4 lutego 2014

Ciepłe ciała, Isaac Marion

Próbuję sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek wcześniej miałam możliwość przeczytania jakiejkolwiek książki opowiadającej o zombie i wychodzi na to, że „Ciepłe ciała” to pierwsza powieść o tej tematyce, z którą się zapoznałam. Uważam, że pierwsza książka z danej tematyki powinna w miarę możliwości jak najbardziej zachęcić do zapoznania się z innymi tytułami poruszającymi ten motyw - i pod tym względem książka ta spełniła swoje zadanie lepiej, niż mogłabym nawet przypuszczać.

R jest zombie i wraz z innymi swojego rodzaju zamieszkuje opuszczone lotnisko. Nie ma wspomnień, nie pamięta swojego imienia, pożera Żywych, aby zdobyć choć kawałeczek tego, kim kiedyś byli. Kiedy podczas jednej z wypraw w poszukiwaniu pożywienia R poznaje Julie - z jakiegoś powodu postanawia ocalić ją przed śmiercią i zabiera wraz ze sobą. Julie jest żywą nastolatką, w której żyłach krąży krew, a jednak R zaczyna czuć do niej coś, czego nie odczuwał nigdy wcześniej - i być może właśnie to uczucie będzie mogło zmienić bieg całej, przerażającej historii, jaka spotkała ludzkość.

„Mój przyjaciel, M, mówi, że ironia bycia zombie wynika z tego, że wszystko jest zabawne, ale nie możesz się uśmiechać, bo zgniły ci wargi”.

Czytanie historii z punktu widzenia kogoś, kto - jakby nie było - jest martwą istotą było fantastycznym doświadczeniem. R może i nie jest człowiekiem, ale jego narracja, jego myśli, odczucia i przemyślenia, którymi dzielił się z czytelnikiem - wszystko to było niezwykle unikalne. Gdyby nie fakt, że R naprawdę jest zombie, można by pomyśleć, że ma się do czynienia z trzeźwo myślącym człowiekiem, który nie kieruje się instynktem potwora, jakim w gruncie rzeczy był R. Język autora jest tutaj naprawdę zachwycający, a to, co Isaac Marion przedstawił na kartach swojej powieści za pomocą narracji głównego bohatera jest pełne głębii, nie raz nawet melancholii, nostalgii i smutku. Czytanie tej książki było kompletnym oderwaniem się od rzeczywistości i znalezieniem w świecie, w którym nie miałam nawet pojęcia, że mógłby istnieć.

Isaac Marion stworzył świat pełen brudu, przemocy, w którym nadzieja jest uczuciem czy może zjawiskiem uprzywilejowanym, na co nie wszyscy mogą sobie pozwolić. W wielu momentach pojawiające się turpistyczne sceny budzą odrazę, nie przeważają jednak w tej powieści. Po spotkaniu R i Julie - jak można się domyślić - wątek romantyczny zaczyna przodować w tej historii, ukazany jest jednak w sposób subtelny i bardzo naturalny, oczywiście na tyle, na ile można tego wymagać od relacji pomiędzy zombie a żywą nastolatką.

„Myślę, że przez stulecia sami się zniszczyliśmy. Pogrzebaliśmy się pod chciwością, nienawiścią i każdym innym grzechem, który można sobie wyobrazić, aż nasze dusze wreszcie spadły na najniższy możliwy stopień we wszechświecie. A potem wydrapały sobie w nim dziurę prowadzącą do jakiegoś... ciemnego miejsca”.

„Ciepłe ciała” to naprawdę piękna historia o miłości silniejszej niż uprzedzenia i pierwotne instynkty. To opowieść o świecie, po którym zostały już tylko zgliszcza - ale czy aby na pewno? Czy na pewno nie ma już żadnej szansy na to, aby odbudować to, co jest ludziom najdroższe? A może te tlące się gdzieś głęboko w ludzkich sercach resztki nadziei wystarczą, aby odzyskać to, co kiedyś zostało utracone? Nigdy nie sądziłam, że książka ta mogłaby aż tak przypaść mi do gustu i dlatego jestem z niej naprawdę zadowolona. To fantastyczna, wartościowa historia, którą gorąco polecam. 

Ocena: 9/10
Wyzwania: Czytam fantastykę.

Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger