6 listopada 2016

Kącik filmowy: Spirited Away [2001]


Przygody z japońskim studiem Ghibli ciąg dalszy! Wraz z tym tytułem po raz trzeci przekonałam się o tym jak genialny jest Hayao Miyazaki, jak niezgłębioną wyobraźnię on posiada, w jak totalnie oszałamiający sposób potrafi przedstawić najbardziej niezwykłe z niezwykłych obrazów. „Spirited Away” to film tak piękny, tak głęboko zachwycający i czarujący widza już od pierwszych jego minut, że nie jestem nawet pewna, czy ta recenzja będzie miała ręce i nogi, gdyż najzwyczajniej w świecie mam niesamowity mętlik w głowie po jego obejrzeniu.

Chihiro wraz z rodzicami przeprowadza się do nowego domu, jednakże podczas jazdy w nowe miejsce rodzina zbacza z drogi i gubi się w lesie. Tam trafiają do przedziwnego miejsca, które przypomina zniszczone, opuszczone wesołe miasteczko. Rodzice Chihiro znajdują nagle stół usłany przeróżnymi, pięknie wyglądającymi i pachnącymi potrawami, do których jedzenia zabierają się niemalże od razu i w kolejnej sekundzie... zamieniają się w świnie! Okazuje się, że miasteczko to jest miejscem magicznym, a władzę nad nim sprawuje groźna czarownica Yubaba, dla której od tej chwili Chihiro musi pracować, aby nie podzielić losu swoich rodziców i uratować ich przed tym tragicznym losem.

Pierwsze filmy studia Ghibli, które miałam przyjemność zobaczyć, pochodziły z 1988 roku, „Spirited Away” to jednak stosunkowo nowa produkcja, ponieważ tytuł ten pojawił się w roku 2001. Odstęp czasu między tymi animacjami jest dosyć znaczny, najpiękniejsze jest jednak to, że wcale tego nie widać! Cudowna kreska animatorów wygląda niemalże tak samo. Obrazy te są tak charakterystyczne dla twórców Ghibili, że nie sposób pomylić ich z niczym innym, niezmiennie zachwycają widza pięknymi barwami, płynnością i dynamicznością w ruchu bohaterów, a tego pozazdrościć im może niejedno współczesne anime.


Całkiem nowy, magiczny świat do którego trafia Chihiro jest przepełniony bogactwem przeróżnych postaci, stworów, cudownych wynaturzeń, które są... bóstwami! Bóstwami tak cudacznymi, że przypominającymi ludzko-zwierzęce hybrydy, niekiedy tak odrażające, iż nie chciałoby się mieć z nimi nic wspólnego, często również budzące grozę lub nawet współczucie. Postacie te przerażają swoim wyglądem, ale z biegiem akcji naprawdę nie sposób jest nie poczuć sympatii wobec tych karykaturalnych istot. Różnorodność ich charakterów zachwyca, nie znajdzie się dwóch takich samych bohaterów z takimi samymi cechami charakteru.

Po raz kolejny nasuwa mi się tutaj skojarzenie z „Alicją w Krainie Czarów” Lewisa Carolla, gdyż Chihiro przez pewną bramę trafia do świata pełnego magii i dziwnych stworów, niemalże jak Alicja do Krainy Czarów. Poza tym „Spirited Away” naszpikowany jest cudownymi metaforami i symbolizmem, który nie tak trudno dostrzec. Chihiro uosabia powojenną Japonię, która po wyniszczającym kraj konflikcie stara się odnaleźć swoje stare „ja” w dawnej kulturze i wartościach, o których społeczeństwo japońskie zaczęło zapominać. Jak obżarstwo rodziców Chihiro symbolizuje konsumpcjonizm, który Miyazaki bezwzględnie krytykuje, tak kąpiel niezwykle brudnego, zaniedbanego, ociekającego wstrętem i błotem boga rzeki propaguje ekologię i dbanie o przyrodę. Również samo istnienie tajemniczego boga bez twarzy w bardzo prosty sposób mówi nam, że możemy być tym, kim tylko zapragniemy zostać. To od nas samych zależy jaką drogę wybierzemy i w którą stronę zdecydujemy się skierować. Egzystencja innych ludzi ma na nas ogromny wpływ, fakt faktem jednak, że nasze życie zależy w głównej mierze tylko i wyłącznie od nas samych.

Dobrze wiem, że nie udało mi się tymi słowami oddać piękna tej opowieści. „Spirited Away” to film cudownie oddziałujący na wyobraźnię, pozwalający nam poczuć się po raz kolejny dzieckiem, film poruszający, a także wywołujący śmiech i wspaniale budujący chwile napięcia. Animacja ta sprawia, iż pragnienie znalezienia się w tym niezwykłym świecie jest aż nazbyt silne, pomimo odrażającej i karykaturalnej Yubaby, która nie jest też tak straszna, na jaką wygląda. Jak najbardziej zachęcam do jego obejrzenia.

Ten post leżał w wersjach roboczych już od ponad roku, uznałam więc, że najwyższa pora go opublikować. Oglądaliście ten film? Podzielcie się wrażeniami!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.