13 czerwca 2014

Rywalki, Kiera Cass

Jakże jestem zadowolona z tej książki to chyba nawet nie jesteście w stanie sobie tego wyobrazić! Ogromny kamień spadł mi z serca, ponieważ zainteresowałam się tą książką jeszcze przed informacją o polskiej premierze, za sprawą amerykańskich czytelników, a niezbyt pochlebne w większości opinie o tej powieści zasiały we mnie ziarno zwątpienia. Ziarenko to nie wykiełkowało na szczęście na tyle, aby się do tej książki zniechęcić, co więcej - w momencie, gdy powinnam uczyć się na zaliczeniowe kolokwium ze znienawidzonego przeze mnie przedmiotu zabrałam się za czytanie tej książki, gdyż w tym przypadku ciekawość była znacznie silniejsza od zdrowego rozsądku podpowiadającego wetknięcie nosa w notatki. Przecież dobrze wiecie - po co się uczyć, skoro można przeczytać książkę, prawda? Prawda.

America jest jedną z trzydziestu pięciu dziewcząt, które zostały wybrane do udziału w Eliminacjach, mając szansę na zostanie księżniczką i poślubienie Maxona, syna rodziny królewskiej. Wbrew pozorom America wcale nie pragnie korony, a na udział w Eliminacjach zdecydowała się z zupełnie innego, choć równie ważnego dla siebie powodu, pomimo tego, iż oznaczało to rozstanie z Aspenem, jej sekretną miłością. Przypuszczenia dziewczyny wobec Maxona nie spełniają się i choć America jest już całkowicie zakochana w jednym chłopcu - chcąc czy nie chcąc zaczyna odczuwać względem Maxona coś, czego wcale nie pragnie.

Przysięgam, pewnego dnia te wszystkie trójkąty w książkach doprowadzą mnie do szaleństwa! Gdyby jeszcze „Rywalki” były książką słabą to mogłabym to znieść, poradziłabym sobie z rosnącą frustracją, być może nawet nie przejęłabym się tym, że uczucia głównej bohaterki znów są podzielone pomiędzy dwójkę chłopaków. Niestety (albo i stety, sama już nie wiem), powieść Kiery Cass jest fantastyczna, niesamowicie wciągająca i niepozwalająca się od siebie oderwać ani na sekundę! Gdy zaczęłam ją czytać kilka dni temu, wieczorem, od razu wiedziałam, że książka ta zwiastuje kłopoty. I tak też się stało, po jej odłożeniu nie mogłam przestać myśleć o tej historii, a następnego dnia rano natychmiast zabrałam się za dokończenie opowieści, z całych sił starałam się dawkować sobie tę książkę, aby nie zakończyć jej zbyt szybko, jednak była to z góry przegrana walka z wiatrakami - pochłonęłam „Rywalki” w zatrważającym tempie i czuję, że długo nie wytrzymam bez drugiej części.

Pomimo tego, że ta książka jest naprawdę świetna, to i tak posiada kilka minusów, o których nie mogę nie wspomnieć. Nie są one na tyle rażące, żeby zniechęcić mnie do przeczytania dalszych części czy do zmiany zdania o tej powieści, aczkolwiek nie sposób ich nie zauważyć w trakcie czytania tej książki. Istotnym problemem w tej powieści jest dla mnie główna bohaterka - nigdy nie sądziłam, że jakąkolwiek postać mogłabym określić tym mianem, niestety jednak stało się. America to niesamowicie irytująca dziewczyna, całkowicie bierna w swoich działaniach, a jej niezdecydowanie w wielu momentach działało mi na nerwy. Oczywiście niczego innego nie można się spodziewać po trójkącie romantycznym, fakty jednak pozostają faktami, a America, której na początku byłam bardzo przychylna, to po dołączeniu do Eliminacji szybko stała się po prostu... odpychająca. Pokuszę się nawet o napisanie, iż mam wrażenie, jakby bawiła się ona uczuciami obu chłopaków i choć sama jest niezwykle niezdecydowana w temacie uczuć, to jej zwodzenie Maxona i Aspena jest niezwykle frustrujące!

Drugim aspektem w kwestii minusów, jest sam fakt, że niemalże wszystko w tej książce układa się po prostu zbyt idealnie. Akcja i wydarzenia suną tak gładko, jakbym naprawdę czytała baśń, w której wszyscy żyją długo i szczęśliwie, każda rzecz układa się po myśli głównej bohaterki, która prawie w ogóle nie spotyka kłód pod swoimi nogami. Jestem jednak pewna, że w kolejnej części akcja się skomplikuje, gdyż nie uwierzę, żeby autorka planowała ciągnąć tę sielankę do samego końca i choćby z tego faktu nie mogę się doczekać przeczytania kolejnej części.

Uciekając jednak od minusów - wszem i wobec ogłaszam, iż poznałam kolejną literacką miłość. I właśnie z tego powodu jestem tak sfrustrowana tą książką! Aspen to cudowny chłopak, oddany głównej bohaterce niczym wierny szczeniaczek, którego chciałoby się owinąć w ciepły kocyk, aby nie spotkało go nic złego, dlatego też bardzo denerwuje mnie to, iż America tak pogrywa sobie z jego uczuciami. Wyidealizowana postać Maxona aka księcia z bajki kompletnie do mnie nie przemówiła i jakże bym chciała, żeby autorka w jakiś sposób zdecydowała się skazić ten idealny wizerunek! Gwarantuję Wam, że podczas czytania tej książki będziecie równie sfrustrowani co ja, jednak w gruncie rzeczy mogę stwierdzić, że to dobra frustracja. Frustracja, która sprawia, że książka ta pozostaje w myślach na bardzo długi czas.

Kiera Cass stworzyła bardzo ciekawy, antyutopijny świat, w którym społeczeństwo podzielone jest na kilka kast. Jak się można domyślić, ci na najniższych szczeblach ledwo wiążą koniec z końcem, natomiast ci wyżej niemalże pławią się w luksusach i dostatku. Zawsze lubiłam takie podziały w książkach, wyraźnie zarysowane różnice w społeczeństwie, które nawet współcześnie są bardzo widoczne. Sama powieść, jak już wyżej wspomniałam, jest bardzo wciągającą lekturą, napisaną przyjemnym, lekkim językiem, posiadającą wartką akcję i bardzo zaskakujące wydarzenia (choć nie tak zaskakujące dla kogoś, kto w trakcie lektury nie mógł się powstrzymać, przeczytał opisy pozostałych dwóch części i okropnie zaspoilerował sobie całą historię... tak, to ja), które potrafią wbić czytelnika w fotel. Jestem naprawdę zadowolona z tej powieści, dlatego polecam ją każdemu, kto ma ochotę na coś lekkiego i odprężającego.

Ocena: 8,5/10
Wyzwanie: Czytam fantastykę.
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger