Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

22 stycznia 2017

Amerykańska sielanka, Philip Roth

Amerykańska sielanka, Philip Roth

„Amerykańska sielanka” zdecydowanie nie była obowiązkową pozycją na mojej liście książek do przeczytania, do czasu, aż dowiedziałam się o tym, że niedługo pojawi się ekranizacja tej powieści. Ze względu na obsadę postanowiłam koniecznie ten film obejrzeć, niemniej jednak wciąż pozostając wierną zasadzie „najpierw książka, później film” - chcąc, nie chcąc, zabrałam się za powieść Philipa Rotha, która okazała się być dla mnie – to przyznam szczerze – nie lada czytelniczym  wyzwaniem. 

Bohaterem „Amerykańskiej sielanki” jest Szwed Levov, uwielbiany sportowiec w szkole średniej w Newark, który dorasta w czasach powojennej prosperity. Żeni się z miss stanu New Jersey, dziedziczy po ojcu fabrykę rękawiczek i przeprowadza się do kamiennego domu w sielskiej osadzie Old Rimrock. I nagle, pewnego dnia w 1968 roku, opuszcza go piękny amerykański sen o szczęściu. Oto ukochana córka Szweda, Merry, wyrosła z kochającej, bystrej dziewczynki na zamkniętą, fanatyczną nastolatkę zdolną do niebywale brutalnego aktu politycznego terroryzmu. Z dnia na dzień Szwed zostaje wyrwany z wytęsknionej amerykańskiej sielanki i rzucony w odmęty szaleństwa. Przykuwająca, napędzana żalem, wściekłością i głębokim zrozumieniem dla opisywanych postaci, powieść ta jest arcydziełem Rotha. 

14 listopada 2016

[przedpremierowo] Muza, Jessie Burton

[przedpremierowo] Muza, Jessie Burton

Data premiery: 24.11.2016

Jessie Burton jest autorką znaną mi z jej wcześniejszej powieści pt. „Miniaturzystka”. Powieści, którą pochłonęłam w ciągu zaledwie jednego dnia, którą pokochałam całym sercem, powieści, którą do tej pory - pomimo miesięcy od jej przeczytania - ciąż wspominam z łzą w oku i dziurą w sercu, którą po sobie owa lektura pozostawiła. Kiedy dowiedziałam się o premierze nowej powieści Jessie Burton wiedziałam, że nie ma szansy, abym przeszła obok niej obojętnie. Po przeczytaniu „Miniaturzystki” byłam pełna entuzjazmu wobec nowej książki tej autorki... czy jednak słusznie? 

Po jednej stronie płótna dziewczyna trzyma odciętą głowę swojej siostry, po drugiej − lew, który za chwilę poderwie się do zabójczego skoku... Obraz, który latem 1967 roku trafia do renomowanej galerii w Londynie, elektryzuje środowisko marszandów. To może być „śpioch”, dzieło młodego hiszpańskiego artysty z lat 30. XX wieku zaginione w trakcie wojny. Potwierdzają to listy z muzeum Prado oraz fundacji Peggy Guggenheim. Wskutek szczególnego zbiegu okoliczności stenotypistka zatrudniona w galerii, 26-letnia Odelle Bastien, trafia na trop fascynującej historii z Andaluzji roku 1936. Losy Harolda Schlossa, Żyda z Wiednia, który pośredniczy w sprzedaży dzieł Kokoschki, Klee i Klimta, jego pięknej żony Sary i niezwykle uzdolnionej córki Oliwii, w nieoczekiwany sposób splotą się z jej własnym. Czarnoskórej imigrantki z Trynidadu, która choć nagrodzona prestiżowym literackim wyróżnieniem za debiutanckie opowiadanie, z trudem znajduje swoje miejsce w ksenofobicznym Londynie.

16 października 2016

Historia pszczół, Maja Lunde

Historia pszczół, Maja Lunde

„Historia pszczół” to książka, która już długi czas temu zainteresowała mnie wieloma pozytywnymi recenzjami, którymi została przywitana zaraz po swojej premierze. Od samego początku śledziłam reakcję czytelników na tę powieść oraz sposób, w jaki została przyjęta przez rzeszę czytających ją osób, ponieważ od samego początku czułam do niej dziwnego rodzaju przyciąganie, którego nie potrafię nazwać. Było w niej coś, co bardzo mnie zaintrygowało, a jednak minęło dużo czasu, zanim w końcu postanowiłam sięgnąć po tę lekturę - i całe szczęście, że nie zwlekałam z tym ani chwili dłużej! 

Książka Maji Lunde rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych. Z jednej strony poznajemy historię Williama, żyjącego w Anglii, w 1857 roku. Mężczyzna marzył o karierze naukowca i przyrodnika, los jednak obdarzył go żoną, gromadką dzieci i z pozoru nieciekawym życiem. Popadający w depresję William doznaje natchnienia i postanawia zbudować ul, który przyniesie mu zaszczyt i sławę. Druga historia rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, w 2007 roku. George jest hodowcą pszczół, posiadającym kilkaset uli, który marzy o rozbudowie gospodarstwa i podarowaniu go w spadku swojemu jedynemu synowi. Sytuacja na farmie zaczyna się jednak komplikować, gdyż Tom, jak się okazuje, ma dla siebie całkowicie inne plany, a tak cenne dla Georga pszczoły zaczynają w tajemniczych okolicznościach ginąć. Trzecia historia natomiast rozgrywa się w nie aż tak dalekiej przyszłości - w Chinach, w 2098 roku. Cała populacja pszczół wyginęła, od teraz to ludzie muszą własnoręcznie zapylać drzewa, które stały się podstawą gospodarki Chin. Tao, młoda kobieta, jest jedną z takich osób, marzy ona o znacznie lepszym życiu dla swojego syna i kiedy ten w dziwnych okolicznościach znika, postanawia ona za wszelką cenę go odnaleźć. 

20 lipca 2014

Kocham Nowy Jork, Isabelle Laflèche

Kocham Nowy Jork, Isabelle Laflèche
Czy gdy napiszę, że jestem największą ignorantką w dziedzinie mody w historii, to będziecie dziwić się, że sięgnęłam po tego typu książkę, której opis przecież wyraźnie mówi o tym, że „fashion” tło będzie tutaj bardzo istotne? Zapewne, ponieważ dziwne jest tak czytać jakąś książkę w tematyce, która kompletnie kogoś nie interesuje, kiedy jednak przeczytałam o tym, iż bohaterka jest prawniczką i pracuje w pewnej nowojorskiej kancelarii prawniczej, wówczas wiedziałam, że za wszelką cenę muszę tę książkę przeczytać. 

Catherine ma trzydzieści lat i przeniosła się z Paryża do Nowego Jorku, aby pracować w kancelarii, która odnosi wielkie sukcesy. Zaaklimatyzowanie się jednak w nowym miejscu nie będzie łatwe, zwłaszcza, gdy panuje tam wyścig szczurów, pracownicy robią wszystko, aby mieć jak największą ilość przepracowanych godzin i zdobyć szansę na bycia partnerem, a sekretarki zawzięcie plotkują na temat nowo przybyłej prawniczki. I gdzie tu znaleźć czas na chodzenie po sklepach?

13 czerwca 2013

Tytus Groan, Mervyn Peake

Tytus Groan, Mervyn Peake


Mervyn Peake jest wielkim twórcą fantasy, stawianym tuż obok J.R.R. Tolkiena, a jego cykl Gormenghast uważany jest za jedno z największych dzieł literatury fantastycznej. Klasyka fantasy jest mi w większości obca, niestety, dlatego też nic dziwnego, że pisarzu tym nie słyszałam nigdy wcześniej, a dowiedziałam się o nim dopiero w momencie, gdy kilka miesięcy temu przeglądałam stronę wydawnictwa Literackiego. Nie spodziewałam się zachwycającej lektury, jednak okładka przyciągająca wzrok i niezwykle pobudzająca wyobraźnię skutecznie zachęciła mnie do przeczytania tej książki, która jest pierwszą częścią z czterech. Czy było warto? I to jeszcze jak! 

Książka opowiada historię potężnego zamku Gormenghast oraz jego mieszkańców, kiedy na świat przychodzi siedemdziesiąty siódmy hrabia Groan - Tytus. Wraz z nim pojawia się także ktoś nowy, przebiegły służący, który ma swoje własne plany i tylko jeden cel: piąć się coraz wyżej, aby podnieść pozycję społeczną, skutecznie używając do tego członków rodziny królewskiej. „Tytus Groan” to powieść napisana niezwykłym językiem o miejscu, z jakim nigdy wcześniej się nie spotkaliście. 

Warto wspomnieć, że książka ta ma swoje lata - tak samo jak pozostałe tomy. Po raz pierwszy wydana została w 1946 roku i w naszym kraju znaleźć ją można u takich wydawnictw, jak chociażby Zysk i S-ka (2002 rok) oraz Literackie (1981 rok, plus wznowienie wszystkich części od 2011 roku). Z powodu słabego stanu zdrowia Peake nie był w stanie napisać czwartego tomu pt. „Tytus się budzi”, powstał tylko fragment i dzięki notatkom autora książkę dopracowano i wydano już po jego śmierci.


Mervyn Peake posługuje się niezwykłym językiem, co nikogo nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że książka ta została wydana w 1946 roku. Starodawny, jednak niezwykle barwny i cudownie literacki język tworzy niesamowite obrazy, nie pomijając najmniejszego szczegółu zwłaszcza w wyglądzie zamku czy chociażby w przyrodzie. Pojawiają się tutaj niekiedy naprawdę długie opisy (chociaż nie aż tak długie, jak w wielu innych książkach, które w przeszłości czytałam), które mogą jednak nużyć osoby nienawykłe do nich lub po prostu nieprzepadające za ciągiem myśli bez żadnych dialogów. Jednak mając tutaj nietuzinkowy styl Peake'a? Czytanie ich to prawdziwa przyjemność! 

„- Pan Slagg - powiedziała wysokim, cienkim głosikiem - ożenił się ze mną. - Urwała, zadawszy, jak jej się zdawało, główny cios; a potem, po namyśle: - Umarł tej samej nocy - i nic dziwnego.”

„Tytus Groan” to wciągająca, groteskowa powieść, która jednak nie posiada pędzącej akcji i wbijających w fotel wydarzeń. Akcja często stoi w miejscu i toczy się stosunkowo powoli, jednak w żadnym momencie nie przynudza. Absurdalne wydarzenia i niezwykły humor to mieszanka, która z całą pewnością nie sprawi, że czytelnik będzie się nudził czy ziewał podczas lektury. Sama akcja w zdecydowanej większości dzieje się w zamku Gormenghast, bardzo rzadko wybiega poza jego mury, co może niektórych zniechęcać, jednak, kto powiedział, że nie może być to ciekawym doświadczeniem? 

Powieść Peake'a jest również zbiorem prawdziwie groteskowych (dickensowskich) bohaterów, postaci z krwi i kości, które wzbudzają mnóstwo uczuć - od niechęci aż po uwielbienie. Każdy z bohaterów posiada niepowtarzalne cechy, które czynią ich indywidualistami, niekiedy powodują śmiech (niezliczoną ilość razy parskałam śmiechem podczas czytania tej książki) lub wzbudzają irytację. Poznajemy melancholijnego Lorda Sepulchrave, jego małżonkę, Gertrudę, która otoczona jest gromadką ptaków i białych kotów, niezbyt rozgarniętą Nianię Slagg, wybuchającego niekontrolowanym śmiechem doktora Prunesquallora oraz podstępnego Steerpike'a. Wbrew pozorom Tytus nie jest główną postacią, ponieważ do końca powieści ma jedynie niewiele ponad rok, prym za to wiedzie kilku innych, bardzo interesujących bohaterów. 

Autor ma niezwykły dar do ożywiania rzeczy martwych, i to dzięki niezwykłemu językowi, który ukazuje obrazy jakby pędzlem na płótnie, w sposób bardzo rzeczywisty. Lawiruje na granicy rzeczywistości a snu, posługuje się w pewien sposób oniryzmem, już wiele razy wspominaną przeze mnie groteską oraz nie jeden raz także surrealizmem i za ich pomocą tworzy powieść, z jaką nigdy wcześniej się nie spotkałam i zapewne nie spotkam. Jest to powieść wzbudzająca wiele emocji, zmuszająca do myślenia, alegoryczna i z całą pewnością ponadczasowa, a nieposkromiona wyobraźnia autora godna podziwu. Gorąco zachęcam do zapoznania się z tą książką, chociaż takiej lektury nawet nie trzeba polecać.

Ocena: 9/10 

31 marca 2013

Solaris, Stanisław Lem

Solaris, Stanisław Lem

„Solaris” Stanisława Lema to książka, z którą spotykałam się mnóstwo razy, nie tylko w bibliotece, ale również na przeróżnych stronach internetowych i blogach recenzenckich. W planach miałam ją od bardzo dawna, gdyż za cel postawiłam sobie przeczytanie jakiejkolwiek książki tego najwybitniejszego przedstawiciela polskiej fantastyki naukowej, jednak nie miałam pojęcia, kiedy nastąpi chwila, w której chwycę „Solaris” w ręce i zacznę ją czytać. Myślę, że minęłoby jeszcze mnóstwo czasu zanim zapoznałabym się z tym utworem, gdyby nie doskonały pretekst w postaci matury z polskiego i tematu obejmującego zagadnienie innych światów. Cieszę się jednak, że nie zwlekałam ani chwili dłużej i miałam wreszcie okazję do zapoznania się z tą powieścią. 

Głównym bohaterem tej książki jest Kelvin, który gdy trafia na obcą planetę, nad którą od wielu lat prowadzone są badania, znajduje swoje miejsce w stacji kosmicznej, będącej jednocześnie miejscem naukowym. Kelvin staje się członkiem ekipy, której zadaniem jest przeprowadzanie badań nad gigantycznym tworem, przypominającym ciemny ocean, okalającym niemalże całą planetę. Mężczyzna jednak do czynienia ma nie ze zwykłym oceanem, a z całkowicie obcą inteligencją, która jest powodem halucynacji nawiedzających bohaterów. 

Rozpoczynając swoją przygodę z „Solaris” wiedziałam, że mam do czynienia z naprawdę niezwykłą książką, której długo nie będę mogła zapomnieć. Przez kilka pierwszych stron miałam wrażenie, że wczytuję się w całkiem niezły horror, bo w taki też klimat wprowadziły mnie pierwsze karty tej lektury. Dopiero później to wrażenie mnie opuściło, jednak wspaniałe napięcie towarzyszące czystemu kryminałowi pozostało aż do momentu, w którym odłożyłam książkę na półkę. Cała powieść, oprócz swojej fantastycznej otoczki (dosłownie!) jest również powieścią filozoficzną, poruszającą kilka istotnych problemów dotyczących ludzkości, a także zadającej pytania, na które czytelnik może, ale nie musi udzielać odpowiedzi. Autor niczego nie narzuca, bardziej podrzuca czytelnikowi temat, który może zostać przez niego rozwinięty, ale leży to tylko i wyłącznie w interesie osoby, która obecnie tę książkę czyta. 

Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy.

Nie wiem dlaczego, ale przez cały czas trwania akcji czułam się tak, jakbym czytała książkę, która stała się wynikiem sennych marzeń jakiejś osoby, jakbym brnęła przez mgłę, która coś za sobą ukrywała. Nie wiąże się to absolutnie z przytłumieniem wrażeń, bo nie jest to też książka, podczas czytania której można aż sapnąć z wrażenia, dlatego też jest to bardzo dziwne uczucie, którego nie jestem w stanie wytłumaczyć. „Pozaziemskość” tej lektury musiała na mnie całkiem solidnie podziałać. 

Niektórym czytelnikom zapewne mogą nie spodobać się troszkę długie opisy, jednak według mnie są one fantastycznym sposobem na bliższe poznanie planety i samej istoty oceanu, który – przyznam szczerze – był w stanie wzbudzić we mnie niemały strach. Dzięki tym opisom poznać można przeszłość planety o dwóch słońcach, dowiedzieć się, jakie badania zostały na niej przeprowadzone. Są tu również fakty dotyczące właściwości atmosferycznych i geograficznych, których czytanie pozwala uzmysłowić sobie, że planeta ta nie jest wcale wybitnie cudaczna, a wręcz przeciwnie. Kto wie, czy coś takiego nie istnieje, tylko nie zostało jeszcze odkryte? 

Jaka jest rola człowieka we wszechświecie? Gdzie kończy się możliwość ludzkiego poznania, odkrywania tego, czego ludzkie oczy jeszcze nie widziały? Występujący w książce ocean jest tak naprawdę barierą nie do przebicia, posługujący się logiką zupełnie niezrozumianą dla ludzkiego umysłu, z problemami radzący sobie w dla siebie jedynie zrozumiany sposób. W porównaniu z nim ludzie wydają się być jedynie nic nieznaczącymi mrówkami i miernej sile przebicia, których pierwszy kontakt z obcą cywilizacją może okazać się zgubny w skutkach. 

Problemy natury filozoficznej, do tego aspekty uczuciowe dręczące bohaterów ubrane są w świetny, naukowy język, który nie traci nic ze zwykłej prostoty, dzięki której każdy czytelnik będzie mógł z łatwością wgryźć się w tę powieść. Pomimo iż ja jestem bardzo zadowolona z lektury, nie wydaje mi się, żeby była to książka dla każdego, gdyż nie wszyscy mogą czerpać z niej radość. Do końca tak naprawdę nie wiadomo, w jakim kierunku dąży akcja i jeżeli niektórzy liczą na to, że od pierwszych stron wszystko będzie jasne – mogą się srogo zawieść. Brak tu zadziwiających wydarzeń i zwrotów akcji, jednak miłośnicy science fiction lub po prostu lubiący dobrą literaturę nie powinni przechodzić obok tej książki obojętnie. 

Człowiek wyruszył na spotkanie innych światów, innych cywilizacji, nie poznawszy do końca własnych zakamarków, ślepych dróg, studni, zabarykadowanych, ciemnych drzwi.

Ocena: 8/10 
Wyzwanie: Czytam fantastykę.

Skorzystam z okacji, by życzyć wam wesołych świąt i miłego czasu spędzonego z rodziną (oby). Pogoda niestety nie dopisuje, to, co dzieje się u mnie za oknem to czysta paranoja. Śnieg pada od samego rana i nic nie zanosi się na to, żeby szybko przestał. Przypominam jeszcze, że jutro dodam notkę o wspominanym przeze mnie już wcześniej wyzwaniu. Bądźcie czujni! :)
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger