Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmawiamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmawiamy. Pokaż wszystkie posty

6 lutego 2017

Dlaczego czytelnicy złoszczą się o krytykę ich ulubionych książek?

Dlaczego czytelnicy złoszczą się o krytykę ich ulubionych książek?


Pomysł na stworzenie tego posta krążył mi po głowie już od bardzo długiego czasu – od co najmniej kilku dobrych miesięcy – jednak to dopiero ostatnia sytuacja, której byłam świadkiem sprawiła, że postanowiłam w końcu spróbować ten pomysł zrealizować. Kilka dni temu na Instagramie pewnej osoby, którą obserwuję, pod jednym z jej zdjęć zauważyłam niezbyt przyjemną, a jednocześnie ciekawą wymianę zdań. Dziewczyna, do której profil należał, w opisie skrytykowała książkę zdobywającą praktycznie same zachwyty, którą uwielbiają niemalże wszyscy czytelnicy – zrobiła to w sposób kulturalny, konkretnie i ciekawie uzasadniła, dlaczego dana książka nie przypadła jej do gustu, nie obrażając przy tym nikogo, kto tę książkę uwielbia, a jednak nie obyło się bez irytacji jej wielbicieli. Kilka osób bowiem wzięło te słowa aż za bardzo do siebie, poczuli się oni urażeni krytyką i niestety postanowili wyrazić swoje rozczarowanie słowami recenzentki pod jej zdjęciem. 

I choć nie była to wybitnie nieprzyjemna wymiana zdań, to jednak nie dało się nie zauważyć tego, że pewni ludzie krytykę ulubionych książek odbierają w bardzo osobisty sposób, co nieustannie nie przestaje mnie zadziwiać. Nie będę podawać tutaj oczywiście nikogo z nicku, imienia czy nazwiska, bo nie o to mi chodzi, jednak zastanawia mnie tylko jedno – dlaczego niektóre osoby czują się tak bardzo urażone krytyką ich ulubionych książek? Nie ukrywam – liczę na to, że pomożecie mi znaleźć odpowiedź na to pytanie, ponieważ całe to zjawisko jest dla mnie niezwykle abstrakcyjne. 

1 listopada 2016

Dlaczego przestałam oglądać booktuberów?

Dlaczego przestałam oglądać booktuberów?

Mój, jakby to nazwać, „rozwód” z booktuberami nie ma nic wspólnego z faktem, że przez ostatni rok nie miałam nawet odrobiny czasu na swoje własne przyjemności, tj. czytanie książek i śledzenie właśnie booktuberowych poczynań na youtubie. Nie ma to nic wspólnego z faktem, że byłam zbyt zajęta egzaminami, sesją, pisaniem licencjatu i przygotowywaniem się do obrony, aby oglądać filmiki na YT, bo spójrzmy prawdzie w oczy - gdybym tylko chciała, wówczas zdecydowanie rzuciłabym naukę w kąt, aby poobijać się przez kilka chwil, pozwiedzać zakamarki Internetu i ponadrabiać zaległości, które się utworzyły. Gdybym tylko chciała - obejrzałabym wszystkie filmiki, które booktuberzy tak pieczołowicie montowali w momentach mojej nieobecności, zapewne również zasubskrybowałabym co najmniej z dziesięć nowych kanałów, których i tak nie miałabym czasu oglądać, zostawiałabym komentarze pod pojawiającymi się filmami i płakałabym nad swoim losem, że nie stać mnie w danej chwili, aby kupić to pięćdziesiąt książek, które booktuber pokazał właśnie w swoim book haulu. Gdybym tylko chciała... 

4 lutego 2016

Podstawowe prawa czytelnika

Podstawowe prawa czytelnika

Najwyższa pora zrobić sobie drobną przerwę od recenzowania i naskrobać post na nieco inny temat, jednak wciąż silnie związany z książkami. W związku z tym dziś chciałabym porozmawiać z wami o oczywistych oczywistościach, czyli o podstawowych prawach, które przysługują każdemu czytelnikowi, każdemu miłośnikowi książek, dosłownie każdemu, kto lubi czytać.

30 lipca 2015

Gdy bohater robi z siebie błazna, czyli secondhand embarrassment

Gdy bohater robi z siebie błazna, czyli secondhand embarrassment

Dziś chciałabym opowiedzieć wam nieco o pewnym dziwnym zjawisku, które jest dosyć powszechne wśród ludzi, a którego doświadczam od bardzo długiego czasu. Przez wiele lat nie wiedziałam nawet, że istnieje konkretna nazwa na tego typu... odczucia, gdy jednak dowiedziałam się, iż jest na to konkretna etykietka, ogromny kamień spadł mi z serca. W końcu mogłam przestać martwić się, że jest ze mną coś nie tak i że nie jestem jedyną osobą, którą odczucia, o których za chwilę konkretnie wam napiszę, dopadają.

Secondhand embarrassment to krótko mówiąc uczucie, które dopada was, gdy oglądacie serial, czytacie książkę lub doświadczacie czegoś w rzeczywistości i macie świadomość, że pewna osoba za chwilę - pisząc wprost - porządnie się zbłaźni. Dopada was wówczas przeogromne zażenowanie i czujecie się wówczas tak, jakbyście to wy byli na miejscu danej osoby i jakbyście to wy robili z siebie głupków. Przedziwne, prawda? A jednak prawdziwe, nawet, jeżeli nigdy czegoś takiego nie doświadczyliście, uwierzcie mi, że takie zjawisko naprawdę istnieje (i jest naukowo potwierdzone!).

23 stycznia 2015

Rozmawiamy: Ghostwriting

Rozmawiamy: Ghostwriting

Być może nie wszyscy z Was są zaznajomieni z pojęciem, jakim jest ghostwriting, dlatego zanim przejdę do dalszej części posta, napiszę mniej więcej, czym to całe zjawisko tak właściwie jest. Otóż chodzi - ni mniej, ni więcej - o taką sytuację, kiedy danej osobie zlecone zostaje napisanie książki, artykułu, tekstu piosenki, a jednak na okładce nie widnieje nazwisko faktycznego autora danego dzieła, tylko innej osoby (zleceniodawcy) - najczęściej są to celebryci, wielkie gwiazdy czy nawet politycy w przypadku pisanych dla nich przemówień. Zlecenie to wykonywane jest oczywiście za odpowiednią opłatą, fakt faktem jednak, że bardzo często czytelnicy danej książki (bo skupię się oczywiście na literaturze) nie mają pojęcia o tym, że czytana przez nich książka wyszła spod pióra kogoś innego. Czy takie działanie jest fair?

Ten post został zainspirowany nie tak dawnym „skandalem”, który wybuchł za granicą w literackim świecie, kiedy czytelnicy książki „Girl Online” dowiedzieli się, że to nie Zoe Sugg (znana jako Zoelle, która prowadzi kanał na Youtubie dotyczący mody, urody i stylu życia) stoi za napisaniem tej książki, a niejaka Siobhan Curham. Nie będę szczegółowo rozpisywać się o tej sprawie, bo nie o tym ma być ten post, dlatego zaciekawionych tą sytuacją odsyłam tutaj - tam znajdziecie więcej informacji. Dodam tylko, że gdy cała sprawa wyszła na jaw, sama Zoella zaprzeczała oskarżeniom, jakoby książka nie została napisana przez nią, czytelnicy i fani Zoelli oburzyli się natomiast z powodu jej oczywistego kłamstwa i fałszu. Spójrzmy prawdzie w oczy, jest się czemu dziwić?

27 grudnia 2014

Rozmawiamy: Tematy w książkach, których próbujemy unikać

Rozmawiamy: Tematy w książkach, których próbujemy unikać

Gdy sięgam po jakąkolwiek książkę, zawsze staram się jak najgłębiej zorientować w temacie, aby przypadkiem nie sięgnąć po powieść zawierającą elementy, których po prostu nie lubię. Normalne zachowanie czytelnika, który sięga po prostu po to, co najbardziej lubi, prawda? Od wszystkich reguł są oczywiście wyjątki, więc to nie jest tak, że automatycznie odrzucam każdą, absolutnie każdą książkę posiadającą element, który mnie irytuje, niemniej jednak są pewne tematy, które z miejsca mnie od siebie odrzucają i bardzo często to one są powodem tego, że niektóre lektury omijam szerokim łukiem. Jakie jednak są to tematy i czego konkretnie dotyczą?

Głównym tematem jest religia. Należę do tej grupy niewierzących osób, które nie lubią czytać książek zawierających jakikolwiek religijny pierwiastek, z oczywistych powodów, choć wiem, że są też tacy, którym nie robi to większej różnicy i nie zwracają uwagi na to, czy taka tematyka występuje w danej książce, czy też nie. Ja jednak, aby oszczędzić sobie irytacji, najzwyczajniej w świecie stanowczą ręką odsuwam tego typu powieści na bok, zwłaszcza te o tematyce stricte religijnej (ich nie czytam w ogóle), ale także i te, których opis lub recenzje innych czytelników mogą mi podpowiedzieć, czy taki element w danej książce pojawia się, czy nie.

27 lipca 2014

Smak dzieciństwa, czyli garść wspomnień

Smak dzieciństwa, czyli garść wspomnień
Złodziejka Książek nie jest i nigdy nie będzie blogiem lifestylowym, jednakże jakaś drobna przerwa od tematów książkowych nie jest niczym złym, więc pozwoliłam sobie z takiej przerwy skorzystać. Dlaczego postanowiłam napisać o dzieciństwie, a nie o czymkolwiek innym, dlaczego nie o jakimkolwiek innym temacie? Cóż, prawda jest taka, że większość mojego dzieciństwa wspominam bardzo dobrze, na tyle dobrze, żeby napisać Wam o jego elementach, które nieustannie wywołują uśmiech na moich ustach, o elementach, które do końca będą mi się kojarzyć tylko i wyłącznie z dzieciństwem, o smakach, zapachach i radościach, które już nigdy nie będą takie same. Jeżeli zatem macie ochotę o tym poczytać to polecam zaopatrzyć się w coś do picia, ewentualnie w jakąś przekąskę, bo post będzie dosyć obfity i zapraszam.

18 czerwca 2014

Rozmawiamy: Czytelnicze nawyki

Rozmawiamy: Czytelnicze nawyki

Dla niektórych z Was czytanie książek to po prostu najzwyklejsze w świecie hobby. Wchodzicie do księgarni czy biblioteki, kupujecie/wypożyczacie interesującą Was książkę, wracacie do domów i w wolnej chwili delektujecie się wybraną przez Was lekturą. Ot, uczta dla umysłu, nic więcej. Są jednak osoby, dla których czytanie książek wiąże się z czymś znacznie więcej, nie jest to zwykłe zainteresowanie, które pozwala sympatycznie spędzić wolny czas, a pewien być może rytuał? Niektórzy ludzie z czytaniem książek wiążą znacznie, znacznie więcej, posiadają takie swoje małe dziwactwa, które ujawniają się wtedy, gdy jakaś książka znajduje się w pobliżu.

I właśnie o tych „dziwactwach” chciałabym z Wami porozmawiać. Jestem pewna, że wśród czytelników tego bloga znajdują się osoby, które właśnie jakieś takie minimalne dziwactwa posiadają. Dla mnie obowiązkową czynnością podczas czytania jakiejś książki, która poprzedza rozpoczęcie nowej lektury jest... porządne „sztachnięcie się” zapachem danej książki. Powąchanie jej, poznanie się z zapachem to coś, bez czego rozpoczynanie nowej książki nie może się odbyć. Problem pojawia się wtedy, kiedy za nową książkę zabieram się w tramwaju lub w autobusie (dobra rada: nie wąchajcie książek w publicznych środkach transportu, ponieważ to w zadziwiający sposób przyciąga specyficzne spojrzenia innych podróżujących).

7 czerwca 2014

Fenomen Greena - dlaczego niemal wszyscy z taką łatwością mu ulegają?

Fenomen Greena - dlaczego niemal wszyscy z taką łatwością mu ulegają?
Planowałam taki wpis już od dłuższego czasu, ponieważ od momentu przeczytania pierwszej książki Johna Greena całkowicie oszalałam na punkcie jego twórczości. Nie ulega wątpliwościom, że jest to autor wyjątkowy, który z łatwością podbił serca tysiąca nastolatków (co najlepsze - i nie tylko!) na całym świecie, a w tym m.in. w Polsce. Nie jestem jedyną osobą wśród blogerów prowadzących blogi z recenzjami książek, którą powieści tego amerykańskiego autora rozkochały w sobie bez pamięci, dlatego wpis ten dedykuję przede wszystkim osobom, które podzielają moją fascynację, ale również tym, którzy tego autora nie znają i - na co najbardziej liczę - dzięki temu wpisowi zechcą zapoznać się z jego książkami i być może równie mocno je pokochają. 

Pierwszą książką Johna Greena, która pojawiła się na naszym rynku w języku polskim była powieść „Szukając Alaski” wydana przez wydawnictwo Znak w 2007 roku, jednak nie ulega wątpliwościom, że to dopiero po wydaniu książki „Gwiazd naszych wina” przez wydawnictwo Bukowy Las, oraz kolejnych - mniej lub bardziej - fantastycznych powieści tego autora rozpoczął się prawdziwy szum wokół powieści tego autora. Oczywiście pisząc „szum” mam na myśli jak najbardziej pozytywne znaczenie tego słowa, bo fakt, iż tak wiele osób zapoznało się z tymi niezwykle wartościowymi i poruszającymi książkami jest oczywiście powodem do radości. Osobiście uważam, że pojawienie się tych książek na polskim rynku okazało się być fenomenalnym posunięciem - i jestem pewna, że wiele osób się ze mną w tym miejscu zgodzi - ponieważ wśród monotonii paranormalnych romansów, dystopii, antyutopii i nie wiadomo czego jeszcze pojawił się prześwit dający nadzieję i jednocześnie potwierdzenie, że książki dla nastolatków wcale nie są puste i bezwartościowe, na co twórczość Greena jest fantastycznym dowodem.

23 lutego 2014

Rozmawiamy: W świecie ekranizacji

Rozmawiamy: W świecie ekranizacji

Kolejnym - według mnie dosyć istotnym i ciekawym - tematem, który chciałabym poruszyć są ekranizacje naszych lubianych i mniej lubianych powieści. Z łatwością można zauważyć, że na ekranach kin coraz częściej pojawiają się filmowe pierwowzory niektórych książek (a także przecież komiksów), które jednocześnie sprawiają, że dane książki stają się bardziej... na topie. Doskonałym tego typu przykładem jest „Gra o tron”, której serial znacznie wpłynął na zainteresowanie ludzi całą serią, a także „Igrzyska Śmierci”, kiedy to po wejściu do kin ekranizacji dużo więcej osób sięgnęło po tę trylogię, wcześniej niezbyt się nią interesując lub w ogóle nawet o niej nie słysząc. Prawda o ekranizacjach bywa jednak różna.

Problem z ekranizacjami bywa taki, że czasami nie można im się oprzeć i ciekawość jak przedstawiono konkretną książkę jest silniejsza od strachu przed tym, że spłycono i uproszczono naszą nie raz ukochaną historię. Czasami widząc trailery, zwiastuny i filmiki promujące dany film z góry nastawiamy się negatywnie lub pozytywnie do danej produkcji, a nasze przeczucia okazują się być zgoła różne od tego, w jaki sposób ta ekranizacja została faktycznie zrealizowana. Te pozytywne zaskoczenia są oczywiście najlepsze, ale czasami ciężko jest nie ulec uprzedzeniom i już po zobaczeniu pierwszego filmiku nawiązującego do ekranizacji niektórzy są w stanie stwierdzić, czy zdecydują się na jej obejrzenie, czy też nie.

2 lutego 2014

Rozmawiamy: Pożyczanie książek. Tak czy nie?

Rozmawiamy: Pożyczanie książek. Tak czy nie?

Pożyczanie książek zawsze było nieco problematyczne, zwłaszcza dla osób, które dbają o książki bardziej niż o cokolwiek innego. Ryzyko połamanych grzbietów? Podartych kartek? Zagiętych rogów? Myślę, że większość z nas zna to aż za dobrze, jednak czasami ciężko jest się przed tym uchronić. Pożyczając książkę danej osobie zawsze można zaznaczyć, że chciałoby się, żeby wróciła ona w stanie nienaruszonym lub - żeby w ogóle wróciła do swojego właściciela. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy nasze prośby nie zostają spełnione - i co wtedy?

Poruszam ten temat z tego powodu, ponieważ jeżeli chodzi o książki to jestem wobec nich bardzo opiekuńcza. Widok zniszczonego egzemplarza napawa mnie wstrętem i smutkiem, a już szczególnie wtedy, kiedy dany egzemplarz należy do mnie. Jestem również osobą, która nie potrafi odmówić innemu człowiekowi, kiedy pyta się on, czy mógłby pożyczyć on ode mnie jakąś powieść. Do pewnego momentu myślałam: no bo dlaczego miałabym się temu sprzeciwiać? Teraz już znam odpowiedź na to pytanie - jeżeli ludzie, którym pożyczam książki nie zaczną o nie dbać i respektować tego, że ten egzemplarz nie należy do nich tylko jest własnością osoby, której nie zerwała go za darmo z drzewa - wtedy nie mamy nawet o czym rozmawiać.

28 października 2013

Rozmawiamy: Upadek książki papierowej?

Rozmawiamy: Upadek książki papierowej?

Nie lubię rzucać słów na wiatr i nie kończyć spraw, które kiedyś rozpoczęłam. Wobec czego ruszam z nową, kolejną już jednak akcją wcześniej przeze mnie zapowiadaną. Będą to po prostu dyskusje na książkowe i około-książkowe tematy, niekoniecznie związane z literaturą. Dyskutować będziemy raz w miesiącu, nie chciałabym zbyt często publikować takich postów, żeby nie doszło do przesytu tą akcją. :) Mam wielką nadzieję, że akcja ta przyjmnie się dobrze i chętnie będziecie brać udział w takich dyskusjach, bo jeżeli frekwencja będzie słaba to prowadzenie takiej akcji raczej nie będzie miało sensu. Gorąco na was liczę i trzymam kciuki na ciekawą, kultularną wymianę zdań. Zachęcam do wypowiadania się. :)

Poruszymy temat dosyć popularny w naszych kręgach, bo nie raz można spotkać takie wpisy na stronach internetowych. Odkąd na rynek weszły e-booki często mówi się o wyparciu książki papierowej, o tym, że odchodzi w cień. Bardziej pesymistyczni twierdzą, że nastąpi jej całkowity upadek i sama nie wiem co jest bardziej przerażające: to, że ktoś jest w stanie myśleć w tak negatywny sposób czy to, że być może faktycznie znaczenie książki papierowej spada? Oczywiście nie wierzę w to, że książki papierowe spadną ze swojego tronu, jednak niepodważalnym faktem jest to, że popularność e-booków i audiobooków jest bardzo duża. Ludzie chętniej sięgają po takie wersje książek, bo są one znacznie bardziej komfortowe - sprzątając można włączyć sobie audiobooka i zaliczyć dwie rzeczy jednocześnie - wypełnianie obowiązków i słuchanie jakiejś powieści. Kupując czytnik zawsze można włożyć go do torby, nie męcząc się ciężarem książki, którą normalnie by się nosiło i czytało chociażby w komunikacji miejskiej. Tutaj oczywiście dochodzi problem zakupu takiego czytnika, bo nie każdy może sobie na niego pozwolić, a ich ceny są dla wielu zdecydowanie zbyt duże.
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger