Kiedy kilka lat temu sięgnęłam po trylogię „Legenda” autorstwa Marie Lu z miejsca już wiedziałam, że po książki tej autorki będę mogła sięgać w ciemno. Stworzona bowiem przez nią historia Day'a i June tak bardzo przypadła mi do gustu (a dokładniej: zakochałam się w niej bez pamięci), że jakiekolwiek inne powieści napisane przez Marie Lu stały się dla mnie absolutnym must read. Z „Malfetto” zwlekałam trochę długo, początkowo nie miałam czasu na czytanie, później – szczerze mówiąc – kompletnie o tych książkach zapomniałam i kiedy w końcu otrzymałam te powieści, wówczas od razu zabrałam się za czytanie pierwszego tomu. I, uwierzcie mi, całkowicie w nim przepadłam.
Przez Kenettrę przetoczyła się zaraza, nie oszczędzając absolutnie nikogo, młodych czy starych. Ci, którym udało się przetrwać, zostali naznaczeni Mrocznym Piętnem, posiadają moce, nad którymi niekiedy nie są w stanie zapanować, tym samym sprowadzając na siebie nienawiść reszty społeczeństwa. Historia opowiada o Adelinie, nastolatce, której sercem zawładnęła ciemność, coraz bardziej niestety pogrążając dziewczynę w mroku.