnie dały mi w kość. I to właśnie o tych powieściach chciałabym napisać tutaj kilka słów. Pomimo tego, że takich kiepskich książek przeczytałam nieco więcej (wypisując je wszystkie wyszło mi ich ok. 15), to jednak poniżej wybrałam takie zdecydowanie najgorsze książki, po których niesmak niestety pozostanie we mnie na zawsze.

1 września 2017

Podsumowanie sierpnia 2017

Podsumowanie sierpnia 2017

Sierpień to dla mnie jeden z najbardziej udanych miesięcy tego roku, nie tylko pod względem czytelniczym. Przez ostatnie cztery tygodnie udało mi się przeczytać naprawdę cudowne książki, choć znalazły się także i takie, które mocno mnie rozczarowały. Myślałam, że może będzie on także miesiącem, w którym minie moja niemoc recenzencka, niestety jednak myliłam się - wciąż nie za bardzo chce mi się recenzować przeczytane tytuły (co na pewno widać po pisanych przeze mnie recenzjach), choć i tak wygląda to zdecydowanie lepiej niż w lipcu, kiedy to pisanie recenzji było dla mnie dosłownie torturą. Mam nadzieję, że może we wrześniu ulegnie to zmianie, a tymczasem zapraszam Was na podsumowanie czytelnicze minionego miesiąca.

29 sierpnia 2017

Doskonała, Cecelia Ahern

Doskonała, Cecelia Ahern

Sięgnęłam po tę książkę z nadzieją, że będzie lepsza niż jej poprzedniczka, bo o ile czytaliście moją recenzję „Skazy” to wiecie dobrze, że niestety usatysfakcjonowana tą lekturą zdecydowanie nie byłam. Często jednak bywa tak, że to dopiero drugie tomy okazują się być naprawdę fajne i to dopiero po nich zaczynam doceniać całość danej historii – niestety nie w tym przypadku. „Doskonała” okazała się być bowiem niewiele lepsza od pierwszego tomu, a jej przeczytanie mogę skwitować tylko jednym: „dobrze, że to już koniec”. 

W „Doskonałej” kontynuujemy przygodę Celestine, nastolatki żyjącej w społeczeństwie, w którym za błędne decyzje otrzymuje się tzw. Skazy. Po brutalnym napiętnowaniu przez Trybunał nastolatka postanawia zawalczyć o swoje prawa i powrót na łono społeczeństwa oraz obalić niesprawiedliwy system. Jednak czy pomimo obecności ukochanego, wspierającego ją Carrika będzie w stanie sprostać wyzwaniu?  

25 sierpnia 2017

Ostrze zdrajcy, Sebastien de Castell

Ostrze zdrajcy, Sebastien de Castell

„Ostrze zdrajcy” to książka, którą chciałam przeczytać od bardzo długiego czasu, bo już na wiele miesięcy przed jej premierą spotykałam ją na Goodreads, gdzie – jak zauważyłam – zbierała i zbiera do tej pory bardzo pozytywne opinie. Dodatkowe porównanie tej powieści do „Trzech Muszkieterów” wprowadziło mnie w fantastyczny nastrój na historię pełną awantur, spektakularnych walk i spisków. Czy było na co czekać?  

Po śmierci króla Wielkie Płaszcze zostały rozwiązane, jednak Falcio val Mond wraz z Kestem i Brastim wciąż próbują wspólnymi siłami wiązać koniec z końcem. Po nieudanej i dosyć krótkotrwałej pracy jako straż przyboczna pewnego szlachcica bohaterowie zostają nagle i całkowicie niespodziewanie wrzuceni w sam środek koronacyjnego spisku, który może sprawić, że zadanie powierzone im niegdyś przez króla, tak bardzo ważne nie tylko dla nich, ale również dla ich dawnego przyjaciela, może nigdy nie zostać wypełnione.  

19 sierpnia 2017

Skaza, Cecelia Ahern

Skaza, Cecelia Ahern

Fanką twórczości Cecelii Ahern zdecydowanie nie mogłabym się nazwać, ponieważ moje dotychczasowe dwa spotkania z jej powieściami wywołały we mnie bardzo mieszane uczucia. „Miłość i kłamstwa” - pierwsza książka jej autorstwa, którą przeczytałam, niesamowicie mnie rozczarowała, do tej pory uważam ją za jedną z najgorszych powieści, po jakie sięgnęłam w życiu. „P.S. Kocham Cię” natomiast już od pierwszych stron mnie zachwyciło i choć nie jestem typem osoby, która zaczytuje się w romansach to wiem, że do tej książki jeszcze kiedyś powrócę. Jak jednak wypada Cecelia Ahern w nieco bardziej młodzieżowym wydaniu? Czy „Skaza” jest powieścią, którą będę wspominała z sentymentem?

W świecie, w którym ludzie dążą do perfekcji, nie ma miejsca na popełnianie jakichkolwiek błędów. Dlatego kiedy Celestine robi coś, czego zdecydowanie nie powinna robić, zostaje ona napiętnowana przez bezduszny Trybunał, zmuszona żyć ze skazami do końca swoich dni, stając się jednocześnie przestrogą dla reszty obywateli. Co jednak, jeżeli system jest w błędzie? Co, jeżeli społeczeństwo ma dosyć narzucania przez wyrachowany rząd ich moralnych dogmatów? Czy Celestine będzie w stanie zostać twarzą rewolucji zmierzającej do obalenia władzy?

16 sierpnia 2017

[przedpremierowo] Zaklinacz ognia, Cinda Williams Chima

[przedpremierowo] Zaklinacz ognia, Cinda Williams Chima

Data premiery: 17.08.2017 r.

Cinda Williams Chima jest autorką, którą znam od kilku dobrych lat za sprawą dwóch innych napisanych przez nią serii - „Siedem Królestw”, której akcja toczy się na 20 lat przed wydarzeniami z „Zaklinacza ognia”, drugą natomiast są „Kroniki Dziedziców”. Obie z nich poznałam jedynie za sprawą pierwszych tomów i o ile „Dziedzic wojowników” (pierwszy tom „Kronik...”) kompletnie nie przypadł mi do gustu, tak „Król demon” naprawdę mocno mnie zachwycił. Dlatego też jestem tak bardzo zaskoczona rozczarowaniem, jakim okazał się być „Zaklinacz ognia”, ponieważ wydawało mi się, że sukces „Króla demona” automatycznie zwiastuje sukces „Zaklinacza...”. Niestety, nie mogłam być w większym błędzie.

Powieść opowiada o losach dwójki bohaterów. Adrian jest synem Wielkiego Maga, który pewnego dnia staje się świadkiem morderstwa swojego ojca. Przepełniony nienawiścią poprzysięga zemstę na mordercach i poświęca się całkowicie nauce trucizn. Jenna natomiast od lat zmuszana jest do pracy w kopalniach miasta Delphi, kiedy jednak widzi, jak żołnierze króla Ardenu mordują jej przyjaciół, postanawia przyłączyć się do buntowników i walczyć o wolność swojego miasta. Losy bohaterów splatają się w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy Jenna jest o krok od śmierci, a Adrian coraz bliżej celu, którego za wszelką cenę pragnie osiągnąć.

13 sierpnia 2017

Zgromadzenie cieni, V.E. Schwab

Zgromadzenie cieni, V.E. Schwab

Jeżeli czytaliście moją opinię o „Mroczniejszym odcieniu magii” to wiecie dobrze, że spodziewałam się po tej książce czegoś odrobinę więcej, zwłaszcza biorąc pod uwagę tak pozytywne recenzje zagranicznych czytelników tej powieści. Mimo wszystko pierwszą część oceniłam na plus, jednak przyznaję, że moje oczekiwania względem kontynuacji nie były już tak wysokie – po tym małym rozczarowaniu podeszłam do „Zgromadzenia cieni” z dużym dystansem i pewną nawet podejrzliwością, nie byłam bowiem pewna, czy i w przypadku drugiej części tej trylogii nie spotka mnie czasem jakiś zawód. I szczerze mówiąc naprawdę się cieszę, że powstrzymałam swój entuzjazm, bo dzięki temu odłożyłam tę powieść na półkę z bardzo dużą satysfakcją. 

Minęły cztery miesiące od tragicznych wydarzeń w Czerwonym Londynie, które odcisnęły piętno na każdym z bohaterów. Rhy nie jest już tak beztroski, jak był kilka miesięcy temu, Kella nieustannie dręczą wyrzuty sumienia, Lila natomiast postanowiła ruszyć własną drogą, aby odciąć się od niedawnych wydarzeń. Czy istnieje jednak szansa powrotu do normalności? Czy są nią zbliżające się Igrzyska Żywiołów – międzynarodowy turniej mający za zadanie zachować dobre stosunki między sąsiadującymi ze sobą narodami? Kiedy ludność Czerwonego Londynu oddaje się świętowaniu, w Białym Londynie zaczyna powstawać coś bardzo niepokojącego i znacznie potężniejszego, niż śmieliby przypuszczać.  

9 sierpnia 2017

#1 Czytane w oryginale

#1 Czytane w oryginale

W ostatnim czasie, na przestrzeni kilku tygodni, coraz częściej sięgam po książki pisane w języku angielskim, co jest po części spowodowane kupnem czytnika, po części natomiast tym, że najzwyczajniej w świecie nie chce mi się czekać na wydanie danych książek po polsku, zakładając, że ich premiera w naszym kraju kiedykolwiek nastąpi. Pomyślałam zatem, że fajnie by było zwrócić Waszą uwagę na niektóre z tych powieści, być może któreś z nich Was zainteresują i razem ze mną będziecie trzymać kciuki, aby ukazały się one na naszym rynku. W tym nowym cyklu będę pisać nie tylko o książkach, które przypadły mi do gustu, ale także o takich, które nie sprostały moim oczekiwaniom - być może jednak pomimo mojej krytyki wpadną Wam one w oko. Zapraszam zatem do zapoznania się z pierwszymi pięcioma tytułami, które w ostatnim czasie przeczytałam w oryginale.

7 sierpnia 2017

Rozdarci, Neal Shusterman

Rozdarci, Neal Shusterman

Od przeczytania „Podzielonych”, czyli pierwszego tomu tej tetralogii, minęły ponad 4 lata i uwierzcie mi, że nieustannie pozostaję w pewnym stopniu pod wpływem tej powieści i cały czas powracam do niej myślami. Pomimo tego, że antyutopie już dawno temu mi się przejadły to jednak już teraz – po przeczytaniu kontynuacji – wiem, że książki w ramach tej serii pozostaną jednymi z najważniejszych powieści w moim życiu.

Akcja tej powieści rozgrywa się na krótko po wydarzeniach z poprzedniego tomu, gdy Connor wraz z przyjaciółmi wzniecili głośny bunt w Ośrodku Donacyjnym Happy Jack. Podzielenie – rozwiązanie, które do pewnego czasu zdawało się być zbawieniem w przypadku nastolatków sprawiających przeróżnego rodzaju trudności wychowawcze zdaje się tracić na popularności, gdy pojawia się coraz więcej przeciwników tego procesu, a sami przeznaczeni do podzielenia zaczynają walczyć o swoje prawa – a przede wszystkim jednak o możliwość pozostania na tym świecie.

3 sierpnia 2017

Przebudzenie króla, Maggie Stiefvater

Przebudzenie króla, Maggie Stiefvater

Sięgając po pierwszy tom tej serii nawet nie przypuszczałam, że aż tak bardzo zżyję się z tymi książkami i do tego stopnia pokocham bohaterów, iż rozstanie się z nimi przyjdzie mi z prawdziwym trudem. To dlatego czytanie „Przebudzenia króla” odkładałam najbardziej, jak to tylko możliwe i dlatego – gdy już wreszcie sięgnęłam po lekturę – starałam się wydłużać czytanie tej książki jak tylko byłam w stanie. Niestety jednak nie mogłam zwlekać z przeczytaniem tej powieści w nieskończoność, a szkoda, ponieważ wciąż jeszcze nie mogę pogodzić się z myślą, że to koniec tej magicznej przygody, która dostarczyła mi przecież tak wiele radości.

Gansey oraz jego przyjaciele są o krok od odnalezienia i przebudzenia Glendowera, legendarnego walijskiego króla. Niestety to, że znajdują się na ostatniej prostej nie oznacza wcale, że czeka ich łatwa droga, aby odnaleźć miejsce, którego od tak dawna poszukiwali. Ich czas kończy się nieubłaganie, gdy przeznaczenie Ganseya związane z mroczną przepowiednią bliża się coraz bardziej, a do znanego im świata wkroczyło nowe, groźniejsze niż kiedykolwiek wcześniej niebezpieczeństwo, będące w stanie zniszczyć wszystko, co jest im najbardziej drogie.

31 lipca 2017

Podsumowanie lipca 2017

Podsumowanie lipca 2017

Lipiec to miesiąc, w którym mój stosunek do czytania i recenzowania troszkę się zmienił. Po ilości przeczytanych książek tego małego zastoju zapewne nie widać, niemniej jednak wyraźnie widzę tę różnicę w moim podejściu do czytania między tym miesiącem, a poprzednimi. Bywały takie chwile, kiedy naprawdę ciężko było mi się zmotywować do sięgnięcia po lekturę, a gdy już to zrobiłam, to byłam w stanie przeczytać zaledwie kilkanaście kartek, a nie połowę książki za jednym podejściem, jak wcześniej. I o ile kompletnie mi to nie przeszkadza, bo przecież czytanie ma być przyjemnością, oderwaniem się od rzeczywistości, to jednak moje podejście to recenzowania także uległo zmianie i to boli mnie najbardziej.

27 lipca 2017

Głębia Challengera, Neal Shusterman

Głębia Challengera, Neal Shusterman

Neal Shusterman jest autorem, którego znam już od kilku dobrych lat, jednak jedynie z dwóch opublikowanych wcześniej powieści: pierwszego tomu duologii „Podzieleni” oraz książki „Strych Tesli”, którą napisał wspólnie z Erikiem Elfmanem, a która – co podkreślałam w wielokrotnie w różnych postach – jest jedną z najciekawszych przeczytanych przeze mnie książek. Pomimo tego, że moje doświadczenie z twórczością Shustermana jest niewielkie, to jednak niesamowicie cenię sobie jego pióro i z przyjemnością obserwuję rozwój jego kariery pisarskiej, tym samym bez najmniejszego zawahania sięgnęłam po „Głębię Challengera”, powieść tak niesamowicie różną od jego wcześniej opublikowanych dzieł.

Historia opowiada o Cadenie Boshu, zdolnym nastolatku, który z jednej strony jest wrażliwym i uzdolnionym artystycznie uczniem liceum, z drugiej natomiast coraz bardziej pogrążającym się w otchłani, poszukiwaczu pragnącym zbadać tajemnicę Głębi Challengera, najgłębiej położonego punktu Rowu Mariańskiego. Z każdą chwilą coraz mocniej popadający w paranoje i halucynacje chłopak próbuje walczyć z tym, co prawdziwe, a tym, co jest jedynie ułudą, nie mającą z rzeczywistością nic wspólnego.

19 lipca 2017

Bez serca, Marissa Meyer

Bez serca, Marissa Meyer

Jeżeli jest się fanem młodzieżowej fantastyki to naprawdę ciężko jest nie usłyszeć o Marissie Meyer, autorce „Sagi Księżycowej”, która zachwyciła naprawdę wielu czytelników. Ja sama niestety nie miałam okazji jeszcze jej poznać (co na pewno nadrobię!), jednak pozytywne recenzje książki „Bez serca” sprawiły, że nie byłam w stanie przejść obok tej powieści obojętnie i to właśnie ją wybrałam jako swoją pierwszą lekturę, rozpoczynającą przygodę z twórczością tej autorki. Przygodę, która swoją drogą na tę chwilę zapowiada się fenomenalnie, gdyż „Bez serca” totalnie zawróciło mi w głowie.  

W powieści tej poznajemy przeszłość Królowej Kier, postaci, która budziła postrach w praktycznie każdym mieszkańcu tej zaczarowanej krainy. Zanim jednak stała się zimna i bezwzględna, była ona najzwyklejszą nastolatką z głową pełną marzeń, pragnącą szczęścia, otwarcia uroczej cukierni wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką oraz śniącą o prawdziwej miłości. Niestety jednak jej rodzice mają zupełnie inne plany wobec swojej jedynej córki. Jak zakończy się próba wydania Catherine za mąż za Króla Kier, kiedy dosyć niepokorna dziewczyna nie przestaje marzyć o spełnieniu swojego największego pragnienia, a na jej drodze staje Figiel – tajemniczy błazen, z każdą chwilą coraz bardziej skradający jej serce? Czym okaże się prawdziwe uczucie w obliczu rodziców Catherine, zdających się doskonale wiedzieć, jak powinna wyglądać przyszłość ich dziecka? 

11 lipca 2017

Bad Mommy, Tarryn Fisher

Bad Mommy, Tarryn Fisher

Jeszcze nawet nie było premiery tej książki, a  „Bad Mommy” zbierała już – delikatnie to ujmując – tak pozytywne opinie, że obojętnie przejście obok niej wydawało się wręcz niemożliwe. Ja sama spojrzałam na tę powieść z naprawdę dużą dawką entuzjazmu, pomimo tego, że pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki w postaci książki „Never Never” wypadło u mnie bardzo słabo, drugie natomiast tak tragicznie (po przeczytaniu powieści „Mimo moich win”), że – nie ukrywam – zaczęłam się tej książki trochę obawiać. Pomyślałam jednak, że być może w thrillerach autorka ta spisuje się nieco lepiej, że trzecie podejście do twórczości Tarryn Fisher okaże się być nieco bardziej udane. Fakt faktem „Bad Mommy” wypada znacznie lepiej niż wspomniane wyżej powieści, ale zdecydowanie nie jest to coś, czego oczekiwałam po tak ogromnym wychwalaniu tej książki, jakie miało miejsce w okolicach jej premiery. 

Książka opowiada o losach Fig Coxbury, kobiety, która pragnie idealnego życia, idealnego domu oraz idealnego dziecka. Tak się składa, że wszystko to posiada rodzina mieszkająca w sądziedztwie, która nawet nie przypuszcza, jak wiele zmian nastąpi w ich z pozoru perfekcyjnym życiu po wpuszczeniu do niego Fig. Kobieta stanie się ich przyjaciółką, powierniczką, opiekunką, aż posiądzie to, czego pragnie najbardziej, a co posiadają jej nowi sąsiedzi.

9 lipca 2017

Wiedźma z lustra, Maggie Stiefvater

Wiedźma z lustra, Maggie Stiefvater

Sięgnięcie po „Wiedźmę z lustra” wiązało się u mnie nie tylko z wielką ekscytacją (lektura kolejnego tomu serii, którą zaczęłam szczerze uwielbiać, szybko nastroiła mnie niesamowicie pozytywnie), ale także w pewien sposób ze sporą obawą wywołaną kilkoma niezbyt pozytywnymi recenzjami, które miałam okazję wcześniej przeczytać. Na całe szczęście żadna z tych negatywnych opinii nie sprawdziła się w moim przypadku i całą trzecią część serii o kruczych chłopcach uważam za coś naprawdę niesamowitego, co w 100% mnie usatysfakcjonowało. 

Nie będę ukrywać, dosyć ciężko jest mi przedstawić mniej więcej o czym ta powieść jest, bez zdradzania tego, co wydarzyło się w poprzednich tomach tej serii. Wspomnę więc tylko, że w tej części bohaterowie są znacznie bardziej odnalezienia Glendowera, niż kiedykolwiek wcześniej, co jednak wiąże się jednocześnie z tym, że czyhające na nich niebezpieczeństwo przybiera coraz wyraźniejsze kształty. Zwłaszcza teraz, gdy zaginęła matka Blue, Maura, i nie wiadomo tak naprawdę czy kiedykolwiek odnajdzie się żywa.
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger