7 listopada 2016

More Happy Than Not, Adam Silvera


Początkowo nie planowałam recenzować tej książki, ponieważ chciałam zrobić sobie drobną przerwę od pisania i dać wam odpocząć od codziennie pojawiających się postów. Im bardziej jednak zagłębiałam się w tę powieść, tym bardziej naglącą czułam potrzebę, aby podzielić się z wami moimi wrażeniami na temat tej lektury. Aby dać wam znać, jak cudowna i łamiąca serce jest to historia, aby napisać o niej choć kilka słów, żeby inni ludzie również mogli usłyszeć o tej pięknej książce, która sprawiła, że w sercu mam dziurę wielkości pięści i kto wie, jak dużo czasu minie, zanim w ogóle w minimalny choć sposób da się ją załatać. 

„More Happy Than Not” opowiada o 16-letnim Aaronie, którego ojciec kilka miesięcy temu z niewiadomego powodu popełnił samobójstwo. Od tego momentu chłopak nieustannie zmaga się ze smutkiem i niechcianymi myślami. Całe szczęście ma on u swego boku zapracowaną matkę i kochającą dziewczynę, które są z nim zawsze, aby go wspierać. Pewnego razu Genevieve wyjeżdża, Aaron natomiast swój wolny czas zaczyna spędzać z nowo poznanym Thomasem, który jako jedyny potrafi sprawić, że chłopak znowu czuje się szczęśliwy. Kiedy jednak Aaron odkrywa, że czuje wobec niego coś więcej niż przyjaźń, cały jego świat staje do góry nogami. Czy chłopak będzie potrafił pogodzić się z nowymi uczuciami? Czy może jedynym rozwiązaniem tej sytuacji jest udanie się do nowo powstałego Instytutu Leteo, aby wszystkie wspomnienia o Thomasie i darzącym go uczuciu zostały Aaronowi zabrane? 

Przez połowę tej książki myślałam, że nic w niej nie będzie dla mnie żadnym zaskoczeniem. Czytało mi się ją bardzo przyjemnie, szybko, była to świetna lektura, jednak... szczerze mówiąc, nic poza tym. Wtedy jednak, nie wiem nawet w którym dokładnie momencie, autor zaserwował mi tak niesamowity, tak zaskakujący twist w akcji, że jak tylko po dłuższej chwili dotarło do mnie, co tak naprawdę się stało (uwierzcie mi, że kompletnie się tego nie spodziewałam i naprawę nie wiedziałam, jak powinnam w tym momencie zareagować), wówczas po prostu musiałam odłożyć na chwilę czytanie tej książki, aby zebrać szczękę z podłogi, uspokoić myśli i szalenie walące serce, wziąć głęboki wdech i dopiero wtedy mogłam przystąpić do dalszej lektury. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak nieoczekiwanym zwrotem akcji, nie zostałam również przez żadnego autora tak gwałtownie zaskoczona, jak zrobił to Adam Silvera. Nie był to jednak jedyny jego „wybryk”, od tego konkretnego momentu co chwilę natrafiałam na wydarzenia, które zrzucały mnie z fotela, przez co już po przeczytaniu tej książki odłożyłam ją totalnie oszołomiona (była jakoś 2 w nocy, później jeszcze przez co najmniej godzinę leżałam z otwartymi oczami, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie mogłam przetrawić tego, jak ta książka się zakończyła i jak wielkie wrażenie wywarła na mnie cała powieść).  Po prostu coś niesamowitego, nawet w tej chwili, pisząc tę recenzję, nie jestem w stanie zebrać myśli do kupy, aby napisać coś konstruktywnego, co miałoby ręce i nogi. 

„More Happy Than Not” jest niesamowicie emocjonalną lekturą, jednakże nie tylko z tego względu, że opowiada o homofobii czy odkrywaniu swojej seksualności. Owszem, to bardzo ważny aspekt tej powieści i z całą pewnością jeden z głównych jej wątków, jednak książka Adama Silvery porusza również kilka innych, ważnych tematów. Są nimi chociażby depresja, samobójstwo, radzenie sobie z samobójczymi myślami, które zajmują bardzo istotne miejsce w tej historii. Jeżeli jednak przyjrzymy się głębiej, z łatwością dostrzeżemy, że sedno tej powieści tkwi tak naprawdę w czymś zupełnie innym.

Każda strona w tej powieści mówi czytelnikowi, że życie nie zawsze wygląda tak, jak by się chciało, żeby wyglądało, za każdym wydarzeniem kryje się opowieść, że nie zawsze otrzymuje się to, czego się pragnie. Droga do szczęścia nigdy nie jest usłana różami, to droga poprzez ból, niepowodzenia i cierpienie, które jednak sprawiają, że kiedy to szczęście w końcu się osiągnie, jest ono wówczas jeszcze piękniejsze i cenniejsze niż w naszych wyobrażeniach. „More Happy Than Not” to przepiękna książka o akceptacji, o zrozumieniu, że złe rzeczy są częścią ludzkiej egzystencji, że smutku i łez nie da się uniknąć, ale da się przezwyciężyć to obezwładniające niekiedy uczucie przerażenia.

Bohaterowie tej powieści są przepięknie wykreowanymi charakterami z jakimi nie spotkałam się od momentu przeczytania trylogii All For The Game Nory Sakavic. Są oni niezwykle skomplikowanymi postaciami, dlatego każdy z nich niekiedy wzbudzał we mnie bardzo ambiwalentne uczucia. Adam Silvera stworzył postacie niesamowicie realistyczne, niczym ludzie, którymi się otaczamy. Postacie pełne wad i niedoskonałości, postacie bardzo szczere, które ze swoimi problemami radzą sobie w bardzo nieuporządkowany, chaotyczny sposób, dzięki czemu wydają się jeszcze bardziej rzeczywiste. Postacie, które łamią serce, ponieważ nawet już po przeczytaniu książki nie tak łatwo jest się od nich uwolnić - pozostają oni w umyśle czytelnika, który nie przestaje zastanawiać się nad ich niekiedy wręcz tragicznymi losami, o których nie tak łatwo jest zapomnieć. 

Nie potrafię wyobrazić sobie osoby, która po przeczytaniu tej książki mogłaby dalej ruszyć ze swoim życiem tak, jak gdyby nic się nie stało. Nie wierzę, że „More Happy Than Not” nie wpłynęłoby w drobny chociaż sposób na każdego, kto zdecyduje się na przeczytanie tej powieści. Ja sama nie wiedziałam, w co się dokładnie pakuję, kiedy zdecydowałam się na jej przeczytanie. Jeżeli oczekujecie uroczej, trochę wzruszającej powieści z pięknym wątkiem miłosnym to tutaj nie macie czego szukać. Ta powieść wyrwie wam z piersi serce, brutalnie je zdepcze i zostawi na pastwę losu i obezwładniających emocji. Z drugiej jednak strony jest to lektura w pewien sposób przynosząca nadzieję. Opowiada ona o odkupieniu, czerpaniu radości z najdrobniejszych elementów codziennego życia, o poszukiwaniu szczęścia, które jest ukryte bliżej, niż się tego spodziewamy. To gorzko-słodka książka o tym, że szczęście nie przychodzi łatwo, o złamanych sercach, o fizycznym i psychicznym cierpieniu i wielkiej stracie. Książka, którą pokochałam całym sercem i którą gorąco polecam każdemu. 

Zanim jednak ruszycie dalej, chciałabym, abyście zastanowili się nad pewną rzeczą, która mi samej nie daje spokoju. Gdyby była taka możliwość, pomimo ryzyka, iż może się to nie udać, czy zdecydowalibyście się na odebranie sobie najboleśniejszych wspomnień? Czy wybralibyście łatwą drogę ku szczęściu, zapominając o najboleśniejszych wydarzeniach, pozwalając, aby zostały one zmienione? Czy może jednak stanęlibyście twarzą w twarz z tragediami waszej przeszłości, z cierpieniem, które was ukształtowało, sprawiło, że jesteście tym, kim jesteście w tym momencie, ruszyli pod górę i próbowali znaleźć szczęście na własną rękę?

But for tonight, this is enough. From the shapes cast by the green paper lantern, you would never know that were were two boys sitting closely to one another trying to find themselves. You would only see shadows hugging, indiscriminate.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.