Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Science fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Science fiction. Pokaż wszystkie posty

15 czerwca 2017

Zatrzymać gwiazdy, Katie Khan

Zatrzymać gwiazdy, Katie Khan

Po „Zatrzymać gwiazdy” sięgnęłam za bardzo niskimi oczekiwaniami, nie spodziewałam się po tej książce bowiem niczego więcej, poza lekką młodzieżówką z wątkiem romantycznym na głównym planie. Nie czytając wcześniej żadnych recenzji, ledwo zerkając na opis wiedziałam już, że jest to powieść, z którą chcę się zapoznać, w życiu nie myślałam jednak, że książka Katie Khan tak bardzo odbiegać będzie od moich wyobrażeń o tej historii. Okazało się, że zamiast odprężającej, niezobowiązującej lektury otrzymałam niesamowicie dojrzałą opowieść, która okazała się być dla mnie największym zaskoczeniem ostatnich miesięcy.

Autorka w swojej debiutanckiej powieści przenosi nas w kosmos, to właśnie tam między innymi rozgrywa się akcja tej książki. Dwójkę głównych bohaterów – Carys i Maxa, poznajemy w momencie, gdy spadają oni w pustą przestrzeń kosmosu, a powietrza zostało im na zaledwie ostatnie półtorej godziny. W tych ostatnich chwilach swojego życia wspominają oni swoją przeszłość, ale przede wszystkim początek swojego związku, który w z pozoru utopijnej rzeczywistości nie miał prawa, aby zaistnieć. 

6 stycznia 2017

[przedpremierowo] Naznaczeni śmiercią, Veronica Roth

[przedpremierowo] Naznaczeni śmiercią, Veronica Roth

Data premiery: 17 stycznia 2017 r. 

Veronica Roth to autorka, której nie sposób nie znać. Napisała ona niezwykle popularną trylogię pt. „Niezgodna”, w której zaczytywała się i wciąż z resztą zaczytuje cała rzesza czytelników. Po jej pierwszy tom sięgnęłam kilka lat temu, niedługo po premierze i przyznam szczerze, że bardzo zaskoczył mnie w nim brak oryginalności autorki i szerokie powielanie utartych już wcześniej motywów, przez co „Niezgodna” nie miała w sobie nic do zaoferowania. Po „Naznaczonych śmiercią” sięgnęłam z wielką nadzieją na to, że warsztat autorki uległ poprawie i że książka ta wypadnie w moich oczach znacznie lepiej niż „Niezgodna” (poza tym, jeżeli ktoś reklamuje jakąś książkę jako powieść „dla fanów Gwiezdnych Wojen” to musi liczyć się z tym, że będę pierwsza w kolejce, aby chcieć ją przeczytać). Niestety, tak jednak się nie stało.

Książka opowiada o dwóch bohaterach żyjących na planecie rządzonej przez przemoc i zemstę, na której ludzie zostają obdarowani przez los pewnym darem, dzięki którym mogą kształtować swoją przyszłość. Dla niektórych jest on objawieniem, dla innych - przekleństwem. W tej drugiej grupie znalazła się Cyra, siostra brutalnego tyrana rządzącego ludem Shotet, której „dar” zadawania bólu wykorzystywany jest przez jej brata w celu zadawania tortur i zabijania wrogów. Akos natomiast wywodzi się z miłującego pokój lodu Thuvhe, który pewnego dnia wraz z bratem zostaje porwany przez żołnierzy Shotet. Akos postanawia zrobić wszystko, co w jego mocy, aby ocalić brata i powrócić do domu. Czy Cyra, w której wrogim świecie nagle się znalazł zostanie jego sprzymierzeńcem? Czy uda im się pokonać wzajemne uprzedzenia i niechęć, czy może raz wrogowie na zawsze nimi pozostaną? 

1 lutego 2015

Marsjanin, Andy Weir

Marsjanin, Andy Weir
Kosmos, odległe planety, nieodkryte jeszcze miejsca - to zawsze było coś, czym w jakiś sposób przejawiałam zainteresowanie. Wciąż mam na swoich półkach kilka książek związanych z tą tematyką, które trzymam od dzieciństwa. Po dziś dzień pamiętam te chwile, kiedy do cienkiego, zniszczonego zeszytu przerysowywałam z tych książek przeróżne gwiazdozbiory i Układ Słoneczny, o którym z gimnazjum zrobiłam nawet prezentację. „Marsjaninowi” udało się przypomnieć mi jak wielkie było kiedyś moje zainteresowanie tym tematem i w pewnym momencie zatęskniłam nawet za chwilami, kiedy gwiazdy na niebie wydawały mi się być czymś więcej niż - obecnie - jedynie jasnymi punktami.

Mark Watney to astronauta z niezwykłym pechem. Bo jak inaczej nazwać to, że z powodu bardzo groźnej burzy piaskowej marsjańska ekspedycja musi natychmiastowo opuścić powierzchnię Czerwonej Planety, a Mark w skutek wypadku zostaje na niej uwięziony? Kiedy mężczyzna odzyskuje przytomność, zdaje sobie sprawę, że został na Marsie całkiem sam, co gorsza - jego towarzysze i sztab Houston z pewnością uważają, iż jest martwy i nie przybędą mu na ratunek. Astronauta Wantey nie jest jednak człowiekiem, który szybko się poddaje i rozpoczyna rozpaczliwą walkę o przetrwanie.

30 stycznia 2015

Na skraju jutra, Hiroshi Sakurazaka

Na skraju jutra, Hiroshi Sakurazaka
Wyobraźcie sobie, że utknęliście w pętli czasu i raz za razem odtwarzacie jeden, konkretny dzień z waszego życia. Co więcej, dzień ten zdaje się być najgorszym (i, cóż, być może nawet ostatnim)  dla was momentem. Chwilą, od której nie jesteście w stanie się uwolnić, chwilą, którą powtarzacie non stop, przez kilkadziesiąt, może nawet kilkaset razy. Brzmi strasznie, brzmi przerażająco i jest to coś, czego - gdyby w jakikolwiek sposób było możliwe - zdecydowanie nie chciałabym doświadczyć. 

Głównym bohaterem powieści jest Keiji Kiriya, jeden z tysięcy żołnierzy, który staje po stronie ludzi do walki z  Obcymi, których ludzkość zwie Mimami. Podczas swojej pierwszej bitwy z tymi niezwykle silnymi, zatruwającymi środowisko istotami Keiji Kiriya ginie. Budzi się jednak następnego ranka i - o dziwo! - przeżywa tę walkę jeszcze raz, później ponownie, aż w końcu postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i uwolnić się od pętli czasu, w której utknął. Czy Rita Vrataski, należąca do elitarnego amerykańskiego Oddziału Specjalnego, z którą Keiji łączy siły, będzie w stanie mu pomóc? 

14 kwietnia 2014

Multirzeczywistość, David Louis Edelman

Multirzeczywistość, David Louis Edelman
„Multirzeczywistość” to kontynuacja poprzednio zrecenzowanej przeze mnie książki pt. „Infoszok”, która - jak się okazało - otworzyła mi oczy na wiele aspektów, które w poprzednim tomie gdzieś mi umknęły lub najzwyczajniej w świecie zostały przeze mnie zignorowane. To właśnie takie chwile lubię najbardziej, kiedy kolejne części jakiejś serii okazują się być jeszcze większym sukcesem, dając mi jednocześnie znać, iż zapoznanie się z danymi książkami było właściwym wyborem, którego nigdy nie będę żałować. W przypadku dwóch pierwszych części trylogii „Skok 225” mogę napisać tylko jedno: tak dobrych książek dawno nie miałam w swoich rękach.

13 kwietnia 2014

Infoszok, David Louis Edelman

Infoszok, David Louis Edelman

Kiedy myślę o bardzo, bardzo dalekiej przyszłości tak naprawdę przede wszystkim potrafię wyobrazić sobie tylko jedno: imponujący postęp techniczny, oferujący możliwości, które obecnie przy aktualnych środkach są niestety niemożliwe do osiągnięcia. Literaturę science fiction czytam właśnie po to, aby przekraczać granice, tworzyć nowe ścieżki, które w obecnej chwili wydają się być jedynie mrzonkami pełnych wyobraźni autorów i niepozbawionych nadziei naukowców. Kto jednak wie jak tak naprawdę zarysują się losy świata w tak odległej przeszłości, w której rozwinięta technologia całkowicie zastąpi pewne z pozoru nieodłączne aspekty ludzkiego życia?

22 listopada 2013

Blask, Amy Kathleen Ryan

Blask, Amy Kathleen Ryan


Bardzo lubię science fiction, aczkolwiek za współczesnymi książkami o takiej tematyce niespecjalnie przepadam, bo coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że historie te są najzwyczajniej w świecie uproszczone. Zdecydowanie bardziej preferuję starsze książki z tego gatunku i niestety „Blask” jedynie potwierdził to, co już od dłuższego czasu wiedziałam - „nowsze” nie zawsze znaczy „lepsze”. Powieść Amy Kathleen Ryan wywołała we mnie kilka negatywnych emocji, aczkolwiek na szczęście nie jestem w stanie napisać, że przeczytanie jej było czasem zmarnowanym. 

Empireum to statek, na którym Waverly przyszła na świat, a który wiele lat temu wyruszył z misją poszukiwania Nowej Ziemii, na której ludzie będą mogli się osiedlić. Dziewczynie z góry wiadome jest jej przeznaczenie - poślubienie Kierana, który ma zostać następcą kapitana statku, założenie rodziny i urodzenie dzieci. Wszystkie plany komplikują się w momencie, gdy Empireum zostaje zaatakowane przez bliźniaczy statek, który wyruszył z taką samą misją. Nowy Horyzont porywa młode kobiety wraz z dziewczynkami, a dorosłych morduje. Chłopcy, którzy ocaleli, znajdujący się na Empireum pod przywódctwem Kierana będą musieli odnaleźć się w chaosie i dojść do tego, w jaki sposób odzyskać to, co tak brutalnie im odebrano.

Znacznie łatwiej jest mi w przypadku tej książki wymienić kwestie, które nie przypadły mi do gustu, niż te, które mi się spodobały, dlatego od nich zacznę. Kreacja bohaterów jest dla mnie bardzo istotna, ponieważ gdy nie potrafię się z nimi zżyć i określić jakimi emocjami wobec nich pałam to tak naprawdę nie potrafię w pełni cieszyć się daną lekturą. W przypadku „Blasku” niestety ta kreacja nieco mnie zawiodła, ponieważ miałam wrażenie, jakby autorka niekonsekwentnie charakteryzowała bohaterów, tzn. w pewnym momencie miałam wrażenie, że ich osobowości różniły się od tych, kiedy poznałam je na samym początku.

Kolejna kwestia, która nie przypadła mi do gustu, również związana jest z bohaterami, a konkretniej - z ich wiekiem. Staje się to dla mnie poważnym problemem, ponieważ czytanie o postaciach, które ledwo ukończyły szesnaście lat przestaje mi się podobać. W jakiś sposób łatwiej mi jest utożsamić się z bohaterami w moim wieku, którzy mają na karku więcej życiowego doświadczenia. W przypadku tej książki zachowania bohaterów nie zawsze były przemyślane, jednak gdybym chciała ich w jakiś sposób usprawiedliwić, zrzuciłabym to na ciężar sytuacji, w jakiej się znaleźli, presji i stresu, który został w związku z konkretnymi wydarzeniami wywołany. Mimo wszystko wydaje mi się, że powinnam staranniej dobierać sobie lektury.

Na tym koniec narzekań, największym plusem tej książki jest fakt, że czytało się ją bardzo szybko i płynnie. Pomimo faktu, że „Blask” nie porwał mnie w zbyt wielkim stopniu, to chętnie sięgnę po jego kontynuację. Autorka w przyjemny sposób buduje napięcie i aż ma się ochotę wiedzieć co wydarzy się w dalszej kolejności oraz jak potoczą się losy konkretnych bohaterów. Historia ta ma bardzo duży potencjał i niemożliwe jest porzucenie tej serii zaledwie po pierwszej części, która - szczerze przyznaję - wciągnęła mnie od pierwszych stron.

Dla ludzi lubiących współczesną fantastykę „Blask” to pozycja jak najbardziej godna uwagi. W moim przypadku nie obyło się bez narzekań, ale w żadnym wypadku nie sprawiło to, że nie miałabym ochoty na drugi tom tej serii. Autorka stworzyła bardzo ciekawy świat, w którym akcja póki co toczy się jedynie na statkach kosmicznych, niewykluczone jednak, że w przyszłości dojdzie do kilku istotnych zmian, których jestem bardzo ciekawa i to one sprawiają, że nie mogę oprzeć się sięgnięciu po kontynuację. Osoby takie jak ja, które od zawsze interesowały się kosmosem i lubią historie toczące się wśród innych planet i gwiazd powinny skusić się na tę książkę, może być ona powodem kilku bardzo sympatycznie spędzonych chwil.

Ocena: 6,5/10
Wyzwanie: Czytam fantastykę.

24 sierpnia 2013

Złodzieje planet, Dan Krokos

Złodzieje planet, Dan Krokos


Swoją przygodę z science fiction zaczęłam bardzo późno, bo zaledwie kilka miesięcy temu i to z tzw. grubej rury, ponieważ na pierwszy rzut poszedł Frank Herbert i jego imponująca powieść „Diuna”, a później dwie fantastycznie napisane książki Stanisława Lema – „Solaris” i „Eden”. Po niezwykłej przygodnie z trzema powyższymi książkami pokochałam ten gatunek i obiecałam sobie, że uparcie będę go zgłębiać i poznawać coraz to inne pozycje związane z tą tematyką. „Złodziei planet” spotkałam pewnego dnia całkowicie przypadkowo na jednej z internetowych stron i nie znając wówczas żadnej recenzji postanowiłam tę książkę przeczytać. Wiele obiecująca okładka, ciekawy opis plus tematyka science fiction – większej zachęty nie potrzebowałam. 

Mason wraz z kilkunastoma innymi kadetami odbywa lot statkiem o nazwie SS „Egipt”, aby wylatać w przestrzeni wymaganą liczbę godzin. Z pozoru rutynowa podróż zamienia się w walkę na śmierć i życie, gdy ich statek zostaje zaatakowany przez obcą rasę zwaną Tremistami. „Egipt” przewozi potężną broń i to ona staje się celem wrogiej cywilizacji. Mason wraz z przyjaciółmi stają przed odpowiedzialnym zdaniem – zapobiec przejęcia broni przez Tremistów, a także odzyskać zaatakowany statek. 

„Złodzieje planet” to idealna lektura dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z gatunkiem science fiction i na sam początek poszukują dosyć lekkiej, nieobciążającej umysł książki nawiązującej do tej tematyki. Nie ulega wątpliwościom, że powieść Dana Krokosa to pozycja z zdecydowanie niższej ligi, jednak nie umniejsza to jej wartości i z czystym sumieniem mogę uznać ją za książkę godną polecenia. Fabuła jest bardzo prosta, akcja nieskomplikowana, aczkolwiek porywająca już od pierwszych stron, co jest z całą pewnością największym jej atutem. Autor nie traci czasu na nużący wstęp, akcja rozpoczyna się już od pierwszej kartki, bardzo szybko porywając ze sobą czytelnika. 


Bohaterowie to bardzo sympatyczne osobowości, z niektórymi można się nawet spokojnie w kilku kwestiach utożsamić. Główna postać – Mason Stark ma dwanaście lat i muszę przyznać, że nie jest to coś, na co mogłabym nie zwracać uwagi. Jeszcze kilka lat wstecz wiek bohaterów z całą pewnością nie byłby dla mnie problemem, jednak z biegiem czasu staram się wyszukiwać takie książki, w których postacie są w moim wieku lub starsi – wtedy bez problemu mogę wczuć się w ich sytuację i przeżywać niektóre wydarzenia równie mocno co oni. W tym przypadku traktowałam głównego bohatera nieco w przymrużeniem oka, tym bardziej biorąc pod uwagę to, w jaki sposób przedstawiał go autor – jakby był co najmniej pięć, sześć lat starszy. 

Autor posługuje się bardzo przyjemnym językiem, ma lekkie pióro, jednak nie spowodował, abym wraz z bohaterami przeżywała ich porażki czy chwile radości. Chwil trwogi czy wzruszeń było wiele, jednak żadna z nich tak naprawdę nie sprawiła, że w oku zakręciła mi się łza. Czytałam tę książkę raczej beznamiętnie, jednak to nie znaczy, że nie cieszyłam się z lektury. Wręcz przeciwnie, każdą stronę chłonęłam z zainteresowaniem i choć autorowi nie udało się mnie zaskoczyć, to nie mogłam się doczekać, aż poznam zakończenie „Złodzieja planet” i dowiem się, czy misja Masona i pozostałych kadetów zakończyła się z sukcesem. 

Z powodzeniem mogę polecić tę książkę komuś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z science fiction i chce ten gatunek poznać nieco bliżej. Autor stworzył ciekawą historię, na której kontynuację oczywiście będę czekać i z całą pewnością się z nią zapoznam. To lekka i przyjemna powieść, pobudzająca wyobraźnię, na którą poświęconego czasu zdecydowanie nie żałuję. 

Ocena: 7/10

17 kwietnia 2013

Eden, Stanisław Lem

Eden, Stanisław Lem
Eden, Stanisław Lem
Wydawnictwo Agora
Liczba stron: 262


„Eden” to druga – po „Solaris” - powieść Stanisława Lema, którą przeczytałam, nie licząc „Opowieści o pilocie Pirxie”, których niestety kompletnie nie pamiętam. O ile ta najbardziej znana i ceniona książka polskiego autora wciąż tkwi w mojej pamięci, a ja sama od czasu do czasu przywołuję wspomnienia dotyczące pewnych aspektów w niej zawartych, to tak naprawdę „Eden” wywarł na mnie znacznie większe wrażenie i jestem pewna, że to z tą książką pozostanę w dłuższej więzi, niż miało się to z „Solaris”. Pomimo faktu, iż znacznie trudniej było mi się połapać w opisach związanych z technologią i wyglądem planety, to „Eden” wygląda bardziej atrakcyjnie i jest to książka, która urzekła i wciągnęła mnie w bez porównania większym stopniu. 

Sześciu astronautów przypadkiem rozbija na planecie i jakże atrakcyjnej nazwie Eden. Bohaterowie szybko odkrywają, że planeta ta jest zamieszkała przez obcą cywilizację i próbują nawiązać z nią kontakt. Jak się okazuje, nie jest to wcale łatwe zadanie, a próby porozumienia wydają się być niemożliwe do zrealizowania. Podzieleni na zespoły, część z nich prowadzi prace nad statkiem, chcąc uruchomić go, by powrócić do domu, a reszta próbuje dowiedzieć się czegoś więcej na temat obcych i miejsca, w którym się znajdują.

Jeżeli ktoś liczy na łatwą opowiastkę to jest w wielkim błędzie. „Eden” to wymagająca lektura, dla czytelników z elastyczną wyobraźnią, którzy nie mają problemu w tym, aby wyobrazić sobie rzeczy, o których nie słyszeli i których nie widzieli nigdy wcześniej w telewizji ani w literaturze. Lem ma niezaprzeczalnie oryginalne podejście do tworzenia nowych obiektów, opisywania niespotkanego nigdy wcześniej świata, którego wyobrażenie sobie wymaga nie lada sprawności. Ja sama muszę przyznać, że chwilami miałam z tym niemały problem, a utworzenie widoku tego, co autor utrwalił w opisie, wymagało ode mnie nieco wysiłku. Czasami jednak po prostu nie byłam w stanie tego zrobić i odpuszczałam sobie czytanie danego fragmentu po raz piąty, ale jestem pod ogromnym wrażeniem zdolności Lema do tworzenia obrazów wcześniej przeze mnie niespotkanych. 

Nie podoba mi się to, że próbuję oceniać tę książkę poprzez pryzmat „Solaris”, ale niezaprzeczalnie wywołała ona na mnie wielki wpływ, dlatego też wręcz nie mogę się powstrzymać, aby chociaż w małym stopniu nie porównać tych dwóch powieści do siebie. „Eden” niesie ze sobą znacznie więcej napięcia towarzyszącego akcji, dlatego też czytało mi się tę książkę z większym zaangażowaniem i zainteresowaniem w porównaniu z „Solaris”. Choć jak już wcześniej wspomniałam – opisy były dla mnie nie lada wyzwaniem, to naprawdę ciężko było mi oderwać się od tej książki, a czytanie jej sprawiało mi prawdziwą przyjemność. Lem stopniowo odkrywa przed czytelnikiem kolejne tajemnice, dawkuje informacje w taki sposób, że niemożliwe jest uczucie przesytu czy nawet niedosytu, a ochota na to, aby wiedzieć więcej, wzrasta z każdą przewróconą kartką. Jak dokładnie wygląda społeczeństwa dubletów? Ich ustrój? W jaki sposób funkcjonują? Mnóstwo pytań krążyło mi po głowie podczas czytania „Edenu”, a odetchnąć mogłam dopiero wtedy, gdy poznałam na nie odpowiedź. 

„Jesteśmy ludźmi, kojarzymy i rozumujemy po ziemsku i wskutek tego możemy popełnić ciężkie błędy, przyjmując obce pozory za naszą prawdę, to znaczy układając pewne fakty w schematy przywiezione z Ziemi”.

„Eden” powstał w 1959 roku i można odczuć w nim wyraźne wpływy ówczesnych ustrojów i atmosfery, która panowała wówczas na świecie. Totalitaryzm świata Edeńczyków można by przypisać wielu państwom z tamtego okresu oraz trafne okaże się spostrzeżenie, że powieść ta ma w sobie drugie dno i wiele aspektów można zrozumieć w dwojaki sposób. Lem pokazuje także, że próby zrozumienia innych cywilizacji przez Ziemian mogą okazać się fiaskiem, a traktowanie ich społeczności, zasad, zachowań ludzką miarą jest dużym błędem, bo tak naprawdę przepaść dzieląca ludzi a – chociażby – takich dubeltów jest ogromna. Porównując to, co w „Edenie” ukazał Lem, a to, co widzimy we współczesnych filmach science fiction można wybuchnąć śmiechem na myśl, w jaki sposób pokazany jest przez telewizję pierwszy kontakt z obcą cywilizacją, a próby przypisania obcym zasad, cech, moralności, którymi kierują się ludzie, jest zwykłym absurdem. 

Czymże byłaby powieść Lema bez charakterystycznego słownictwa, cechującego się specyficznymi zwrotami, nawiązującymi do technologii i nauki? Już sam intelektualizm językowy daje znać, że ma się do czynienia z niebanalną lekturą, której przeczytanie wcale nie będzie łatwym zadaniem. Cóż, w każdym razie nie dla kogoś, kto rzadko obcuje z science fiction, z Lem to jego/jej pierwsze kroki z tą właśnie tematyką. 

Jak paradoksalny wydaje się być tytuł w porównaniu z tym, jak naprawdę przedstawiał się Eden, świat, w którym żyją dubelty? No bo sami spróbujcie sobie wyobrazić raj, a świat totalitarny, w którym za pomocą bioinżynierii i eksperymentów genetycznych próbuje się stworzyć lepszą rasę, a wytwory nieudane czeka naprawdę nieciekawy los. Jakkolwiek niedorzecznie to brzmi, ta pojawiająca się chwilami atmosfera grozy i tajemniczości jest fascynująca. Świat przedstawiony przez autora w sposób chłodny i realistyczny jest bardzo interesujący i choć poznanie go odbywa się przez całość lektury, w żaden sposób mnie to nie zniechęciło, a wręcz przeciwnie – nakręcało coraz bardziej. 

„Czy tylko groby są na tej planecie?”

Bardzo ciekawy zabieg zastosował Lem podczas kreowania bohaterów, bo zamiast podawania ich imion, posługiwał się nazwami, które odpowiadają pełniącymi przez nich funkcjom (wyjątkiem jest Inżynier – Henryk). W ten sposób poznajemy Cybernetyka, Chemika, Fizyka, Doktora, Koordynatora i właśnie Inżyniera. Sporo czasu zajęło mi choć w drobnym stopniu poznanie postaci (tak naprawdę nie ich charaktery i osobowości się tutaj liczą), ale bardzo szybko polubiłam każdego z nich, głównie za sprawą sympatycznych dialogów pomiędzy bohaterami. 

Nigdy tak naprawdę nie interesowałam się science fiction, zawsze była to tylko fantastyka i teraz zaczynam się zastanawiać, dlaczego? Oba gatunki są sobie bliskie, a niemalże wszystko przemawiało na korzyść fantastyki, w efekcie czego po sf nie sięgałam praktycznie wcale. Cieszę się jednak, że w końcu zdecydowałam się to zmienić, choć po Lema planowałam sięgnąć już od dłuższego czasu. Poznałam dzięki temu prawdziwie fascynującą książkę, która jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, aby kontynuować swoją przygodę z tym autorem, bo skoro dwie pierwsze powieści okazały się być tak udanymi lekturami, to z całą pewnością nie powinnam rezygnować.

Ocena: 9,5/10 

31 marca 2013

Solaris, Stanisław Lem

Solaris, Stanisław Lem

„Solaris” Stanisława Lema to książka, z którą spotykałam się mnóstwo razy, nie tylko w bibliotece, ale również na przeróżnych stronach internetowych i blogach recenzenckich. W planach miałam ją od bardzo dawna, gdyż za cel postawiłam sobie przeczytanie jakiejkolwiek książki tego najwybitniejszego przedstawiciela polskiej fantastyki naukowej, jednak nie miałam pojęcia, kiedy nastąpi chwila, w której chwycę „Solaris” w ręce i zacznę ją czytać. Myślę, że minęłoby jeszcze mnóstwo czasu zanim zapoznałabym się z tym utworem, gdyby nie doskonały pretekst w postaci matury z polskiego i tematu obejmującego zagadnienie innych światów. Cieszę się jednak, że nie zwlekałam ani chwili dłużej i miałam wreszcie okazję do zapoznania się z tą powieścią. 

Głównym bohaterem tej książki jest Kelvin, który gdy trafia na obcą planetę, nad którą od wielu lat prowadzone są badania, znajduje swoje miejsce w stacji kosmicznej, będącej jednocześnie miejscem naukowym. Kelvin staje się członkiem ekipy, której zadaniem jest przeprowadzanie badań nad gigantycznym tworem, przypominającym ciemny ocean, okalającym niemalże całą planetę. Mężczyzna jednak do czynienia ma nie ze zwykłym oceanem, a z całkowicie obcą inteligencją, która jest powodem halucynacji nawiedzających bohaterów. 

Rozpoczynając swoją przygodę z „Solaris” wiedziałam, że mam do czynienia z naprawdę niezwykłą książką, której długo nie będę mogła zapomnieć. Przez kilka pierwszych stron miałam wrażenie, że wczytuję się w całkiem niezły horror, bo w taki też klimat wprowadziły mnie pierwsze karty tej lektury. Dopiero później to wrażenie mnie opuściło, jednak wspaniałe napięcie towarzyszące czystemu kryminałowi pozostało aż do momentu, w którym odłożyłam książkę na półkę. Cała powieść, oprócz swojej fantastycznej otoczki (dosłownie!) jest również powieścią filozoficzną, poruszającą kilka istotnych problemów dotyczących ludzkości, a także zadającej pytania, na które czytelnik może, ale nie musi udzielać odpowiedzi. Autor niczego nie narzuca, bardziej podrzuca czytelnikowi temat, który może zostać przez niego rozwinięty, ale leży to tylko i wyłącznie w interesie osoby, która obecnie tę książkę czyta. 

Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy.

Nie wiem dlaczego, ale przez cały czas trwania akcji czułam się tak, jakbym czytała książkę, która stała się wynikiem sennych marzeń jakiejś osoby, jakbym brnęła przez mgłę, która coś za sobą ukrywała. Nie wiąże się to absolutnie z przytłumieniem wrażeń, bo nie jest to też książka, podczas czytania której można aż sapnąć z wrażenia, dlatego też jest to bardzo dziwne uczucie, którego nie jestem w stanie wytłumaczyć. „Pozaziemskość” tej lektury musiała na mnie całkiem solidnie podziałać. 

Niektórym czytelnikom zapewne mogą nie spodobać się troszkę długie opisy, jednak według mnie są one fantastycznym sposobem na bliższe poznanie planety i samej istoty oceanu, który – przyznam szczerze – był w stanie wzbudzić we mnie niemały strach. Dzięki tym opisom poznać można przeszłość planety o dwóch słońcach, dowiedzieć się, jakie badania zostały na niej przeprowadzone. Są tu również fakty dotyczące właściwości atmosferycznych i geograficznych, których czytanie pozwala uzmysłowić sobie, że planeta ta nie jest wcale wybitnie cudaczna, a wręcz przeciwnie. Kto wie, czy coś takiego nie istnieje, tylko nie zostało jeszcze odkryte? 

Jaka jest rola człowieka we wszechświecie? Gdzie kończy się możliwość ludzkiego poznania, odkrywania tego, czego ludzkie oczy jeszcze nie widziały? Występujący w książce ocean jest tak naprawdę barierą nie do przebicia, posługujący się logiką zupełnie niezrozumianą dla ludzkiego umysłu, z problemami radzący sobie w dla siebie jedynie zrozumiany sposób. W porównaniu z nim ludzie wydają się być jedynie nic nieznaczącymi mrówkami i miernej sile przebicia, których pierwszy kontakt z obcą cywilizacją może okazać się zgubny w skutkach. 

Problemy natury filozoficznej, do tego aspekty uczuciowe dręczące bohaterów ubrane są w świetny, naukowy język, który nie traci nic ze zwykłej prostoty, dzięki której każdy czytelnik będzie mógł z łatwością wgryźć się w tę powieść. Pomimo iż ja jestem bardzo zadowolona z lektury, nie wydaje mi się, żeby była to książka dla każdego, gdyż nie wszyscy mogą czerpać z niej radość. Do końca tak naprawdę nie wiadomo, w jakim kierunku dąży akcja i jeżeli niektórzy liczą na to, że od pierwszych stron wszystko będzie jasne – mogą się srogo zawieść. Brak tu zadziwiających wydarzeń i zwrotów akcji, jednak miłośnicy science fiction lub po prostu lubiący dobrą literaturę nie powinni przechodzić obok tej książki obojętnie. 

Człowiek wyruszył na spotkanie innych światów, innych cywilizacji, nie poznawszy do końca własnych zakamarków, ślepych dróg, studni, zabarykadowanych, ciemnych drzwi.

Ocena: 8/10 
Wyzwanie: Czytam fantastykę.

Skorzystam z okacji, by życzyć wam wesołych świąt i miłego czasu spędzonego z rodziną (oby). Pogoda niestety nie dopisuje, to, co dzieje się u mnie za oknem to czysta paranoja. Śnieg pada od samego rana i nic nie zanosi się na to, żeby szybko przestał. Przypominam jeszcze, że jutro dodam notkę o wspominanym przeze mnie już wcześniej wyzwaniu. Bądźcie czujni! :)
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger