10 kwietnia 2017

Wyścig śmierci, Maggie Stiefvater


Data premiery wznowienia: 11.04.2017 r.

Szczerze mówiąc trochę obawiałam się przeczytania tej książki z powodu wielu negatywnych recenzji, z którymi się spotkałam, a które niestety niespecjalnie zachęcały mnie do sięgnięcia po tę powieść. Pomimo dosyć wysokiej oceny na Goodreads (w końcu 4,08 z prawie 74 tys. głosów nie jest wcale złym wynikiem), niekiedy dosyć ostre słowa czytelników, odnoszące się w szczególności do pomysłu autorki na napisanie tej powieści dały mi sporo do myślenia, mimo wszystko jednak moja miłość do mitologii sprawiła, że nawet najmniej przychylne recenzje nie byłyby w stanie odwieść mnie od przeczytania „Wyścigu śmierci”. I w sumie całe szczęście, bo dzięki temu poznałam naprawdę fantastyczną książkę. 

Wraz z początkiem listopada na niewielkiej wyspie Thisby co roku odbywa się Wyścig Skorpiona – w zawodach udział biorą jeźdźcy wraz ze swoimi śmiertelnie niebezpiecznymi wierzchowcami, których podobieństwo do swoich końskich braci kończy się jedynie na wyglądzie. Są to krwiożercze zwierzęta, których tylko wybitni jeźdźcy są w stanie kontrolować. Historię poznajemy z punktu widzenia dwóch postaci – Kate „Puck” Connolly, która nie planowała brania udziału w wyścigu, jednak problemy rodzinne sprawiają, że wraz ze swoją całkowicie zwyczajną klaczą postanawia wyjątkowo stawić czoło wyzwaniu. Drugim bohaterem jest Sean Kendrick, czterokrotny zwycięzca Wyścigu Skorpiona, który tym razem zawalczy o coś znacznie cenniejszego niż główna nagroda.

„Wyścig śmierci” z pewnością będzie nie lada wyzwaniem dla osób, które lubią w książkach wartką akcję i ekscytujące wydarzenia, od których czytania nie sposób się oderwać, ponieważ jest to trochę innego rodzaju książka. Z góry uprzedzam, iż nie twierdzę, że opowieść jest nudna, wręcz przeciwnie! Akcja w „Wyścigu śmierci” rozgrywa się po prostu stosunkowo powoli, autorka daje sobie sporo czasu na to, aby zapoznać czytelnika z obyczajami panującymi na wyspie Thisby, z wyglądem wykreowanego przez nią świata, z bohaterami, a w szczególności z relacjami łączącymi each uisce (konie wyłaniające się z głębin morza, które wykorzystywane są w tej książce do  brania udziału w rozgrywających się każdego roku zawodach) z ludźmi. Maggie Stiefvater naprawdę w doskonały sposób pozwala czytelnikowi zapoznać się z wymienionymi przeze mnie powyżej elementami, na czym trochę ucierpiało niestety tempo akcji. I o ile mi to absolutnie nie przeszkadzało, ponieważ od samego początku do końca czytałam tę książkę z dużym zainteresowaniem, ani na chwilę nie myśląc o odłożeniu „Wyścigu śmierci” na półkę, tak zdaję sobie sprawę z tego, że dla mniej cierpliwych czytelników przebrnięcie przez tę powieść może wymagać trochę większej motywacji.

Dzięki skupieniu się na charakterystyce bohaterów, przedstawianiu relacji między nimi, a także między postaciami a each uisce, również dzięki przedstawieniu ich wewnętrznych rozterek, pragnień, chęci dążenia do spełnienia marzeń, które na daną chwilę wydają się być nieosiągalne autorka fantastycznie kreuje portret dwójki bardzo wyrazistych postaci. Jestem naprawdę mile zaskoczona tym, jak szybko udało mi się polubić Puck i Seana, jak dobrze zrozumiałam kierujące nimi pragnienia, ich motywacje i ich marzenia, ku którym droga wymagała zapłaty w krwi i łzach. Z resztą nie tylko główni bohaterowie są naprawdę ciekawie i barwnie wykreowani, wiele pobocznych postaci także zostało bardzo dokładnie przez autorkę zarysowanych, nie wszystkich z nich oczywiście da się polubić, niemniej jednak zdecydowana większość z nich skradła moje serce.

Z racji tego, że Puck jest pierwszą w historii kobietą decydującą się na wzięcie udziału w Wyścigu Skorpiona, w związku z tym spotyka się ona z niesamowitą niechęcią ze strony mężczyzn, którzy nie zgadzają się na to, aby dziewczyna wystąpiła w zawodach, jej udział uważając za hańbę i niesprawiedliwość. Szczerze mówiąc te seksistowskie dyrdymały były jedyną rzeczą, które skutecznie podnosiły mi ciśnienie, z drugiej jednak strony paradoksalnie w naprawdę świetny sposób podkreślały siłę charakteru Puck, która nie zrażała się – delikatnie mówiąc – negatywnymi komentarzami, idąc przed siebie z wysoko podniesioną głową. Jestem zachwycona kreacją tej bohaterki i już nie mogę się doczekać przeczytania drugiej części tej trylogii, aby dowiedzieć się, jakie kłody pod nogi rzuciła autorka tej postaci w kontynuacji „Wyścigu śmierci”. 

Osoby oczekujące ekscytującego wątku romantycznego mogą być pod tym względem tą książką rozczarowane, ponieważ romans w tej powieści jest tak subtelny, że zdaje się nie istnieć. Nie piszę tego jako coś negatywnego, ponieważ ja sama niespecjalnie za romansami przepadam i dla mnie książki mogłyby całkowicie być ich pozbawione, niemniej jednak piszę to, aby uprzedzić Was, że w oczekiwaniu na wątek romantyczny powinniście uzbroić się w cierpliwość równie mocno, co w przypadku tempa akcji. Przez dosyć długi czas bowiem główni bohaterowie tej książki – Puck i Sean – nawet się nie spotykają, a gdy już do chodzi między nimi do małej interakcji to jest ona naprawdę bardzo skromna. Scen z udziałem tych postaci jest niewiele, dlatego jakiekolwiek prawdopodobne uczucie między nimi nie ma tak naprawdę dużej szansy na to, aby wykiełkować, co nie znaczy wcale, że się nie pojawia. Pojawia się, oczywiście, tylko naprawdę bardzo powoli, ale dzięki temu wątek ten jest nienachalny i pozbawiony niepotrzebnej ckliwości. 

„Wyścig śmierci” jest naprawdę bardzo dobrze napisaną książką, która czerpie z mitologi szkockiej, w ciekawy sposób wykorzystując nieco zmodyfikowany motyw each uisce – duchów wodnych przypominających konie, z tą różnicą, że są one mięsożerne i śmiertelnie niebezpieczne. Jest to powieść zawierająca kilka dosyć brutalnych scen, przed którymi z góry ostrzegam miłośników zwierząt – w szczególności koni, posiadająca intrygujący, trochę drapieżny, delikatnie mroczny klimat. Żałuję, że „Wyścig śmierci” nie jest dłuższy – bardzo chętnie kontynuowałabym lekturę, jednak pociesza mnie fakt, że jest to pierwszy tom trylogii, a pozostałe dwa wciąż czekają na przeczytanie. Bardzo gorąco zachęcam Was do przeczytania tej książki, w szczególności miłośników fantastyki i mitologii - „Wyścig śmierci” to książka hipnotyzująca do tego stopnia, że naprawdę trudno jest się od niej oderwać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.