21 stycznia 2015

Król kruków, Maggie Stiefvater



„Król kruków” zainteresował mnie już w chwili, gdy tylko zobaczyłam informację o bliskiej premierze tej książki. Zbyt długo nie zastanawiałam się nad przeczytaniem tej powieści, z miejsca wiedziałam, że jest to tytuł, który koniecznie muszę poznać, choć tak naprawdę do konkretnego spotkania z nim doszło dopiero teraz. Maggie Stiefvater poznałam już znacznie wcześniej podczas lektury dwóch jej książek – „Lamentu” i „Ballady”, dlatego też byłam bardzo ciekawa, jak autorka poradziła sobie w swojej kolejnej powieści.

Historia napisana przez Maggie Stiefvater opowiada o przygodach czwórki bohaterów, jednej dziewczyny - Blue, która pochodzi z rodziny wróżek oraz trzech chłopaków - Gansey'a Adama i Ronana, którzy są przyjaciółmi z elitarnej szkoły dla chłopców. Bohaterowie zawzięcie starają się odnaleźć uśpionego w nieznanym miejscu Glendowera oraz linie mocy, w których poszukiwaniu trafiają do tajemniczego lasu, gdzie czas i rzeczywistość zaczyna płatać im figle. Czy uda im się odnaleźć legendarnego Króla Kruków i jeżeli tak to jakim kosztem?

Prawda jest taka, że spodziewałam się po tej książce czegoś znacznie więcej, czegoś bardziej porywającego i zajmującego, pomimo tego, że pozostałe dwie książki tej autorki, z którymi się zapoznałam również nie wywarły na mnie wybitnie dobrego wrażenia (jednak obie bardzo mi się spodobały). Czytając „Króla kruków” miałam wrażenie, że czegoś tej książce brakuje, że zbyt dużo w niej chaosu i braku dopracowania. To trochę tak, jakby niektóre sceny pomiędzy sobą nie były wcale połączone, jakby autorka postanowiła napisać to, co w jednej sekundzie przyszło jej na myśl, ale nie postarała się nawet o to, aby zachować płynność wydarzeń. Brakowało mi pewnego łącznika, który nadałby wydarzeniom sensu, bo – muszę szczerze przyznać – często gubiłam się w tej książce i nie raz musiałam wracać do poprzednich scen, aby mieć jakieś pojęcie, co się właściwie w danym momencie działo. Nie mogłam po prostu zgrać się z tą powieścią i bardzo nad tym ubolewam.

Pomimo wyżej wspomnianych minusów „Króla kruków” mogę ocenić pozytywnie, ponieważ w pewnym stopniu autorka była w stanie zaciekawić mnie napisaną przez siebie historią i wciągnąć na tyle, że przeczytałam ją do końca. Nie nudziłam się podczas czytania tej powieści, a już na pewno nie było takiego momentu, w którym myślałabym o jej odłożeniu. Od początku do samego końca przeczytałam „Króla kruków” z dosyć pozytywnymi wrażeniami i to głównie za sprawą przyjemnego języka autorki, która – jak udało mi się zauważyć – ma pewien dar przyciągania do siebie czytelnika, pomimo faktu, że samą powieść uważam za nieco niedopracowaną.

Co naprawdę przypadło mi do gustu to trójka męskich bohaterów – Adam, Ronan i Gansey. Uwielbiam to, jak troszczyli się o siebie nawzajem (w swój nietypowy, pokręcony sposób) i to, jak bardzo różnili się od siebie – każdy z nich miał zupełnie inne cechy, inny charakter od pozostałych i bardzo przyjemnie było mi dostrzegać te drobne różnice w ich zachowaniach. Ci bohaterowie są naprawdę znakomici i dla mnie osobiście cała książka mogłaby dotyczyć tylko i wyłącznie ich trójki, postać Blue uważam za kompletnie zbędną i niepotrzebną, pomimo tego, że odgrywa bardzo istotną rolę w tej historii. To właśnie ci trzej chłopcy sprawili, że postanowiłam, iż na pewno sięgnę po kolejną część tej trylogii, gdy tylko wyjdzie.

Czy polecam? Ostrożnie piszę: tak. Pomimo kilku mankamentów, o których wyżej już wspomniałam, sama powieść przypadła mi do gustu, pomysł autorki uważam za interesujący i jestem całkiem ciekawa tego, w jaki sposób dalej rozwinie się ta historia. Spędziłam z nią przyjemne chwile i choć z pewnością nie dodam tej książki do ulubionych to jednak myślę, że znajdą się osoby, które będą powieścią Maggie Stiefvater zachwycone w większym stopniu niż ja.

Ocena: 6,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.