Eric Kripke powinien mi zapłacić niemożliwie wielką sumę za wszelkie uszkodzenia na mojej psychice, których doświadczyłam podczas wszystkich 9 sezonów tego serialu. Za wszystkie łzy, które wylałam, za poobgryzane do krwi paznokcie, za odsuwanie się na jak największą odległość od ekranu podczas oglądania poszczególnych odcinków (klauny! wendigo! Krwawa Mary!), za wszystkie głupie myśli, które przychodziły mi później do głowy i które o mało nie sprawiły, że nie sfiksowałam do końca (do tej pory nie wiem, jakim cudem do tego nie doszło). Supernatural oglądam od jakichś 6 lat i przez te wszystkie lata nie spotkałam jeszcze tak genialnie wyprodukowanego serialu, równie poruszającego, trzymającego w napięciu - takiego, który równie mocno grałby na moich emocjach.
Akcja rozpoczyna się w momencie, kiedy Sam i Dean są zaledwie dziećmi. Bracia żyją w spokojnej, amerykańskiej rodzinie w Kansas, kiedy tragedia niszczy cały ich spokój. Mary, matka Winchesterów ginie w tajemniczych okolicznościach, a jej mąż - John, który ucieka wraz z dziećmi poprzysięga, że odnajdzie tego, kto odebrał jej życie. Wiele lat później już dużo starszy Dean pojawia się przed drzwiami Sama z informacją, że ich ojciec zaginął i z prośbą, aby Sam - studiujący już prawo - pomógł mu go odszukać. Tak rozpoczyna się przygoda pełna niebezpieczeństw, walk z potworami, polowań na demony i przeróżne inne stworzenia, które z pozoru istniały jedynie w dziecięcych koszmarach.
Chciałabym zaznaczyć, że z żadnym serialem nie łączy mnie tyle, co właśnie z Supernatural. Pomimo tego, że ma on swoje wzloty i upadki, bo oczywiście niemożliwym jest bycie idealnym przez absolutnie cały czas, to mimo wszystko zawsze będzie on najgenialniejszym serialem na świecie. Spędziłam z nim ok. 6 lat, a wówczas i ja przeżywałam swoje najgorsze i najlepsze chwile, w których oczywiście towarzyszyło mi Supernatural, dlatego też jestem do niego aż tak przywiązana. A teraz choćbym chciała to nie mogłabym przestać go oglądać, ponieważ niejako stało się to moją rutyną.
Serial ten ma tak dużo atutów, że nawet nie wiem, od którego powinnam zacząć. Wspomnę może o fabule, która jest fantastyczna, jednak zdecydowanie nie nadaje się na samotne noce w ciemnym pokoju - chyba, że z tuzinem miśków do towarzystwa. Szczególnie pierwszy sezon, który jest dosyć wyjątkowy, zwłaszcza patrząc przez pryzmat kolejnych. W pierwszym sezonie można zauważyć, że każdy odcinek jest inny, w każdym kolejnym odcinku pojawia się inne monstrum, które bracia muszą pokonać i tak naprawdę ciężko przewidzieć, co spotka widza w kolejnym epizodzie. To właśnie ten sezon sprawił, że najbardziej się bałam, tym bardziej, że musiałam stanąć oko w oko z moim największym wrogiem: z klaunem. To dosyć absurdalne, tym bardziej, że pojawiają się tutaj znacznie gorsze potwory, niektóre z nich naprawdę przerażające, śniące się później po nocach.
Biorąc pod uwagę fakt, że pierwszy sezon to w zasadzie każdy odcinek opowiadający o czymś innym i epizody te połączone są jedynie jakąś delikatną nicią podobieństwa to tak naprawdę nie da się mówić o fantastycznie łączących się wątkach. Dopiero w kolejnym sezonie (oraz oczywiście w następnych) można zauważyć nawiązania do wcześniejszej akcji, niektóre wydarzenia przeciągają się na jeden niż więcej odcinek, dzięki czemu niemożliwe jest przerwanie oglądania tego serialu, dopóki nie pozna się rozwikłania tej i innych sytuacji. Wątki łączą się ze sobą, przeplatają, poznajemy nowych bohaterów, w których bardzo szybko można się zakochać. Pierwszy sezon jest jednak cudowny i choć nie jest moim ulubieńcem, to właśnie fakt, że każdy odcinek opowiada inną tak jakby historię sprawia, że jest dla mnie w pewien sposób wyjątkowy.
Ogromnym plusem tego serialu jest gra aktorska - szczególnie aktorów, którzy wcielają się w główne postacie. Jensen Ackles (Dean) oraz Jared Padalecki (Sam) są niesamowici, od pierwszych odcinków można zauważyć, że grają z prawdziwą pasją, z wyczuciem i niemożliwym zaangażowaniem. Dzięki nim ci dwaj bohaterzy sprawiają wrażenie wręcz realnych postaci - jakby w każdej chwili można było zauważyć zza swojego okna jadącą drogą Impalę a w niej tę właśnie dwójkę facetów. Nie wobrażam sobie innych aktorów w tej roli, tym bardziej absurdalne wydaje mi się to, że początkowo to Jensen miał grać Sama, a Jared - Deana. Nie, nie mieści mi się to w głowie.
Supernatural gra na emocjach widza i wręcz podskakuje z radości, gdy łamie mu serce. Choć bohaterowie są cudowni, to mają jednak smutną tendencję do umierania lub znikania z serialu w jakikolwiek inny sposób. To okropne, bo praktycznie większość moich ukochanych postaci już dawno pożegnała się z tym serialem, a ich powrót nie wydaje się możliwy (choć nigdy nie wiadomo, to kolejna cecha tego serialu). Mamy tutaj sceny niemożliwie wręcz dramatyczne, wyciskające łzy z oczu, sceny tak zabawne, że nie można się powstrzymać od śmiania się na głos oraz sceny zapierające dech w piersiach. Poruszające, wywołujące dziwną nerwowość i napięcie. Supernatural tak naprawdę wywołuje całą gamę emocji, nie będę tego ukrywać.
Co najlepsze - ten serial jest niesamowitą skarbnicą cudownych piosenek z gatunku klasyki rocka, dzięki czemu fani tej muzyki zdecydowanie nie będą się nudzić. Soundtrack podkładany pod niektóre sceny jedynie wzmacnia ich wydźwięk, sprawia, że stają się bardziej epickie i takie... zabójcze. Co jak co, ale według mnie to właśnie rock najlepiej spisuje się w takich sytuacjach. Mamy tu również wiele odniesień do innych programów telewizyjnych, książek (jeden odcinek jest poświęcony serii „Zmierzch” Stephenie Meyer, co prawda nie w pozytywny sposób, ale najlepiej przekonajcie się o tym sami) czy po prostu rzeczy, które są obecnie na topie, jak chociażby Gra o tron czy (niestety) Igrzyska Śmierci.
Supernatural to na tyle zachwycający serial, że moim zdaniem każdy serialomaniak powinien się z nim zapoznać. Posmakować jego magii, przekonać się, jak fantastycznie skonstruowana jest relacja między braćmi, którzy są zdolni zrobić dla siebie wszystko i nawet nie wyobrażacie sobie, jak wielu poświęceń są w stanie dla siebie dokonać. To najlepsza braterska relacja jaką kiedykolwiek, gdziekolwiek widziałam. Dajcie się skusić, zapewniam Was, że warto. Ten serial zmienił we mnie niesamowicie dużo rzeczy, podarował mi także jedno: soundtrack mojego życia.
Akcja rozpoczyna się w momencie, kiedy Sam i Dean są zaledwie dziećmi. Bracia żyją w spokojnej, amerykańskiej rodzinie w Kansas, kiedy tragedia niszczy cały ich spokój. Mary, matka Winchesterów ginie w tajemniczych okolicznościach, a jej mąż - John, który ucieka wraz z dziećmi poprzysięga, że odnajdzie tego, kto odebrał jej życie. Wiele lat później już dużo starszy Dean pojawia się przed drzwiami Sama z informacją, że ich ojciec zaginął i z prośbą, aby Sam - studiujący już prawo - pomógł mu go odszukać. Tak rozpoczyna się przygoda pełna niebezpieczeństw, walk z potworami, polowań na demony i przeróżne inne stworzenia, które z pozoru istniały jedynie w dziecięcych koszmarach.
Chciałabym zaznaczyć, że z żadnym serialem nie łączy mnie tyle, co właśnie z Supernatural. Pomimo tego, że ma on swoje wzloty i upadki, bo oczywiście niemożliwym jest bycie idealnym przez absolutnie cały czas, to mimo wszystko zawsze będzie on najgenialniejszym serialem na świecie. Spędziłam z nim ok. 6 lat, a wówczas i ja przeżywałam swoje najgorsze i najlepsze chwile, w których oczywiście towarzyszyło mi Supernatural, dlatego też jestem do niego aż tak przywiązana. A teraz choćbym chciała to nie mogłabym przestać go oglądać, ponieważ niejako stało się to moją rutyną.
Serial ten ma tak dużo atutów, że nawet nie wiem, od którego powinnam zacząć. Wspomnę może o fabule, która jest fantastyczna, jednak zdecydowanie nie nadaje się na samotne noce w ciemnym pokoju - chyba, że z tuzinem miśków do towarzystwa. Szczególnie pierwszy sezon, który jest dosyć wyjątkowy, zwłaszcza patrząc przez pryzmat kolejnych. W pierwszym sezonie można zauważyć, że każdy odcinek jest inny, w każdym kolejnym odcinku pojawia się inne monstrum, które bracia muszą pokonać i tak naprawdę ciężko przewidzieć, co spotka widza w kolejnym epizodzie. To właśnie ten sezon sprawił, że najbardziej się bałam, tym bardziej, że musiałam stanąć oko w oko z moim największym wrogiem: z klaunem. To dosyć absurdalne, tym bardziej, że pojawiają się tutaj znacznie gorsze potwory, niektóre z nich naprawdę przerażające, śniące się później po nocach.
Biorąc pod uwagę fakt, że pierwszy sezon to w zasadzie każdy odcinek opowiadający o czymś innym i epizody te połączone są jedynie jakąś delikatną nicią podobieństwa to tak naprawdę nie da się mówić o fantastycznie łączących się wątkach. Dopiero w kolejnym sezonie (oraz oczywiście w następnych) można zauważyć nawiązania do wcześniejszej akcji, niektóre wydarzenia przeciągają się na jeden niż więcej odcinek, dzięki czemu niemożliwe jest przerwanie oglądania tego serialu, dopóki nie pozna się rozwikłania tej i innych sytuacji. Wątki łączą się ze sobą, przeplatają, poznajemy nowych bohaterów, w których bardzo szybko można się zakochać. Pierwszy sezon jest jednak cudowny i choć nie jest moim ulubieńcem, to właśnie fakt, że każdy odcinek opowiada inną tak jakby historię sprawia, że jest dla mnie w pewien sposób wyjątkowy.
Ogromnym plusem tego serialu jest gra aktorska - szczególnie aktorów, którzy wcielają się w główne postacie. Jensen Ackles (Dean) oraz Jared Padalecki (Sam) są niesamowici, od pierwszych odcinków można zauważyć, że grają z prawdziwą pasją, z wyczuciem i niemożliwym zaangażowaniem. Dzięki nim ci dwaj bohaterzy sprawiają wrażenie wręcz realnych postaci - jakby w każdej chwili można było zauważyć zza swojego okna jadącą drogą Impalę a w niej tę właśnie dwójkę facetów. Nie wobrażam sobie innych aktorów w tej roli, tym bardziej absurdalne wydaje mi się to, że początkowo to Jensen miał grać Sama, a Jared - Deana. Nie, nie mieści mi się to w głowie.
Supernatural gra na emocjach widza i wręcz podskakuje z radości, gdy łamie mu serce. Choć bohaterowie są cudowni, to mają jednak smutną tendencję do umierania lub znikania z serialu w jakikolwiek inny sposób. To okropne, bo praktycznie większość moich ukochanych postaci już dawno pożegnała się z tym serialem, a ich powrót nie wydaje się możliwy (choć nigdy nie wiadomo, to kolejna cecha tego serialu). Mamy tutaj sceny niemożliwie wręcz dramatyczne, wyciskające łzy z oczu, sceny tak zabawne, że nie można się powstrzymać od śmiania się na głos oraz sceny zapierające dech w piersiach. Poruszające, wywołujące dziwną nerwowość i napięcie. Supernatural tak naprawdę wywołuje całą gamę emocji, nie będę tego ukrywać.
Co najlepsze - ten serial jest niesamowitą skarbnicą cudownych piosenek z gatunku klasyki rocka, dzięki czemu fani tej muzyki zdecydowanie nie będą się nudzić. Soundtrack podkładany pod niektóre sceny jedynie wzmacnia ich wydźwięk, sprawia, że stają się bardziej epickie i takie... zabójcze. Co jak co, ale według mnie to właśnie rock najlepiej spisuje się w takich sytuacjach. Mamy tu również wiele odniesień do innych programów telewizyjnych, książek (jeden odcinek jest poświęcony serii „Zmierzch” Stephenie Meyer, co prawda nie w pozytywny sposób, ale najlepiej przekonajcie się o tym sami) czy po prostu rzeczy, które są obecnie na topie, jak chociażby Gra o tron czy (niestety) Igrzyska Śmierci.
Supernatural to na tyle zachwycający serial, że moim zdaniem każdy serialomaniak powinien się z nim zapoznać. Posmakować jego magii, przekonać się, jak fantastycznie skonstruowana jest relacja między braćmi, którzy są zdolni zrobić dla siebie wszystko i nawet nie wyobrażacie sobie, jak wielu poświęceń są w stanie dla siebie dokonać. To najlepsza braterska relacja jaką kiedykolwiek, gdziekolwiek widziałam. Dajcie się skusić, zapewniam Was, że warto. Ten serial zmienił we mnie niesamowicie dużo rzeczy, podarował mi także jedno: soundtrack mojego życia.