Pierwszą część trylogii o Tearlingu przeczytałam prawie dwa lata temu i do tej pory nieustannie ją wspominam. Nie potrafię wyrzucić z pamięci tego cudownie wykreowanego świata, fantastycznej bohaterki, która zaimponowała mi swoją siłą i rozwagą, a także cudownie porywającej przygody, która skończyła się dla mnie zdecydowanie zbyt szybko. Sięgając po „Inwazję na Tearling” nie miałam pojęcia, czego tak naprawdę powinnam się spodziewać. Czy ta książka sprawi, że będę jeszcze bliżej pokochania całej trylogii? Czy może to właśnie na niej moja przygoda z historią Kelsea dobiegnie końca?
Bycie królową nie jest łatwe, jednak Kelsea z każdym dniem staje się coraz bardziej pewna swojej nowej roli. Oprócz powolnego stawiania swojego królestwa na nogi, dziewczyna musi zmierzyć się jednak z jeszcze jednym, znacznie groźniejszym wyzwaniem – na Tearling bowiem naciera armia Mortmesne z Szkarłatną Królową na czele, która nie cofnie się przed niczym, aby tylko dopaść Kelsea w swoje ręce. Czy losy Tearlingu zdają się być przesądzone? Czy może Lily, tajemnicza sojuszniczka sprzed Przeprawy, której historia w niespodziewanych momentach nawiedza Kelsea, okaże się być dla młodej królowej zbawiennym ratunkiem i pomoże dziewczynie w uratowaniu jej ukochanego królestwa?