Słowa „ta książka złamie ci serce i sklei je na nowo” znajdujące się na okładce książki, muszę przyznać, iż sprawiły, że podeszłam do tej powieści bardzo sceptycznie. Z jednej strony chciałam, żeby okazały się one prawdą, z drugiej jednak takie sugestie zawsze wywołują we mnie uczucie zniechęcenia i brak podatności na sugestie wypisywane na okładkach niektórych książek. Prawda jest jednak taka, że po przeczytaniu słów wielu innych czytelników „Morza spokoju” pomyślałam nieśmiało: „A może jednak? Może i ja będę tą książką zachwycona?”. Chciałabym, żeby moje skromne nadzieje częściej miały swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, bo „Morze spokoju” okazało się być naprawdę świetną książką.
Historia, którą przedstawia Katja Millay opowiada o losach dwójki bohaterów - Nastya Kashnikov to dziewczyna, która nie marzy o niczym innym, jak tylko o tym, aby w spokoju przetrwać liceum i żeby chłopak, który wyrządził jej kiedyś niewyobrażalną krzywdę zapłacił wreszcie za swoją zbrodnię. Josh Bennett wie, jak ciężko jest znaleźć przyjaciół, kiedy twoje imię kojarzy się innym wyłącznie ze śmiercią - raczej mało komu marzy się przyjaźń z gościem, którego wszyscy bliscy umierają. Dziwnym trafem te dwie osobowości zaczynają się nawzajem przyciągać, a ich relacja z biegiem czasu robi się coraz silniejsza - co wyniknie z tej niecodziennej znajomości?