19 listopada 2016

Obca, Diana Gabaldon


„Obca” jest powieścią, którą spotkałam już wiele lat temu podczas jednej z wizyt w mojej bibliotece, miałam ją nawet w rękach i gotowa byłam ją wypożyczyć, coś jednak sprawiło, że zdecydowałam się odłożyć ją na półkę, biorąc w to miejsce inną książkę. Ciekawa jestem, czy gdybym przeczytała ją to kilka lat temu, zgodnie ze swoim zamiarem, to czy odkładając ją na półkę byłabym usatysfakcjonowana tą lekturą? Czy czułabym z niej zadowolenie i nie żałowała jej przeczytania? Bo teraz, pod wpływem tak wielkiego zachwytu tą powieścią, z jakim spotkałam się na Instagramie, moje oczekiwania wobec tej książki były tak ogromne, jak chyba jeszcze wobec żadnej innej powieści. Wyobraźcie sobie jak wielkie było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że te wszechobecne zachwyty nie mają absolutnie żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. 

Akcja tej powieści rozpoczyna się tuż po wojnie, w 1945 roku. Claire Randall była wojenną pielęgniarką, teraz jednak wraz z mężem udała się na wakacje do Szkocji, gdzie ma nadzieję miło i spokojnie spędzić czas. Niestety jednak los przyszykował dla niej coś całkowicie innego. Chcąc zbadać pewną nieznaną jej roślinę, Claire dotyka magicznego kamienia, dzięki któremu przenosi się w czasie do osiemnastowiecznej Szkocji, pełnej brutalnych praw i nieznanych jej zasad. Kobieta próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości dzięki pomocy pewnego młodego, przystojnego Szkota - Jamiego. 

Największym minusem tej książki jest zdecydowanie jej nierównomierne tempo akcji, które jest jednocześnie głównym powodem tego, że ta powieść nie przypadła mi do gustu. Pierwsze 150 stron było dla mnie czystym koszmarem, kompletnie nie mogłam wgryźć się w tę książkę, bardzo dużo czasu zajęło mi to, abym w drobny choć sposób przekonała się do tej powieści. Później, w pewnej chwili nagle nastąpił przełom i kolejne 50 stron czytało mi się bardzo przyjemnie i już nabrałam nadziei, że książka ta okaże się znakomitym sukcesem, który miło będę wspominać. Niestety, cała reszta „Obcej”, aż do jej 710 strony wiała przeraźliwą monotonią, na palcach jednej ręki potrafię wyliczyć wydarzenia, które w jakiś sposób przykuły moją uwagę, gdyż było ich naprawdę niewiele. Wydarzenia w tej powieści toczą się w ślimaczym tempie, tylko po to, żeby później w nagłej chwili przyśpieszyć na dosłownie maksymalnie 50 stron i ponownie drastycznie zwolnić. 

O ile poboczni bohaterowie zostali przez autorkę świetnie skonstruowani i większość z nich udało mi się polubić lub chociażby zapałać do nich małą sympatią, to niestety nie mogę tego samego napisać o dwójce głównych bohaterów. Claire - z tak irytującą postacią dawno się nie spotkałam, z jednej strony została wykreowana na buntowniczkę, z drugiej jednak była głupiutka, naiwna, infantylna i stanowczo zbyt kochliwa, co denerwowało mnie w jej charakterze zdecydowanie najbardziej. Jamie - niczym doktor Jekyll i pan Hyde, chwilami zachowywał się niczym wstydliwy, pryszczaty nastolatek, którego dosłownie wszystko dookoła zawstydza, w innych momentach natomiast przypominał prymitywnego jaskiniowca bez jakichkolwiek zasad. Znienawidziłam ich oboje, muszę przyznać, co już na starcie przekreśliło dla mnie „Obcą”, bo co mi po świetnych drugoplanowych bohaterach, skoro dwójka głównych została wykreowana wręcz tragicznie? 

Romans między Claire a Jamiem byłby może do zniesienia, gdyby nie dwa istotne elementy. Po pierwsze - przez zdecydowaną większość tej książki miałam wrażenie, jakby autorka na siłę chciała udowodnić czytelnikowi, że pomiędzy tą dwójką istnieje jakieś uczucie, kiedy tak naprawdę nigdzie go nie było. Ich relacja była bardzo sztuczna, pozbawiona jakichkolwiek większych emocji, które pojawiły się dopiero na samym końcu tej powieści. Przez ostatnie kilkanaście stron faktycznie mogłam poczuć, że coś między nimi jest, choć było to uczucie tak nikłe, że praktycznie nieistniejące. Po drugie - ilość scen łóżkowych lub marzeń o nich w pewnym momencie zaczęła górować nad i tak już mozolnym tempem akcji, przez co miałam wrażenie, że „Obca” została zredukowana do tylko i wyłącznie miłosnych uniesień, które odsunęły na bok jakiekolwiek inne wydarzenia, skupiając na sobie uwagę czytelnika. Z tego też powodu moją pierwszą myślą po odłożeniu tej książki było: „Kurczę, przecież w tej książce tak naprawdę nic konkretnego się nie dzieje!”. I taka też jest prawda. 

Jedyne, co Dianie Gabaldon udało się w przypadku tej książki to tło historyczne, które zostało dopieszczone chyba w każdym szczególe. Cudownie czytało mi się o życiu ludzi w osiemnastowiecznej Szkocji, o tym, jak bezwzględne i brutalne było ówczesne prawo, jak silna była żądza władzy. Bardzo spodobały mi się również przedstawione przez autorkę krajobrazy, dzięki którym nie raz chciałam przenieść się na łono szkockiej natury, aby w rzeczywistości pozachwycać się pięknem przyrody. Duża ilość faktów historycznych i przeróżnych ciekawostek również przypadła mi do gustu, równie mocno co bardzo dobrze przedstawiony ówczesny światopogląd. Niestety jednak autorka zdecydowanie zbyt dużo miejsca poświęca na bardzo szczegółowe opisy tortur, gwałtów czy morderstw, których w tej książce jest naprawdę bardzo dużo. Było to dla mnie wybitnie niesmaczne, ponieważ Diana Gabaldon stanowczo przesadziła z ilością takich scen. Dodając do tego wspomniane wcześniej sceny miłosne, których również było od groma, wówczas otrzymujemy jedynie książkę składającą się z barbarzyństwa, scen seksu i okazjonalnych przejażdżek końmi. Nic specjalnego. 

Myślałam, że ta książka mnie zachwyci, że sprawi, abym z przyjemnością sięgnęła po kolejne części tej serii, tak się niestety nie stało. Naprawdę dawno aż tak bardzo nie zawiodłam się na żadnej powieści, która okazała się być nudną i nieciekawą historią bez jakiejkolwiek wartości. Brak jakichkolwiek zwrotów akcji, niesamowicie monotonna akcja, tragicznie wykreowani główni bohaterowie i denerwująca ilość pewnych scen sprawiły, że po kolejne tomy tej serii zdecydowanie nigdy nie sięgnę, a „Obcej” nie jestem w stanie nikomu polecić. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.