Od dawna miałam ochotę na przeczytanie lekkiej, odprężającej książki bądź trylogii, która jednocześnie będzie naprawdę dobra. Niestety niezbyt często spotykam się z niezobowiązującymi, nieco może nawet „odmóżdżającymi” lekturami, które również szczerze mi się spodobają i nie sprawią, że będę miała ochotę rzucić nimi w kąt. O trylogii „Klejnot” czytałam wiele różnych opinii, zdarzały się te bardzo negatywne, które wspominały o wszelkich możliwych błędach popełnionych przez autorkę, większość chwalących jednak te książki recenzji sprawiła, że nim się obejrzałam miałam ją już w swoich rękach, która okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę.
Trylogia ta opowiada historię Violet, która urodziła się i wychowywała na Bagnie, została wyszkolona na surogatkę dla arystokracji, ponieważ w Klejnocie jedyną rzeczą ważniejszą od bogactwa jest potomstwo. Kupiona na aukcji surogatek przez Księżną Jeziora i przywitana uderzeniem w twarz, Violet (znana teraz jedynie jako nr 197) szybko poznaje brutalną prawdę, kryjącą się za błyszczącą fasadą Klejnotu: okrucieństwo, dwulicowość i skrywana przemoc, które stały się stylem życia arystokracji. Violet musi zaakceptować brutalną rzeczywistość… i starać się pozostać przy życiu.