21 sierpnia 2013

Morza szept, Patricia Schröder

 
„Morza szept” mogę z powodzeniem zaliczyć do tych książek, kiedy ładna, przyciągająca wzrok okładka to zdecydowanie nie wszystko. Bo w zasadzie to właśnie ona była moim powodem do wypożyczenia jej z biblioteki, gdy jakiś czas wcześniej widziałam ją na niektórych blogach i zaledwie wczoraj na stosie nowo przybyłych do biblioteki książek. Opis był mi wówczas zupełnie obcy, więc mogę uznać tę powieść za ślepy traf, w dodatku niezbyt udany. Całe szczęście jednak, że jest to lektura, którą czyta się w ekspresowym tempie, bo gdybym musiała męczyć się z jej czytaniem, z całą pewnością odłożyłabym ją w pewnym momencie na półkę, nie czując potrzeby, aby poznać jej zakończenie. 

Elodie dopiero co straciła w wypadku ojca, pogodzenie się z jego śmiercią jest dla niej bardzo trudne. Aby oswoić się z tragicznymi wydarzeniami, dziewczyna postanawia wyprowadzić się na pewien czas z Niemiec i zamieszkać u swojej ciotki – Grace, na małej wyspie zwanej Guernsey. Tam poznaje nowych przyjaciół, a przede wszystkim Gordiana, z którym szybko zaczyna ją łączyć niezwykle silna więź. Gdy dochodzi do tajemniczej śmierci jednej z jej koleżanek, a wkrótce później ginie kolejna dziewczyna, Elodie stara się w jakiś sposób rozwiązać tę zagadkę, stając jednocześnie twarzą w twarz z przerażającą prawdą. 

Miłośnicy pływania, morza czy żeglugi być może poczują się zaintrygowani tą powieścią i ja sama, która fanką morza zdecydowanie nie jestem, muszę przyznać, że uległam klimatowi tej książki. Autorka stworzyła cudowną, piękną scenerię, która urzeknie niejednego czytelnika już od momentu, gdy Elodie znajdzie się na małej, tajemniczej wyspie. Przyznam szczerze, że zdecydowanie bardziej preferuję takie małe, zamknięte miejsca akcji, niż wielkie, zatłoczone ulice takich miast jak chociażby Nowy Jork. Pod tym względem autorka spisała się na medal, ponieważ podczas czytania jej książki czułam przyjemny komfort i dla samej scenerii, o ile nie zmieni się ona w kolejnej części, jestem mimo wszystko skłonna sięgnąć po kontynuację tej historii. 

Mogę uznać, że w tym momencie – oprócz tego, że „Morza szept” czyta się naprawdę szybko – kończą się wszelkie możliwe plusy tej powieści. Największą jej wadą jest zdecydowanie niezwykła naiwność tej historii, banalność i nieprawdopodobność, którą można spotkać na każdym kroku. Jeżeli ktoś lubi ignorować tak istotne rzeczy to być może będzie z tej książki zadowolony, ja jednak nie potrafiłam nie krzywić się podczas przewracania każdej kolejnej kartki. Niektóre wydarzenia w tej powieści są tak nieprawdopodobne, że sprawiają wrażenie wyssanych z palca, jakby pisanych na siłę, tylko po to, aby zapełnić lukę pomiędzy jedną akcją a drugą. 

Sami bohaterowie sprawiają wrażenie sympatycznych, jednak żadnej postaci nie polubiłam wystarczająco, nie do tego stopnia, żeby w jakikolwiek sposób przejąć się losem któregokolwiek z nich. Mam wręcz wrażenie, że autorka niezbyt umiejętnie stworzyła swoje postacie, ponieważ brak nawet odrobiny logiki w działaniach, które podejmują. Działają niezgodnie ze swoimi postanowieniami, albo kompletnie o nich zapominają, ponieważ twierdzą jedno, a w następnej chwili robią coś, co zupełnie przeczy ich nastawieniu i podjętym wcześniej decyzjom. Było to nie tyle irytujące, co całkowicie przeze mnie niezrozumiałe. 

Historia nie jest niestety w niczym zaskakująca, od samego początku pachnie oczywistością, a to, że czytelnik będzie w stanie przewidzieć kolejne wydarzenia – ba! nawet zakończenie – nie powinno nikogo zdziwić. Jak już wcześniej wspomniałam, sama historia jest bardzo naiwna, poza tym do bólu przypomina mi nieco fabułę książek „Tajemny Krąg” L.J. Smith – kto je czytał, na pewno będzie potrafił wyczuć nutę podobieństwa. Co najdziwniejsze – Gordian, zapowiadany w opisie książki, wydaje się być kompletnie nieistotnym bohaterem, pojawia się bardzo późno, kiedy ważniejsze wydarzenia dobiegają końca, a ja sama zapomniałam, że taki bohater powinien się jeszcze w tej książce pojawić. 

Autorka wplata w historię istoty zaczerpnięte z wierzeń germańskich, które zwane są niksami. Wytłumaczenie niektórych zdolności tzw. niksów jest trochę nieudolne, jakby napisane niedbale, tylko po to, aby w jakiś sposób te zdolności wytłumaczyć, żeby czytelnik nie pomyślał sobie, że wszystko dzieje się… „bo tak”.  W książce jest ich jednak niewiele, a przez jej połowę można nawet pomyśleć, że „Morza szept” nie ma nic wspólnego z fantastyką i nie będzie w niej żadnych istot mitologicznych. Pokrótce: nie za wiele się dzieje. 

Czy polecam? Niespecjalnie, osobiście troszkę żałuję wypożyczenia tej powieści z biblioteki, mogłam nie zwracać na nią uwagi i nie odkładać na jej rzecz znacznie ciekawszej biografii Phila Collinsa. Jeżeli ktoś mimo wszystko planuje przeczytanie tej książki i przekonanie się na własnej skórze o jej wartości (według mnie jest to zawsze najlepsze wyjście), to w takim razie proponuję nie nastawiać się na coś porywającego czy zapierającego dech w piersiach. Równie dobrze można sięgnąć po pierwszy lepszy paranormal i nie wiem, czy czasem nie na jedno wyjdzie. 

Ocena: 4/10
Wyzwania: Czytam fantastykę.

Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger