30 stycznia 2015

Na skraju jutra, Hiroshi Sakurazaka

Wyobraźcie sobie, że utknęliście w pętli czasu i raz za razem odtwarzacie jeden, konkretny dzień z waszego życia. Co więcej, dzień ten zdaje się być najgorszym (i, cóż, być może nawet ostatnim)  dla was momentem. Chwilą, od której nie jesteście w stanie się uwolnić, chwilą, którą powtarzacie non stop, przez kilkadziesiąt, może nawet kilkaset razy. Brzmi strasznie, brzmi przerażająco i jest to coś, czego - gdyby w jakikolwiek sposób było możliwe - zdecydowanie nie chciałabym doświadczyć. 

Głównym bohaterem powieści jest Keiji Kiriya, jeden z tysięcy żołnierzy, który staje po stronie ludzi do walki z  Obcymi, których ludzkość zwie Mimami. Podczas swojej pierwszej bitwy z tymi niezwykle silnymi, zatruwającymi środowisko istotami Keiji Kiriya ginie. Budzi się jednak następnego ranka i - o dziwo! - przeżywa tę walkę jeszcze raz, później ponownie, aż w końcu postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i uwolnić się od pętli czasu, w której utknął. Czy Rita Vrataski, należąca do elitarnego amerykańskiego Oddziału Specjalnego, z którą Keiji łączy siły, będzie w stanie mu pomóc? 

„Na skraju jutra” to powieść z gatunku light novel, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałam. Light Novel to powieść, która - jak twierdzi wikipedia, której w obecnej sytuacji muszę zaufać na słowo - zawiera ilustracje w stylu mangowym (a jak dobrze wiecie styl ten kocham, uwielbiam i darzę szczerą miłością), skierowana głównie do młodzieży i młodszych dorosłych. Brzmi przyjemnie, dosyć interesująco, więc czego innego by się spodziewać, jak nie wielkiego sukcesu? Niestety, w tym przypadku chyba troszkę przesadziłam ze swoimi oczekiwaniami. 

Czytając recenzje niektórych czytelników zwróciłam uwagę na kilka zarzutów wobec tej książki: że mierne dialogi, że sztuczni bohaterowie, że ich wypowiedzi są przerysowane czy przesadzone. Dla mnie, jako dla osoby, która kulturę japońską uwielbia i interesuje się nią od dłuższego czasu, wszystko to wydało się niezwykle naturalne! Nie wyczułam sztuczności czy przerysowania bohaterów i ich wypowiedzi, japoński styl słynie właśnie z takiego nabrzmienia emocji w wypowiedziach czy zachowaniach postaci, pewnych rytuałów, których nie do końca jesteśmy w stanie zrozumieć. Przez te kilka lat zdążyłam doskonale się z nim zaznajomić, dlatego język autora nie był dla mnie żadnym zaskoczeniem. 

Nie znaczy to jednak, że jestem tą książką zachwycona. Sama powieść wydaje mi się być bardzo oszczędna, napisałabym nawet, że nieco uboga. Uboga w akcję, w emocje, w opisy, w elementy, które pozwoliłyby mi poznać bohaterów i utożsamić się z nimi w najmniejszym chociażby stopniu. Czyżby ta oszczędność była cechą charakterystyczną gatunku, jakim jest light novel? Ze wstydem przyznaję, iż nie wiem, ponieważ jest to pierwsza tego typu książka, którą przeczytałam. Fakt faktem jednak, iż dosyć ciężko czytało mi się tę książkę. Nie byłam w stanie się w nią wygryźć, z niechęcią przewracałam kolejne kartki i nie mogłam doczekać się momentu, w którym odłożę ją na półkę. A szkoda.

Okazuje się zatem, że light novel zdecydowanie nie jest gatunkiem dla mnie. Po niezwykle entuzjastycznych recenzjach i wysokich ocenach przypuszczałam, iż „Na skraju jutra” jak najbardziej przypadnie mi do gustu, wywołało we mnie jednak kompletnie odwrotny efekt i nie potrafiłam się tą książką zachwycić.

Ocena: 5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.