6 kwietnia 2017

Oddam ci słońce, Jandy Nelson


Muszę przyznać, że trochę się obawiałam sięgnięcia po tę książkę, ponieważ ostatnimi czasy bardzo popularne powieści, uwielbiane przez większość czytelników z reguły nie przypadają mi do gustu i zbierają u mnie zaskakująco negatywne opinie. Nie mam pojęcia czym tak naprawdę jest to spowodowane, niemniej jednak w jakiś dziwny sposób zależało mi na tym, aby „Oddam ci słońce” nie dołączyło do tego grona i znalazło się wśród książek, które będę bardzo miło wspominać. I tak się o dziwo stało – powieść Jandy Nelson jeszcze długo pozostanie w mojej pamięci. 

„Oddam ci słońce” opowiada o losach bliźniaków – Noah i Jude – na przestrzeni zaledwie kilku lat. To historia przede wszystkim o ogromnej miłości, ale także o relacjach między rodzeństwem i rodzicami, o zagubieniu i poszukiwaniu swojej własnej tożsamości. Jest to lektura opowiadająca o próbie znalezienia porozumienia między dwójką osób, które kiedyś były sobie bliższe, niż można byłoby przypuszczać. 

Przelewając swoje wrażenia na klawiaturę boję się, że nie oddam sprawiedliwości temu, jak fantastyczna jest to powieść i jak zadziwiający ogrom emocji ona we mnie wywołała. Chyba żadne słowa nie będą w stanie przedstawić tego, co dokładnie czułam, czytając tę książkę i choćbym nie wiem jak bardzo się starała, to i tak nie będę potrafiła pokazać wam tego, jak wielkie wrażenie wywarła na mnie historia Noah i Jude. Czasami, w przypadku bardzo wyjątkowych książek, recenzowanie ich jest znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. „Oddam ci słońce” jest jedną z tych powieści, przy której naprawdę nie mogę znaleźć odpowiednich słów, aby pokazać choć ułamek tego, co czułam czytając tę książkę. 

Historia opisana jest z dwóch perspektyw – z punktu widzenia Noah, gdy ma on 13/13,5 lat oraz z punktu widzenia 16-letniej Jude. Relacja łącząca tę dwójkę jest naprawdę niesamowicie przedstawiona – dwójka ludzi kochająca się najbardziej na całym świecie, z pozoru sprawiająca wrażenie, jakby dzielili między sobą jeden wspólny umysł, z biegiem czasu i z powodu przeróżnych zawirowań losu zaczyna się coraz bardziej od siebie oddalać. Niedopowiedzenia, niewyjaśnione sytuacje, sekrety i tajemnice sprawiają, że Noah i Jude coraz bardziej się od siebie odsuwają oraz zaczynają kroczyć indywidualnymi, niezależnymi od siebie ścieżkami. I pomimo ogromnego poczucia winy ciążącego na obojgu z nich, pomimo żalu, wciąż, niczym dobre duszki troszczą się o siebie i w jakiś drobny sposób starają się być dla siebie oparciem, chociaż dla każdego z nich jest to zadanie bardzo trudne do wykonania. Wszystkie emocje przepełniające bohaterów, wszystkie przytłaczające ich uczucia autorka przedstawiła tak namacalnie, że podczas czytania tej książki czułam dosłownie wszystko – cały ten żal, cały smutek, całe rozczarowanie i złość, dzięki którym znikome chwile radości stawały się jeszcze bardziej cenne. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak barwnych autorka stworzyła bohaterów, jak rzeczywiści i prawdziwi się oni wydawali – nie tylko bliźniacy, także postacie drugoplanowe. Jedyną rzeczą, której mi tutaj brakowało, była perspektywa 16-letniego Noah, której brak wywołał we mnie uczucie ogromnego niedosytu. Cały czas miałam wrażenie takiej dziwnej pustki, i choć narracje Noah i Jude bardzo fajnie się uzupełniały, chociaż oboje z nich udało mi się poznać w równie dużym stopniu, to jednak brak tej perspektywy starszego Noah bardzo mi doskwierał.

Elementem, który najbardziej mnie zachwycił w przypadku tej książki jest zdecydowanie język autorki. Język tak plastyczny, tak szalenie barwny, że czytanie tej powieści było doznaniem, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Cudownie poetycki, pełen metafor styl Jandy Nelson sprawiał, że tworzone przez nią zdania trafiały prosto w głąb mojej duszy i choć zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to aż do bólu banalnie, to inaczej niestety nie potrafię opisać tego, jaki wpływ na mnie miał sposób pisania tej historii. Autorka nie pisze tej książki, ona ją maluje niczym najznakomitsza artystka w taki sposób, że podczas jej czytania przed moimi oczami rozgrywał się taniec tak oszałamiającej feeri najpiękniejszych barw, że brudna szarość rzeczywistości znikała w mgnieniu oka, gdy tylko brałam „Oddam ci słońce” do ręki. Cudowna lekkość języka Jandy Nelson sprawiała, że przez jej powieść dosłownie płynęłam i najchętniej płynęłabym znacznie dłużej, gdyby nie to, że ta opowieść – jak wszystko inne – musiała się kiedyś skończyć. 

„Oddam ci słońce” jest tak naprawdę powieścią o trudach codziennego życia, o poszukiwaniu swojej własnej tożsamości, o popełnianych błędach i dokonywanych wyborach, które mają niesamowicie duży wpływ na naszą przyszłość. O podejmowanych decyzjach, których zaczynamy żałować, a które w pewien sposób bardzo silnie kształtują nasz charakter, o godzeniu się z rzeczywistością i stawaniu naprzeciw przeciwnościom losu i kłodom rzucanym pod nogi. Jest to niesamowicie ekscytująca opowieść o silnych i szalenie skomplikowanych relacjach przeplatających się między rodzeństwem a rodzicami, a także przede wszystkim „Oddam ci słońce” jest zaskakująco dojrzałą i przemyślaną powieścią o miłości i przyjaźni, która ma wiele różnych nazw i odcieni.

Jeszcze długo będę żyła tą powieścią, tego jestem pewna. Długo będę wspominała pięknie wykreowanych bohaterów, szczególnie Noah, którego losy wydały mi się zaskakująco bliskie. Za każdym razem, gdy przymknę oczy i pomyślę o tej książce przypomnę sobie, jak cudownym doznaniem było czytanie tej powieści, jak niesamowicie wiele barw wprowadziła ona do mojego życia – chociaż na tę krótką chwilę. Myśląc o tej książce nieustannie będę zastanawiała się nad tym, jak czasami rozpacz i strata paradoksalnie stają się jedyną szansą na podtrzymanie tonącej rodziny, ale przede wszystkim pomyślę o tym, jak szalenie intensywną i zaskakującą mieszankę tworzy smutek przeplatający się z radością, którego ulotne wrażenie – pomimo odłożenia książki na półkę – będzie mnie dręczyć jeszcze przez wiele długich miesięcy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.