7 lipca 2016

Niezwyciężona. Zdrada, Marie Rutkoski


Pierwszy tom tej trylogii przeczytałam na początku stycznia, i pomimo faktu, iż od jego przeczytania minęło kilka długich miesięcy to wciąż doskonale pamiętam akcję tej książki, wszystkie jej wydarzenia i bohaterów, którzy zapadli mi w pamięć. Od końca stycznia nie przeczytałam ani jednej książki aż do ostatnich dni czerwca, kiedy w końcu uwolniłam się od natłoku obowiązków i mogłam z czystym sumieniem zatracić się w jakiejś lekturze. Przez to prawie pół roku, kiedy bardzo tęskniłam za totalnym zaczytywaniu się w książkach, myślami nieustannie powracałam do „Pojedynku” i jego fantastycznej akcji. 

Większość dziewcząt marzy o królewskim ślubie, o balach, fajerwerkach i ucztach do świtu. Dla Kestrel jednak ślub oznacza życie w klatce, którą sama zbudowała. Obawia się wyznać Arinowi prawdę o zaręczynach: że zgodziła się na małżeństwo z księciem pod warunkiem, że Arin odzyska wolność. Bo czy może mu ufać? I czy może w ogóle ufać samej sobie? Jest przecież mistrzynią iluzji jako szpieg na królewskim dworze. Jeśli zostanie nakryta, jej własny kraj ogłosi ją zdrajczynią. Nie może jednak zrezygnować z podjęcia próby zmiany swojego bezwzględnego świata… co doprowadzi ją do szokującego sekretu. Jak wysoka może być cena niebezpiecznych kłamstw i niegodnych zaufania sojuszy?

Muszę przyznać, że „Zdrada” podobała mi się znacznie bardziej od pierwszej części tej trylogii, czym jestem naprawdę mile zaskoczona. Przemawia za tym sam fakt, iż drugi tom przeczytałam w zaledwie kilka godzin, kiedy z „Pojedynkiem” spędziłam znacznie więcej czasu, co w pierwszej kolejności planowałam zrzucić na sesję i egzaminy, jednak przypomniałam sobie, że przecież książkę tę czytałam znacznie, znacznie wcześniej, bo zaczęłam ją już przed Bożym Narodzeniem. Być może jej akcja nie była AŻ tak ciekawa, żebym dosłownie pożarła ją w mgnieniu oka, co na szczęście „Zdrada” nadrobiła znakomicie, i to aż z nawiązką! Jestem trochę rozczarowana faktem, że ta powieść nie ma większej ilości stron, bo naprawdę z przyjemnością powróciłabym do tej lektury. Teraz pozostało mi jedynie czekanie na trzeci tom tej trylogii, którego naprawdę bardzo mocno nie mogę się doczekać. 

Pamiętam, że pisząc recenzję „Pojedynku” w jednym akapicie narzekałam trochę na zachowanie głównej bohaterki i jej momentami nielogiczne postępowanie, które w głównej mierze wiązało się z romansem z innym bohaterem. Przyznam szczerze, że czytając tę część raczej nie doświadczałam tego nieprzyjemnego wrażenia, jakby bohaterka zachowywała się niekonsekwentnie czy irytowała mnie swoim zachowaniem. Wciąż uważam, że romans w tych książkach jest całkowicie zbędny i usunięcie go sprawiłoby, że powieści te mogłyby na tym jedynie zyskać, niemniej jednak charakter Kestrel w tej części jeszcze bardziej przypadł mi do gustu. Co innego niestety mogę powiedzieć o Arinie, do którego nie udało mi się zapałać sympatią. Wydał mi się znacznie bardziej irytujący i natrętny, niż pamiętam go z „Pojedynku”, w którym nic mi w jego osobie nie przeszkadzało. 

Bardzo spodobało mi się w tej powieści to, iż akcja zaczęła się znacznie bardziej komplikować i bohaterom zaczęto rzucać zdecydowanie więcej kłód pod nogi, z którymi niekiedy nie udało im się uporać. O ile zazwyczaj kibicuję bohaterom, aby wszystko ułożyło im się jak najlepiej, tym razem urzekło mnie to, że nie wszystko wyglądało tak pięknie niczym z bajek Disney'a. Kestrel, która grała na dwa fronty, nie raz doznawała porażek, tracąc tym samym zaufanie ludzi, których niegdyś uznawała za pewnik, spotykała na swojej drodze coraz więcej wrogów i umiejętnie musiała lawirować pomiędzy kłamstwami i półprawdami, które otrzymywała i którymi sama karmiła innych.

Jeżeli „Pojedynek” was do siebie nie przekonał to zdecydowanie doradzam dać tej trylogii drugą szansę i skusić się na przeczytanie „Zdrady”, jest to książka znacznie lepsza od swojej poprzedniczki, obfituje ona w znacznie ciekawszą, wartką akcję i nowych bohaterów, którzy są naprawdę warci poznania. Zakończenie tej książki jest natomiast tak niezwykle zaskakujące i emocjonujące, że naprawdę nie wiem jak uda mi się wytrzymać do momentu, kiedy wreszcie będę miała trzeci tom w swoich rękach. 

Ocena: 9/10

Zainteresowanych zapraszam na mój profil na Instagramie (jedireads) oraz na Snapchacie (p.olczak), gdzie pojawiam się zacznie częściej niż tutaj na blogu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.