3 kwietnia 2017

Zew księżyca, Patricia Briggs


Z książką „Zew księżyca” spotkałam się już w sumie trzy razy, pierwszy raz wiele lat temu, gdy znajoma przesłała mi fanowskie, nieoficjalne tłumaczenie tej książki. Wtedy byłam jeszcze zagorzałą przeciwniczką e-booków (całe szczęście ten okres mam już za sobą), dlatego też byłam w stanie przeczytać jedynie kilka stron tej powieści, zanim zdecydowałam się odłożyć ją na półkę. Za drugim razem, cztery lata temu, skusiłam się już na kupno tej książki i wreszcie byłam w stanie przeczytać ją od początku do końca – do tej pory uważam, że jest jeden z moich najbardziej udanych zakupów, ponieważ powieść Patricii Briggs całkowicie mnie zauroczyła. Teraz, czytając ją po raz trzeci (no, powiedzmy...), muszę przyznać, że moje zachwyty nad tą książką ani odrobinę nie zmalały. 

Mercedes Thompson jest mechanikiem, prowadzi warsztat, w którym zajmuje się naprawą samochodów. Jej życie wyglądałoby zupełnie normalnie, gdyby nie fakt, że naprawia furgonetkę należącą do wampira, jej sąsiadem jest wilkołak, a ona sama... jest zmiennokształtną, która w dowolnej chwili potrafi przybrać postać kojota. Pewnego dnia sprawy w jej życiu przybierają nieoczekiwany obrót, kiedy w drzwiach jej warsztatu pojawia się nieznany, młody chłopak. Życiu Mercedes oraz jej przyjaciół zaczyna zagrażać poważne niebezpieczeństwo.

„Zew księżyca” jest naprawdę zapierającą dech w piersiach powieścią. Akcja toczy się w niej non stop, w każdym momencie dzieje się coś, co przykuwa uwagę i nie pozwala się nudzić. Z daleka dający się wyczuć magiczny klimat tej historii zdecydowanie wzmaga przyjemność z poznawania losów Mercedes, a efektowne sceny walk są jedynie jeszcze bardziej zachwycającym dodatkiem do całej tej, niesamowitej przygody. Szczerze przyznaję, że gdy już po zaledwie kilku stronach wgryzłam się w tę książkę, odłożenie jej choć na sekundę było czymś niemożliwym, koniecznie chciałam poznać ciąg dalszy tej historii, dowiedzieć się, jak zakończy się przygoda Mercy i czy któremuś z moich ukochanych bohaterów (a jest ich całkiem sporo) nie stanie się krzywda.

Mercedes Thompson to bohaterka z niesamowicie wręcz zachwycającym charakterem. Mówiąc wprost – nie daje sobie w kaszę dmuchać, wie, czego tak naprawdę chce i bardzo twardo stąpa po ziemi. Bardzo doceniam ją za to, że w ani jednej chwili nie użalała się nad sobą, pomimo tego, że życie zdecydowanie jej nie oszczędziło. Szła dalej przed siebie, z wysoko uniesioną głową, po prostu robiąc swoje, ani przez sekundę nie pozwalając na to, aby kłody rzucone pod nogi w jakikolwiek sposób przeszkodziły jej w ułożeniu sobie życia. Pomimo tego, że Mercy jest tzw. „twardą babką”, postacią raczej charakterystyczną dla książek z gatunku urban fantasy, to jednak zdając sobie sprawę ze swoich słabości nie boi się w razie potrzeby poprosić kogoś o pomoc, która często jest jej bardzo potrzebna. Mercedes zdecydowanie nie jest chodzącym ideałem, posiada jednak cechy, które w postaciach literackich bardzo lubię, dlatego też zapałałam do niej niesamowicie dużą sympatią. Całą historię poznajemy właśnie z jej punktu widzenia, w pierwszej osobie i muszę przyznać, że śledzenie narracji prowadzonej przez postać, która ma głowę na karku jest czystą przyjemnością.

W gruncie rzeczy każdy z bohaterów to niezwykle wyrazista postać, dawno nie spotkałam się z książką, w której każda z postaci posiadałaby tę iskierkę życia, która sprawia, że bohaterowie stają się niesamowicie rzeczywiści. Bardzo mocno zżyłam się z postaciami tej książki, dzięki czemu wiem, że jeżeli tylko któremukolwiek z nich w dalszych częściach tej serii stanie się jakakolwiek krzywda, to ja z pewnością będę to przeżywać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, w przypadku jakiejkolwiek książki. 

Kolejna rzecz, która w tej książce bardzo przypadła mi do gustu to brak wątku romantycznego. Co prawda w pewnym momencie pojawia się tutaj była miłość Mercedes, jednak autorka oszczędza czytelnikowi takich wrażeń jak motylki w brzuchu, nieustanne wzdychanie w stronę tej drugiej osoby czy rozpadanie się na kawałki – i całe szczęście! W przypadku „Zewu księżyca” naprawdę uważam, że bardzo nachalny romans niepotrzebnie odciągnąłby uwagę od ważniejszych elementów tej powieści (jak chociażby budowa świata, przedstawiania całej „kultury” wilkołaków i zmiennokształtnych, relacji między nimi itd.), która i tak sama w sobie jest dosyć krótka. Dopiero pod sam koniec powieści pojawia się wprowadzenie do prawdopodobnego romansu, który będzie się rozgrywał w kolejnych częściach serii, dlatego też miłośnicy tego typu wątków z pewnością nie będą rozczarowani.

Świetnym elementem tej powieści jest także wątek detektywistyczny, od którego już rozpoczyna się akcja. Nie tak łatwo jest odgadnąć kto jest sprawcą wszelkich nieszczęść i tego, że Mercy znalazła się w niebezpieczeństwie, jednak próba rozwikłania tych wszystkich tajemnic bardzo szybko staje się nie lada gratką nie tylko dla czytelników, którzy mają w sobie cząstkę Sherlocka Holmesa. Poszukiwania sprawcy i odpowiedzi na pytania „kto?”, „jak?” i „dlaczego?” są bardzo ekscytujące i dostarczają czytelnikowi dawki dosyć intensywnych wrażeń. 

„Zew księżyca” to książka, od której czytania nie mogłam się oderwać. Napisana jest w niesamowicie przystępny sposób, dzięki czemu czyta się ją w cudownie szybkim tempie, a przyjemnie wartka akcja jest powodem dosłownego pożerania każdej kolejnej strony. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że dostarczyła mi ona bardzo wielu ciekawych wrażeń, podczas jej czytania czułam jak w domu – jakkolwiek to brzmi, przez co wprost nie mogę się doczekać przeczytania drugiej części tej serii. A was oczywiście jak najbardziej zachęcam do zapoznania się z twórczością Patricii Briggs.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.