5 grudnia 2013

Mechaniczny anioł, Cassandra Clare


Było tak, jak się tego spodziewałam. Pomimo, iż do przeczytania tej książki kompletnie mnie nie ciągnęło i zapoznanie się z nią odwlekałam z dnia na dzień coraz bardziej (co jest dziwne, bo „Dary Anioła” kocham miłością bezgraniczną i nie wyobrażam sobie życia bez znania tych książek) to gdy tylko zaczęłam ją czytać i miałam za sobą kilka pierwszych stron - wtedy oderwanie się od tej powieści graniczyło z cudem. „Mechanicznego anioła” kupiłam sobie zaraz po premierze i przypuszczam, że powodem, dla którego zwlekałam z przeczytaniem tej książki było to, że bałam się, iż nie spodoba mi się ona w tak dużym stopniu jak wcześniejsze książki opowiadające o przygodach Nocnych Łowców. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że ciężko byłoby mi się pogodzić z faktem, że „Diabelskie Maszyny” nie powalają na kolana, choć nikt nie powiedział, że wszystkie książki Cassandry Clare muszą przypaść mi do gustu.

Trylogia „Diabelskie Maszyny” to prequel „Darów Anioła”. Główną bohaterką jest Tessa Gray, która przybywa do Anglii, aby spotkać się z bratem, Nathanielem, będącym jej jedyną żyjącą rodziną. Niestety zaraz po przybyciu do kraju sprawy zaczynają się coraz bardziej komplikować, Tessa spotyka na swojej drodze Nocnych Łowców, którzy są jedynymi osobami mogącymi jej pomóc, gdy okazuje się, że ona i jej brat znaleźli się w nienajciekawszej sytuacji.

Gdybym wiedziała wcześniej, że ta książka tak bardzo przypadnie mi do gustu to od razu zaopatrzyłabym się w drugi tom i przywiozła go ze sobą do Łodzi, żebym mogła z miejsca zabrać się za jego czytanie. „Mechaniczny anioł” co prawda nie pozostawił po sobie żadnego niedosytu, jednak nieco słabe zakończenie (słabe, ponieważ nie wstrząsnęło mną za bardzo) sprawiło, że mam ochotę sięgnąć po „Mechanicznego księcia” także z tego powodu, aby uzupełnić braki pozostałe po pierwszym tomie. Słodko-gorzki posmak zakończenia tej powieści jednakże bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ autorka nie postawiła na czysty happy end, którego też nie jestem zbyt wielką fanką. Kończąc kwestię zakończenia, chciałabym jeszcze dodać, iż zapowiada ono naprawdę fantastyczny rozwój sytuacji w kolejnej części tej trylogii.

- Niektóre z tych książek gryzą. Lepiej być ostrożnym.
- Zawsze trzeba być ostrożnym z książkami - stwierdziła Tessa. - I z tym, co w nich jest, bo słowa mają moc zmieniania ludzi.

Jednym z największych atutów w przypadku tej książki jest bez dwóch zdań umiejscowienie akcji. Epoka wiktoriańska to mój ulubiony okres w historii dziejów świata i nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek miało się to zmienić. Do tego dochodzi Anglia, w której nigdy nie byłam, a której zobaczenie jest moim marzeniem od wielu, wielu lat. Niektórzy twierdzą, że jest to miejsce jak każde inne, w dodatku ponure i deszczowe (co jest oczywiste), co dla mnie jest dużym plusem przemawiającym za odwiedzeniem tego miasta (może to dziwne, ale uwielbiam deszczowe dni). Co prawda w książce Cassandry Clare Anglia nie ma takiego przytłaczającego klimatu, ale jest na swój sposób cudowna i dzięki temu jestem w stanie też napisać, iż nie mogę się doczekać przeczytania kontynuacji tej powieści także z tego powodu, aby po prostu powrócić do tego czarującego na swój sposób, klimatycznego, wiktoriańskiego miejsca.

Podobno sama Cassandra wypowiedziała się na temat podobieństw i różnic pomiędzy Willem a Jacem, czego jednak jeszcze nie czytałam, aby uniknąć ewentualnych spoilerów dotyczących „Mechanicznego księcia”. Dlaczego o tym wspominam? Ano z tego powodu, że obaj bohaterowie wydali mi się tak łudząco do siebie podobni, iż gdyby nie różne imiona nie widziałabym między nimi żadnej różnicy. Piszę to całkiem szczerze, dodam nawet, że jestem tym w pewien sposób zawiedziona. Wolałabym, żeby różnice między nimi były trochę bardziej zarysowane, ponieważ mam wrażenie, jakby Will był - ni mniej, ni więcej - tylko nieudolną kopią Jace'a, którego postać i tak szybko przestała robić na mnie wrażenia. Mam dużą nadzieję, że odczucie to minie po przeczytaniu drugiej części tej trylogii, a Will - raz doprowadzający do szału i sprawiający, że ma się ochotę udusić go gołymi rękoma, innym razem zaś uroczy niczym mały kociak - wywrze na mnie pozytywniejsze wrażenie.

Mogłam przeciągać czytanie tej książki. Udawać, że mam coś ważnego do zrobienia, ale zerkać na nią kątem oka. Chwilami utrzymywać dystans, a w innych momentach rzucać się na nią z wilczym apetytem i zaczytywać bez opamiętania. Przedłużać tę przyjemność do granic możliwości, aż w końcu przewrócona zostanie ostatnia kartka, oznaczająca koniec historii. To, że „Mechanicznego anioła” czyta się (pożera) tak szybko jest plusem i minusem jednocześnie. Czy polecam tę książkę? A pewnie! Nie śmiałabym inaczej.

Ocena: 9/10
Wyzwanie: Czytam fantastykę.
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger