1 sierpnia 2014

Podziemna wojna. Genoboty, T.C. McCarthy

Czytanie o wojnie nigdy nie stanie się dla mnie przyjemnością czy rozrywką, samo myślenie o tej tematyce w ten sposób jest absurdem i myślę, że wiele osób wraz ze mną może się pod tymi słowami podpisać. Tematyka wojenna jest mi raczej obca, przyznam szczerze, że sięgam po nią bardzo rzadko i bardzo niechętnie, ponieważ negatywne myśli, które nachodzą mnie po odłożeniu takiej powieści na półkę, dręczą mnie i nie chcą opuścić przez bardzo długi czas. Lektury te traktuję jako odskocznię od czegoś lekkiego w nieco cięższe, poważniejsze tematy, z tego też powodu zdecydowałam się na przeczytanie „Podziemnej wojny” - czy było warto? 

Oscar Wendell jest sławnym reporterem pracującym dla „Stars and Stripes”, który trafia w sam środek walki pomiędzy Ameryką a Rosją w kopalniach w Kazachstanie, aby sporządzić reportaż. Wojna jednak szybko staje się jego uzależnieniem, narkotykiem, od którego nie jest w stanie się uwolnić, zwłaszcza wtedy, gdy odkrywa, że w podziemiach znajdują się genetycznie zmodyfikowane istoty zwane genobotami. To śmiertelnie niebezpieczni żołnierze, których jedynym celem jest niesienie śmierci, fascynujący i przerażający jednocześnie.

Czytając tę książkę nie raz musiałam zbierać swoją szczękę z podłogi, ujmując to kolokwialnie, ponieważ brutalność i bezwzględność zawarta w tej historii dosyć mocno mnie szokowała. Czego się jednak spodziewać po tego typu lekturze, prawda? Fakt faktem jednak, że autor doskonale przedstawił to, jaki wpływ wojna ma na człowieka, jak bardzo pod jej wpływem zmienia się postrzeganie świata, jak wielkiej zmianie ulega system wartości i jak ciężko jest później powrócić na łono społeczeństwa. To niewyobrażalne, jak wiele lat trzeba poświęcić na to, aby móc później w miarę normalnie funkcjonować, choć powrót do dokładnie tego, co było wcześniej, nie jest niestety w 100% możliwy. T.C. McCarthy w naprawdę mistrzowski sposób przedstawił zniszczenia wywołane konfliktem wojennym, nie tylko te fizyczne, widoczne gołym okiem, ale również, lub nawet przede wszystkim te wewnątrz, które nie tak łatwo uśmierzyć. 

Na całym piętrze panowała cisza. Zwykle dziewczyny czekały na nas, stały w klatkach, ale tego dnia żadna się nie poruszyła, ponieważ wszystkie, cała setka, zwisały bezwładnie z pętli, które zrobiły sobie z koców. Dziewczyny musiały wstać. Ich stopy dotykały podłogi, co świadczyło o chorej determinacji. Genoboty jednak coś widziały, miały wspólną wizję, która skłoniła je do zaplanowania samobójstwa, bo „po prostu już nie było warto”.

Czuję się źle z myślą, że jest to według mnie jedyny plus tej historii, ponieważ w gruncie rzeczy nie jestem w stanie napisać, że książka ta przypadła mi do gustu. Prawda jest taka, że podeszłam do niej z entuzjazmem, oczekiwałam bardzo interesującej historii, a obiecujący początek niestety nie był w stanie mi tego zagwarantować. Bardzo szybko uległam znużeniu, czytałam tę powieść na siłę i naprawdę mocno zmuszałam się do dokończenia tej lektury, ponieważ niedokończenie jej nie wchodziło nawet w grę. Szczerze przyznaję, że dawno nie męczyłam się tak mocno z jakąkolwiek książką. Miałam wręcz wrażenie, że całość napisana jest w sposób dosyć chaotyczny, że łatwo jest się w tej powieści pogubić, co sprawiło, że książkę tę czytało mi się po prostu dosyć ciężko.

Nie potrafiłam także w jakiś sposób utożsamić się z bohaterem, czuć tego, co czuł Oscar Wendell, przeżywać nieszczęścia, które go spotykały. W zasadzie byłam wobec tego bohatera całkiem obojętna, czułam znacznie większy smutek z powodu drugoplanowych postaci, nie były to jednak takie uczucia, które mogłyby oznaczać, że bohaterowie ci stali mi się bliscy. „Podziemna wojna”, choć krótka, to jednak bardzo mi się dłużyła i niestety zdecydowanie mnie nie usatysfakcjonowała, dlatego też raczej nie sięgnę po kolejną część tej trylogii. 

Ocena: 5,5/10

4 komentarze:

  1. Hm... Mnie również wojenne książki w ogóle nie interesują... Jedynie "Złodziejka Książek" tutaj stanowi wyjątek od reguły, ale generalnie nie sięgam po tego typu powieści i... raczej w najbliższym czasie to się nie zmieni. O "Podziemnej wojnie" w ogóle nie słyszałam, ale jakoś specjalnie (szczególnie po twojej recenzji) nie mam na nią ochoty. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  2. Od czasu do czasu sięgam po książki, które mają związek z tematyką wojenną. Ale książka jest dla mnie zupełnie stracona, kiedy nie potrafię zrozumieć jej bohatera, motywów, według których postępuje i zasad nim kierujących.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam o tej książce. Właściwie to mam taką zasadę, że jeśli recenzja nie zrobi na mnie wrażenia lub nie wiem czegoś o danej powieści to jej najzwyczajniej w świecie nie kupię. Jeśli trafię w bibliotece lub odnajdę u kogoś na półce jest szansa, że może dam jej szansę... ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam o tej książce w ogóle, pewnie dlatego, że nie lubię książek o tematyce wojennej, bo to nie na moje siły, za bardzo mnie takie rzeczy dołują, podejrzewam, że nawet gdyby Twoja opinia na temat tej książki była bardzo pochlebna to nie zdecydowałabym się w przyszłości sięgnąć po nią, po prostu byś mnie nie przekonała za nic na świecie ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.