Od przeczytania przeze mnie pierwszej części trylogii Carrie Ryan minęło w zasadzie całkiem dużo czasu, bo nieco więcej niż rok, dlatego jestem ogromnie zaskoczona jak dobrze zapamiętałam wydarzenia z „Lasu Zębów i Rąk”. Krok po kroku potrafiłam odtworzyć je podczas czytania tej książki, dopasowując do konkretnych momentów i wspomnień Mary, dlatego myślę, że w doskonały sposób przemawia to za wartością pierwszego tomu, kiedy to czasami już po miesiącu w niektórych przypadkach jedynie mgliście potrafię przypomnieć sobie najważniejsze wydarzenia. „Śmiercionośne fale” nie tylko pobudziły moje wspomnienia, ale zagwarantowały także ogromną dawkę emocji i niezapomnianych wrażeń.
Ponownie przenosimy się do mrocznego i brutalnego świata opanowanego przez Nieuświęconych. Główną bohaterką jest Gabrielle, która wraz z matką Mary - poznaną już w pierwszym tomie - mieszka w nadmorskim miasteczki nazwanym Vista. Pewnego dnia wraz z przyjaciółmi postanawia przekroczyć Barierę, co okazuje się być tragiczne w skutkach. Część jej przyjaciół ginie, pozostali zostają uwięzieni z zamiarem poddania ich surowej karze. Gabrielle dręczą wyrzuty sumienia, jednak pomimo strachu będzie musiała dokonać trudnych wyborów i podjąć decyzje, od których może zależeć jej życie. Dlatego też wyrusza do Lasu Zębów i Rąk aby dowiedzieć się kim naprawdę jest i poznać swoją przeszłość.
Starałam się opisać tę książkę w sposób jak najbardziej ogólnikowy, ponieważ jedno słowo za dużo i mogłabym zdradzić wam bardzo istotny element fabuły, który mógłby okazać się niezłym spoilerem, a jestem pewna, że wielu z was jeszcze tej książki nie przeczytało. Równie niewiele mówiący i pozbawiony większych szczegółów opis na okładce może zagwarantować momenty największego zaskoczenia podczas czytania tej lektury, ponieważ mamy tak naprawdę słaby zarys tego co się wydarzy, na całą resztę detali nie jesteśmy przygotowani i nie mogę napisać, żebym miała coś przeciwko temu. Autorka przygotowała dla czytelników sporo zaskakujących momentów, dzięki którym nikt podczas czytania tej książki nie powinien się nudzić.
Pomimo tego że chwil zaskoczenia jest sporo to z akcją bywa różnie. Już na samym początku wydarzenia uderzają wręcz w czytelnika, akcja rozpoczyna się od pierwszych stron, a autorka nie traci czasu na niepotrzebne wprowadzenie, dzięki czemu już pierwsze kartki sprawiają, że bez problemu można wgryźć się w tę historię. Niestety w pewnym momencie akcja trochę zamiera i do połowy toczy się raczej powolnym torem, wówczas więcej jest przemyśleń bohaterki, jej odczuć i tego, co kłębi się na dnie jej serca i umysłu niż prawdziwej, zachwycającej akcji. Na szczęście tak jest tylko do połowy książki, później akcja przybiera tempa i wydarzenia toczą się znacznie szybciej, w zachwycający sposób.
Ponownie zanurzenie się w tym mrocznym, przerażającym i nieco depresyjnym świecie było fantastycznym doświadczeniem, które zapewniło mi kilka godzin zapierającej dech w piersiach rozrywki. Kolejny raz miałam okazję posmakować fantastycznego, plastycznego języka autorki, która maluje nim obrazy niczym najwybitniejszy malarz pędzlem na płótnie i mam wrażenie, jakby nie sprawiało jej to żadnego wysiłku. Opisy miejsc czy obiektów nie są przecież długie, a ja i tak miałam wrażenie, jakby Carrie Ryan przedstawiła mi określone miejsce czy rzecz pod każdym kątem i w każdy możliwy sposób.
Nie pochłonął mnie za to wątek miłosny, być może dlatego, że nie potrafiłam zżyć się z bohaterami aż tak bardzo jak miało to miejsce podczas czytania poprzedniej części. Zapewne wiąże się to z tym, że od samego początku do końca czytania tej lektury pozostawałam pod wpływem wydarzeń z „Lasu Zębów i Rąk”, chociaż zapewne tak naprawdę nigdy się od nich nie uwolniłam. Zamiast skupić się na obecnie czytanych przeze mnie fragmentach, ja na nowo wspominałam sytuacje z pierwszego tomu, po raz kolejny również przeżywałam odejście ukochanych bohaterów i najbardziej bolesne momenty. Dlatego też niewątpliwym faktem jest, że w porównaniu z „Śmiercionośnymi falami” to właśnie „Las Zębów i Rąk” bardziej mną wstrząsnął.
Druga część tej trylogii spodobała mi się naprawdę bardzo mocno i gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę kontynuację, jak i po poprzedni tom. Są to zdecydowanie jedne z lepszych antyutopii jakie miałam w swoich rękach. Pełne brutalności, ale także nadziei oraz istoty przyjaźni i miłości. Z całą pewnością przeczytanie tych książek nie jest czasem straconym, zagwarantować może jedynie w bardzo przyjemny sposób spędzone chwile.
Ocena: 8/10
Wyzwania: Czytam fantastykę.