5 listopada 2016

Czarna Wdowa. Na zawsze czerwona, Margaret Stohl


Jakąś wybitną fanką Marvela nie potrafiłabym się nazwać, ponieważ chociaż filmy i seriale widziałam wszystkie, to jednak do komiksów jak do tej pory nie udało mi się zbliżyć. Uwielbiam je jednak na tyle, że sięgnięcie po książkę Margaret Stohl o Czarnej Wdowie było czymś, czego absolutnie nie mogłam przegapić. Natasha Romanoff jest jednak moją ukochaną postacią w uniwersum (babska solidarność), więc jak tylko zobaczyłam informację o tym, że pojawiła się książka o mojej ukochanej żeńskiej bohaterce, od razu wiedziałam, że takiej okazji nie przepuszczę, choćby nie wiem co.

W tej książce poznajemy losy świeżo upieczonej agentki T.A.R.C.Z.Y., Natashy Romanoff, która od lat była trenowana na jedną z najgroźniejszych zabójczyń, otrzymując przydomek Czarnej Wdowy od mężczyzny, który wyszkolił ją na szpiega. Osiem lat temu podczas misji na Ukrainie Natasha uratowała małą dziewczynkę, z którą jej własny los wydaje się być spleciony bardziej, niż ona sama by tego chciała. Teraz, po latach rozłąki, ich drogi spotykają się ponownie...

Sama nie wiem dlaczego, ale jeszcze przed przeczytaniem tej książki z góry założyłam, że jej akcja będzie toczyła się głównie wokół postaci Czarnej Wdowy, oczywiście z drobnymi wyjątkami w postaci pobocznych bohaterów. Byłam niezwykle podekscytowana myślą, że czeka mnie prawie 500 stron książki poświęconej tylko i wyłącznie mojej ukochanej bohaterce... zatem wyobraźcie sobie, jak wielkie było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że tak nie jest! Początek zapowiadał się naprawdę super, pierwsze rozdziały skupiały się tylko na postaci Natashy, jednak im dalej w las tym Czarnej Wdowy było mniej. Autorka podzieliła narrację pomiędzy trzech różnych bohaterów, z czego Natashy w efekcie - o, ironio! - było najmniej. Jej kwestie były najkrótsze i było ich zdecydowanie mniej niż kwestie postaci, które miały jej jedynie towarzyszyć w tej całej przygodzie. Stało się jednak tak, że praktycznie przejęli oni prowadzenie całej akcji, która jak na złość skupiła się na nich, odsuwając Natashę daleko, daleko w cień. Tym faktem jestem chyba najbardziej zirytowana.

Bardzo nie spodobał mi się również romans w tej powieści, który był bardzo niedojrzały i równie mocno tandetny. Wydaje mi się, że autorka po prostu „nie wyrosła” z wrzucania romansu na pierwszy plan, jak miało to miejsce w serii „Piękne Istoty”, którą pisała wraz z Kami Garcią. Relacja bohaterów, między którymi rodzi się to uczucie jest niesamowicie głupiutka i naiwna, przez co czytając tę książkę czułam się momentami, jakby była ona przeznaczona raczej dla dwunastoletniej dziewczynki, którą już dawno przestałam być.

Z czego jednak jestem zadowolona jeżeli chodzi o tę książkę to jej akcja, ponieważ oczekiwałam wartko toczących się wydarzeń i to właśnie otrzymałam. Co prawda nie było tutaj jakichś wielkich zwrotów akcji, a ktoś, kto choć trochę zaznajomiony jest z losami Natashy Romanoff sprzed Avengersów z pewnością nie będzie zaskoczony tym, jak toczą się wydarzenia i kim okazują się być bohaterowie, których tożsamość dopiero później wychodzi na jaw. Akcja tej książki jest bardzo w stylu Czarnej Wdowy: trochę wybuchów, rozbitych nosów i skopanych tyłków, czyli coś, na co liczyłam najbardziej.

Mam pewne zastrzeżenia w kwestii zachowań drugoplanowych bohaterów, bo choć Natasha oraz pojawiający się przelotnie Tony Stark zostali zarysowani niezwykle wiarygodnie, dokładnie tak, jak mamy okazję zobaczyć ich w filmach, to postacie poboczne pozostawiają po sobie wiele do życzenia. Ja wiem, że są to osoby, którzy raczej do pospolitych ludzi się nie wliczają, niemniej jednak ich działania były dla mnie tak niewiarygodne, że nie raz musiałam się zastanawiać, czy na pewno dobrze przeczytałam i zinterpretowałam dany fragment. Ja wiem, że w uniwersum Marvela działo się bardzo wiele abstrakcyjnych wręcz rzeczy, ale nie chodzi mi nawet o ten fantastyczny element. Margaret Stohl musiałaby się jednak trochę bardziej postarać, aby mnie do siebie przekonać.

Przykro mi jest oceniać tę książkę tak nisko, nie sądziłam nawet, że będę zmuszona wystawić jej tak słabą ocenę. Spodziewałam się po tej powieści naprawdę czegoś znacznie więcej. Pomimo tego, że akcja tej książki była jej bardzo mocnym elementem, to cała reszta niestety nie przypadła mi do gustu, przez co w efekcie cała powieść wypadła w moich oczach bardzo słabo. Nie wiem jeszcze czy skuszę się na kontynuację, może zrobię to z miłości do Czarnej Wdowy i w nadziei, że drugi tom jej przygód okaże się lepszy? Nie wiem, o tym przekonam się później.

Ocena: 4/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.