12 lutego 2013

Prawo matki, Diane Chamberlain


Jeszcze zanim zabrałam się za czytanie „Prawa matki” miałam pewne obawy, że nieświadomie nawet będę porównywać tę książkę z powieściami Jodi Picoult, co mnie zdziwiło, bo przecież Jodi nie jest według mnie absolutnie mistrzynią książek obyczajowych. To po prostu pisarka, której warsztat cenię i szanuję, natomiast z twórczością Diane Chamberlain spotykam się po raz pierwszy i kompletnie nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać. Opis jednak podpowiedział mi, że być może wspomniane przeze mnie porównywanie będzie nieuniknione, tym bardziej, że na tylnej okładce znalazła się rekomendacja The Bookseller „Świetna powieść! Równie porywająca, co książki Jodi Picoult”. Wiedziałam, że dobrze robię, nie sugerując się tymi słowami. 

Andy Lockwood nie jest taki, jacy są jego rówieśnicy. Piętnastoletni chłopiec cierpi na płodowy zespół alkoholowy i przez to często mówi to, co mu ślina na język przyniesie, w różny sposób interpretuje zakazy obowiązujące w publicznych miejscach i nie zawsze potrafi przewidzieć konsekwencje swojego zachowania. Jego matka mimo wszystko widzi w nim niezwykle wrażliwego i kochanego chłopca. Jednak, gdy dochodzi do podpalenia kościoła, w którym na spotkaniu pojawia się Andy, wiele jego rówieśników oraz dorosłych, to właśnie Andy staje w świetle oskarżeń. Laurel Lockwood już raz utraciła swojego syna z powodu zaniedbania i nie zamierza dopuścić do tego po raz kolejny. Jednak czy będzie w stanie bezwzględnie uwierzyć swojemu dziecku i powstrzymać się od podejrzeń? 

Przyznam szczerze, że jedną rzeczą w tej książce jestem szczerze zachwycona – podejściem autorki do pewnych tematów. Diane Chamberlain porusza tutaj nie tylko problem alkoholizmu, jego wpływ na życie danego człowieka oraz bliskich mu osób, ale również z niezwykłą wrażliwością odnosi się do depresji poporodowej, której ofiarą pada wiele kobiet oraz stosunku społeczeństwa, w szczególności rówieśników Andy’ego do jego choroby. Chłopiec ma piętnaście lat, jednak zachowuje się jak dwunastoletnie dziecko i jest z tego powodu często wyśmiewany przez kolegów w szkole, odtrącany przez nich i odsunięty. Dla Andy’ego każdy nowo poznany chłopiec czy dziewczynka stają się przyjaciółmi, do momentu, w którym dana osoba nie wyrazi swojej niechęci wobec niego. Naprawdę ciężko było czytać te momenty, w których autorka przedstawiała jawną niechęć wobec chłopca, szczególnie, że jest to nastolatek naprawdę inteligentny i kochany, choć nie zawsze świadomy zła, z którym się spotyka. 

Niestety, poza podejściem autorki do trudnych tematów niewiele jest rzeczy, które mnie zachwyciły czy chociażby w jakiś sposób zainteresowały. W pewnym momencie wręcz miałam wrażenie, że Diane Chamberlain trochę niedbale podchodzi do pewnych kwestii, jak chociażby samo zatrudnienie adwokata, co z pewnością nie będzie dla nikogo zaskoczeniem podczas czytania tej powieści. I to właśnie w tym momencie nie mogłam się wręcz powstrzymać przed porównaniem tego motywu do książek Jodi Picoult, bo o ile w jej książkach wątek z adwokatem zostaje zawsze bardzo dobrze i ciekawie rozwinięty, to w „Prawie matki” jest ledwie poruszony i jakby wepchnięty na siłę, po to, żeby dodać książce realności, co niestety niezbyt się udało. 

Zaskoczona byłam, jak wiele razy powieść ta przynosiła mi na myśl telenowele brazylijskie, w których relacje międzyludzkie są niekiedy tak zagmatwane, że w pewnym momencie aż odechciewa się śledzenia danego serialu. W „Prawie matki” bohaterowie są ze sobą momentami tak powiązani, że mogłabym uznać tę powieść na idealny materiał do jakiegoś scenariusza. Już nawet potrafiłabym sobie wyobrazić opis do jednego z odcinków: „Miguel dowiaduje się, że Stefano nie jest jego synem, a jego biologicznym ojcem jest Fernando, który zaś szalenie kocha jego żonę. Miguel jest załamany, jednak sam nie kocha Margarity, matki Stefano, tylko jej najlepszą przyjaciółkę, Robertę, z którą ma dziecko – rocznego Modesto, który nie wie, kto jest jego ojcem. Fernando pragnie, żeby ukochana przez niego Margarita rzuciła męża, jednak ona sama nie wie, co ma zrobić. Kocha obu, jednak nie wie, że Miguel ją zdradza (sama też przecież zdradziła). I w jaki sposób w to wszystko zamieszany jest Florencio?”. * 

Autorka nie wyidealizowała swoich postaci, przedstawiła ich złe oraz dobre strony. Pokazała tak naprawdę, że nie ma ludzi idealnych, że każdy jest człowiekiem i popełnia błędy, których czasami już nie da się naprawić. Ludzką cechą jest je popełniać, ludzką też wybaczać, co nie raz ukazała w „Prawie matki”. Każdy z bohaterów jest inny, każdy z nich ma swoje sekrety i tajemnice, których zazdrośnie strzeże przed bliskimi. Nie zawsze jednak się to udaje, przez co wiele ludzi cierpi. Myślę, że Diane Chamberlain bardzo dobrze spisała się w kwestii przedstawienia ludzkich osobowości i bardzo realnie przedstawiła swoje postacie – przecież nie ma ludzi idealnych. 

Dużą zaletą tej powieści jest to, że czyta się ją niezwykle szybko. Na początku miałam trochę problem z tym, żeby się w nią „wgryźć”, jednak po kilku kartkach popłynęłam z przygodami bohaterów i uważnie śledziłam losy Andy’ego, choć to nie tylko o niego chodzi w tej książce. Narracja przedstawiona jest z kilku punktów widzenia, dzięki czemu można z łatwością poznać myśli i uczucia innych bohaterów. Cóż… może inni mogą, bo tutaj właśnie niestety muszę napisać, że w żaden sposób nie mogłam… przeżywać tej książki. Choć napisałam wcześniej, że ciężko było mi czytać fragmenty, w których rówieśnicy Andy’ego okazywali wobec niego niechęć, tak naprawdę uczucia te były całkiem powierzchowne, a sama powieść wydaje mi się być zbyt sucha. A może po prostu to ja nie zgrałam się na tyle z tą historią i bohaterami i nie byłam w stanie ulec ich emocjom? 

Pomimo wielu wad nie odradzam tej książki nikomu. Poza faktem istnienia kilku minusów, są też plusy, dla których na pewno warto po tę powieść sięgnąć. Ja się w żadnym stopniu nie zniechęcam do autorki, po prostu uznaję tę książkę za niezbyt udaną lekturę, ale nie żałuję jej przeczytania. Z pewnością sięgnę po inną książkę Diane Chamberlain i dam autorce drugą szansę – oby zachęciła mnie ona do dalszej przygody z twórczością tej pani. 

* Proszę nie brać tego na poważnie. Moja wiedza na temat telenoweli brazylijskich wynosi tyle, co nic.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Z półki 2013.

24 komentarze:

  1. Wspaniały tytuł, okładka również. Zobaczymy co kryje w środku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka faktycznie jest śliczna. :)

      Usuń
  2. Zauważyłaś że wydane w Polsce książki tej autorki mają świetne okładki? :D Czytałam jej inna powieść ,,Tajemnice Noelle'' (czy jakoś tak) i książka zrobiła na mnie duże wrażenie i chciałabym sięgnąć po inne. Teraz jakoś ma wyjść jej nowa, ale nie mam czasu :x Ta, recenzowana przez Ciebie trochę mnie martwi, ale myślę ze dam jej kiedyś szansę. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tajemnicę Noelle" mam na półce i faktycznie, okładka jest fantastyczna. Widziałam też okładki do innych książek tej autorki i jestem zachwycona. :) Ogólnie Prószyński nigdy nie zawodzi w tej kwestii, a okładki wykonuje prześliczne. :) I jeżeli "Tajemnica Noelle" mi się spodoba to na pewno sięgnę po inne książki tej autorki, a jeżeli nie... to szkoda. :)

      Usuń
  3. Mimo tych mankamentów, o których wspominasz, chyba skuszę się na tę książkę, bo mnie bardzo zaciekawiła jej trudna, życiowa tematyka. Co do telenoweli brazylijskich, to osobiście lubiłam je kiedyś oglądać, więc tym bardziej ,,Prawo matki'' powinno mi się spodobać.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam więc kciuki, żeby książka spodobała Ci się bardziej niż mi. :)

      Usuń
  4. Czy już ci kiedyś mówiłam, że uwielbiam twoje recenzje i czytam je z niezwykłą przyjemnością? Jeśli nie, to już teraz wiesz:) Co do książki to ogólnie byłam na nie, ale jednak podsumowanie dało mi do myślenia. Może mi się spodoba? Z autorki pozycjami się jeszcze nie zapoznałam, ale chciałabym to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, naprawdę? Bardzo się cieszę i dziękuję za miłe słowa. :) W takim razie będę czekać na Twoją recenzję tej książki, gdy wpadnie Ci w ręce. :)

      Usuń
  5. Miło było przeczytać Twoją recenzję, ale za książkę podziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem wymagająca jeżeli chodzi o obyczajówki, bo nie łatwo mnie w tym gatunku czymś zaskoczyć, ale mimo wszystko go uwielbiam. Być może moja niezbyt pozytywna recenzja to właśnie efekt tych oczekiwań. :) Ale nie ma się co na siłę przekonywać do jakiejś książki, lepiej poświęcić swój czas na coś ciekawszego.

      Usuń
  6. O tak, książki wydawane przez Prószyńskiego mają prześliczne okładki, tego nie można nie zauważyć. Co do samej książki, nie wydaje mi się, żeby mnie jakoś zachwyciła, może dlatego, że nie znam autorki.
    Może kiedyś zmienię do niej nastawienie, ale na razie jestem na nie.
    Twoje recenzje są świetne,to trzeba przyznać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli jest wydawnictwo, któremu bezgranicznie ufam w kwestii okładek to jest nim m.in. Prószyński, bez dwóch zdań. :)
      A nastawienie wobec książek i autorów z biegiem czasu czasami się zmienia, więc może kiedyś ulegniesz i sięgniesz po "Prawo matki", kto wie? ;)

      Usuń
  7. Hej, masz błąd w tym zdaniu: Andy Lockwood nie jest tacy, jacy są jego rówieśnicy. :)

    Ostatnio odrzucam obyczajówki i bardziej przeszłam na fantastykę, więc odpuszczę sobie tę ksiązkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A sprawdzałam dwa razy i nie zauważyłam. :) Dzięki, już poprawiam!
      Przyznam się szczerze, że ja też trochę odchodzę od obyczajówek. Niby mój drugi ulubiony gatunek, ale przyłapałam się na tym, że odrzucam go na rzecz fantastyki, co nawet widać w mojej biblioteczce - więcej tam fantasty niż powieści obyczajowych (nie wspominając o kryminałach czy chociażby książkach historycznych).

      Usuń
  8. o świetny blog

    ano OBSERWUJĘ ;)

    do wygrania KSIĄŻKA!
    DEMORDIE.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Do tej pory czytałam tylko "Tajemnicę Noelle" tej autorki i niestety nie powaliła mnie na kolana. Miałam w zasadzie podobne odczucia podczas lektury: czyta się niemal błyskawicznie, ale jakoś nie można do końca przeżywać poszczególnych wydarzeń. Pewnie jeszcze kilka razy dam szansę twórczości Chamberlain, ale jeśli wszystkie jej książki są mniej więcej na tym samym poziomie, dam sobie spokój. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam szansę "Tajemnicy Noelle" i jeżeli będzie na tym samym poziomie co "Prawo matki" to nie ma sensu raczej czytanie innych książek tej autorki. ;) Troszkę szkoda czasu.

      Usuń
  10. Nie lubię takich okładkowych porównań - Jeśli podobało ci się to i to, musisz przeczytać tę książkę itp. - no ale czego się nie robi, żeby sprzedać dany tytuł? :) Zaciekawiło mnie to podejście autorki do alkoholizmu i innych trudnych tematów, ale jeszcze nie wiem, czy warto poświęcać tej książce czas... W każdym razie okładkę ma świetną :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, że ta... "moralna" strona książki jest cudowna, autorka w naprawdę genialny sposób poruszyła temat chorych dzieci, alkoholizmu czy depresji, z pozostałymi aspektami jest troszkę gorzej. ;) I mnie również denerwuje to ciągłe porównywanie do innych książek (głównie do "Igrzysk śmierci" np. "Więźnia labiryntu" czy "Podzielonych" czy czegoś jeszcze innego..., szczególnie, że Igrzyska aż tak dobre nie są), ale taki chwyt marketingowy, nic się z tym nie zrobi. :)

      Usuń
  11. Hmm... Raczej nie dla mnie :) Książka porusza dosyć ciężkie sprawy, a ja na chwilę obecną podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja w ogóle nie przepadam za obyczajówkami, więc żebym przeczytała książkę tego typu, muszę najpierw przeczytać 100 pozytywnych recenzji. :P A "Prawo matki" mnie jakoś nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię powieści obyczajowe (dobre powieści!). Jednak nie zdzierżę tego, że kiedy ją czytałaś przypominały Ci się brazylijskie telenowele. W dzieciństwie oglądałam je razem z tatą (zupełnie nie wiem dlaczego) i teraz mam awersje do czegokolwiek co je przypomina. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Raczej sobie odpuszczę ;) nie czuję porywu do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Eh, a liczyłam, że rzeczywiście bedzie tak super, jak u Picoult. Mnie nie przekonałaś do przeczytania, więc odpuszczam. ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.

Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger