22 lutego 2017

Gwiezdny wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka, Katarzyna Berenika Miszczuk


Twórczość Katarzyny Bereniki Miszczuk znam już od bardzo dawna, bo to na początku gimnazjum „Wilk” i „Wilczyca” jej autorstwa umilały mi bezczynne spędzanie czasu na świetlicy w oczekiwaniu na autobus powrotny do domu. Nie zawsze przygoda z książkami tej autorki była udana, przez powieść „Ja, diablica” ledwo przebrnęłam i na kolejne części tej trylogii postanowiłam nie sięgać, natomiast jej najnowsze książki z cyklu „Kwiat paproci” niesamowicie przypadły mi do gustu. Jak natomiast wygląda sytuacja z „Gwiezdnym wojownikiem”, pierwszą komediową powieścią tej autorki?

Książka opowiada o grupce żołnierzy znajdujących się na statku o nazwie „Gwiezdny wojownik”, którzy mają jeden tak naprawdę cel:  zestrzelić asteroidę, która leci w kierunku niemalże całkowicie zniszczonej Ziemi, aby całkowicie ją unicestwić. Sytuacja jednakże zaczyna się komplikować w momencie, w którym do ekipy dołącza księżniczka Macrosoft o imieniu Sisi, która przeznaczona jest księciu Epple – czy ślub mający na celu zjednoczenie zwaśnionych królestw dojdzie do skutku?

Cały sęk w czerpaniu radości z czytania tej książki polega na tym, żeby nie brać jej zbyt na serio, bo tak naprawdę w całej tej książce nie ma ani grama powagi. Całość napisana jest z humorem, przymrużeniem oka i ogromną dawką absurdu, do którego jeżeli podejdzie się zbyt poważnie, wówczas można bardzo mocno się tą powieścią zawieść. Wielu wydarzeniom w tej powieści brakuje logiki, niektóre z nich są natomiast zbytnio przesadzone, niemniej jednak jeżeli chodzi o książkę będącą parodią bardzo popularnej space opery i jednocześnie komedią o próbie ratowania świata, wówczas chyba po prostu nie da się inaczej tych wydarzeń przedstawić. 

Spodobało mi się w tej powieści to, że znaleźli się w niej bohaterowie o skrajnie różnych charakterach. W „Gwiezdnym wojowniku” nie ma dwóch takich samych postaci i dzięki tak różnorodnym charakterom do powieści wprowadzono wiele zawirowań i szaleństwa, które nie raz wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Niemniej jednak niezbyt dobrze zostały oni wprowadzeni w tę powieść, ponieważ zamiast stopniowo przedstawiać każdego z nich i pozwolić czytelnikowi na zapoznanie się z każdą postacią, autorka zdecydowała się ona na wrzucenie całej tej gromady w jednej chwili, przez co dopiero pod sam koniec byłam w stanie w jakiś sposób ich odróżnić i wymienić każdego bohatera po kolei. Przez długi czas mieszały mi się ich nazwiska i funkcje pełniące na statku, przez co nie byłam w stanie do nikogo się przywiązać. 

Jak to często w tego typu książkach bywa – bohaterowie ci są karykaturalni i niesamowicie wręcz przerysowani. I o ile mogłoby to być zabawne (do pewnego momentu było, i to nawet bardzo), w pewnym momencie autorka zaczęła popadać w przesadne, krzywdzące stereotypy (jak w przypadku jednego z bohaterów o imieniu Jose) oraz przedstawiła swoje postacie w gruncie rzeczy z jednego tylko punktu widzenia. W ten sposób Stefan stał się wiecznym lekomanem/pesymistą, Natalie nieco pustą pięknością, dla której liczyła się tylko opinia mężczyzn, a komandor Wysocki dowodzący misją zyskał miano alkoholika. Nie pogardziłabym poznaniu tych postaci w trochę inny sposób, który pomógłby mi dowiedzieć się o nich czegoś więcej, ponieważ mieli oni w sobie naprawdę sporo potencjału na to, aby stać się znakomitymi, niezwykle interesującymi postaciami.

Sięgając po tę książkę liczyłam na kawał rewelacyjnego humoru, który pozwoli mi na chwilę odprężenia, tym bardziej, że książka, którą czytałam wcześniej porządnie dała mi w kość i bardzo mocno zagrała mi na emocjach. Owszem, otrzymałam bardzo zabawną opowieść, przy czytaniu której nie raz parskałam śmiechem pod nosem, niemniej jednak znalazłam w niej wiele momentów, w których ten humor był wymuszony, a chwilami wręcz sprawiał wrażenie pisanego kompletnie od niechcenia, przez co niestety wcale mnie nie śmieszył. Gdyby tylko wszystkie sceny zostały napisane przez autorkę z taką lekkością, jak te, które najbardziej przypadły mi do gustu, wówczas naprawdę mogłabym powiedzieć, że jestem tą książką zachwycona.

W przypadku „Gwiezdnego wojownika” powstrzymam się od polecenia tej książki czy odradzenia jej, pozostawiając decyzję o jej przeczytaniu w całości w waszych rękach. Jak sami widzicie nie jestem z niej do końca zadowolona, wydaje mi się, że parodia nie jest czymś, co Katarzynie Berenice Miszczuk wychodzi najlepiej, dlatego jeżeli chcecie zapoznać się z twórczością tej autorki, wówczas zdecydowanie zachęcam was do sięgnięcia po cykl „Kwiat paproci”, którego do tej pory pojawiły się dwa tomy – te powieści jak najbardziej mogę polecić. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.