21 kwietnia 2017

Flirt roku, Jennifer Echols


Szczerze mówiąc miałam zupełnie inne plany czytelnicze na najbliższe dni, po „Flirt roku” chciałam sięgnąć trochę później, gdy już zakończę lekturę „Z mgły zrodzonego” Brandona Sandersona i móc z czystym sumieniem sięgnąć po kolejną powieść. Z tego jednak powodu, że czytanie Sandersona szło mi bardzo powoli (co nie jest absolutnie niczym złym w przypadku tej książki!) i z uwagi na fakt, że chwilę wcześniej rozprawiłam się z książką, która wprawiła mnie w bardzo smutny i dobijający nastrój, poczułam niesamowitą potrzebę przeczytania jakiegoś lekkiego, odprężającego młodzieżowego romansu, który postawi mnie na nogi. „Flirt roku” Jennifer Echols był pod ręką, więc jakże bym mogła dalej jej się opierać?

Tia jest imprezowiczką, lubi się bawić, flirtować z chłopakami, a wśród swoich znajomych uchodzi za duszę towarzystwa. Nie ma ochoty na stały związek, dlatego od dopiero co poznanego chłopaka, nowego na Florydzie Willa, oczekuje tylko jednego – mile spędzonego czasu. Sytuacja zmienia się drastycznie, gdy Tia poznaje go bliżej, a między tą dwójką zaczyna rodzić się uczucie. Czy to możliwe, żeby kompletnie obca jej osoba nagle zmieniła jej nastawienie? 

„Flirt roku” jest pierwszą książką, w której spotykam się z odwróceniem ról, co jest naprawdę fantastycznym zabiegiem. Od pewnego czasu bardzo męczy mnie to, że w romansach młodzieżowych to praktycznie zawsze chłopak jest tym „niegrzecznym”, imprezowiczem, kimś, kto lubi się zabawić, a dziewczyna to klasycznie szara myszka, niepewna swojej wartości, która w towarzystwie chłopaka – będąc nim zauroczona – zaczyna rozkwitać. Jennifer Echols postanowiła ugryźć tę tematykę w trochę inny sposób i chwała jej za to! 

Bardzo odświeżające jest poznanie bohaterki, która jest duszą towarzystwa, lubi się bawić, lubi flirtować z nowo poznanymi chłopakami i jest fantastycznie pewna siebie i swojej wartości. Posiada cechy, których niesamowicie jej zazdroszczę, a które sprawiły, że z miejsca stała się bardzo bliska memu sercu. Tia to postać, która zaimponowała mi swoją otwartością, tym, że nie bała się powiedzieć tego, co myśli, choć nie zawsze wychodziło jej to na dobre. Podobało mi się to, że nikt nie oceniał jej za sposób, w jaki się zachowywała (bo na dobrą sprawę nikt nie powinien jej za to oceniać), a także to, że ją samą takie postępowanie w żaden sposób nie peszyło. Dawno nie spotkałam się z tak szczerą, tak pewną swojej osoby postacią i od tego momentu na takich bohaterów będę liczyć w sięganych przez siebie książkach. 

Naprawdę przyjemnie czytało mi się o nastoletnich perypetiach Tii i Willa, pomimo tego, że zdarzały się tutaj momenty, podczas których byłam nieco zirytowana zachowaniem głównej bohaterki. Szczególnie podczas klasycznych zagrań w stylu „wcale nie jestem zazdrosna, pomimo tego, że moje działania wskazują na coś całkowicie innego” albo kompletnie nieuzasadniona nienawiść wobec dziewczyny, z którą Will zaczął się spotykać, gdy Tia jasno i wyraźnie przedstawiła mu swój brak zainteresowania stałym związkiem. Wydaje mi się jednak, że są to elementy, bez których żaden młodzieżowy związek w literaturze (w takiej typowo romantycznej) nie może się obejść, dlatego mimo wszystko starałam się przymknąć na nie oko. Podobało mi się to, że relacja między bohaterami pozbawiona była większych dramatów, wyraźnie czuć było między nimi chemię, a niechęć głównej bohaterki do stałego związku miała bardzo rozsądne, doskonale zrozumiałe uzasadnienie.

„Flirt roku” nie jest oczywiście bardzo ambitną powieścią, ciężko jest doszukiwać się w niej jakiegoś głębszego sensu czy ukrytego znaczenia, dlatego też tak naprawdę nie za bardzo mogę coś więcej o niej napisać. Fakt faktem jednak – jest to bardzo przyjemna, odprężająca, a chwilami także niesamowicie zabawna młodzieżówka z ciekawie wykreowanymi postaciami, nawet tymi drugoplanowymi. Sięgnęłam po nią po to, aby „wrócić do formy”, aby pozbyć się choć odrobiny smutku wywołanego przygnębiającą lekturą i delikatnie się zrelaksować – powieść Jennifer Echols wypełniła swoje zadanie doskonale, w każdym z powyższych aspektów. Dlatego jeżeli jesteście akurat w nastroju na coś lekkiego, z fajną dawką humoru, albo jeżeli dopadł Was akurat jakiś zastój czytelniczy, wówczas gorąco polecam wam „Flirt roku”. Ta książka na pewno pozwoli Wam się odprężyć, a także z pewnością sprawi, że ponownie wciągniecie się w czytanie książek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.