Ci, którzy mieli fantastyczne dzieciństwo z pewnością nie raz marzą o tym, żeby powrócić do tych pełnych beztroski chwil, które na zawsze zapadły im w pamięć. Ja również nie raz myślę o tym, że chciałabym cofnąć się w czasie i przeżyć jeszcze raz te cudowne momenty mojego dzieciństwa, podczas których byłam najszczęśliwsza. Nie raz zastanawiałam się nad tym, co powinnam zrobić, aby to uczucie powróciło, gdzie powinnam go szukać i chyba dzisiaj znalazłam odpowiedź na to pytanie. Wychodzi na to, że powinnam czytać serię „Percy Jackson i bogowie olimpijscy” oraz powracać do niej za każdym razem gdy chcę, aby ten klimat dzieciństwa znów mnie odwiedził. Najwyraźniej jest to najlepsza metoda.
Kiedy Grover pilnie wzywa swoich przyjaciół na pomoc, okazuje się, że na miejscu czeka na nich dwójka herosów nieznanego pochodzenia, którym grozi wielkie niebezpieczeństwo. Wkrótce później okazuje się, że Artemida tropiąca tajemniczego i bardzo groźnego potwora zdolnego zniszczyć Olimp zaginęła, a Kronos uknuł straszliwy plan, którego młodzi herosi mają być ofiarami. Bohaterowie po raz kolejny zmuszeni są stoczyć walkę z potęgą Olimpu, aby odnaleźć i uratować Artemidę przed śmiercią.
Wszystkie książki chciałabym czytać w takim tempie, w jakim przeczytałam właśnie tę powieść - wówczas nie miałabym absolutnie żadnego problemu z zaległościami. Z „Klątwą Tytana” rozprawiłam się zaledwie w kilka godzin, nie musiałam jej czytać nawet przez jeden dzień, aby dotrzeć do ostatniej strony, co tylko potwierdza fakt, jak błyskawicznie czyta się tę lekturę. Jest ona najbardziej wciągającą powieścią, z jaką ostatnio miałam do czynienia i gdy porwała mnie ona już od pierwszej strony, to nie wypuściła ze swoich objęć do momentu, w którym mogłabym z czystym sumieniem odłożyć na półkę, przeczytaną w całości. Duży wpływ na to miał fakt, iż już na pierwszych kartkach pojawia się akcja, która porywa czytelnika niczym rollercoaster i pozwala mu trwać w tej zwariowanej przejażdżce aż do ostatniej strony.
„Klątwa Tytana” to stanowczy koniec beztroski ze strony autora - i to cieszy mnie najbardziej. W poprzednich częściach tej serii mogliśmy zaobserwować powroty bohaterów, których - wydawałoby się - nigdy już nie ujrzymy, były one jednak stałym elementem pierwszej i drugiej części. W tej natomiast pożegnania są trwałe i nieodwołalne, a jednocześnie pełne łez i smutku. Dalej jest śmiech, przezabawne wypowiedzi niektórych bohaterów, ale jednak świat, w którym żyją ci bohaterowie to także śmierć i autor doskonale to w tym tomie podkreślił.
Książka ta to także pełna przygód i wrażeń historia, jednak w porównaniu z jej poprzedniczkami tajemnic do rozwiązania jest znacznie więcej i są one znacznie bardziej skomplikowane. Ciężko się domyślić, z czym bohaterowie spotkają się za chwilę, zawsze pozostaje ten fantastyczny element zaskoczenia, który niezmiennie zachwyca mnie w książkach tego autora. Na nowo spotykamy się również z przyjemnym, młodzieżowym językiem, trochę może nawet „luzackim”, ale żebyście nie mylili go czasem z prostactwem, bo tego w tych książkach zdecydowanie się nie doświadczy. To już trzecia książka z tej serii, a ja po raz trzeci z rzędu jestem nią bezsprzecznie zachwycona - oby tak dalej, panie Riordan, oby tak dalej.
Ocena: 10/10