24 stycznia 2014

Kącik serialowy: Brothers & Sisters


Ten serial oglądałam w całości już dwa razy (nie licząc chwil, kiedy oglądałam przypadkowe odcinki w telewizji) i ze wszystkich oglądanych przeze mnie produkcji jest to jedyna, którą widziałam więcej niż raz. Są seriale, które wystarczy raz obejrzeć, aby zapomnieć o nich po niedługim czasie, jednak są też takie, które krążą po głowie od miesięcy, pomimo tego, że oglądało się je już dużo wcześniej. Moja przygoda z tym serialem zaczęła się w listopadzie 2012 roku, wtedy po raz pierwszy rozpoczęłam jego oglądanie, pomimo tego, że kilka miesięcy wcześniej widziałam niektóre odcinki w telewizji. Uczyłam się wówczas do testów, egzamin na prawo jazdy zbliżał się wielkimi krokami i potrzebowałam czegoś, żeby się odstresować i nie myśleć o tym, co mnie czeka za kilka dni. Jak się okazało - serial ten spisał się na medal, podarował mi chwile kompletnie wyrwane z życia, podczas których kompletnie nie myślałam o zbliżającym się egzaminie. Jeżeli ktoś potrzebuje serialu, który pozwoli mu na oderwanie się od rzeczywistości, a nie szuka produkcji z wątkiem fantastycznym, płaskimi, bezbarwnymi postaciami i fabułą nietrzymającą się kupy, to w takim razie gorąco polecam właśnie ten serial. 

Jego emisja rozpoczęła się w 2006 roku i zakończyła w 2011. Jest to serial z gatunku dramatów obyczajowych, ma 5 sezonów (a szkoda, że tylko tyle) i opowiada historię rodziny Walkerów, mieszkających w Los Angeles. Przez 5 pełnych sezonów mamy możliwość oglądania często wzruszających, zabawnych, absurdalnych i dramatycznych wydarzeń z życia tej amerykańskiej rodziny, ale także i ich przyjaciół i bliskich znajomych. Serial ten miał szansę na 6 sezon, niestety jednak niska oglądalność ostatnich odcinków sprawiła, że stacja ABC postanowiła anulować Brothers & Sisters po 5 sezonie - a szkoda, bo choć serial ma piękne, zamknięte zakończenie to jednak nic nie sprawiłoby mi większej radości niż możliwość kontynuowania przygody z losami Walkerów. 


Nie jest to serial, który zachwycił mnie w takim stopniu jak chociażby Supernatural czy Doctor Who (albo nawet Sherlock), ponieważ przede wszystkim kręci się on wokół zupełnie innej tematyki, dlatego też ciężko jest go porównywać do wyżej wymienionych przeze mnie tytułów. Nie mogę jednak ukryć tego, że przeżywałam go bardziej niż byłabym w stanie się do tego przed sobą przyznać, płakałam na nim częściej niż wskazywałyby na to jakiekolwiek granice ludzkiej wrażliwości i śmiałam się głośniej niż na niejednej komedii, którą miałam przyjemność (i nieprzyjemność) oglądać. Wzruszenie, napięcie i humor są tutaj idealnie wyważone, nie ma żadnych paradoksalnych momentów, w których bohaterowie zachowują się absurdalnie lub nieadekwatnie do sytuacji, co jest dla mnie wielkim plusem. Oglądając ten serial przeżywałam wszystko, czułam się tak, jakbym poznała nagle wszelkie emocje, których do tej pory nie znałam i było to niesamowite oraz przerażające jednocześnie doświadczenie. 


Brothers & Sisters to nie serial w guście tych, w których poznajemy mnóstwo postaci, które po chwili zaczynają nam się mieszać, a ich natłok staje się przeszkodą, czymś, co zaczyna coraz bardziej widza irytować. Owszem, jak na serial opowiadający o losach pewnej rodziny przystało jest w nim sporo bohaterów, jednak ich ilość w żaden sposób nie sprawiała mi nawet najmniejszego problemu. Zazwyczaj ma się problem z zapamiętaniem imion niektórych postaci, przynajmniej na samym początku. Tutaj żaden taki problem się nie pojawia. A co najlepsze, do zdecydowanej większości postaci można zapałać dużą sympatią. Przynajmniej tak było w moim przypadku, chociaż owszem - niektórzy z nich denerwują swoim zachowaniem, jednak u mnie była to złość głównie z tego powodu, że głupimi decyzjami komplikowali swoje życie i ranili przy tym najbliższych. Tylko najlepsze seriale są w stanie sprawić, że aż w takim stopniu będę przeżywać niepowodzenia poszczególnych postaci.

Bohaterowie ci są niezwykle barwni, niesamowicie od siebie różni, a ich zachowania wywołują masę emocji, o czym wspomniałam już wyżej, nie postępują bezmyślnie, a jedynie popełniają błędy - z resztą jak każdy człowiek. Aktorzy wcielający się w poszczególne charaktery są fantastyczni - choć być może nie wszyscy. Takim wyjątkiem jest właśnie Emily VanCamp, która wciela się w Rebeckę Harper i gra przy tym dosyć istotną rolę. Przed obejrzeniem serialu Brothers & Sisters miałam dużą ochotę na zobaczenie Revenge z jej udziałem, szybko jednak zmieniłam zdanie. Niestety gra aktorska Emily nie przekonała mnie do siebie nawet w najmniejszym stopniu, a postać Rebecki irytowała bardziej, niż jakikolwiek inny bohater z obojętnie jakiego serialu, który przychodzi mi na myśl. Wobec tego do obejrzenia Revenge nie jestem przekonana i nie wiem, czy ta chwila kiedykolwiek nastąpi, a samą Emily uważam za największy (i jedyny) minus tego serialu.


Nie mogę nie wspomnieć o tym, jak wiele świetnych i wartych zapamiętania wydarzeń podarował mi ten serial. Wszystkie momenty, w których rodzina Walkerów zasiada przy jednym stole są po prostu epickie i w większości kończą się one w jeden sposób - tragicznie. Dochodzi do jednej, wielkiej kłótni, która rujnuje całe spotkanie i wywołuje lawinę innych wydarzeń. Walkerzy to rodzina, w której żaden sekret nie utrzyma się dłużej niż kilka godzin - prędzej czy później któryś z jej członków przez przypadek się chlapnie i w ten oto sposób kolejna tajemnica ujrzy światło dzienne. Muszę przyznać, że to właśnie te momenty były najzabawniejsze i wywoływały u mnie największe wybuchy śmiechu. Bohaterowie ci są niesamowici, a ich perypetie sprawiły, że nie mogłam oderwać się od ekranu i marnowałam całe dnie na oglądanie tego serialu, bo oczywiście na jednym odcinku nie mogło się zakończyć. I tutaj pojawia się pytanie: jak zmieścić cały sezon w 24 godzinach? Gdyby tylko doba była odrobinę dłuższa...

Poruszę jeszcze rzecz, o której wspomniałam na samym początku. A mianowicie to, że wszystkie wydarzenia naprawdę pięknie się ze sobą łączą, nie ma poucinanych wątków, czego z całego serca nienawidzę, nie ma również wątków, które są w jakiś sposób ignorowane. Jak na taką ilość postaci twórcom fantastycznie udało się podarować każdemu bohaterowi swoje 5 minut, tak, że nikt nie czuje się pominięty, a widz nie ma wrażenia, żeby jakaś postać była spychana na boczny tor. Na dodatek jest to serial na tyle ciepły i pocieszający, że można go obejrzeć w każdej chwili, a najlepiej wtedy, gdy ktoś faktycznie potrzebuje jakiegoś drobnego pocieszenia. Przedstawia on niesamowicie pokręconą rodzinę, która pomimo najgorszych kłótni, największych walk nie potrafi bez siebie żyć i w tym tkwi całe piękno tego serialu.

30 komentarzy:

  1. To jeden z moich ulubionych seriali! Do dziś jestem wściekła, że już go nie kręcą! Zastąpiłaby go całkiem podobnym serialem, z mega klimatem - Parenthood - gorąco Ci go polecam, bo dla fanów B&S jest idealnym zastępstwem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, ten serial jest niezastąpiony i coś czuję, że jak tylko skończy mi się sesja to obejrzę go sobie po raz 3. Przyda mi się teraz taka dawka pozytywnej energii. :) A co do Parenthood to bardzo dziękuję za polecenie, z ciekawości na pewno obejrzę pierwszy odcinek w wolnej chwili i zobaczę, czy zainteresuje mnie na tyle, żeby obejrzeć więcej. :)

      Usuń
    2. Daj się wciągnąć w Parenthood - z odcinka na odcinek jest jeszcze lepiej i przywiązujemy się do bohaterów wręcz jak do własnej rodziny! Jeszcze raz gorąco polecam!

      Usuń
    3. Jeżeli Parenthood jest tak pozytywnym serialem jak Brothers & Sisters to na pewno w jakiś sposób mnie zainteresuje, w każdym razie na 100% dam mu szansę i to zapewne nawet nie jedną, bo w kwestii seriali tak łatwo się nie poddaję. :) Do 1 odcinka Gossip Girl podchodziłam 3 razy (i tak niestety poległam), a do The Walking Dead 2 razy, jednak w przypadku tego drugiego serialu powodem było po prostu to, że zabierałam się za niego w nieodpowiednich momentach.

      Usuń
    4. Wlasnie koncze piaty sezon Brothers & Sisters i juz zaluje ze sie konczy. Ogladam tez Parenthood i polecam, za poprzedniczkami. Jak dla mnie chyba nawet lepszy od B & S. I na pewno te same klimaty.
      Polecam takze The Good Wife, takze wspanialy, o prawniczej tematyce. No i jeszcze Smash, Downton Abbey.... i na razie zastopuje :)

      Usuń
    5. Wlasnie obejrzalam ostatni odcinek :(
      Szkoda ze sie skonczyl. Tak jak piszecie, watki ladnie pozakanczane, ale tak naprawde, jak w zyciu, nigdy nie ma konca, co dalej z Kattie, co z dziecmi Bradiego itd...

      Usuń
    6. A jak tak czytam komentarze, to Rebbeca mnie nie wnerwiala, bardziej wnerwiala mnie Holy i Nora wlasnie :) No i Tommy tez mnie wkurzal swoimi decyzjami i tym, ze wszystko mu na sucho uchodzilo. Momemnatmi ciut przeslodzony ten serial, ale chyba o to chodzilo, zeby pokazac, ze mimo wszystko zawsze jest happy end :)

      Usuń
    7. Według mnie właśnie ta pozytywna energia jest w tym serialu najlepsza, ukazanie, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście i nigdy nie powinno się załamywać rąk, kiedy ma się w swoim otoczeniu ludzi chętnych do pomocy w każdej chwili. :) Ten serial naładował mnie niesamowitą dawką pozytywnej energii i za to jestem mu wdzięczna.

      Myśl o tym, że to już koniec do tej pory mnie męczy. Bardzo chętnie poznałabym dalsze losy bohaterów, chociaż wiadomo, że ciągnięcie czegoś na siłę nie ma żadnego sensu. Najbardziej jednak chciałabym wiedzieć co dalej z Kitty, bo w końcu zaczęła układać sobie życie, spełniło się jej marzenie, które przecież wydawało się wcześniej nieosiągalne, a jej starania zawsze kończyły się fiaskiem (na pewno wiesz, o czym piszę, ale nie chcę spoilerować :) ). Trochę się o nią martwię, bo jakby nie patrzeć jej życie może być zagrożone. Zgadzam się z Tobą co do Tommy'ego, wydaje mi się, że on nie zawsze doceniał poświęcenie innych osób, a przecież jego rodzina tak bardzo starała się mu pomóc! Niekiedy w tych staraniach byli oni irytujący, ale sam fakt, że nie zostawili go na lodzie, kiedy podjął tak wiele złych decyzji o czymś świadczy. :) Nora i Holly faktycznie były czasami bardzo denerwujące i choć irytowały mnie na zmianę to całkiem je polubiłam. :)

      Usuń
  2. Serial kojarzę jedynie z tytułu. Chociaż... widziałam fragment czy dwa. A co do Revenge, to polecam. Może gra aktorska Emily nie jest na najwyższym poziomie, ale serial ogląda się bardzo dobrze. Przewija się tam trochę bohaterów, ale są oni niezbędni do dalszego prowadzenia akcji. Z każdym odcinkiem zastanawiam się, co tym razem Emily wymyśli. A Sherlock zapowiada się nieźle, aktualnie jestem po jednym odcinku, zobaczymy co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem właśnie czy się skuszę na Revenge, Emily za bardzo denerwowała mnie w Brothers & Sisters i boję się, że w tym serialu będzie tak samo. A najgorsze jest to, że ona ma tu najważniejszą rolę z tego co się orientuję, więc trochę masakra. ;)
      Sherlock natomiast to już w ogóle geniusz ponad wszystko. :)

      Usuń
    2. Obejrzyj jeden odcinek i się przekonaj. :) Cóż, skończę drugi odcinek i pewnie Sherlock dołączy do seriali, które nałogowo oglądam. ;)

      Usuń
    3. Na pewno obejrzę, jak tylko rozpocznie mi się przerwa semestralna to spróbuję przekonać się do tego serialu i zerknę na pierwszy odcinek. :) Może nie będzie tak źle, a Emily nie będzie mi przeszkadzać? Zobaczymy.
      Jak Ci dobrze, że nie musiałaś dwa lata czekać na nowy sezon Sherlocka. Ciekawa jestem, kiedy pojawi się 4 i czy też będziemy musieli na niego czekać aż 2 lata - oby nie, chociaż wszystko jest możliwe.

      Usuń
  3. Nie słyszałam wcześniej o tym serialu, ale bardzo mnie zaintrygowałaś, więc dopisuję go do mojej listy seriali do obejrzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Cię zainteresowałam, bo ten serial jest naprawdę cudowny, ciepły i pozytywny - zdecydowanie warto go obejrzeć. :)

      Usuń
  4. Kurcze, nigdy wcześniej nie słyszałam o tym serialu. Chyba wreszcie znalazłam coś co z chęcią obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę, że nabrałaś ochoty na ten serial, mam nadzieję, że Cię nie zawiedzie i nie zniechęcisz się po pierwszych odcinkach. :) Chociaż też nie ma się czym zniechęcać, bo już pierwszy odcinek obfituje w świetną akcję. Wiadomo jak to jest z takimi serialami: zdrady, dramaty, ale wszystko to przedstawione w taki ludzki, niezwykle emocjonujący sposób.

      Usuń
  5. Pierwsze słyszę!
    A co do Revenge to przez jakieś 2 sezony byłam zachwycona ale teraz już się zniecierpliwiłam i mam dość tej długofalowej zemsty... Ale generalnie jestem na plus :)
    Za serialem się rozejrzę, kiedy zabraknie mi nowych odcinków tych moich. Sam opis nie zachęca, w sensie fabułą normalnie by mnie nie przyciągnęła, ale już kilka razy sugerowałam się poleceniami blogerów i w 90% pozytywnie to się skończyło :) I tak teraz oglądam właśnie przez takie notki: Revenge, 2 broke girls i Reign :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to też zależy od wielu rzeczy, bo ja np. gdybym nie widziała wcześniej tego serialu w telewizji to pewnie bym pomyślała, że jest on podobny do Mody na sukces i nigdy bym go nie obejrzała. Z Modą na sukces nie ma on absolutnie nic wspólnego, w ogóle nie przypomina żadnego z tych głupiutkich seriali. :) Jest naprawdę fajny, spróbuj z pierwszymi odcinkami, zawsze możesz później z niego zrezygnować.
      Reign sama planuję obejrzeć, ale nie mam pojęcia kiedy się za ten serial zabiorę. Powinnam to zrobić jak najszybciej, póki jest mało odcinków, ale wiadomo... książki się same nie przeczytają. ;)

      Usuń
  6. Nigdy nie słyszałam o tym serialu. Może i bym obejrzała, ale chyba nie teraz. Za dużo innych seriali pozaczynałam i najpierw postaram się chociaż kilka z nich skończyć zanim rozpocznę nowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również oglądam niezliczoną ilość seriali, ale w zasadzie z każdym jestem na bieżąco, więc nie muszę nadrabiać nie wiadomo jak dużej ilości odcinków. Jednak to dobry pomysł z uporaniem się z niektórymi serialami zanim rozpocznie się kolejny. Ja sama czekam chociażby aż zakończy się emisja HIMYM zanim zacznę oglądać The Walking Dead, bo mam ochotę na ten serial już od bardzo dawna, ale gdybym zaczęła go oglądać już teraz to pewnie bym nie wyrobiła.

      Usuń
  7. Kocham ten serial, też miałam moment w swoim życiu, że nagle go odkryłam i wsiąkłam, dopóki nie obejrzałam wszystkich pięciu sezonów. Kurczę, może to przez postać Rebecki Harper serialowi spadła oglądalność...? Też jej nie mogłam strawić. Jej i Holly, ale Holly dała się tolerować a Rebecka... mega irytująca. Najbardziej lubiłam Kitty i jej senatora ^^. Ale masz rację, każdego da się lubić, czy raczej - jak ich nie lubić. Strasznie żałuję, że serial został przerwany. Jeden z lepszych. (Mam nadzieję, że nie poprzekręcałam imion bohaterów, mam do tego tendencję).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie, bo pod koniec tego serialu postać Rebecki robi się coraz mniej istotna, aż w końcu w ogóle jej nie ma, więc chyba nie to stoi za słabą oglądalnością tego serialu. Szkoda, że nie ma szans na kontynuację, ale przynajmniej zakończyli ten serial niezwykle pozytywnym, fajnym akcentem, dzięki czemu nie ma się wrażenia niedosytu. Wszystkie wątki ładnie pozamykane, chociaż po zakończeniu oglądania martwiłam się trochę o Kitty (z wiadomych powodów, o których mowa była w ostatnim odcinku).
      Rebecca była nie do zniesienia, ale za to Holly dała się tolerować, zgadzam się. Niektóre sceny z nią i Norą były przezabawne, szczególnie te ich kłótnie, które niekiedy zamiast wypadać tragicznie i dramatycznie to kończyły się w bardzo humorystyczny sposób. Nie będę jednak ukrywać, że miałam problemy z polubieniem tej postaci.
      Kitty to strasznie sympatyczna bohaterka, jednak jak każdy ma swoje momenty, w których ciężko ją było znieść, ale i tak bardzo ją lubiłam. Jednak to Kevin i Scotty byli moimi ulubionymi bohaterami (co pewnie łatwo zauważyć po zdjęciu wstawionym w notkę) - ich związek jest piękny, niezwykle realistyczny, prawdziwy, oparty na czystym uczuciu, ale jednak nie obędzie się bez zwykłych, ludzkich słabości i łamiących serce dramatów. Uwielbiam takie niewyidealizowane romanse dwójki osób, którym jednak przeznaczone jest bycie razem.

      Usuń
  8. Szczerze mówiąc nie słyszałam (albo zapomniałam) o tym serialu. Całość brzmi dość interesująco, a Twoja recenzja dodatkowo zachęca, także może kiedyś w wolnej chwili włączę pierwszy odcinek, żeby zobaczyć, czy i mnie przypadnie do gustu i też dlatego, żeby zobaczyć Emily w innej roli. W Revenge bardzo ją polubiłam, także ciekawa jestem, czy i mnie będzie tu irytować.:) Jeżeli jesteś już uprzedzona, to pewnie ciężko będzie Ci się do Revenge przekonać, ale mimo to polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emily jako Rebecca nie pojawia się tutaj od razu, trzeba przeczekać kilka odcinków, żeby ją zobaczyć. Jest to chyba jakoś połowa 1 sezonu, 15 albo 16 odcinek. Wprowadza mnóstwo komplikacji w życie Walkerów i jest przedstawiana jako taki "odludek". Mnie osobiście denerwowała niesamowicie, ale muszę przyznać, że jej postać dodaje sporo pikanterii do całej akcji, zaostrza niektóre wydarzenia i znacznie je komplikuje. Taka jest jej rola. :)
      Mam nadzieję, że dasz temu serialowi szansę i przypadnie Ci on do gustu, bo według mnie jest po prostu genialną rozrywką, a do tego poruszającą i zabawną. Ja z Revenge spróbuję, może nie będzie tak źle i moje przypuszczenia co do Emily się nie sprawdzą. :)

      Usuń
    2. W najbliższych planach serialowych mam Sherlocka, ale później z chęcią obejrzę chociaż pierwszy odcinek Brothers & Sisters.:) Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu, a postaci Rebecki jestem strasznie ciekawa.:)

      Usuń
    3. O, Sherlock jest arcygenialny, jestem pewna, że przypadnie Ci do gustu, bo nie znam osoby, która nie byłaby zadowolona z tego serialu. :)

      Usuń
  9. Szczerze powiedziawszy nigdy nie słyszałam o tym serialu. Ale to raczej nic dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, bo może przypadłby Ci do gustu, ale nic na siłę. Nie ma się co zmuszać do oglądania czegoś, na co nie ma się ochoty. :)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Cię nie zawiedzie. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.