Mervyn Peake jest wielkim twórcą fantasy, stawianym tuż obok J.R.R. Tolkiena, a jego cykl Gormenghast uważany jest za jedno z największych dzieł literatury fantastycznej. Klasyka fantasy jest mi w większości obca, niestety, dlatego też nic dziwnego, że pisarzu tym nie słyszałam nigdy wcześniej, a dowiedziałam się o nim dopiero w momencie, gdy kilka miesięcy temu przeglądałam stronę wydawnictwa Literackiego. Nie spodziewałam się zachwycającej lektury, jednak okładka przyciągająca wzrok i niezwykle pobudzająca wyobraźnię skutecznie zachęciła mnie do przeczytania tej książki, która jest pierwszą częścią z czterech. Czy było warto? I to jeszcze jak!
Książka opowiada historię potężnego zamku Gormenghast oraz jego mieszkańców, kiedy na świat przychodzi siedemdziesiąty siódmy hrabia Groan - Tytus. Wraz z nim pojawia się także ktoś nowy, przebiegły służący, który ma swoje własne plany i tylko jeden cel: piąć się coraz wyżej, aby podnieść pozycję społeczną, skutecznie używając do tego członków rodziny królewskiej. „Tytus Groan” to powieść napisana niezwykłym językiem o miejscu, z jakim nigdy wcześniej się nie spotkaliście.
Warto wspomnieć, że książka ta ma swoje lata - tak samo jak pozostałe tomy. Po raz pierwszy wydana została w 1946 roku i w naszym kraju znaleźć ją można u takich wydawnictw, jak chociażby Zysk i S-ka (2002 rok) oraz Literackie (1981 rok, plus wznowienie wszystkich części od 2011 roku). Z powodu słabego stanu zdrowia Peake nie był w stanie napisać czwartego tomu pt. „Tytus się budzi”, powstał tylko fragment i dzięki notatkom autora książkę dopracowano i wydano już po jego śmierci.
Mervyn Peake posługuje się niezwykłym językiem, co nikogo nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że książka ta została wydana w 1946 roku. Starodawny, jednak niezwykle barwny i cudownie literacki język tworzy niesamowite obrazy, nie pomijając najmniejszego szczegółu zwłaszcza w wyglądzie zamku czy chociażby w przyrodzie. Pojawiają się tutaj niekiedy naprawdę długie opisy (chociaż nie aż tak długie, jak w wielu innych książkach, które w przeszłości czytałam), które mogą jednak nużyć osoby nienawykłe do nich lub po prostu nieprzepadające za ciągiem myśli bez żadnych dialogów. Jednak mając tutaj nietuzinkowy styl Peake'a? Czytanie ich to prawdziwa przyjemność!
„- Pan Slagg - powiedziała wysokim, cienkim głosikiem - ożenił się ze mną. - Urwała, zadawszy, jak jej się zdawało, główny cios; a potem, po namyśle: - Umarł tej samej nocy - i nic dziwnego.”
„Tytus Groan” to wciągająca, groteskowa powieść, która jednak nie posiada pędzącej akcji i wbijających w fotel wydarzeń. Akcja często stoi w miejscu i toczy się stosunkowo powoli, jednak w żadnym momencie nie przynudza. Absurdalne wydarzenia i niezwykły humor to mieszanka, która z całą pewnością nie sprawi, że czytelnik będzie się nudził czy ziewał podczas lektury. Sama akcja w zdecydowanej większości dzieje się w zamku Gormenghast, bardzo rzadko wybiega poza jego mury, co może niektórych zniechęcać, jednak, kto powiedział, że nie może być to ciekawym doświadczeniem?
Powieść Peake'a jest również zbiorem prawdziwie groteskowych (dickensowskich) bohaterów, postaci z krwi i kości, które wzbudzają mnóstwo uczuć - od niechęci aż po uwielbienie. Każdy z bohaterów posiada niepowtarzalne cechy, które czynią ich indywidualistami, niekiedy powodują śmiech (niezliczoną ilość razy parskałam śmiechem podczas czytania tej książki) lub wzbudzają irytację. Poznajemy melancholijnego Lorda Sepulchrave, jego małżonkę, Gertrudę, która otoczona jest gromadką ptaków i białych kotów, niezbyt rozgarniętą Nianię Slagg, wybuchającego niekontrolowanym śmiechem doktora Prunesquallora oraz podstępnego Steerpike'a. Wbrew pozorom Tytus nie jest główną postacią, ponieważ do końca powieści ma jedynie niewiele ponad rok, prym za to wiedzie kilku innych, bardzo interesujących bohaterów.
Autor ma niezwykły dar do ożywiania rzeczy martwych, i to dzięki niezwykłemu językowi, który ukazuje obrazy jakby pędzlem na płótnie, w sposób bardzo rzeczywisty. Lawiruje na granicy rzeczywistości a snu, posługuje się w pewien sposób oniryzmem, już wiele razy wspominaną przeze mnie groteską oraz nie jeden raz także surrealizmem i za ich pomocą tworzy powieść, z jaką nigdy wcześniej się nie spotkałam i zapewne nie spotkam. Jest to powieść wzbudzająca wiele emocji, zmuszająca do myślenia, alegoryczna i z całą pewnością ponadczasowa, a nieposkromiona wyobraźnia autora godna podziwu. Gorąco zachęcam do zapoznania się z tą książką, chociaż takiej lektury nawet nie trzeba polecać.
Ocena: 9/10
Wyzwania: Czytam fantastykę oraz Z półki 2013.