3 listopada 2016

Najgorsze książki wakacji 2016


Ach, zbyt długo zabierałam się do napisania podsumowania wakacji, które nie ma już teraz zbytniego sensu, wobec czego postanowiłam ograniczyć się jedynie do dwóch postów. W dzisiejszym przedstawię wam najgorsze książki, które przeczytałam w okresie lipiec - wrzesień, w kolejnym natomiast opiszę te, które spodobały mi się najbardziej.

Zanim przejdę do rzeczy, oto drobne podsumowanie moich wakacyjnych osiągnięć: w lipcu udało mi się przeczytać 13 książek, w sierpniu zaledwie 6, we wrześniu już 10, więc w sumie 29 książek przez 3 miesiące. Uznaję to za naprawdę dobry wynik, tym bardziej, że w sierpniu dopadło mnie drobne czytelnicze załamanie, zbytnio nie chciało mi się sięgnąć po żadną książkę, natomiast we wrześniu głównie przygotowywałam się do obrony licencjackiej, którą miałam w październiku (więc w sumie przeczytanie aż 10 książek jest naprawdę super!). Jestem z tego wyniku bardzo zadowolona, nie będę ukrywać, jednak przejdźmy już do powieści, które były najgorszymi książkami przeczytanymi przeze mnie w tegoroczne wakacje.

Dwór cierni i róż, Sarah J. Maas
Od pierwszej chwili, gdy tylko pojawiła się informacja o zbliżającej się premierze „Szklanego tronu” postanowiłam sobie, że koniecznie chcę tę książkę przeczytać, a co rusz pojawiające się pozytywne recenzje zachwalające tę powieść jedynie utwierdzały mnie w przekonaniu, że prawdopodobnie jest na co się skusić. Pech chciał, że zamiast po „Szklany tron” sięgnęłam jednak po „Dwór cierni i róż”, książkę przypadkowo znalezioną w bibliotece, której szczerze mówiąc nie planowałam nawet czytać. I jaki to był zawód! Trafiłam na książkę z niesamowicie tandetnym romansem, z główną bohaterką, która w ogóle się nie rozwijała, irytowała mnie swoim zachowaniem i niekonsekwencją w działaniu, z akcją, która wlekła się do granic możliwości oraz z męskim bohaterem, który z zachowania przypominał raczej - nie uwłaczając szlachetnemu zwierzęciu - świnię. Jak można się w kimś takim zakochać, no jak?! Zniosłabym jakoś tę książkę, gdyby jednak nie ten nieszczęsny romans, oparty jedynie na seksie i pożądaniu, bez jakiegokolwiek uczucia.

Black Ice, Becca Fitzpatrick
Gdy byłam w gimazjum seria „Szeptem” była jedną z moich ulubionych serii, której co prawda nie przeczytałam w całości, niemniej jednak pamiętam, że byłam nią bardzo usatysfakcjonowana. Kiedy więc sięgnęłam po „Black Ice” byłam pełna entuzjazmu, nastawiona do niej bardzo pozytywnie, pomimo tego, że przeczytałam o tej książce bardzo wiele negatywnych opinii (w zasadzie było ich nawet więcej niż pozytywnych recenzji) i szczerze mówiąc... jakże mogłabym się z nimi nie zgodzić? Autorka, która gloryfikuje romans między kobietą, a jej oprawcą powinna się po prostu wstydzić. Niektórzy powiedzą: syndrom sztokholmski, a ja na to: nie w tym przypadku. Pomijając fakt, że powieść ta dłużyła mi się niemiłosiernie, a jej akcja była bardzo nudna, to czytanie tej książki było dla mnie po prostu obrzydliwe. Traciłam apetyt po każdym fragmencie, w którym autorka opisywała rodzące się między dwójką bohaterów uczucie i z wielką ulgą odłożyłam tę książkę na półkę.

Między wierszami, Tammara Webber
Jestem zaskoczona tym, jak bardzo książka tej autorki nie przypadła mi do gustu, ponieważ czytane wcześniej dwie inne jej powieści bardzo mi się spodobały. Ba, one mnie wręcz zachwyciły! W tej książce nie działo się jednak praktycznie nic godnego uwagi. Miałam wrażenie, jakby akcja stała w miejscu, a autorka skupiła się tylko na kreowaniu romansu pomiędzy główną bohaterką a jej partnerem filmowym. Czytało mi się to bardzo ciężko, ponieważ bohater ten miał tak naprawdę pstro w głowie, zachowywał się jak - za przeproszeniem - rozwydrzony gówniarz, któremu z racji tego, że jest gwiazdą filmową, wolno jest wszystko. Muszę jednak szczerze przyznać, że bardzo miłym zaskoczeniem było dla mnie zakończenie tej powieści, dosłownie kilka ostatnich stron. Jestem w szoku, ponieważ zdecydowana większość tej książki nie zasługuje nawet na marne 1/10, natomiast ostatnie strony odwróciły akcję o 180 stopni, a jej zakończenie totalnie mnie w sobie rozkochało.

Miłość i kłamstwa, Cecelia Ahern
Moje pierwsze spotkanie z literaturą tej autorki i jakże nieudane. Motyw śledztwa zwarty w tej książce wydał mi się kompletnie bez sensu, bez jakichkolwiek podstaw, jakby autorka chciała wcisnąć czytelnikowi coś, co kompletnie nie trzyma się kupy. Gdyby to całe śledztwo miało jakiekolwiek, konkretne podstawy, wówczas nie śmiałabym powiedzieć o tym wątku złego słowa. Niestety jednak motyw ten był tym, na czym opierała się cała historia, przez co cała powieść bardzo mi się nie spodobała. Niesamowicie mnie wynudziła, poza tym kompletnie nie potrafiłam zgrać się z bohaterami tej powieści, ani trochę się do nich nie przywiązałam, a główna postać wręcz działała mi na nerwy.

Ciekawa jestem jakie były najgorsze książki, jakie Wy przeczytaliście w trakcie wakacji? Podzielcie się tytułami!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.