2 grudnia 2013

Wiking. Dziecko Odyna, Tim Severin

„Wiking. Dziecko Odyna” to pierwsza powieść opowiadająca o wikingach, z którą miałam do czynienia, nie licząc niewiele znaczącego wątku w jednej z książek przeczytanej wiele lat temu. Jak do tej pory spotykałam się jedynie z filmami o takiej tematyce, które rozbudziły mój apetyt na poznanie książkowych przygód tych skandynawskich wojowników, jednak z niewiadomego powodu nigdy nie pokusiłam się o żadną tego typu książkę. Gdy spotkałam się z okazją przeczytania pierwszego tomu trylogii Tima Severina nie wahałam się ani chwili - i była to jedna z najlepszych decyzji, jaką w ostatnim czasie podjęłam, ponieważ „Wiking” okazał się porywającą, pełną przygód lekturą, którą przez długi czas będę miło wspominać. 

Trylogia „Wiking” przedstawia losy Thorgilsa Leiffsona w 1001 roku, syna Leifa Szczęściarza i Thorgunny. Bohater, odziedziczywszy po matce dar jasnowidzenia zostaje odesłany przez nią ojcu - trafia na Grenlandię, gdzie zostaje wychowany pod opiekę Gudrid. Tam uczy się o starych obyczajach, poznaje religię Starych Bogów, dowiaduje się o nadejściu Białego Chrysta oraz - podążając śladami podziwianego przez niego Odyna - daje porwać się wędrówce obfitującej w niezwykłą dawkę przygód i całkiem nowych doświadczeń.


Głównym powodem tego, dlaczego jestem tą książką oczarowana w aż takim stopniu, jest fakt, że w pewien sposób bardzo przypomina mi ona o baśniach, które czytałam i które były mi czytane w dzieciństwie. Nie były one co prawda w takim stopniu (w niektórych momentach) brutalne i rzeczywiste co powieść Severina, ale podczas czytania „Wikinga” czułam się tak, jakbym cofnęła się kilkanaście lat wstecz, kiedy to dopiero poznawałam swoje pierwsze baśnie i odkrywałam ich niezapomnianą magię. Ten oszałamiający powiew przygody, skandynawskie lądy i niepowtarzalny, rzeźki klimat to coś, co zawróciło mi w głowie już od pierwszych stron.

Kolejnym atutem tej książki jest bardzo przyjemna narracja w formie spisanych wspomnień, dzięki czemu z łatwością można poczuć więź łączącą czytelnika z bohaterem, ponieważ - o tym szczerze zapewniam - nie sposób nie poczuć do niego choć cienia sympatii. Język autora jest przyjemny i prosty, aczkolwiek nie banalny, w pewien sposób to on sprawia, że książka posiada ten niezwykły klimat, o którym wcześniej wspomniałam, a jednocześnie dzięki niemu oderwanie się od tej staje się praktycznie niemożliwe. Oczywiście czytając tego typu książkę, opowiadającą o ekscytujących przygodach naturalnym jest oczekiwanie na ciekawe i interesujące opisy nowych miejsc - także ich nie zabrakło, opisy były nieprzesadzone i wyczerpujące.

Nie mam innego wyjścia jak tylko polecić tę książkę wszystkim poszukiwaczom przygód, którzy lubią lekkie, porywające i pozwalające zapomnieć o całym otaczającym świecie powieści. Z całą pewnością sięgnę po kolejne części przygód Thorgilsa, a także po inne książki Severina, gdyż nie wątpię, że są napisane w równie ciekawy i wciągający sposób.

Ocena: 9,5/10
Wyzwanie: Czytam fantastykę.
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger