18 czerwca 2014

Rozmawiamy: Czytelnicze nawyki


Dla niektórych z Was czytanie książek to po prostu najzwyklejsze w świecie hobby. Wchodzicie do księgarni czy biblioteki, kupujecie/wypożyczacie interesującą Was książkę, wracacie do domów i w wolnej chwili delektujecie się wybraną przez Was lekturą. Ot, uczta dla umysłu, nic więcej. Są jednak osoby, dla których czytanie książek wiąże się z czymś znacznie więcej, nie jest to zwykłe zainteresowanie, które pozwala sympatycznie spędzić wolny czas, a pewien być może rytuał? Niektórzy ludzie z czytaniem książek wiążą znacznie, znacznie więcej, posiadają takie swoje małe dziwactwa, które ujawniają się wtedy, gdy jakaś książka znajduje się w pobliżu.

I właśnie o tych „dziwactwach” chciałabym z Wami porozmawiać. Jestem pewna, że wśród czytelników tego bloga znajdują się osoby, które właśnie jakieś takie minimalne dziwactwa posiadają. Dla mnie obowiązkową czynnością podczas czytania jakiejś książki, która poprzedza rozpoczęcie nowej lektury jest... porządne „sztachnięcie się” zapachem danej książki. Powąchanie jej, poznanie się z zapachem to coś, bez czego rozpoczynanie nowej książki nie może się odbyć. Problem pojawia się wtedy, kiedy za nową książkę zabieram się w tramwaju lub w autobusie (dobra rada: nie wąchajcie książek w publicznych środkach transportu, ponieważ to w zadziwiający sposób przyciąga specyficzne spojrzenia innych podróżujących).

Nie za bardzo wiem, jakie inne dziwactwa mogą posiadać czytelnicy, dlatego w tym przypadku liczę na Waszą pomoc! Poza wąchaniem kartek obowiązkową rzeczą jest dla mnie noszenie książki absolutnie wszędzie, choćbym wychodziła jedynie na 5 minut. Pamiętam sytuację, kiedy szłam na uczelnię i pomiędzy dwoma zajęciami miałam jedynie 15 minut przerwy. Pomyślałam sobie, że nie ma sensu brać ze sobą żadnej książki, bo zanim jeszcze znajdę salę, do której powinnam trafić (ach, te bujne początki chodzenia na uczelnię, gubienie się, niedocieranie na wykłady...) to na pewno nie będę miała ani chwilki na przeczytanie nawet jednej strony. Okazało się, że jedne zajęcia zostały skrócone do kilku minut, a ja całe dwie godziny przebimbałam i umierałam z nudów. Od tego momentu, choćbym wiedziała, że nie ma sensu brać ze sobą książki, zawsze mam w torbie jakąś powieść. Na zaś!

Na pewno niektórzy z Was mają swoje ulubione miejsca, w których czytają książki. Ulubiony fotel? Łóżko? Skrawek podłogi? Niektórym nie trzeba wiele, wystarczy fragment wolnej przestrzeni, a pozostały komfort zapewni książka. Są osoby, które lubią mieć pod ręką ulubioną przekąskę, kawę, herbatę lub jakiś sok. Ewentualnie kota, który będzie pełnił rolę termofora. Niektórzy również obowiązkowo wstępują do pierwszej lepszej księgarni przy okazji każdego tour po mieście. Do której grupy Wy byście się zaliczyli? Dzielcie się swoimi nawykami, jakiekolwiek by one nie były.

67 komentarzy:

  1. Ja mam miliony takich nawyków, wąchanie, głaskanie, jako pierwsza muszę książkę otworzyć i odgiąć okładkę. Książka jest ze mną wszędzie, dosłownie. Przed snem nie zaczynam nowych kryminałów. Czytam przy jedzeniu, ale tylko stare sprawdzone książki. Straszną książkę czy nawet kryminał muszę skończyć przed snem, żebym znała rozwiązanie i nie bała się usypiając i wymyślając straszne scenariusze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głaskania akurat u siebie nie zauważyłam (aczkolwiek bardzo możliwe, że robię to nieświadomie), jednak również mam tak, że muszę nową książkę otworzyć jako pierwsza. Sam fakt, że to ja ją kupiłam i że jest moja jakoś obliguje mnie do wykonania tego pierwszego kroku. Mnie, nie kogoś innego.

      Jednym z moich nawyków jest również to, że nigdy nie kończę czytania książki na środku jakiejś strony lub zdania. Zawsze muszę zakończyć czytanie tak, żeby kolejne podejście do książki rozpoczynało się jednocześnie nowym zdaniem, a wcześniejsze zakończone było kropką. To już może być jakaś paranoja. ;)

      Usuń
    2. Jeśli to paranoja, to nie jesteś z nią sama ;) Też zawsze czekam z przerwaniem czytania aż strona kończy się też końcem zdania, choć oczywiście najfajniej, jak akurat jest koniec rozdziału i potem mogę wznowić czytanie od nowego rozdziału :)

      Usuń
    3. Ja akurat mam taki nawyk, że kolejne czytanie zawsze muszę zacząć od tej lewej kartki gdy otwieram książkę, tego przyzwyczajenia nic nie zmieni. :) A jeżeli nowy rozdział rozpoczyna się od tej lewej strony to już w ogóle jest cudownie. :)

      Usuń
    4. O tej paranoi zapomniałam :P też tak mam :P to są już natręctwa

      Usuń
    5. Oooo rytuał odginania okładki uwielbiam. Jeśli książka jest moja, nowa to tylko ja to mogę zrobić:)

      Usuń
    6. Ten nawyk z rozpoczynaniem czytania od nowego zdania, które rozpoczyna się na lewej stronie jest akurat strasznie kłopotliwy, bo co, jeżeli muszę natychmiast gdzieś wyjść? Nie mam wyjścia, siedzę i czytam. :P

      Usuń
  2. Jakiś czas temu ktoś zwrócił mi uwagę, że głaszczę książkę, którą akurat trzymam w ręce, ale nie czytam - chodząc między regałami biblioteki z jakąś już wybraną pozycją czy gdy zostanę oderwana od lektury... Jak już zwrócono mi na to uwagę, to rzeczywiście zauważyłam, że mam coś takiego, zwłaszcza jeśli książka mi się podoba. Poza tym nic mi do głowy nie przychodzi. No, nie lubię jak w księgarni sprzedawca podchodzi by zaproponować pomoc. To niszczy przyjemność łażenia między półkami i wybieraniem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie! Ja również bardzo nie lubię, gdy sprzedawca księgarni z miejsca mnie pyta, w czym mi pomóc, czego szukam itd. Bardzo mnie to drażni, zwłaszcza, że zazwyczaj wchodzę do księgarni tylko po to, żeby na te książki popatrzeć. Poza tym takie narzucanie się bardzo mnie odrzuca. Jest pewna księgarnia, w pewnym centrum, w pewnym mieście, którą omijam szerokim łukiem, bo sprzedawcy mają zwyczaj atakować klienta zaraz, jak tylko przekroczy próg. Kilka razy tego doświadczyłam i po prostu bardzo mnie to zniechęciło. :)

      Usuń
    2. Zachowanie obsługi wskazuje na Matras ;-) tam mnie to wkurza. "W czym mogę pomóc?" znaczy dla mnie tyle, co "uważaj, mam cię na oku". Instynkt każe mi wtedy wiać, ale wiem, że to nie wina pracowników, więc to olewam.

      Usuń
    3. Ja oczywiście bardzo cenię takie zainteresowanie klientem, to miłe, ale nie do przesady. Niestety to zachowanie, z którym się spotkałam trochę mnie zniechęciło do odwiedzania tego miejsca, ponieważ atakowanie klienta, gdy ten ledwo co przekroczy próg jest, no, cóż... :)

      Usuń
    4. Jeden ze Szczecińskich Empików z tego powodu omijam. Przy jednej z wizyt zostałam kilkukrotnie zapytana czy mi nie pomóc, z czego 2 razy przez tę samą panią. A w Matrasach jakoś nikt nigdy mnie nie pyta.

      Usuń
    5. To oczywiście zależy od osób, jakie w tych księgarniach pracują. W moim ulubionym Matrasie sprzedawczynie są tak sympatyczne, że wchodzę do niego nawet bez powodu, przy każdej nadarzającej się okazji. Są niestety też i takie księgarnie, w których obsługa troszkę za bardzo narzuca się klientowi jak na mój gust. :)

      Usuń
  3. Ja bardzo lubię czytać tam gdzie nikogo nie ma, przeważnie jest to ławka na ogrodzie lub altanka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym mieć takie zaciszne miejsce, niestety gdy jestem w Łodzi na czas roku studenckiego to nie mam nawet najmniejszego kąta dla własnej dyspozycji. Jednak gdy wracam do domu to czytam zazwyczaj jedynie w swoim pokoju, gdzie mam ciszę i spokój, którego nikt mi nie zakłóca.

      Usuń
  4. Ha! ja "sztacham" się każdą nowa książką- cudowne mają zapachy :-P Wiem, ze to głupie ale lubię też przeliczać moje książki pod różnym kątem- ile czerwonych ile zielonych, ile poszczególnego wydawnictwa, i tak dalej :-P Głupota ale to jakoś samo wychodzi :-P Podobnie jak Aleksandra, również lubię głaskać książki i nie cierpię nadgorliwych sprzedawców. Przecież gdybym potrzebowała pomocy sama bym zapytała...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze lubię co jakiś czas sprawdzać ile jakiejś konkretnej książki zostało mi do przeczytania i ile już jej przeczytałam. Niektórzy uważają, że to źle świadczy o danej książce, ale ja akurat nie robię tego w tym negatywnym znaczeniu, tylko lubię patrzeć, ile kartek mam już za sobą, zwłaszcza, gdy książka jest naprawdę gruba - fajny widok. :P
      A nadgorliwi sprzedawcy są bardzo denerwujący, dlatego ja unikam po prostu takich księgarni. I masz rację, gdybym chciała to sama bym się o coś zapytała, zazwyczaj jednak wchodzę do księgarni po to, żeby samodzielnie daną książkę znaleźć. Może to dziwne, ale sprawia mi to większą przyjemność niż gdy ktoś wskaże mi tę książkę na półce.

      Usuń
  5. Pierwszy raz spotkałam kogoś kto tak jak ja... wącha książki. Szczerze powiedziawszy, zanim nawet sprawdzę, kto jest autorem jakiejś książki, oczywiście ją wącham! A co do innych dziwactw, to mam jeszcze jedno... niemal zawsze pogryzam przy książce płatki kukurydziane. Nie pytaj dlaczego. Uwielbiam płatki kukurydziane! Ale przy książce jeżeli już coś zajadam, to zawsze płatki. To takie dwa moje dziwactwa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ten fantastyczny zapach, nic dziwnego, że wąchanie książek jest uzależniające. :) Ha, powiem Ci szczerze, że ja również lubię sobie coś od czasu do czasu podjeść podczas lektury. A już obowiązkowo czegoś się napić, zazwyczaj jest to kawa, gdy czytam książkę z rana, a później albo herbata albo coś innego. :)

      Usuń
  6. Czasem, kiedy czytam naprawdę emocjonującą książkę i siedzę sama w pokoju (czasem się nawet zdarzało, że siostra zerkała na mnie, jak na idiotkę, przez co zorientowałam się, że to robię) to strzelam miny, takie jak bohaterowie podczas rozmowy. Jest to dziwaczne, ale na szczęście w miejscach publicznych potrafię to kontrolować. Zawsze też nowe książki kupuję w tej samej księgarni, nigdy nie zamawiam, ani nie idę do innej, a jak już tam wejdę, to choćby nie było książki, którą chcę kupić, to muszę znaleźć nową. I zawsze czytam ostatnie zdanie powieści przed jej rozpoczęciem (w kilku przypadkach to świetny przepis na spoiler).
    Dawno nie komentowałam, chociaż czytałam każdą notkę, przepraszam :)
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo nie lubię zamawiać książek przez internet, zdecydowanie wolę iść osobiście do księgarni i z miejsca kupić daną książkę. Matras jest tutaj niezastąpiony. :) Niestety teraz nie miałam wyjścia i książka, która do mnie idzie została zamówiona przez internet, ale jest to powieść po angielsku z zagranicznej księgarni, więc... A co do strzelania min to ja akurat bardzo często się uśmiecham, gdy w książce dzieje się coś zabawnego lub po prostu szczęśliwego, zwłaszcza, gdy doświadcza tego moja ulubiona postać. Nie da się wtedy zachować kamiennej twarzy! ;)

      Usuń
    2. Tak, czytanie ostatniego zdania też znam z doświadczenia, ale nie zawsze stosuje - tylko jak książka mnie wybitnie zaciekawiła i nie mogę się doczekać zakończenia lub czytam akurat serię. Uśmiech zdarza mi się, ale też parsknięcie śmiechem. Dlatego czytanie niektórych książek w komunikacji miejskiej jest niebezpieczne :D

      Usuń
    3. Przyznam szczerze, że nigdy nie rozumiałam tego czytania ostatniego zdania jakiejś książki, ale z tego co widzę to całkiem sporo osób coś takiego robi. Ja akurat wolę nie wiedzieć co wydarzy się na samym końcu, a w przypadku niektórych książek czytanie ostatniego zdania jest dosyć niebezpieczne, bo często wzrok ucieka mi do linijek wyżej i automatycznie mogę sobie całą powieść zaspoilerować. :)

      Usuń
  7. Ja też wącham książki! :D I dlatego wciąż nie mogę się przekonać do czytnika ebooków, no bo jak to tak, zabić całą przyjemność z narkotyzowania się zapachem nowej książki. Poza tym też noszę ze sobą zawsze to co aktualnie czytam. Dojeżdżam na uczelnie pół godziny i bardzo często wykorzystuje ten czas na czytanie. Poza tym nigdy nie wiadomo czy akurat nie będzie trzeba czekać na spóźniającą się przyjaciółke, nie skrócą się zajęcia albo czy wykład nie okaże się tak nudny, że będzie trzeba zabić czymś czas ^^ Z innych nawyków... zawsze jak jakaś książka mi się spodoba muszę ją mieć na własność. Zdarza się, że przeczytam coś z biblioteki, a potem lecę kupić własny egzemplarz... bo lubię do książek wracać. Wertować je, przeglądać w poszukiwaniu ulubionych fragmentów, po jakimś czasie czytać od nowa... to też mój nawyk ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, i właśnie w tym tkwi problem z tymi czytnikami. :D Ja akurat bardzo chciałabym sobie taki sprzęcik kupić, nie dość, że mam od groma e-booków na laptopie, to jeszcze bardzo przydałoby mi się takie coś na studiach - niektóre podręczniki ważą chyba tonę. ;) Z kupowaniem książek, które bardzo mi się spodobały... Brzmi to całkiem znajomo. Właśnie w tej chwili leci do mnie książka, którą kilka miesięcy temu zachwycałam się na blogu. :)

      Usuń
  8. Powiem tak: tworzymy bandę skrzywionych ludzi ;)
    • Nowość ma zapach farby drukarskiej, lecz ja wolę biblioteczną stęchliznę.
    • Uwielbiam papier kredowy.
    • Lubię puszyste ;) (ponad 500 jest ok)
    • Nie toleruję podkreślania, pisania notatek, bazgrania, rysowania, zaginania rogów i innych objawów niechlujstwa.
    • Nie pożyczam, bo nie oddają.
    • Uwielbiam twardą i półtwarda oprawę szytą, z nieco odstającym grzbietem, który dzięki temu się nie niszczy.
    • Nie gardzę książkami z odzysku (jeśli ich stan jest dobry).
    • Kartkuję wszystkie pożyczone z biblioteki egzemplarze. Kika razy znalazłam zakładkę w postaci banknotu.
    • Dzięki książkom pokochałam swój „”kąt oka”, bo nim zawsze wyhaczam perełkę, gdy już zrezygnowana wychodzę z księgarni.
    Mogłabym tak długo, ale konam ze zmęczenia 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puszyste są fajne, jednak niestety czasami niezbyt poręczne, zwłaszcza, kiedy trzeba wybrać się w jakąś podróż. Branie wówczas ze sobą takiej książki jest trochę kłopotliwe. :)
      Również nie toleruję pisania po książkach, gdy byłam małym kurduplem to wtedy raczej nie zwracałam na to uwagi i mazałam po czym tylko się dało. Teraz jednak ani mi głowie podkreślanie, zaznaczanie czy pisanie czegokolwiek. :)
      O pożyczaniu książek stworzyłam taką dyskusję kilka miesięcy temu, wypowiedziało się wówczas bardzo dużo osób, ja również określiłam swoje stanowisko - nie jestem tego zbyt wielką zwolenniczką. A książki z odzysku wprost uwielbiam. ;)

      Usuń
    2. Podkreślanie jest dobre, ale w przypadku niektórych książek i oczywiście tych, które są moje. Wtedy można zapomnieć o pożyczeniu jej ode mnie - to już jest coś zbyt osobistego, bo z jakiegoś powodu coś zaznaczam, jakoś to do mnie trafiło. Ale i poza tym nie lubię książek pożyczać i raczej tego nie robię. Bo nie wracają.
      Myślałam, że nie mam zbyt wielu nawyków czy dziwactw. A teraz czytam komentarze i uświadamiam sobie, że jednak mam...

      Usuń
    3. Ach, faktycznie, zdarza mi się podkreślać co nieco w książkach, ale dotyczy to tylko akademickich podręczników i kodeksów, dla ułatwienia późniejszej nauki. :) Niemniej jednak w innych książkach niczego nigdy nie podkreślam. :)

      Usuń
  9. Moim książkowym nawykiem jest... wpatrywanie się w okładkę! Często gdy czytam mimowolnie zerkam na okładkę i wpatruję się w nią analizując każdy szczegół tak jakby zmieniła się w ciągu kilkunastu minut. Pozdrawiam! ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli okładka jest piękna to ja również bardzo lubię się w nią wpatrywać, jeżeli jednak mam przed sobą jakiegoś potworka to najlepiej jest udawać, że ta okładka nie istnieje. ;)

      Usuń
  10. Ja kończę drugi rok studiów i to niedocieranie na wykłady jakoś tak coraz bardziej mi się utrwala :D
    Nie mam chyba jakichś szczególnie specyficznych nawyków związanych z czytaniem :) Wiem, że mam jeden zły, na który czasem nie mam wpływu, a mianowicie czasami w toku lektury zaczynam gryźć wargi :P Dlatego w celu uratowania moich ust przed zatraceniem, przekąski są jak najbardziej wskazane :D Najbardziej lubię czytać na wpół leżąc. Kiedyś też zdarzało mi się zerkać na zakończenie książki, kiedy byłam w trakcie czytania. Teraz już raczej rzadko to praktykuje :P Ale wciąż lubię czytać przy jedzeniu (na przykład przy śniadaniu), chociaż babcia i mama powtarzają mi,że zjem wszystko, co przeczytam :D
    Jak większość moli książkowych, lubię cegły. I zapisuję strony z cytatami. Lub je fotografuję :) No i kocham swoją bibliotekę! A wejście do księgarni i połażenie wśród książek często poprawia mi humor. Tak samo jak patrzenie na dopiero co wypożyczony stos, który tylko czeka na przeczytanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewne rzeczy się nie zmieniają. :P Ja na szczęście szybko przywykłam do mojego wydziału, bywa pokręcony, ale teraz łatwo jest się w nim odnaleźć. :)
      Z tymi pozycjami podczas czytania to jest masakra, ciężko jest znaleźć jedyną, w której będzie wygodnie, a taka, w której jest idealnie chyba dla mnie nie istnieje. :P
      Fotografować książki też uwielbiam, m.in. dlatego zdecydowałam się na wrzucanie swoich własnych zdjęć w posty. :)

      Usuń
  11. Ja strasznie nie lubię pożyczać książek, jeśli już to tylko naprawdę zaufanej osobie, bo mam do moich książek stosunek emocjonalny;) No i nigdy nie pożyczę książki takiej nowiutkiej, której jeszcze sama nie przeczytałam, choćby mnie ktoś prosił na kolanach;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dokładnie! Gdy kupię książkę i jest ona całkiem nowa to w życiu nie pożyczę jej komukolwiek, dopóki jej nie przeczytam. Jakaś kolejność musi być w końcu zachowana. :)

      Usuń
  12. Uwielbiam zapach zarówno nowych książek, jak i tych starszych, wypożyczonych w bibliotece. Bez tego nie zacznę książki. Zawsze muszę mieć przy sobie karteczki samoprzylepne, na wypadek gdybym chciała zaznaczyć konkretny fragment. Gdy rozpoczynam kolejny rozdział, sprawdzam ile ma stron i między zakończeniem a rozpoczęciem następnego, wkładam zakładkę. Nigdy nie dobieram jakoś szczególnie zakładek. Ostatnio zrobiłam sobie jedną z narysowanymi tuszem lecącymi ptakami i dopóki się zbytnio nie zniszczy, będę jej używać. Gdy tylko jestem blisko empiku, muszę tam wstąpić. Wiem, że nic nie kupię, bo ceny są kolosalne, ale przyjemność sprawia mi patrzenie na same grzbiety książek. Mam także "The Book Jar", z którego losuję lekturę, którą będę aktualnie czytać. I byłoby tego jeszcze o wiele, wiele więcej, ale nie będę się zbytnio rozpisywać... A! I sama zabieram ze sobą książkę niemal wszędzie, a jeśli wychodzę na jakieś 5 minut, zwykle staram się, by mieć w telefonie wgrany e-book, by w razie czego móc choć chwilkę poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy jakiś ciekawy fragment wpadnie mi w oko i chciałabym go użyć do np. zacytowania w recenzji to zazwyczaj zapisuję sobie stronę w telefonie, ale chyba powinnam zainwestować w samoprzylepne karteczki, ponieważ korzystanie z nich jest dużo poręczniejsze. Co do zakładek to mam swoje 2 ulubione, które zostały zrobione przez moją koleżankę i najczęściej z nich korzystam, ale tak naprawdę również nie dobieram zakładek np. kolorystycznie do okładki książki. Za dużo z tym zachodu. Poza tym również planuję zrobić sobie taki "The Book Jar", ale nie wiem czy coś z tego wyjdzie. :)

      Usuń
  13. Uwielbiam wąchać książki, ale powstrzymuje się przed tym w miejscach publicznych :P A jeśli chodzi o inne przyzwyczajenia to jestem strasznie pedantyczna, żadnych zagiętych stron, książka ma wyglądać niemal idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również jestem dosyć pedantyczna jeżeli chodzi o stan książek, nie jakoś do przesady, ale staram się, żeby obyło się bez zagiętych rogów, poplamionych stron itd. :)

      Usuń
  14. Ja zdecydowanie do tej drugiej. Tez muszę mieć zawsze jakąkolwiek książkę przy sobie, choć mam świadomość, że może się zdarzyć tak, że nie będę miała czasu do niej zajezeć. Z książką w torebce czuję się dużo bezpieczniej :)
    Lubię czytać w komunikacji miejskiej i innych środkach transportu. Ale mimo wszystko moim ulubionym miejscem dk czytania jest moje łóżko i huśtawka ogrodowa za domem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najbardziej lubię czytać w swoim pokoju, uwielbiam to miejsce i zawsze najprzyjemniej czyta mi się właśnie w moich własnych czterech ścianach. :)

      Usuń
  15. Wąchanie i gładzenie okładki oraz kartek - to moje nawyki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba standardowe nawyki większości moli książkowych. A z pewnością ten pierwszy. :)

      Usuń
  16. Muszę mieć jakąś książkę przy sobie, kompletnie się izoluję podczas czytania i na ogół ktoś mnie mnie szturchnąć żebym zareagowała. Strasznie lubię przeglądać książki i je kartkować. I muszę czytać więcej niż jedną książkę naraz inaczej nie mogę się skupić. Jestem również w gronie osób, które lubią gromadzić książki (jeszcze mam miejsce). Lubię dodatkowo ładne okładki, jestem wzrokowcem więc w księgarniach chodzę i przeglądam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś czytałam więcej niż jedną książkę, ale jakiś czas temu z tego zrezygnowałam, znacznie lepiej i szybciej czyta mi się jedną książkę, a nie kilka w tym samym czasie. :) A ładne okładki to moja obsesja. :P

      Usuń
  17. Nie wiem, czy to co napiszę liczy się do małych dziwactw, ale ja przed rozpoczęciem danej książki koniecznie muszę zobaczyć, ile ma stron :D również noszę jakieś czytadło zawsze przy sobie, bo nigdy nic nie wiadomo- ile razy uratowało mnie to podczas nudnych zajęć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie książki ratowały podczas wykładów z socjologii, takiej nudy to ja nigdy w życiu nie doświadczyłam. :P

      Usuń
  18. A ja układam książki w księgarniach, przechadzając się między półkami machinalnie wyrównuję grzbiety, poprawiam te przekrzywione i robię całą masę rzeczy, które powodują, że sprzedawcy patrzą na mnie co najmniej dziwnie:) co pokazuje, że księgarz jest podwójnie skrzywionym czytelnikiem:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat coś takiego mnie jeszcze nie dopadło, ale bardzo lubię mieć swoje książki ułożone w porządku. :)

      Usuń
  19. Mogę mieć bajzel w pokoju, ale porządek na regale musi być. :D
    + wąchanie, zagryzanie ust, przeżywanie każdego słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, wstyd mi się przyznać, ale u mnie największy bajzel jest właśnie na regałach. :P Tzn. książki ułożone są w idealnym porządku, równiutko i z klasą, ale ile tam kurzu jest! Ho, ho. :)

      Usuń
  20. Chyba nie zaskoczę cię stwierdzeniem, że ja również wącham książki :D hmn... poza tym, jak pewnie większość moli książkowych nienawidzę jak ktoś coś ode mnie chce, gdy aktualnie czytam... uh wrogość nie do opisania :D Muszę również mieć idealny porządek na półce z książkami (już nie mam ich gdzie układać, co nie za bardzo mi się podoba :P).

    Zapraszam również do odwiedzin mojego bloga poświęconego książkom, makijażowi, filmom i nie tylko...
    http://magicfrozenworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja również bardzo nie lubię, gdy ktoś mi przeszkadza podczas czytania. :)

      Usuń
  21. Macanie, głaskanie, wąchanie - norma. :) Poza tym jak ty zabieram książkę wszędzie, tak na wszelki wypadek. Muszę też mieć jedną książkę przy łóżku, taką aktualnie czytaną, bo lubię, zwłaszcza w weekendy, budzić się i zamiast wstawać, czytać. Śpię z książką zamiast z misiem, haha! :D
    Mam też chroniczny niedobór zakładek. Zakładek mam co prawda pełno, ale jak mam jakąś albo zrobię sobie nową, dostaje ona w przydziale książkę i tak na przykład nowiutka zakładka inspirowana Gwiazd naszych winą robiona właściwie na potrzeby bloga - taka instrukcja, jak ugryźć zrobienie zakładki - siedzi w Gwiazd naszych winie. I ma tam siedzieć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mam sporo zakładek, ale na szczęście nie mam jakiejś manii na ich punkcie. :) Używam zazwyczaj tych, które są dołączone do książek, ew. tych, które zrobiła dla mnie moja koleżanka. Kiedyś również próbowałam zrobić własnoręczne zakładki, ale szybko opuściły mnie chęci. :)

      Usuń
  22. Och, sztachanie się to podstawa!! Ja na szczęście często widuję ludzi czytających - czy to w pociągu, czy tramwaju i uśmiecham się pod nosem, gdy widzę, że ktoś się zaciąga zapachem :D Ale fakt - spojrzenia to przyciąga.
    Ja mam do tego taki specyficzny nawyk, że sprawdzam ile książka ma stron, żeby wiedzieć kiedy minę połowę. Lubię po zamknięciu książki widzieć, że zakładka zbliża się do końca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zawsze przyjemny widok, kiedy widzi się czytających w środkach miejskiej komunikacji. W Łodzi na każdym kroku spotykam takie osoby. :) I również bardzo lubię patrzeć, ile zostało mi do końca i ile książki już przeczytałam. :)

      Usuń
  23. Co do moich nawyków... Lubię czasem po prostu usiąść na fotelu przed moją biblioteczką i wpatrywać się w książki. Tak po prostu. Z każdym egzemplarzem wiążę się jakaś historia, pewne emocje i jak wpatruję się w te grzbiety to widzę aury, które dana powieść wytwarza. W moich myślach nagle wszystko się uspokaja, a ja nawet nie wiem kiedy mijają godziny, gdy ja tak siedzę i wpatruję się w moje skarby. :)
    Kolejnym moim nawykiem jest dobieranie zakładek zgodnie z kolorem bądź tematyką danej książki. :) Tak już po prostu jest, że gdy czytam jakąś książkę o wilkołakach, obowiązkowo towarzyszy mi moja zakładka z księżycami.
    Wyznaję zasadę, że nie ma udanej wycieczki czy podróży, jeśli z danego miejsca nie przywiozę pamiątki w postaci książki. Nauczyłam się zawsze szukać księgarni i powracać z książkami, które parę dni wcześniej miały swoją premierę ^^
    Gdy zamawiam jakąś paczkę i przychodzą do mnie książki, mam taki nawyk, że zanim się za nie zabiorę, muszą wystać trochę czasu na mojej "kolejkowej" półce. :) Wtedy ja przyzwyczajałam się do ich obecności w moim pokoju i zaczynam je traktować jako kolejnych współlokatorów. :)
    Myślę, że mam jeszcze niezliczoną ilość takich dziwactw, ale to chyba nie jest nowością u moli książkowych ^^
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również bardzo lubię patrzeć na swoje książkowe zbiory, tym bardziej, że nie mam ich najmniej, są ułożone w przyzwoity sposób i po prostu patrzenie na książki sprawia mi dużą przyjemność - nie ma znaczenia, czy są one moje, czy nie. :)

      Usuń
  24. Bardzo lubię czytać, kiedy jestem sama w domu. Nikt nie przeszkadza, siedzę sobie na sofie opierając nogi o łóżko. Gorąca herbatka i basta ! Kiedy gdziekolwiek zabieram książkę, musze ją poowijać reklamówkami, żeby nie daj boże się nie pobrudziła. Książki kupuję na wyprzedażach, ale zwykle przed przeczytaniem muszą przetrwać okres kwarantanny - od tygodnia do dwóch lat...

    To chyba tyle z tego, co przychodzi mi na myśl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, okres kwarantanny robi wrażenie. :) Ja również bardzo lubię czytać, gdy jestem sama w domu. Hałas zazwyczaj mi nie przeszkadza, ale jest coś kojącego w takiej sterylnej ciszy, kiedy jestem sam na sam ze swoimi myślami, wyobraźnią i głosami bohaterów w głowie.

      Usuń
  25. Ja na przykład jak mam trochę czasu do pociągu/spotkania/lekcji/czegokolwiek to zawsze idę do księgarni i oglądam książki ;) Mam też nawyk patrzenia ile jeszcze mi zostało do końca rozdziału (i wcale nie jest związane z tym, że książka mnie nudzi). No i jeszcze regularnie przemeblowuje moją biblioteczkę. To chyba jedyne miejsce, w którym mam stały porządek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym ja teraz miała przemeblowywać moją biblioteczkę to chyba bym się zapłakała, ale jak już będę miała wakacje to nie mam wyjścia, muszę to w końcu zrobić. Pora pozbyć się kurzu z regałów. :)

      Usuń
  26. Oj, są różne takie rzeczy... Przede wszystkim okropne zbieractwo. Co z tego, że mam już kilkadziesiąt czekających książek? Przecież te 3 też muszę kupić! O! Czwarta... Do tego mam manię zbierania zakładek - nie mogę książki założyć byle czym (typu bilet), to musi być piękna zakładeczka i zwykle przed lekturą grzebię w moim stosie i wybieram tę pasującą. Czytam w 99% na łóżku, na leżąco. Napój musi być. Pewnie jest tego więcej, ale tylko tyle przyszło mi teraz do głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, zbieractwo to mój największy i chyba najgorszy nawyk. :) Ile to ja mam książek nieprzeczytanych, które obsesyjnie upycham na regałach! Ale oczywiście nie mogę się powstrzymać i nawet się nie waham przed kupnem kolejnej, piątej, dziesiątej... ech. ;) Również uwielbiam czytać na łóżku. Opieram się o ścianę, biorę grubą poduchę pod plecy, kocyk (nawet w lato, dziwne) i ruszam z lekturą... ;)

      Usuń
  27. Trzymanie czegoś ciepłego w ręce podczas czytania. Nie jest to obligatoryjne, ale jakoś tak lubię. Najczęściej pada na klocek od ładowarki do laptopa, ale bywa też, że to kubek z herbatą. Jeśli czytam latem na leżaku na balkonie to dotykam ręką barierki lub jakiegokolwiek skrawka powierzchni wokół siebie, na którą akurat pada słońce. Jak nie mogę dotykać czegoś ciepłego ręką, to są jeszcze stopy, które można położyć na rozgrzanych płytkach na balkonie ;]
    Oprócz tego, jeśli się wczuję, to bezwiednie robię miny, jakie powinni mieć bohaterowie książki.
    Normalnie cały czas zmieniam pozycję, bo mam ADHD (albo, jak mówi dziadek, śrubkę w tyłku), ale kiedy zajmę się lekturą to wytrzymuję kilka godzin w jednej pozycji... nie wiem, czy to nawyk, po prostu tak jest.
    Książek nie wącham, ja wącham kolorowe gazety i lakiery do paznokci. Za to z papierowej książki zawsze strącę niewidzialny kurz. Jeśli czytam na czytniku, to cały czas go głaszczę, obmacuję, obrysowuję palcami przyciski. Zdrapuję z okładek wszystko co śliskie i błyszczące (np. literki na okładkach Harry'ego Pottera mam matowe, bo je pracowicie obdrapałam), a później mi szkoda, że to zrobiłam. Nie używam zakładek, zapamiętywanie cyfr to jedno z moich życiowych dziwactw - nigdy nie sprawdzam wagonu i miejsca na bilecie dwa razy, pamiętam swój pesel, sześć pinów do kart (dwa moje, taty, mamy, koleżanki, z którą od roku nie mam kontaktu i współlokatorki) i mam obsesję na punkcie dat (pamiętam większość ważnych dat z historii Rosji i Polski, a poza tym lubię się uczyć dat), więc zapamiętanie strony to po pierwsze nie problem, a po drugie przyjemność ;]
    Jak czytam to nie jem. Po prostu nie. Nie znoszę okruszków w książkach, plam z jedzenia i jakichś kawałków przyklejonych do kartek lub obudowy czytnika.
    Nie umiem słuchać polskiej muzyki, kiedy czytam. Co ciekawe, kiedy piszę - jak najbardziej tak.
    A kiedy mam papierową książkę, to sprawdzam, ile ma stron i czytam ostatnie zdanie. Paskudny nawyk.
    Liczę strony rozdziałów (też możliwe tylko przy papierowych książkach, bo na czytniku to za dużo klikania)
    To chyba wszystko, więcej grzechów nie pamiętam ;] Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja nigdy nie zostawiam książki przed dokończeniem kartki (jak można urwać w pół strony?!). Dzięki temu nie muszę używać zakładek (które często...uszkadzam kiedy za bardzo przejmuję się losem bohaterów). Nigdy,przenigdy nie zagięłam rogów w żadnej książce... Zawsze mam przy sobie książkę (ostateczne e-booka,ale to mniej przyjemna forma czytania). Inna sprawa to dość specyficzne ustawienie książek na półce. :D Każda książka musi być widoczna,nie ma możliwości aby na półce stał jakiś drobiazg,który zasłaniałby chociaż jedną literkę. :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.