4 listopada 2016

Gregor i Przepowiednia Zagłady, Suzanne Collins


W życiu bym nie przypuszczała, że ta seria aż tak mocno przypadnie mi do gustu, pomimo tego, że pierwszym tomem „Kronik Podziemia” byłam naprawdę mile zaskoczona. Przeczytałam go z czystą przyjemnością, obiecując sobie, że na tym nie koniec mojej przygody z tą serią, tym bardziej, że kontynuacja „Gregora i Niedokończonej Przepowiedni” już czekała na mnie na półce. Sięgając jednak po nią nie sądziłam, że okaże się ona aż tak interesująca, aż tak absorbująca, że zachwyci mnie bardziej niż pierwsza część oraz - przede wszystkim - że wywoła we mnie tak wiele pozytywnych emocji. Muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem. 

Gregor obiecywał sobie, że nigdy więcej nie postawi stopy w Podziemiu, kiedy jednak jego młodsza siostra, Botka, zostaje porwana, chłopiec zdaje sobie sprawę, że w tej kwestii nie do końca ma wybór - w końcu nie codziennie zdarza się, że czyjaś siostra zostaje uprowadzona przez nienaturalnej wielkości karaluchy, prawda? Od jego ostatniego pobytu w Podziemiu minęło kilka miesięcy, jednak okazuje się, że od tego czasu niewiele się zmieniło - jego mieszkańcom po raz kolejny grozi niebezpieczeństwo, któremu czoło musi stawić nie kto inny jak Gregor we własnej osobie. W związku z kolejną przepowiednią okazuje się, że Podziemnym grozi złowieszczy szczur imieniem Mortifer i aby mu zapobiec Gregor po raz kolejny musi wyruszyć w pełną niebezpieczeństw podróż.

Nie wiem jak Suzanne Collins to zrobiła, ale udało jej się sprawić, żebym znacznie bardziej zżyła się z bohaterami w tej książce oraz generalnie z całą akcją, która miała tutaj miejsce. Czułam się bardziej przywiązana do wykreowanego przez nią świata i to nawet już nie ze względu na to, że po raz drugi do niego powróciłam i nie był mi aż tak obcy.  Miałam wrażenie, jakby wszystko znacznie mocniej na mnie oddziaływało, jakbym trochę bardziej wszystko odczuwała, chociaż oczywiście nie doświadczyłam takich sytuacji, abym płakała na smutnych momentach - tak dobrze jednak nie było. Niemniej jednak pod względem emocjonalnym drugi tom wywarł na mnie naprawdę duże wrażenie. 

Autorka zdecydowała się tutaj na wprowadzenie kilku nowych bohaterów, którzy zaskakująco szybko podbili moje serce. Nie wszyscy oczywiście, standardowo pojawiły się postacie, których zachowanie nie pozwalało mi na poczucie wobec nich ani cienia sympatii, aczkolwiek większość z nich były to charaktery bardzo pozytywne, które wprowadzały dużo dynamizmu do toczącej się akcji, napędzały wydarzenia i nie raz napędzały mi wyjątkowego stracha! Bardzo miło było również powrócić do towarzystwa teraz już starych znajomych i patrzeć na to, jak więzi między nimi zaczynają się zacieśniać, jak bohaterowie poznani przeze mnie w poprzednim tomie stają się dla siebie coraz bliżsi i zaczynają się o siebie znacznie bardziej troszczyć. Takie sceny to dosłownie miód na moje serce. 

A już myślałam, że Suzanne Collins niczym mnie nie zaskoczy! Bo muszę przyznać, że choć uznaję tę serię za dosyć przewidywalną i nieco schematyczną, to spotkałam się tutaj z jednym obrotem akcji, którego w ogóle się nie spodziewałam, a który był dla mnie miłą niespodzianką. „Kroniki Podziemia” nie są serią wysokich lotów, dlatego czytelnik mniej-więcej wie, czego może od niej oczekiwać, już same wydarzenia można przyjąć bez większego stresu, bo wiadomo, że wszystko jednak jakoś się ułoży. Całe szczęście nie znaczy to jednak, że autorka oszczędza swoich bohaterów, tylko dlatego, że jest to seria dla młodszych czytelników.

Pomimo tego, że ta seria powiela już pewne schematy i wytyczone ścieżki w literaturze fantastycznej (motyw wybrańca, ukrytego świata podziemnego, zagadkowych przepowiedni), to jednak robi to w sposób znacznie ciekawszy, niż spotykałam się z tym w wielu książkach. Świat wykreowany przez autorkę po raz kolejny mnie zachwycił, czym w sumie nie jestem nawet ani trochę zaskoczona. Jednakże to, w jaki sposób to zrobił, było dla mnie kompletnie nowym doświadczeniem. „Gregor i Przepowiednia Zagłady” to powieść bardzo lekka, z fantastycznie wartką akcją, która toczy się nieustannie w jednakowym tempie, nie zwalniając ani na chwilę, dzięki czemu czytelnik nie odczuwa znużenia oraz z niesamowicie łatwymi do pokochania bohaterami. Ja swoją przygodę z tą serią z pewnością doprowadzę do samego końca, a Was gorąco zachęcam, aby dać się jej skusić i przeczytać pierwszy tom, który - mam nadzieję - równie mocno przypadnie Wam do gustu, jak było to w moim przypadku.

Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.