4 sierpnia 2014

Elita, Kiera Cass

Po przeczytaniu tej książki czułam się tak zmęczona, jakbym przebiegła maraton, a to... męczy mnie jeszcze bardziej. Jestem zmęczona głupotą głównej bohaterki, jej niezdecydowaniem i traktowaniem ludzi tak, jakby kompletnie nic nie znaczyły dla niej ich emocje; zmęczona Maxonem, bo o ile wcześniej nie miałam praktycznie powodów, żeby go nie lubić, to po przeczytaniu „Elity” nabrałam ich całkiem sporo; jestem zmęczona trójkątem miłosnym, który w wykonaniu Ameriki wyglądał jak odbijanie piłeczki pingpongowej (dlaczego? o tym za chwilę); i przede wszystkim jestem zmęczona tym, że przez ponad 300 stron czytałam historię, która jest w zasadzie... o niczym. 

Walka w Eliminacjach robi się coraz bardziej zacięta, zwłaszcza, że zamiast trzydziestu pięciu dziewcząt, teraz zostało ich zaledwie sześć. Uczucia Ameriki wobec Maxona stają się coraz silniejsze, co nie znaczy jednak, że relacja pomiędzy nimi jest łatwa, biorąc pod uwagę fakt, że w zamku, na stanowisku gwardzisty, pojawił się Aspen, którego America wciąż nie przestała kochać.

Ta książka powinna być przestrogą dla każdego, kto planuje wpleść w swoją powieść trójkąt miłosny, ponieważ tak marnej relacji pomiędzy trójką bohaterów dawno nie spotkałam. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak niesamowicie męczyło mnie czytanie o niezdecydowaniu głównej bohaterki, bawienie się uczuciami Aspena i Maxona, jakby nic kompletnie one dla niej nie znaczyły, bo pomimo tego, że tej drugiej postaci nie mogę wręcz znieść, to jest mi tego biednego chłopaka najzwyczajniej w świecie żal, że utknął z tak tragiczną dziewczyną, która najwyraźniej ma w głębokim poważaniu jego emocje. Niemożliwie denerwowało mnie to, że za każdym razem, gdy America złościła się na Maxona to w jednej chwili biegła w ramiona Aspena, żeby na nowo poczuć się wartościową, a gdy Maxon znów okazał jej serce - wówczas wracała ona do niego niczym piesek z podkulonym ogonem - i tak przez całą książkę, niczym gra w pingponga.

Nie to było jednak najgorsze, zdecydowanie najwięcej nerwów kosztowało mnie wysłuchiwanie rozpaczań głównej bohaterki, gdy Maxon choć na chwilę okazał zainteresowanie innymi uczestniczkami Eliminacji, a przecież - uwaga! uwaga! cóż za zaskoczenie! - taki jest ich cel, do diabła! To w końcu on ma podjąć decyzję, która z dziewczyn jest najlepszą kandydatką na żonę, która jest w stanie zapewnić mu szczęście. A jednak nie, odrobina zainteresowania okazana przez Maxona sprawiła, że America strzelała focha niczym mała dziewczynka, gdy tylko przyłapała go na rozmowie z inną kandydatką. Na litość boską, Maxon ma prawo związać z kimkolwiek tylko chce, choćby miała to być Celeste. Ba, a niech i się zwiąże nawet z Aspenem, jeżeli tylko ma ochotę i jeżeli to zapewni mu szczęście! Ktoś powinien porządnie Americą potrząsnąć, bo tak okropnej i działającej na nerwy postaci jeszcze nigdy w literaturze nie spotkałam. 

Cieszy mnie to, że autorka postanowiła trochę więcej miejsca poświęcić na kwestie polityczne i zwrócić uwagę na niedoskonałości Illei. Szkoda tylko, że były one tłem do „miłosnego dramatu” głównej bohaterki, jednak to właśnie ta kwestia sprawia, że widzę w tej trylogii naprawdę duży potencjał. Potencjał, który został zmarnowany taką a nie inną postacią i całkowitym skupieniem się na źle poprowadzonym trójkącie miłosnym, ponieważ do stworzenia świetnej książki wystarczyłaby większa ilość uwagi w stronę polityczno-społecznych kwestii oraz większa szczypta metaforyki, bo jeżeli America ma w jakiś sposób symbolizować wolność... jeżeli ma symbolizować cokolwiek, to ja niestety tego nigdzie nie widzę.

Jestem w szoku tym, jak źle odebrałam tę książkę, ponieważ o ile czytaliście moją recenzję „Rywalek”, to na pewno wiecie, że byłam szczerze z tej książki zadowolona. „Elita” niestety nie dostarczyła mi tak dużej ilości rozrywki, co prawda czytało mi się ją bardzo szybko, ponieważ dzięki nieskomplikowanemu, bardzo prostemu językowi płynęłam przez tę powieść jak szalona, to jednak nie wystarczy to, żeby ocenić tę książkę pozytywnie. Fakt faktem jednak, że było kilka momentów, które czytało mi się znakomicie (m.in. te z Aspenem w roli głównej, cóż za niespodzianka), były też takie chwile, w których nie mogłam powstrzymać się przed parsknięciem śmiechem, za co „Elita” otrzymuje duży plus. Niestety płaczliwość Ameriki przez praktycznie całą książkę i jej okropny charakter sprawia, że nie mogę zachwycić się tą książką. Tak samo jak i „Elita” - koniec tej trylogii jest raczej do przewidzenia, ale jeżeli Maxon ma i zamierza spędzić resztę swojego życia z tak niestabilną emocjonalnie babą to ja dziękuję bardzo i zaczynam się martwić, czy z jego postrzeganiem świata wszystko jest w porządku. 

Ocena: 5,5/10

41 komentarzy:

  1. Zniechęciłaś mnie do tej książki. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga część to masakra, ale pierwsza jest naprawdę dobra! :) Bardzo mi się podobała, więc jeżeli masz ochotę to polecam spróbować, może przypadnie Ci do gustu? ;)

      Usuń
    2. Nie zaszkodzi spróbować :-)

      Usuń
    3. Zawsze możesz odłożyć tę książkę na półkę w trakcie czytania, jeżeli Ci się nie spodoba. :)

      Usuń
  2. Osobiście nie znoszę całej trylogii, a 'kochanej' Americi jeszcze bardziej. Kiedy po tej strasznej męce czytania Elity dotarłam do podziękowań i przeczytałam "dziękuję Bogu za dar pisania" to wybuchnęłam śmiechem (chociaż może to niezbyt chwalebne). Cały czas mnie tylko dziwi to, że ta książka została tak dobrze przyjęta w blogosferze, bo ja doszukałam się w niej naprawdę bardzo małej ilości zalet, z czego każda została rozdeptana okazałymi obcasami Americi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam trochę niezbyt pozytywnych recenzji o drugiej części tej trylogii i byłam bardzo ciekawa, dlaczego blogerzy tak słabo ją oceniają... teraz już wiem. Jakoś nie znalazłam pozytywnych recenzji "Elity", ale nie, żebym się specjalnie w nie wczytywała. Szkoda strasznie, bo "Rywalki" przypadły mi do gustu, a tu taki klops.

      Usuń
  3. Nie wymagałam od tej książki zbyt wiele, więc i nie przeżyłam dużego rozczarowania. Dla mnie była zwykłym, przyjemnym czytadłem na wieczorek. Troszkę szkoda, że kwestia rebelii była potraktowana tak po macoszemu - chciałam się więcej dowiedzieć, a tak naprawdę to autorka z tego zrobiła tylko małe epizody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, właśnie bardzo bym chciała, żeby cały ten motyw został bardziej rozbudowany, jednak autorka tak naprawdę nic kompletnie nie wyjaśnia, wrzuca jedynie (dobrze napisane) małe, nic nieznaczące epizody, które niewiele mówią. A całe to tło polityczne, problem klas, wojny, rebeliantów, niedoskonałości Illei mogłoby być świetnie poprowadzone.

      Usuń
  4. Wszędzie wszyscy rozpływają się nad zachwytami wobec tego trzymającego wątku miłosnego. Cóż, śmiem wątpić w optymistyczne recenzje, a i po tym co napisałaś - widzę, że mam rację. Nie mam ochoty na tę serię.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie wiem czym tu się zachwycać, kiedy cały ten wątek miłosny doprowadzał mnie do rozstroju żołądka. :) Już podczas czytania "Rywalek" byłam nim sfrustrowana, "Elita" jednak przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania co do tego, jak źle można taką relację miłosną poprowadzić.

      Usuń
  5. Jestem zdziwiona twoją opinią na temat tej książki, bo czytałam o niej bardzo dużo dobrego. Ale i tak chyba po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama jestem zdziwiona moim negatywnym odbiorem tej książki, ale no cóż, tak się niestety stało. :)

      Usuń
  6. Zgadzam się!
    Przeczytałam obie ksiązki i od początku wolałam Aspena, a w drugiej części jeszcze bardziej. Jeśli America (a raczej kiedy) zwiąże się z Maxonem będzie to po prostu banalne! Kopciuszek w postaci antyutopijnej! Bez sensu. Pomysł tego państwa, oraz włączenia w to również Włoch oraz Chin był dobry. Amerykańskie książki i filmy zdecydowanie za często pokazują przyszły świat przez pryzmat Stanów Zjednoczonych, podczas gdy na kuli ziemskiej jest jeszcze parę kontynentów...
    Wątku z buntownikami, a raczej zdarzenia, kiedy America wlazła na drzewo nie pojmuję. Widzą ją, jedną z uczestniczek i idą sobie dalej. Może nie dokładnie tak to było, ale pamiętam, że chyba jedna z buntowniczek się odwróciła i coś tam dojrzała... Ale i tak... bez sensu.
    Najbardziej mnie jednak denerwowało rzucenie w kąt wątku, który był w tej książce kluczowy. Przecież takie książki pisze się, by pokazać wizję przyszłości!
    Tak więc jak dla mnie najważniejsze w książce po koleji są:
    1. Opis społeczeństwa, władzy, problemów oraz zdarzenia jakie spowodowały nowy system
    2. Wpływ bohaterów na świat
    3. Charaktery, cele i historia bohaterów
    4. Relacje między bohaterami
    Tu było wszystko na odwrót! Też często w książkach irytuje się czytając wątek romantyczny, ale zazwyczaj przez to, że bohaterka zazwyczaj wybiera tego innego, podczas gdy ja kibicuje drugiemu, ale jednak tam ich relacje są mocniejsze, a bohaterka nawet spędzając czas z moim ulubieńcem, nie czuje tego "czegoś". W przypadku Americi naprawdę nie mam pojęcia kogo ona sama by wolała. Ja np. wolę Aspena, ale w innej książce bohaterka od początku stawiałaby na innego chłopaka, więc zrozumiałabym jej wybór, a ona i spędzając czas z Aspenem jest cała w motylkach i z Maxonem cała się rozpływa w zachwytach!
    Podoba mi się za to postawa jej przyjaciółki, która olała cały ten konkurs od siedmiu boleści i zakochała się w kimś innym. Za to Maxon ma za to kolejny minus. Kara jaka spotkała zakochanych mnie dobija... Cokolwiek! Grzywna, areszt, sprzątanie chodników! Ale... To co im się stało jest po prostu... Bez sensu!
    Nawet jak potem im "pomógł"... Tak im pomógł, że chyba wolałabym olać taką pomoc.
    A koniec był tragiczny! America powinna jednak odejść i trafić np. do buntowników, którzy nie byliby tacy źli, odkryliby prawdę o wszystkim co spotkało ten kraj, a potem America zrobiłaby wielkie wejście do pałacu, żeby zrobić rozróbę... Czy coś!
    Wiem, trochę takie przewidywalne i nawet kojarzy mi się z "Delirium", ale tam nawet pomimo trochę banalnego pomysłu odtrutki na miłość, autorka pokazała coś sensowniejszego. Nie wiem, jak z kolejnymi częściami, ale i tak...
    Za to po tytule ostatniej części histori Americi wiem czego się spodziewać. "The One" z rudzielcem na okładce w białej sukni... Kurde, trudne do rozwikłania...
    Przepraszam za mega długi komentarz i pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UWAGA NA SPOILERY!

      Nie będę w tym komentarzu za bardzo spoilerować, ale może ktoś, kto nie czytał książki zauważy tę informację i szybko ucieknie wzrokiem od tego komentarza oraz od tego wyżej. :)

      W każdym razie zgadzam się z Tobą w 100%, przede wszystkim kompletnie nie rozumiem, jakim cudem i Aspen, i Maxon mogli zakochać się w tak pustej dziewczynie, która zachowuje się jak rozpieszczona księżniczka, kiedy przestaje być na chwilę w centrum uwagi! Sama bawi się ich uczuciami, a dostaje szału z zazdrości, kiedy widzi Aspena albo Maxona z inną dziewczyną! Litości! Czy ona myśli, że wolno jej bawić się uczuciami innych ludzi, a reszta powinna ją non stop adorować? Kompletnie nie rozumiem, jak inne czytelniczki widzą w tym coś romantycznego, toż to tragedia po prostu! Oczywiście zakończenie tej trylogii jest do przewidzenia, ale lepiej, żeby to Maxon się z nią męczył, a nie Aspen, który powinien znaleźć sobie kogoś znacznie lepszego (po "Elicie" już chyba wiadomo, z kim mógłby się związać), bo America najzwyczajniej w świecie na niego nie zasługuje.

      Ta trylogia desperacko potrzebuje zwrócenia uwagi na inne kwestie niż na nieustanne jęczenie Ameriki, że Maxon przestał ją kochać. Po raz kolejny powtarzam, że w tej książce powinno być więcej kwestii polityczno-społecznych oraz większe zainteresowanie się tym, jak naprawić zepsutą Illeę, ponieważ ten kraj desperacko potrzebuje reform. Mam wrażenie, że Kiera Cass boi się poruszyć ten temat, bo najzwyczajniej w świecie nie wie, jak go ugryźć, jak sobie z nim poradzić.

      Poza tym jeszcze mam wrażenie, jakbym kompletnie niczego nie dowiadywała się o innych postaciach, a nienaturalne, wyjęte ze sztuki teatralnej dialogi wcale mi tego nie ułatwiają. Jak tutaj poznać innych, kiedy w centrum jest niesamowicie irytująca America? Oczywiście, znacznie lepiej jest czytać o bohaterce, która płacze dosłownie co pięć minut na kartach tej książki.

      A zakończenie? Całkowicie mnie zawiodło! America powinna spakować manatki i już nigdy nie wracać do Eliminacji, Kriss jest o 100% lepszym materiałem na żonę dla Maxona i później, na bycie królową. Tak się niestety nie stanie i wszyscy o tym wiemy.

      Nigdy nie przepraszaj za długi komentarz, zapiszczałam z radości, gdy go zobaczyłam! :D

      Usuń
    2. Najpierw przeproszę za nieuprzedzenie przed spoilerami. To mi umknęło.
      Aspena lubiłam bardziej i pewnie na jej miejscu bym od razu do niego poleciała (tym bardziej, że znał ją od dawna i jej charakter lepiej od książątka, ale w sumie nie wiem co w niej widział), ale w sumie jak sobie przypomniałam, to lepiej żeby wybrał... kogoś innego. Byłoby to takie trochę w stylu Jane Austen pomijając parę kwestii.
      Kiera Cass chyba się nawet nie przygotowała do pisania takiej książki pod żadnym względem. Zazwyczaj, kiedy ktoś chce napisać podobną książkę jeżeli chodzi o gatunek to czyta różne artykuły, książki, podręczniki i szpera w internecie, a tutaj autorka pamiętała coś chyba jedynie z lekcji WOSu i historii.
      Maxon w ogóle nie myśli chyba o swoim kraju. Ugania się za tą idiotką, kiedy taka Kriss nie dość że jest bardziej odpowiedzialna i ułożona, to jeszcze ma ją na 100% dla siebie. A co jeżeli America sobie przed ślubem zwieje, bo stwierdzi, że jednak go nie kocha...? Oczywiście to też nie fair względem Kriss, ale sama się na to pisała, więc...

      Bardzo się z tego cieszę :D

      Usuń
    3. Americę z Aspenem łączy znacznie więcej, więc kompletnie nie rozumiem, nad czym ona się zastanawia i dlaczego cały czas go odtrąca. Co do Maxona to za nic nie potrafiłabym mu zaufać, szczególnie po tej książce i po tym, jak się w niej zachowywał. America według mnie kompletnie nie nadaje się na bycie żoną Maxona i rządzenie krajem. (100% Team Kriss)

      No właśnie, jak już w którymś komentarzu napisałam, mam wrażenie, jakby Kiera Cass bała się wdrążyć w te polityczne ścieżki, bo najzwyczajniej w świecie może sobie z tym nie poradzić. Ogólnikowe przedstawienie tego tła w niczym nie pomaga, a wręcz przeciwnie, poddaję wątpliwościom to, czy autorka w ogóle potrafi się za ten element porządnie zabrać. Tej całej sytuacji nie poprawiło nawet to, że America czytała pamiętnik któregoś tam poprzedniego władcy, bo brzmiał on jak dzienniczek napalonego chłopca ze zbyt dużymi ambicjami.

      Według mnie Maxonowi zależy na swoim kraju, nie raz była o tym mowa, ale jako, że właśnie to nieszczęsne tło polityczne jest tak miernie opisane, to po prostu niezbyt to widać.

      Usuń
  7. ''Rywalki'' mnie nie zachwyciły, ale sięgnę po ''Elitę'' - jestem ciekawa, jak ja odbiorę tą powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno dużo osób chwali tę książkę, więc może i Tobie przypadnie ona do gustu. :) Trzymam kciuki, żeby tak było. ;)

      Usuń
  8. Trylogię mam w zamiarach, i jestem ciekawa jak ją odbiorę. :/ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy tom tej trylogii jest naprawdę świetny, "Rywalki" bardzo przypadły mi do gustu, genialnie bawiłam się podczas czytania tej książki, ale za to "Elita" ogromnie mnie zawiodła. :(

      Usuń
  9. Mi ta książka nawet się spodobała, choć pierwsza część była zdecydowanie lepsza. Polityka jest dużym plusem, ale ten trójkącik...eh. Jednak przeczytam kolejny tom, ponieważ jestem zwyczajnie ciekawa jak wszystko się rozegra. Może autorka czymś zaskoczy, kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie dla mnie polityka nie jest wybitnie wielkim plusem, bo chwała za to, że autorka o niej wspomniała, ale mam takie wrażenie, jakby tego wątku w ogóle w tej książce nie było. Został stłamszony i potraktowany po macoszemu. Wątpię, żeby w 3 części coś się zmieniło, bo America znów będzie musiała jęczeć nad swoim losem, dokonać ostatecznego wyboru pomiędzy Maxonem a Aspenem (wreszcie!), więc na satysfakcjonujące zajęcie się tym tematem na pewno nie będzie ani czasu, ani miejsca.

      Usuń
  10. E tam. Rywalki były dobre, ale i tak liche w pewnym sensie. A toto.. Cóż, chyba ta "Rywalkach" moja przygodna z Kierą Cass się skończy.
    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doczytam tę trylogię do końca, żeby mieć ją już za sobą i być może sięgnę po te nowelki, bo chyba jakieś są, może dowiem się z nich czegoś więcej o tym świecie i zaspokoję swój głód, zobaczymy. ;)

      Usuń
  11. No, nieźle :) Dziwna jest ta Amerika. Ja bym na miejscu autorki poszła za ciosem i wykorzystała Twój pomysł połączenia Maxona z Aspenem (który kojarzy mi się z kurortem narciarskim) :) Tego na pewno nikt się nie spodziewa ! No i byłoby oryginalnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, Team Maxpen! :D Nie powiedziałabym nie ich związkowi. ;) No nie wiem, po prostu nie mieści mi się w głowie, żeby ktoś chciał związać się z tak okropną i niemożliwą do wytrzymania postacią, naprawdę.

      Usuń
  12. Jakoś od początku nie czułam się zachęcona do przeczytania tej książki, a teraz się w tym jedynie utwierdziłam. Poza tym tak jak Ty, mam już dość głupiutkich i niezdecydowanych bohaterek, tak więc z pewnością nie sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie bardzo dziwi to, że "Rywalkami" byłam zachwycona, natomiast "Elitę" mam ochotę wyrzucić do śmietnika. Jakim cudem? Jak to się stało? Jeszcze nie pisałam tak skrajnych recenzji dwóch książek z jednej trylogii. :)

      Usuń
  13. Nie oczekuję wiele od tej serii i często czytam średnie recenzje na jej temat. Kiedyś na pewno przeczytam, żeby po prostu wyrobić sobie o niej własne zdanie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na samym początku naczytałam się zachwytów zagranicznych czytelników i w sumie po części się z nimi zgadzam, ale tylko w przypadku "Rywalek", druga część już niestety leży i kwiczy, że się tak wyrażę. :) Pokładam teraz wielkie nadzieje w zakończeniu tej trylogii, bo wszystko w rękach "Jedynej". :)

      Usuń
  14. Mi też nie spodobała się Elita. Za to The One jest boskie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję, bo mimo wszystko chciałabym wspominać tę trylogię z sympatią. :)

      Usuń
  15. I tak nieźle w porównaniu do tego co o niej słyszałam, jak to się u mnie mówi "nędza ze Swarzędza" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A domyślam się, bo czytałam niektóre recenzje na goodreads i tam czytelnicy mieszali tę książkę z błotem. ;)

      Usuń
    2. Dlatego też aktualnie pozwolę sobie tę serię najzwyczajniej odpuścić, ale kto wie, jak mi kiedyś wpadnie w ręce to może dostanie szansę ;)

      Usuń
  16. Jeeej! Myślę, że moje słowa są w tej chwili zbędne, bo pod twoją recenzją mogłabym się praktycznie podpisać. Oprócz momentów z Aspenem, bo ja osobiście go nie cierpię i nie jestem w stanie go znieść. :) Choć Ami nikt nie pobije w tej kwestii - to wiadomo. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, serio? :D Za co go tak nie lubisz? Pytam z ciekawości, bo o ile Maxon zdecydowanie daje powody do tego, żeby go nie znosić, to u Aspena nigdzie się ich nie dopatrzyłam, a chętnie bym je poznała. :)

      Usuń
  17. Ja akurat tej serii nie znam, ale właśnie o ile "Rywalki" zostały odebrane raczej pozytywnie, tak na "Elitę" narzekają wszyscy. Cóż, dowód na to, że ładna okładka to nie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to właśnie zauważyłam i naprawdę dziwi mnie fakt, że w jednej chwili tak spadł poziom tej historii.

      Usuń
  18. Ja przeczytałam już cała trylogię po angielsku.
    Mi się osobiście podobała.
    Do tego po angielsku można przeczytać 'The Guard' czyli straznik (w przetłumaczeniu na polski) jest to pisane oczami Aspena od momentu przybycia do pałacu, również w języku angielskim można przeczytać ' The Prince'- książę, ta jest pisana oczami Maxona, nie zaczyna się od momentu kiedy kandydatki przyjeżdżają do pałacu tylko zaczyna się trochę wcześniej i kończy na jego zakładzie z America.
    Ostatnio również Kiera zapowiedziała kolejne 2 książki do tej serii, ale będą pisane perspektywą kogoś innego, również zapowiedziała ' The Queen' czyli Królowa, ta będzie opowiadała o poprzednich eliminacjach.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeczytałam tylko "Rywalki", która mnie zahipnotyzowała. Chciałam też wypożyczyć jego kontynuację, czyli "Elite". Ale kiedy przeczytałam powyższą recenzje i komentarze, to nawet nie pojadę do biblioteki po książkę.
    A więc tak, zacznę od Ami. To arogantka jednym słowem, która się obraża na każdego kto jej się sprzeciwi(taki Aspen, którego uwielbiam za jego mądrość i miłość do bohaterki; był z 6, a ona z 5, więc nie chciał jej zniszczyć życia, które stałoby się jeszcze trudniejsze; więc CHOL**A nie wiem czemu niektórzy go nie lubią i wolą Maxona księżulka). Sztuką jest już u niej wysłuchanie prawdziwych wyjaśnień. Gdyby choć trochę kochała Aspena to by walczyła o miłość do niego, nie poddawała się, a ona sobie tak po prostu odpuściła. Nie na tym polega miłość.
    Maxon. Chłopak całuje jedną(taką Americe), a po kilku godzinach drugą(Olivię? Tak?). I jak ja mam go lubić?
    Aspen. Chciałabym mieć takiego chłopaka, który dba o to, żeby mi było lepiej w życiu. America więc z tego powodu go odpycha, co jest według mnie nie wytłumaczalnym błędem. Uważam, że on jest jedynym dobrym bohaterem, bo sama główna bohaterka jest według mnie czarnym charakterem.

    Mam nadzieje, że ból głowy was nie dopadł(zwłaszcza autorkę).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.