5 lipca 2016

Miłość i kłamstwa, Cecelia Ahern


Sięgnięcie po tę książkę nie było dobrym sposobem na rozpoczęcie przygody z literaturą tej autorki, ponieważ szczerze mówiąc ani trochę nie zachęciła mnie ona do tego, aby przeczytać inne książki Cecelii Ahern. O ile wcześniej, jeszcze przed sięgnięciem po „Miłość i kłamstwa” naprawdę byłam ciekawa innych powieści tej pisarki, a zwłaszcza lektury „P.S. Kocham Cię”, której towarzyszy naprawdę dużo pozytywnych recenzji i która polecana mi jest z przeróżnych stron, tak teraz czuję się wyjątkowo zniechęcona, aby mieć z tą autorką cokolwiek wspólnego.

Kiedy Sabrina Boggs przypadkiem natrafia na tajemniczą kolekcję, która znajdowała się w posiadaniu jej ojca, odkrywa prawdę tam, gdzie nigdy nie podejrzewała istnienia kłamstwa. Człowiek, przy którym spędziła całe dzieciństwo, nagle staje się kimś zupełnie obcym. Niespodziewany przełom w monotonnym, rutynowym rozkładzie dnia pozostawia jej tylko jeden dzień na poznanie sekretów mężczyzny, którego rzekomo tak dobrze znała. Dzień, który wydobywa na światło dzienne wspomnienia, historie i ludzi, o istnieniu których nie miała dotąd pojęcia. Dzień, który na zawsze zmieni ją i wszystkich wokół niej. 

Prawdę mówiąc nie rozumiem kompletnie idei tej powieści, ponieważ wszelkie problemy w niej zawarte wydają mi się być trywialne i całkowicie bez znaczenia. Historia głównej bohaterki jest zdecydowanie zbyt wyolbrzymiona i przedramatyzowana, przez co nawet przez chwilę nie byłam w stanie utożsamić się z główną postacią, nie wspominając już nawet o jej losach, które wydały mi się totalnie bez znaczenia. Wydarzenia te sprawiają wrażenie tak błahych i głupiutkich, że czytając tę powieść czułam się poirytowana sama na siebie za to, że dałam się nabrać na ładną okładkę i z pozoru ciekawy opis, w zamian otrzymując książkę, która ani trochę mnie nie zachwyciła. 

W tym też tkwi problem tej powieści, czytając ją już po kilkunastu stronach zaczęłam czuć się niemożliwie znudzona, znudzona do tego stopnia, że zaczęłam odliczać strony do końca tej powieści i trzymałam kciuki za jak najszybszy jej finisz. O ile pierwsze kartki wcale nie zapowiadały tak złej lektury, a wręcz przeciwnie - czułam się nią naprawdę zainteresowana, o tyle dalsza - znacznie większa część tej powieści znużyła mnie do tego stopnia, że zaczęłam bujać w obłokach i potrafiłam zgubić się w połowie zdania, co zmuszało mnie do ponownego czytania niekiedy nawet całych stron.

Główna bohaterka tej książki to postać, której nie potrafiłam zrozumieć. Jej zabawa w detektywa wydała mi się niezwykle naciągana, a nieustanne szukanie we wszystkim spisku irytowało mnie do granic możliwości. Sabrina to postać kompletnie bezbarwna, nie posiada interesującego charakteru, niczym kompletnie się nie wyróżnia spośród innych bohaterek powieści obyczajowych, nie wywołała we mnie współczucia, nie byłam w stanie się z nią utożsamić, a jej pusta i irytująca osobowość sprawiała, że miałam ochotę mieć z nią jak najmniej do czynienia.

„Miłość i kłamstwa” to bardzo kiepska książka, która sprawiła, że sięgnięcie po pozostałe książki Cecelii Ahern stawiam pod naprawdę wielkim znakiem zapytania. Zniechęciła mnie do twórczości tej autorki, a czytanie jej uważam za stratę czasu. Jedyny plus dla tej książki kieruję w stronę kilkunastu pierwszych kartek, które naprawdę mi się spodobały i pozwoliły mi uwierzyć, że powieść ta będzie naprawdę smakowitą i wartościową lekturą. Niestety, zawiodłam się. 

Ocena: 3/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.