19 lipca 2014

Złodziejska magia, Trudi Canavan

Z Trudi Canavan po raz pierwszy spotkałam się podczas czytania Trylogii Czarnego Maga jeszcze w gimnazjum, czyli parę dobrych lat temu. Miałam wówczas znacznie większego hopla na punkcie fantastyki, niż mam teraz, a zakończenie tej trylogii, czyli książka „Wielki Mistrz”, wywołało u mnie największego książkowego kaca, z jakim się kiedykolwiek spotkałam, który spowodował, iż przez kilka tygodni nie byłam w stanie przeczytać żadnej powieści, gdyż tak bardzo przeżywałam tę lekturę. Po tak wielkim zachwycie, jakim obdarzyłam przygody Sonei, nawet nie zastanawiałam się nad tym, czy powinnam sięgnąć po „Złodziejską magię”, czy jednak nie.

„Złodziejska magia” to pierwsza część nowej trylogii tej autorki, która opowiada o przygodach dwóch bohaterów. Jednym z nich jest Tyen, student archeologii uczący się w Akademii, który pewnego dnia w starym grobowcu odnajduję książkę, która zwie się Vella - ma ona zdolność odczuwania, czytania w myślach i odpowiadania na pytania tego, kto w danym momencie trzyma ją w dłoniach. Tyen postanawia ją dla siebie zatrzymać, jednak nowe odkrycie przyniesie mu znacznie więcej komplikacji niż pożytku. Drugą postacią jest Rielle, córka farbiarza żyjąca w krainie, w której rządzą kapłani. Od zawsze uczono ją, że magia jest złem, którego należy unikać, jednakże w mieście pojawia się zdeprawowany człowiek, który bardzo chętnie nauczy ją posługiwania się magią, za co grozić jej może bardzo surowa kara.

Losy tych dwóch bohaterów poznajemy oddzielnie, na zmianę dowiadujemy się o przygodach Tyena i Rielle, które obfitują w tak wiele przeróżnych wydarzeń, że zdecydowanie nie można się przy tej książce nudzić. „Złodziejska magia” ma prawie 600 stron, a jednak czyta się ją tak szybko i tak płynnie, jakby miało się do czynienia z o wiele cieńszą książką, z którą można się rozprawić w góra dwa dni. Byłam trochę zaskoczona, że czytanie tej powieści poszło mi tak szybko, fakt faktem jednak, iż „Złodziejska magia” wciąga niesamowicie i gwarantuje wyśmienitą rozrywkę od pierwszych stron, aż do samego końca. 

Trylogię Czarnego Maga czytałam co prawda dosyć dawno temu i mam ledwie mgliste wspomnienia dotyczące tych książek, jednak porównując tę trylogię do „Złodziejskiej magii” mam wrażenie, jakbym spotkała się z zupełnie inną autorką. Widać oczywiście podobieństwo w stylu Trudi Canavan, a jednak światy te są od siebie tak różne, jakby powieść tę stworzyła inna pisarka. Niesamowite doświadczenie, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że także i światy dwóch głównych bohaterów tej książki są od siebie całkowicie inne. Miejsce, w którym żyje Tyen jest zaskakująco dobrze zmechanizowane, poznałam tutaj technologię, z którą nigdy wcześniej w literaturze fantasy się nie spotkałam (albo moja pamięć płata mi figle, co jest bardzo prawdopodobne), natomiast kraina Rielle rządzona przez kapłanów jest pełna surowych reguł, zasad i obowiązków, których ściśle trzeba się trzymać, aby nie narazić się na gniew kapłanów i - co gorsza - Aniołów.

Rzadko kiedy skupiam się w swoich recenzjach na postaciach danych powieści (a szkoda), jednakże tutaj zdecydowanie zasługują one na osobny akapit. Trudi Canavan wykreowała bohaterów, których losy wraz z biegiem akcji stają się czytelnikowi coraz bliższe, a ich przygody raz po raz zmuszają do wstrzymywania oddechu czy zagryzania warg z niepokoju. Wolelibyście książkę, którą moglibyście przeczytać bez większych emocji? Nie macie na co liczyć. Rielle to bohaterka, która z początku jest stosunkowo bardzo podatna na wpływy innych, co jest w oczywisty sposób powiązane z tym, w jakiej społeczności się wychowała, a jednak cudownie jest przyglądać się zmianie jej charakteru, kiedy dosyć szybko staje się bardziej samodzielna, a jej indywidualizm, który tak bardzo w fikcyjnych postaciach uwielbiam, staje się znacznie bardziej widoczny. Tyen natomiast to indywidualista od samego początku do końca, podobało mi się to, że nie pozwolił sobie na uzależnienie się od innych i choć czasami popełniał błędy, to bardzo szybko się na nich uczył i zdobywał tak cenne w sytuacji, w której się znalazł, doświadczenie. Nie wątpię, iż przyszłość wystawi zasady wyznawane przez tę dwójkę, ich przekonania na jeszcze większą próbę, niż do tej pory. 

Oczywiście fakt, że warto zabrać się za przeczytanie tej książki nie ulega nawet najmniejszym wątpliwościom. Najgorsze jednak jest to, że na drugą część tej trylogii trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, a jestem pewna, że to właśnie w drugim tomie akcja znacznie bardziej się rozkręci, a na bohaterów czekać będzie znacznie więcej wyzwań. Cierpliwość niestety nie jest moją mocną stroną, dlatego mam nadzieję, że oczekiwanie na kolejną część tej obiecującej trylogii będzie jak najmniej bolesne, a Was gorąco zachęcam do zapoznania się ze „Złodziejską magią”, bo - uwierzcie mi - warto.

Ocena: 9/10
Copyright © 2016 Złodziejka Książek , Blogger