30 czerwca 2014

Lato drugiej szansy, Morgan Matson

Ile razy marzyliście o tym, żeby ktoś, kogo wcześniej zraniliście lub zawiedliście jego zaufanie dał Wam jeszcze jedną szansę? Ile razy chcielibyście cofnąć czas, naprawić pewne wydarzenia, aby zapobiec katastrofie, która w związku z nimi nastąpiła? Ile razy życzyliście sobie, żeby nagle pojawili się przed Wami dwaj faceci w czerni i wykonali tę cudowną sztuczkę z wymazywaniem pamięci, może nie tyle co na tej drugiej osobie, co raczej na Was samych, kiedy to wyrzuty sumienia okazywały się być niemożliwe do udźwignięcia? Czułam coś takiego niezliczoną ilość razy, dlatego z pełnym zdecydowaniem mogę uznać, że czytanie tej książki było dla mnie doznaniem dosyć osobistym. 

Taylor to nastolatka, która absolutnie niczym się nie wyróżnia, w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa, gdyż jej młodsza siostra jest utalentowaną baletnicą, a starszy brat z zapałem kolekcjonuje zdobytą wiedzę w przeczytanych przez siebie książkach. Cóż, a przynajmniej takie jest jej przeświadczenie, bo czy do swoich talentów wliczylibyście strach i ucieczkę przed każdą konfrontacją, gdy tylko na horyzoncie pojawiają się ciemne chmury? Zapewne nie. Kiedy jednak wychodzi na jaw, iż ojciec Taylor jest poważnie chory, rodzina postanawia spędzić ostatnie wakacje razem w domku nad jeziorem, do którego kiedyś lubili przyjeżdżać. Niestety, Taylor ostatni raz była tam w wieku 12 lat i porzuciła wówczas dwie najważniejsze osoby w swoim życiu – Lucy, jej przyjaciółkę i pierwszą miłość – Henry'ego. Zmierzenie się z przeszłością będzie dla niej trudniejsze, niż Taylor śmiałaby przypuszczać.

Nie będę nawet udawać, przyznam otwarcie: czytając tę książkę przeżywałam prawdziwą ekstazę godną mola książkowego, który właśnie napotkał na swojej drodze powieść, którą bez wątpienia może zaliczyć do swoich ulubionych lektur. Nie będę się również okłamywać, twierdząc, że „Lato drugiej szansy” nie jest znakomitą powieścią, bo... jest, oj, jest, i to jeszcze jak! Przeczytałam zaledwie kilka kartek tej książki, a już wiedziałam, że mam do czynienia z powieścią niebanalną, skomplikowaną oraz wciągającą od pierwszych stron. Ma ona nieco ponad 400 stron, a jednak wciąż uważam, że jest to zdecydowanie za mało, dla tak interesującej historii. O przynajmniej drugie tyle.

Mam dziwną awersję do żeńskich postaci w książkach, a jednak w tej powieści pokochałam Taylor całym sercem. Zaskarbiła sobie ona moją sympatię już od samego początku i być może jest to spowodowane faktem, iż bohaterka ta bardzo przypomina mnie samą. Czytając o przygodach Tyler, jej obawach, o tym, co ją przeraża, o jej nadziejach i marzeniach miałam wrażenie, jakbym poniekąd czytała o sobie samej, bo choć Tyler nie przypomina mnie w 100%, to z powodzeniem mogłaby być moją siostrą bliźniaczką. To, że tak łatwo było mi utożsamić się z główną bohaterką niewątpliwie wpływa na korzyść tej powieści.

Bardzo podobał mi się również język autorki, bo wcale nie był banalny, wcale nie był płytki, bezbarwny czy nie sprawiał również wrażenia, jakby dialogi bohaterów były sztuczne i nieprawdziwe. Tak naprawdę Morgan Matson posługuje się bardzo przyjemnym językiem, pozwalającym jednym kęsem wgryźć się w tę powieść i nie móc się później od niej oderwać. Jest to język typowo młodzieżowy, ale nie jest on młodzieżowy aż do przesady, autorka nie próbuje być cool, nie próbuje przypodobać się czytelnikowi, dzięki czemu jej styl jest bardzo wiarygodny, sympatyczny, dojrzały – idealnie wręcz dopasowany do tego typu powieści.

Nie do końca wiem, czy powinnam uznać tę książkę za idealną powieść na wakacje. Z jednej strony bardzo mnie to kusi, biorąc pod uwagę jej tematykę, miejsce i czas akcji, ale z drugiej strony jest ona tak pełna smutku i dramatu, że co wrażliwsze osoby zapewne nie skuszą się na jej przeczytanie w momencie, kiedy przeżywają dwa lub trzy miesiące błogiego lenistwa. Nie popełniajcie jednak błędu, przechodząc obok tej książki obojętnie. Ja prawie to zrobiłam i nawet nie chcę myśleć, że mogłabym nie poznać tak fantastycznej i dopracowanej w każdym calu lektury. „Lato drugiej szansy” to powieść o życiu, poprzeplatana jest dramatem i szczęśliwością, smutkiem i chwilami, które są warte zapamiętania. Daje ona sporo do myślenia, sprawia, że bohaterów pokochuje się z prędkością światła, żyje się ich życiem i przeżywa ich rozterki. Doznaje się całej gamy emocji, marszczy się brwi, przygryza trzęsącą wargę i im bliżej zakończenia, tym bardziej chlipie się niepowstrzymanie w kącie, czego ja sama nie mogłam uniknąć.

Powieść ta zdecydowanie nie jest typowym romansidłem i jestem gotowa kłócić się z każdym, kto tylko uważa inaczej i degraduję tę książkę do banalnego romansu. „Lato drugiej szansy” opowiada o czymś znacznie, znacznie więcej, o naszych najskrytszych marzeniach, o beztroskich chwilach, których często mamy w życiu zdecydowanie za mało, o czasie, który nieubłagalnie przecieka nam przez palce, o tym, że nigdy nie jest za późno, aby powiedzieć „kocham cię”, o tym, że spędzanie czasu z rodziną, bliskimi nigdy nie powinno być spychane na drugi plan i uznawane za przykry obowiązek, gdyż w dużej ilości przypadków czasu na coś takiego jest po prostu zbyt mało. Później pojawia się żal i smutek, poprzedzany jednocześnie wyrzutami sumienia, iż nie postępowało się inaczej, że nie doceniało się tego, co się ma i nie starało się tego okazywać. „Lato drugiej szansy” mówi również o tym, że nigdy nie jest za późno na wybaczanie, że chowanie urazy nie jest dobrym wyjściem, nie jest opłacalne, ponieważ często osoby, które raz nas zawiodły, okazują się najbardziej warte zaufania i zostają z nami do samego końca. Że na naukę i pokonywanie lęków nigdy nie jest za późno i nie jest to także niemożliwe. Powieść Morgan Matson to piękna, wzruszająca historia o miłości, stracie, nadziei i drugiej szansie, dlatego gorąco i bez dwóch zdań ją polecam.

Ocena: 10/10
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger