Nie lubię rzucać słów na wiatr i nie kończyć spraw, które kiedyś rozpoczęłam. Wobec czego ruszam z nową, kolejną już jednak akcją wcześniej przeze mnie zapowiadaną. Będą to po prostu dyskusje na książkowe i około-książkowe tematy, niekoniecznie związane z literaturą. Dyskutować będziemy raz w miesiącu, nie chciałabym zbyt często publikować takich postów, żeby nie doszło do przesytu tą akcją. :) Mam wielką nadzieję, że akcja ta przyjmnie się dobrze i chętnie będziecie brać udział w takich dyskusjach, bo jeżeli frekwencja będzie słaba to prowadzenie takiej akcji raczej nie będzie miało sensu. Gorąco na was liczę i trzymam kciuki na ciekawą, kultularną wymianę zdań. Zachęcam do wypowiadania się. :)
Poruszymy temat dosyć popularny w naszych kręgach, bo nie raz można spotkać takie wpisy na stronach internetowych. Odkąd na rynek weszły e-booki często mówi się o wyparciu książki papierowej, o tym, że odchodzi w cień. Bardziej pesymistyczni twierdzą, że nastąpi jej całkowity upadek i sama nie wiem co jest bardziej przerażające: to, że ktoś jest w stanie myśleć w tak negatywny sposób czy to, że być może faktycznie znaczenie książki papierowej spada? Oczywiście nie wierzę w to, że książki papierowe spadną ze swojego tronu, jednak niepodważalnym faktem jest to, że popularność e-booków i audiobooków jest bardzo duża. Ludzie chętniej sięgają po takie wersje książek, bo są one znacznie bardziej komfortowe - sprzątając można włączyć sobie audiobooka i zaliczyć dwie rzeczy jednocześnie - wypełnianie obowiązków i słuchanie jakiejś powieści. Kupując czytnik zawsze można włożyć go do torby, nie męcząc się ciężarem książki, którą normalnie by się nosiło i czytało chociażby w komunikacji miejskiej. Tutaj oczywiście dochodzi problem zakupu takiego czytnika, bo nie każdy może sobie na niego pozwolić, a ich ceny są dla wielu zdecydowanie zbyt duże.
Chciałabym poznać wasze zdanie na ten temat. Lubicie e-booki i audiobooki czy jesteście tym formom literatury stanowczo przeciwni? Moja opinia na temat e-booków uległa zmodyfikowaniu długi czas temu, kiedy z desperacji sięgnęłam po nieoficjalne tłumaczenie pewnej książki, na której premierę się nie zapowiadało (na szczęście stało się inaczej) i od tego momentu nie byłam już taka niechętna wobec e-booków. Nie sięgałam po nie nader chętnie, bo miałam wtedy jeszcze stary komputer, który miał tragiczny monitor i czytanie na nim książek było horrorem dla moich oczu. Teraz, po zakupie laptopa znacznie chętniej sięgam po e-booki, szczególnie po te anglojęzyczne, bo mam znacznie przyjemniejszy ekran, który zdecydowanie sprzyja czytaniu na nim książek czy jakichkolwiek innych, dłuższych tekstów.
Inaczej sprawa ma się w moim przypadku z audiobookami - do tej pory jeszcze nie mam na swoim koncie żadnej książki w tej formie, oprócz fantastycznego słuchowiska Żywe trupy, które było moim pierwszy spotkaniem z taką formą. W recenzji napisałam, że prawdopodobnie zacznę sięgać po audiobooki, teraz jednak zaczynam wątpić w swoje postanowienie. Moje wątpliwości wobec nich wróciły i na nowo zaczynam uważać audiobooki za stratę czasu, za coś, co nie pozwoli mi prawdziwie przeżywać przygód bohaterów. Kolejnym częściom „Żywych trupów” nie mówię nie, a wręcz przeciwnie, z pewnością sięgnę po kontynuację, aczkolwiek książek słuchać nie zamierzam, znacznie większe zaufanie mam do pisanej formy, z którą pozostanę.
Nie jestem posiadaczką czytnika, nie mogę nawet czytać e-booków na swoim telefonie, dlatego sięgam po nie od czasu do czasu. Przyznam jednak, że gdyby taki czytnik zdarzyło mi się mieć z pewnością liczba czytanych przeze mnie e-booków znacznie by wzrosła, chociaż nawet wtedy nie zrezygnowałabym z kupowania papierowych książek, bo jest to coś, co sprawia mi największą przyjemność. Zapełnianie miejsc, kolejnych półek, wyszukiwanie zakamarków, żeby chociaż jeszcze jedna książka gdzieś się zmieściła, upychanie figurek w szafkach, żeby zrobić miejsce dla nowych książek, których może jeszcze nie ma, ale na pewno wkrótce się pojawią. Zamartwianie się, że „nie mam co czytać”, chociaż na półkach czeka tysiąć pięćset książek, a e-booków na laptopie jeszcze więcej. Jestem pewna, że najbardziej „wypasiony” czytnik nie zniechęci mnie do kupowania tradycyjnych książek.
Inaczej sprawa ma się w moim przypadku z audiobookami - do tej pory jeszcze nie mam na swoim koncie żadnej książki w tej formie, oprócz fantastycznego słuchowiska Żywe trupy, które było moim pierwszy spotkaniem z taką formą. W recenzji napisałam, że prawdopodobnie zacznę sięgać po audiobooki, teraz jednak zaczynam wątpić w swoje postanowienie. Moje wątpliwości wobec nich wróciły i na nowo zaczynam uważać audiobooki za stratę czasu, za coś, co nie pozwoli mi prawdziwie przeżywać przygód bohaterów. Kolejnym częściom „Żywych trupów” nie mówię nie, a wręcz przeciwnie, z pewnością sięgnę po kontynuację, aczkolwiek książek słuchać nie zamierzam, znacznie większe zaufanie mam do pisanej formy, z którą pozostanę.
Nie jestem posiadaczką czytnika, nie mogę nawet czytać e-booków na swoim telefonie, dlatego sięgam po nie od czasu do czasu. Przyznam jednak, że gdyby taki czytnik zdarzyło mi się mieć z pewnością liczba czytanych przeze mnie e-booków znacznie by wzrosła, chociaż nawet wtedy nie zrezygnowałabym z kupowania papierowych książek, bo jest to coś, co sprawia mi największą przyjemność. Zapełnianie miejsc, kolejnych półek, wyszukiwanie zakamarków, żeby chociaż jeszcze jedna książka gdzieś się zmieściła, upychanie figurek w szafkach, żeby zrobić miejsce dla nowych książek, których może jeszcze nie ma, ale na pewno wkrótce się pojawią. Zamartwianie się, że „nie mam co czytać”, chociaż na półkach czeka tysiąć pięćset książek, a e-booków na laptopie jeszcze więcej. Jestem pewna, że najbardziej „wypasiony” czytnik nie zniechęci mnie do kupowania tradycyjnych książek.