Nie mam pojęcia, dlaczego wcześniej nie wpadłam na pomysł zrecenzowania tego serialu - w planach miałam opiniowanie jedynie tych tytułów, które uwielbiam i cenię, ale może warto dla odmiany napisać o serialu, który... cóż, pozostawia po sobie wiele do życzenia (choć to oczywiście zbyt duże niedopowiedzenie). Z Teen Wolf spędziłam całe 3 sezony. 3 sezony, których nie odżałuję chyba nigdy, które uznaję za całkowite marnotrawstwo czasu, który mogłabym spędzić znacznie inaczej. O tym, dlaczego uważam ten serial za niemożliwą miernotę przekonacie się w dalszych akapitach tej recenzji. Chciałabym napisać, że nie będę hejcić, jednak nie mogę Wam tego obiecać. Hejt będzie, i to dosyć solidny.
Teen Wolf to serial opowiadający o przygodach nastoletniego chłopaka, ucznia liceum, który pewnego dnia zostaje ugryziony przez wilkołaka. Scott McCall, który wcześniej zupełnie niczym się nie wyróżniał, nagle otrzymuje tajemnicze moce, które musi opanować, a pomoże mu w tym jego najbliższy przyjaciel - Stiles Stilinski. Wraz z potężnymi mocami, w jego życiu pojawia się (oczywiście) nowa dziewczyna oraz masa nowych kłopotów, z którymi będzie musiał się uporać.
Prawda jest taka, że uważam TW za serial niesamowicie... tani. Owszem, czego spodziewać się po produkcji nadawanej przez MTV? Przecież nie czegoś ambitnego rodem z Breaking Bad czy Hannibala, które są jednymi z najlepszych seriali, jakie w swoim życiu oglądałam. Teen Wolf jednak sili się na ambitność, na granie na emocjach widza, na intelektualny wysiłek, którego nie ma tutaj za grosz. Niektóre wydarzenia są tutaj bardzo pretensjonalne, sztuczny dramatyzm nie spowoduje, że zakocham się w tym serialu bez pamięci, a sceny, w których bohaterowie wchodzą w ciemność z kiczowatą muzyką w tle jedynie potwierdzają moje przemyślenia na temat, iż twórcy serialu silą się na bycie „cool”, co jednak całkowicie mija się z celem.
Już od pierwszych odcinków pierwszego sezonu wiedziałam, że nie powinnam zbyt wiele spodziewać się po aktorach grających w tym serialu, fakt faktem jednak, że im dalej wędrowałam w ten serial, tym gra aktorska stawała się coraz większą miernotą. Tylera Posey poznałam już w serialu Brothers & Sisters, jednak było go w nim tak mało, że nie robiłam sobie wobec niego żadnych oczekiwań, natomiast z pozostałymi aktorami nie miałam nigdy wcześniej do czynienia. Czy w jakiś sposób zostałam przez nich zaskoczona? Absolutnie nie, a przynajmniej nie w pozytywnym znaczeniu. Większość scen jest tutaj przedramatyzowana, co sprawia, że mam ochotę zaliczyć tzw. „facepalm” i zamknąć oczy z zażenowania, a gra aktorska jest słabsza niż na polskiej scenie kabaretowej. Mam wrażenie, jakby w niektóre sceny ci aktorzy wczuwali wręcz minimalnie, za to w innych scenach owe wczuwanie się jest aż przesadne i ta nierówność sprawia, że widz może mieć problem z odbiorem pewnych wydarzeń i może degradować akcje, które powinny mieć jakieś znaczenie, a przedstawione zostały tak, jakby były całkowicie nieistotne.
Teen Wolf chce sprawiać wrażenie serialu kompleksowego, prawda jest jednak taka, że jego prostota miesza się z banalnością, co idealnie wręcz widać w fabule. Każdy sezon ma taki sam schemat: trochę dramatu miłosnego oraz nowy potwór, z którym bohaterowie muszą walczyć, aby ocalić świat/miasteczko i jego mieszkańców od zagłady. Nic nowego, nic, co można by uznać za oryginalne, a zapowiedź 4 sezonu i końcówka 3 (zwłaszcza ostatni odcinek) jedynie potwierdza to, iż będzie on utrzymany w tym samym stylu, powieli ten sam schemat, który zniechęca i doprowadza mnie do bólu głowy. I jest to właśnie jeden z głównych powodów, dla których nie mam zamiaru dalej brnąć w ten serial i przygodę z nim zakończyłam wraz z końcem 3 sezonu.
Mam wrażenie, jakby twórcy serialu bawili się z jego fanami i próbowali wcisnąć im największy kicz, licząc na to, iż dzięki temu widzowie będą zadowoleni i na chwilę zamknie to ich usta oraz uciszy oczekiwania - a wiem, że takich jest dosyć sporo. Po pierwsze: Teen Wolf miał sporo bardzo dobrze rozpoczętych wątków, naprawdę sporo, zostały jednak one całkowicie zignorowane i rozwinięte w banalny, niemożliwie uproszczony, pełen zawodu sposób. Wątki, które mogły by sprawić, że serial ten nabrałby sensu i być może nawet zyskał nieco w moich oczach. Po drugie: są tutaj bohaterowie, którzy mieli tak mało interakcji między sobą, że jest to aż śmieszne! Myślałam, że takie rzeczy tylko w Glee, Teen Wolf jednak niczym Glee nie ustępuje w absurdzie prowadzenia relacji pomiędzy pewnymi bohaterami. Nawet, gdyby postaci było więcej, jest to wprost nie do uwierzenia. Po trzecie: pewne, przeszłe wydarzenia sprawiają wrażenie, jakby nie miały żadnego wpływu na przyszłość bohaterów, ich życie i zachowanie. Dopiero po bardzo długim czasie pojawia się jedna, maleńka wzmianka o przeszłej akcji i na tym kończy się jej rola. Jestem w szoku, z jaką niekonsekwencją budowane są charaktery w tym serialu, z jaką nierzeczywistością i brakiem realizmu.
Tłem każdego sezonu jest mitologia. Mitologia, którą uwielbiam i która zachwyca mnie tak naprawdę w każdym wydaniu, tutaj została zdegradowana do banalności i nonsensu. Twórcy chcą, aby wątki mitologiczne sprawiały wrażenie rozległych, rozbudowanych i złożonych aspektów każdego sezonu, prawda jest jednak taka, że są strasznie spłycone i uproszczone. A czasami nawet zostają wręcz tak zmiksowane z wybujałą wyobraźnią twórców, iż tworzą absurdalny misz-masz, którego nawet nie chce się oglądać.
Nie mam pojęcia jak dużo osób tutaj ogląda ten serial, dlatego ograniczyłam się powyżej do ogólnikowych uwag, chociaż mogłabym do każdego akapitu podawać przykłady. Nie chcę jednak, żeby czytelnicy tego bloga zostali zbombardowani spoilerami, jeżeli mają w planach obejrzenie tego serialu lub są w jego trakcie. W każdym razie ja od siebie mogę dodać jeszcze tylko to, że jest to najsłabszy serial, chyba nawet słabszy od Skinsów, jaki kiedykolwiek w swoim życiu oglądałam. Spłycona fabuła, efekty specjalnie poniżej jakiejkolwiek krytyki, a akcja wcale nie idzie w coraz lepszym kierunku. Twórcy seriali zazwyczaj (lub nawet na pewno) starają się ulepszyć swoją produkcję, w przypadku Teen Wolf mam jednak wrażenie, jakby te próby spełzały na niczym. Pierwszy sezon jest pełen radości, słońca i humoru, który miał być zabawny, a jednak leży i kwiczy niczym - za przeproszeniem - zarzynana świnia, drugi i trzeci natomiast drastycznie zmienia klimat i staje się „mroczny”... Wy już jednak wiecie co ja na temat tego „mroku” myślę. Jeżeli szukacie dobrego serialu, jakiegoś sposobu na zabicie wolnego czasu, dobrej rozrywki to omijajcie ten serial szerokim łukiem. Z mojej strony absolutnie go nie polecam.