12 października 2013

Alchemia miłości, Eve Edwards



Choć naprawdę próbowałam, nigdy nie udało mi się stać miłośniczką historii. Są tylko trzy okresy w przeszłości, które darzę szczerą sympatią i o których czytam z zainteresowaniem i właśnie powiązanie tej powieści z jednym z nich sprawiło, że postanowiłam tę książkę przeczytać. Jakakolwiek wzmianka i związek z Henrykiem VIII sprawia, że nigdy nie waham się w przypadku danej książki i z góry zabieram się za jej przeczytanie lub wrzucam w obowiązkowe plany czytelnicze. Akcja „Alchemii miłości” mieści się w Anglii za czasów panowania Tudorów i tak naprawdę nie potrzebowałam większej zachęty do sięgnięcia po tę książkę.

Rok 1852. Kiedy Will Lacey zostaje hrabią Dorset staje przed bardzo trudnym zadaniem. Musi ożenić się z bogatą panną, aby uratować rodzinny majątek, który zmarły ojciec zostawił jego rodzinie w spadku. Najodpowiedniejszą partią w tym przypadku jest piękna i dobrze urodzona Jane, jednak serce Willa bije dla kogoś zupełnie innego. Dla Ellie, ślicznej i wybitnie uczonej dziewczyny, która jednak nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Jaką decyzję powinien podjąć Will? Posłuchać serca czy kierować się rozumem?

Tło historyczne w tej książce zarysowane jest naprawdę wybornie, jestem pewna, że gdyby autorka opisywała kompletnie inną epokę, być może niezwiązaną zupełnie z moimi zainteresowaniami to i tak byłabym zachwycona. Powieści z wątkiem historycznym czy rozgrywające się w konkretnym okresie w historii są zdecydowanie lepiej przyswajalne niż typowe podręczniki szkolne - przynajmniej w moim przypadku niektóre fakty znacznie łatwiej zapadają mi w pamięć niż podczas studiowania książek naukowych. Pomimo tego, że autorka nie napisała czegoś, o czym bym wcześniej nie wiedziała to poza fantastycznie spędzonym czasem z Ellie i Willem otrzymałam również sporą dawkę bardzo istotnych faktów historycznych.

Nie jestem zbyt wielką pasjonatką wątków romantycznych, nie definiuję poprzez nie żadnej książki, nie są dla mnie też żadnym wymogiem do przeczytania danej powieści. Można uznać, że w gruncie rzeczy są mi całkowicie obojętne, jednak w przypadku „Alchemii miłości” muszę przyznać, że relacją Willa i Ellie jestem szczerze zachwycona. Z pozoru banalne uczucie ma w sobie coś magicznego, niczym z najlepszych baśni czy filmów Disneya. Każdą scenę, w której dochodziło do spotkania głównych bohaterów czytałam z zapartym tchem i gorąco kibicowałam ich uczuciu.

To, co najważniejsze jednak - powieść Eve Edwards czyta się bardzo szybko i płynnie, świat opisany przez autorkę za pomocą jej plastycznego, przyjemnego i łatwego w odbiorze języka wciąga i sprawia, że nie można się od tej książki oderwać. Mamy w tej powieści kilka wątków, każdy z nich jest równie interesujący, choć oczywiście tylko jeden z nich gra główne skrzypce. Zapowiedź kolejnej części Kronik Rodu Lacey jest jednak na tyle interesująca, że z całą pewnością sięgnę po „Demony miłości” i poznam dalsze losy jej bohaterów.

Ocena: 8/10
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger