13 września 2013

Kącik filmowy: Dary Anioła: Miasto Kości [2013]


Nie potrafię recenzować filmów, raz spróbowałam i straciłam przy tym nerwy, dlatego ten post traktujcie raczej jako garstkę moich osobistych przemyśleń na temat filmu Miasto Kości, na który ostatnio wybrałam się do kina. Miałam spore obawy co do tej ekranizacji, Dary Anioła to jedna z moich ulubionych serii, więc oczekiwałam tego, że pierwszą część potraktują w odpowiedni sposób, a ja nie będę zawiedziona po zakończonym seansie. Oczywiście zawsze mogłam nie iść do kina i oszczędzić sobie przykrych wrażeń, jednak tak szczerze - to absolutnie nie wchodziło w grę. Wobec tego na film poleciałam jak na skrzydłach i spóźniona jakieś pięć minut na sam początek filmu wlepiłam oczy w wielki ekran. 

Fabułę z pewnością większość z was zna, a jeżeli nie to w wielkim skrócie jednak napiszę: główna bohaterka, Clary Fray pewnego dnia odkrywa, że świat, w którym żyje, nie jest tak do końca zwyczajny. Czają się w nim demony i potwory rodem z najgorszych koszmarów, które tylko garstka wybrańców potrafi zobaczyć. Bohaterka poznaje grupkę osób, które wprowadzają ją w świat Nocnych Łowców i odkrywają przed nią tajemnice, o których nawet jej się nie śniło. Przyznam szczerze, że gdybym dopiero teraz usłyszała o filmie, bez wcześniejszej znajomości książek zapewne zignorowałabym opis, uznała za mega tandetny i nawet nie myślała o pójściu do kina. Kilka lat temu jednak miałam fioła na punkcie podobnych książek czy filmów, pierwszą część Darów Anioła przeczytałam jeszcze w 2 gimnazjum i cieszę się, że zdecydowałam się wtedy sięgnąć po te książki. Gdybym tego nie zrobiła, później czułabym do nich większą niechęć i ominęłaby mnie przygoda w niezwykłym świecie Nocnych Łowców, nie poznałabym jednocześnie bohaterów, którzy obecnie znajdują się w zdecydowanej czołówce moich ukochanych postaci literackich.

Jak większość miłośników tej serii, po informacji o wyprzedaniu praw do ekranizacji pierwszej części gorąco kibicowałam Alexowi Pettyferowi i marzyłam o tym, żeby wcielił się w postać Jace'a. Po ogłoszeniu, że to Jamie Campbell Bower zagra tę postać byłam zła i rozgoryczona, ponieważ wizualnie aktor ten całkowicie odbiegał od moich wyobrażeń o Waylandzie (Pettyfer w zasadzie też, jeszcze za czasów Alex Rider: Misja Stormbreaker byłby idealny, teraz jednak przybyło mu lat, co widać). Do innych aktorów nie miałam zastrzeżeń, dlatego też i do Jamiego przekonałam się w niedługim czasie, jednak, jak się okazało, w moich obawach było trochę słuszności. 

Jamie to dobry aktor, nie będę temu zaprzeczać, ponieważ widziałam go w kilku filmach i w serialu Camelot i choć jakoś wybitnie nie przykuł mojej uwagi to do jego zdolności aktorskich większych zastrzeżeń nie mam (nie jestem też wielką znawczynią). W Mieście Kości zagrał dobrze, jednak Jace'a przedstawił w zupełnie inny sposób niż możemy przeczytać o tym bohaterze w książkach, nadał mu kompletnie innego charakteru i dla mnie nie jest to nic, z czego mogłabym być zadowolona. Jace w ekranizacji to zbyt grzeczny i zbyt poukładany chłopiec, brakowało mu sakrazmu (pomimo kilku żywcem wyciętych z książki tekstów) i nutki prowokacji, którą mogłam wyczuć w powieści. Nie jestem zadowolona z zagrania przez Jamiego tej postaci i uważam, że aktor albo poszedł swoją własną drogą i zdecydował się wcielić w tego bohatera w właśnie taki sposób, albo po prostu coś mu nie wyszło i nie sprostał zadaniu. 

W kwestii pozostałych bohaterów jestem bardzo zadowolona, z wyjątkiem Valentine'a (o nim za chwilę). Ogromnie się ucieszyłam gdy usłyszałam, że Jocelyn zagran Lena Headey i uważam, że idealnie wcieliła się w tę postać, tak samo jak Aidan Turner grający Luke'a oraz cała reszta aktorów, którzy zagrali ważniejszych bohaterów. Lily Collins jako Clary okazała się być strzałem w dziesiątkę, nigdy wcześniej nie widziałam tej aktorki w żadnym filmie, jednak głowną bohaterkę zagrała niezwykle przekonująco, całkowicie oddała jej charakter i w dodatku popisała się fantastycznymi zdolnościami aktorskimi, o których wcześniej nie miałam zielonego pojęcia! W przypadku Magnusa bardziej zachwycona wyborem aktora być nie mogę, dzięki Godfreyowi pokochałam tę postać jeszcze bardziej niż podczas czytania książek, chociaż widziałam go na ekranie zaledwie przez chwilę, w dwóch malutkich scenach. Kevin to nie Alec, o którym mogłabym marzyć, jednak liczy się gra aktorska, którą jestem zachwycona, natomiast Jemima West? Nie tak wyobrażałam sobie Isabelle Lightwood, jednak to tylko kwestia wyglądu, a styl i klasę Nocnej Łowczyni oddała doskonale. Najbardziej zaskoczył mnie Robert Sheehan, tak idealnie wcielił się w Simona, że po zakończonym seansie mogłam myśleć tylko o tym, jak bardzo polubiłam tę postać, kiedy w książkach była mi całkowicie obojętna. Z wyglądu przypominał mi nieco Jamesa Franco grającego Ginsberga, a to tylko dodatkowy plus. 

Jak już wyżej wspomniałam: Valentine to druga postać, z której przedstawienia nie jestem do końca zadowolona. Ukazano go bardziej jako narwanego gościa, który postępuje bez większego przemyślenia niektórych spraw i zachowuje się jak typowy czarny charakter większości filmów. W książce odczułam, że jest on kimś więcej - w doskonały sposób manipuluje ludźmi, ale robi to z niezwykłą dla siebie klasą. Trochę szkoda mi tej postaci, tym bardziej, że grana jest przez doskonałego i niesamowicie utalentowanego aktora, jakim jest Jonathan Rhys Meyers. Choć Valentine to nie ten Valentine, którego mogłabym oczekiwać, to nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek inny wcielił się w tego bohatera. 

Co do samej akcji to toczy się ona bardzo szybko i choćby patrząc na nią poprzez pryzmat relacji Clary - Jace, gdybym nie znała książki, miałabym wrażenie, że w filmie tym chodzi tylko i wyłącznie o tandetny romans z pozoru zwykłej dziewczyny z niezwykłym chłopakiem. Oczywiście nie mogę się powstrzymać i porównuję tę relację do ich relacji znajdującej się w książce, ponieważ tam przedstawiona jest ona w lepszy sposób, bardziej do zniesienia, a nie jako zwykłą miłostkę, gdzie bohaterowie zakochują się w sobie w mgnieniu oka. Brakowało mi w tym filmie także wielu scen, na które ogromnie liczyłam, jednak ciężko oczekiwać, żeby książkę o ponad 500 stronach zmieścić w dwugodzinnym filmie, prawda?

Ze wszystkich scen w tym filmie najbardziej upodobałam sobie tę z imprezy u Magnusa (tu już pewnie wiecie o co mi chodzi), kiedy dochodzi do bardzo uroczej interakcji pomiędzy Magnusem a Alekiem. Niektórzy z was zapewnie wiedzą, że jestem w tej dwójce bezgranicznie zakochana, ich związek jest dla mnie niczym świętość, więc od samego początku tego filmu czekałam, aż chociażby padnie nazwisko Wielkiego Czarownika Brooklynu, co będzie znakiem na to, że niedługo ta postać się pojawi. Jestem przeszczęśliwa, że nie wycięli jego postaci (i jednocześnie oburzona, że były takie plany), ponieważ nie wyobrażam sobie tego filmu bez jego obecności, nawet, jeżeli pokazany jest przez jedynie kilka chwil. Idąc tym samym tropem, najgorszą sceną w całym filmie jest ta, w której Jace głaszcze włosy Clary przez portal - coś kompletnie idiotycznego i niezręcznego, jestem aż zdziwiona, że taka scena nie została wycięta.

Najbardziej zawiedziona jestem z soundtracku, chociaż sięgając po rozum do głowy - ciężko spodziewać się w takim filmie klasyki rocka, prawda? Niemniej jednak muzyka w tym filmie jest tym typem muzyki, której nie znoszę z całego serca, nie potrafię jej słuchać, chociaż to też nie jest tak, że zatykam uszy, gdy słyszę Lanę Del Rey czy Florence + the Machine (to nie soundtrack, tylko przykłady z mojej strony). Dlatego też ścieżka dźwiękowa jest według mnie jedną wielką porażką. 

Pomimo tego, że z wielu kwestii nie jestem zadowolona to uważam, że jest to jedna z lepszych książkowych ekranizacji. Nie widziałam ich wiele, więc nie mam porównania, jednak Miasto Kości to bardzo ciekawy film, na którego wydanych pieniędzy zdecydowanie nie żałuję. Do kina wybrałam się z kuzynką, która z seansu wyszła bardziej zachwycona niż ja. Może powodem jest to, że nie czytała wcześniej książki i nie może sobie niczego porównać? Przyznam jeszcze, że niektóre sceny były gorsze niż w niejednym horrorze. Chociaż kilka ujęć widziałam już w Internecie przed pójściem na film to zdecydowanie nie byłam przygotowana na zobaczenie ich na dużym ekranie i co chwilę podskakiwałam w fotelu lub zaciskałam pięści, licząc na to, że nic niepożądanego nieoczekiwanie nie wyskoczy na ekran. W kwestii efektów jestem zadowolona w 100%, szczególnie z wizualizacji Instytutu czy Cichych Braci. Film nie jest idealnym odzwierciedleniem książki, niektóre wydarzenia są poprzestawiane, jednak ode mnie otrzymuje on ocenę 8/10 i choć nie ląduje w ulubionych, to na pewno obejrzę go jeszcze raz, gdy już będzie dostępny w Internecie w jakiejś dobrej jakości. 

36 komentarzy:

  1. Przeczytać "Miasto kości" chcę od dawna, a na film również mam ochotę ;)

    Pozdrawiam

    PS Jaka zmiana! A tamten szablon był tak piękny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyszedł jednak czas na zmianę, tamten szablon wciąż mam na laptopie, więc niewykluczone, że jeszcze kiedyś powróci na bloga, gdy najdzie mnie ochota na ciemne tło. :)

      Usuń
    2. Rozumiem :) Też nie wytrzymałabym kilku lat z jednym szablonem (o ile masz go od pierwszych miesięcy bloga). Ale póki co, mojego nie zamierzam zmieniać :)

      Usuń
    3. No właśnie nie, z tamtym szablonem byłam przez jakieś pół roku, ale jestem osobą, która długo nie wytrzymuje z jednym wyglądem bloga, często je zmieniam. :) Myślałam też, że ciemny szablon to dobry pomysł, ale zaczął mnie trochę męczyć. Po prostu dla samej siebie musiałam to zrobić. :)
      A Twój szablon jest naprawdę piękny. :)

      Usuń
  2. Jakoś nie mogę się zabrać za książkę - nie moje klimaty, z filmem byłoby pewnie łatwiej, ale to by się kłóciło z moją zasadą, że zawsze najpierw książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie kto wie, kiedy obejrzysz film, prawda? :) Ja też uparcie wyznaję tę zasadę, przez co wciąż nie widziałam wielu filmów i seriali, ponieważ są na podstawie książek, których jeszcze nie czytałam.

      Usuń
    2. Kto wie, kto wie - ale raczej nieprędko ;)

      Usuń
    3. Nie ma co się śpieszyć, film nie zając - nie ucieknie. :)

      Usuń
  3. Dla mnie aktor grający Jace'a wygląda jak młodszy brat Anji Rubik xD Co do filmu to mam generalnie mieszane uczucia - niby to były przyjemne dwie godziny, ale... Wątek romantyczny jakoś nie chwycił mnie za serce. I jeszcze ta piosenka w scenie ,,oranżeryjnej" - normalnie atmosfera zrobiła się tak nadęta, że słów brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. :) Co do wątku romantycznego to jak czytałam książki przy pierwszych dwóch częściach bardzo lubiłam Clary i Jace'a, jednak później zaczęli mnie niesamowicie irytować i ich związek wydał mi się kompletnie nieinteresujący. W tym samym czasie coraz bardziej lubiłam związek Aleca i Magnusa, teraz więc Clary i Jace kompletnie mnie nie interesują i wszystko mi jedno co się z nimi stanie i z ich miłością.

      Usuń
  4. Miasto Kości to także jedna z moich ulubionych serii i widzę, że wszyscy byliśmy niepewni co do Jamiego w tej roli. Zgadzam się z Tobą, że mógł dodać nieco charakteru prowokującej postawie Jace'a. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jamie niestety kompletnie się nie popisał. :) Jednak daję mu kredyt zaufania, jeżeli powstanie ekranizacja Miasta Popiołów (oby!).

      Usuń
  5. I dlatego boje się zobaczyć film. Skoro Jace to jakby nie Jace to po co, ja się pytam ? Muszę się jeszcze zastanowić nad ekranizacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo się bałam iść na ten film, ale mimo wszystko moje uwielbienie do tej serii było silniejsze i po prostu musiałam zobaczyć ekranizację. Dobrze jest porządnie się zastanowić, żeby później nie żałować za bardzo. :)

      Usuń
  6. Też miałam ogromne obawy co do Jamiego, ale ostatecznie bardzo mi się spodobał :D Choć rzeczywiście trochę mu brakowało tego charakterku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zauważyłam, większość osób (czy może po prostu dziewczyn?) jest zachwycona grą Jamiego i przedstawieniem Jace'a, więc to pewnie kwestia gustu. :) Natomiast z wyglądu kompletnie mi do tej postaci nie pasuje.

      Usuń
  7. ogólnie się nie zgadzam z recenzją, ale zgadzam się co do soundtracku.
    mi się film szczególnie nie podobał, ale żadna niespodzianka, bo z książką było tak samo... wg mnie akcja nie była wartka (najlepszy dowód to to że mało nie usnęłam, a tak naprawdę nie jestem pewna czy to na pewno było "mało", bo oglądam jedną scenę, oglądam, oglądam i nagle pojawia się xxxx nowych osób, więc chyba trochę odpłynęłam xd). ale każdy ma swoje gusta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to kwestia gustu, niczego innego. :) Ja na filmie bawiłam się bardzo dobrze, miałam swoje oczekiwania, niektóre nie zostały spełnione, ale uważam, że to bardzo dobra ekranizacja. Nie wybitna, ale nie śmiałabym o tym marzyć, choć DA to jedna z moich ulubionych serii. Już w książkach akcja mnie porwała, więc z filmem musiało być tak samo.
      A soundtrack jest naprawdę koszmarny na całej linii.

      Usuń
  8. Nie myślałaś o nagrywaniu wideo-recenzji książek na yt? :) Nie wykluczając pisania zwykłych poza nimi oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie, nie nadaję się do takich rzeczy. :) Wolę pisać, mam problemy z dykcją, więc zanim nagrałabym jeden filmik zabrałoby mi to mnóstwo czasu, poza tym brak mi pewności siebie i przyzwoitego wyglądu, żebym w ogóle miała odwagę do nagrywania takich recenzji. :)

      Usuń
  9. Przeczytać i obejrzeć to mój priorytet :)Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że książki Ci się spodobają, jak dla mnie są naprawdę cudowne i porywające. :)

      Usuń
  10. Ta ekranizacja zrobiła dużo szumu ale osobiście nie zamierzam jej obejrzeć. Powodem jest chociażby to, że nie czytałem jeszcze ksiażki, a - co dziwne - nawet o niej nie słyszałem :o Ale jak nadrobię tę zaległość to obejrzę na komputerze z popcornem i ocenię :p Przy okazji zapraszam na rozdanie książkowe na moim blogu c: Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, szumu było sporo, a i tak zyski niezbyt satysfakcjonujące, co mnie bardzo smuci, bo nad kontynuacją stoi wielki znak zapytania. :) W takim razie zabieraj się za książkę, ciekawa jestem czy Ci się spodoba, ale gdy tak patrzę jakie powieści na swoim blogu recenzujesz i jakie oceny im wystawiasz to nie zdziwię się, jeżeli polubisz Miasto Kości i kolejne tomy. :)
      A co do rozdania to dziękuję za informację, jednak obie książki mam, więc dam szansę innym. :)

      Usuń
  11. Mnie film się bardzo spodobał, ale to może dlatego, że nie czytałam jeszcze książki. Opis filmu tak mi się spodobał, że ten jeden raz złamałam zasadę o przeczytaniu książki przed ekranizacją :P

    Jak tu inaczej na blogu. Kiedy tu zajrzałam nie wiedziałam, czy dobrze trafiłam. Na szczęście adres jest znajomy i ten czarny kot przy adresie też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe, moja kuzynka również nie czytała książki, a filmem była zachwycona. :) Ja raczej staram się najpierw czytać książki, później oglądać filmy/seriale i dlatego wciąż ociągam się z chociażby Percy Jacksonem, Dexterem, Under the Dome. :)

      A co do bloga to mam nadzieję, że zmiany wyszły na lepsze, ja osobiście dużo lepiej się teraz czuję, gdy mam jasne tło, jakoś tak mam wrażenie, że jest tu więcej miejsca. :)

      Usuń
  12. Czekam, aż będzie dostępny w Internecie, bo do kina chyba się nie wybiorę...
    Jestem już jakiś czas po książce, więc nieco pozmieniana fabuła i to, co wcześniej irytowało (bo przecież w książce było lepiej!), już nie wzbudza takich emocji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co nie mogę znaleźć tego filmu online w jakieś fajnej jakości, jednak niedawno była premiera, więc nic dziwnego. Niecierpliwie mimo wszystko czekam, aż będzie można go gdzieś obejrzeć, bo mam ochotę na ponowny seans. :)

      Usuń
  13. Książka była okropna, ale film i tak obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W głowie mi się nie mieści nazwanie tej książki okropną. :D Oczywiście żartuję, gusta są różne i to całkowicie zrozumiałe. :) W każdym razie ciekawa jestem: co Ci się w niej konkretnie nie spodobało?

      Usuń
  14. Jeśli nie zobaczę tego filmu w kinie to nie wiem co zrobię! Kocham książki Clare.
    PS. Otagowałam cię w zabawie "Zaksiążkuj nazwę bloga". Jeśli chcesz wziąć udział, szczegóły u mnie.
    Pozdrawiam,
    My Paper Paradise

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki, żeby udało Ci się zobaczyć ten film w kinie - nie ma to jak oglądanie go na wielkim ekranie. :)
      Dziękuję za otagowanie!

      Usuń
  15. Ja jestem nim strasznie zawiedziona. Książki nie czytałam ale podejrzewam, że jest lepsza od filmu który nie dostarczył mu właściwie żadnych emocji... Wynudziłam się na nim strasznie i po porostu nie polecam projekcji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mam nadzieję, że przynajmniej książką się nie zawiedziesz i pomimo tego, że to w zasadzie ta sama historia, ona Cię w jakiś sposób zainteresuje. :) Jest znacznie lepsza od filmu.

      Usuń
  16. Prawda jest taka, że po przeczytaniu książki boję się tego filmu niesamowicie. Martwię się, że całe moje wyobrażenie zburzy się, gdy tylko zacznę go oglądać. Jednak mimo to strasznie mnie ciągnie, żeby go obejrzeć, choćby ze względu na Magnusa, który jest moją ulubioną postacią jeszcze z Diabelskich Maszyn, za których czytanie wzięłam się jeszcze przed Darami Anioła. Nieziemski aktor, cudowna postać. Martwi mnie za to Alec, który zupełnie (nawet troszeczkę!) nie zgadza się z moim wyobrażeniem! Uwielbiam Aleca, ale Kevin w ogóle mi nie pasuje jako ta postać. Nienienie... Mogli wybrać lepiej :c

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nie oglądałam filmu, chociaż mam na to wielką ochotę, ale patrzyłam na obsadę i szczerze, to średnio mnie zachwyciła, ale nie chcę nic mówić, póki nie obejrzę. Zmartwiło mnie to, co napisałaś o Jasie i Valentinie, bo to moje ulubione postacie z książki, więc szkoda, że je popsuli.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.