21 grudnia 2014

Idealna chemia, Simone Elkeles

„Idealna chemia” jest jedyną książką, o której tak wiele słyszałam/czytałam w internecie... przez kilka dobrych lat! Pomijając oczywiste „Gwiazd naszych wina”, o której media trąbią non stop, to właśnie powieść Simone Elkeles jest tą, która prześladowała mnie od bardzo długiego czasu, zanim w końcu zdecydowałam się ją przeczytać. Siła wyższa w postaci internautów sprawiła, że po prostu nie byłam w stanie przejść obok tej powieści obojętnie, przyznam jednak szczerze, że nie jestem tak do końca pewna, czy mogę uznać tę książkę za w 100% udaną, czy jednak nie. 

W powieści tej poznajemy dwójkę młodych bohaterów - Brittney i Alexa, którzy należą do kompletnie różnych światów. Łączy ich jedynie ta sama szkoła i... uczucie, które szybko zaczyna rodzić się między nimi, gdy zostają połączeni w parę w celu realizacji projektu na zajęciach z chemii. Aby jednak być razem, będą musieli przeciwstawić się stereotypom i uprzedzeniom - Brittney jako chearleaderki i Alexa jako członka gangu, co zdecydowanie nie będzie łatwym zadaniem.

Historia, którą poznałam, jest z jednej strony niesamowicie banalna i dosyć oczywista. Ułożona dziewczyna i „niegrzeczny chłopiec”. Cheerleaderka i bad boy, dwa zupełnie inne światy, które nijak ze sobą nie współgrają i z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego. Wiele osób uznaje ten motyw za tani, być może nawet kiczowaty, ja jednak muszę przyznać, iż choć należę do tej właśnie grupy osób, to jednak przygody Alexa i Brittney w jakiś sposób mnie urzekły. W ich banalności jest coś, co przykuło mój wzrok, co nie pozwoliło oderwać się od czytanej przeze mnie w tamtej chwili książki i co sprawiło, że została ona przeze mnie dosłownie pożarta w ułamku sekundy. Co to takiego? Co sprawiło, że „Idealna chemia” mimo wszystko przypadła mi do gustu i aż tak mnie wciągnęła? Niestety odpowiedź na te pytania nie jest aż tak prosta, jakbym tego chciała. 

Prawda jest taka, że pomimo tego braku oryginalności opowieść Simone Elkeles bez reszty mnie wciągnęła. Akcja skonstruowana jest w taki sposób, że czyta się ją zaskakująco płynnie i gdyby nie ten bardzo istotny moim zdaniem atut, wówczas zapewne nie dokończyłabym „Idealnej chemii”. I choć historia ta jest dosyć mocno przewidywalna (bo jest, naprawdę) to nawet owa przewidywalność w żaden sposób mi nie przeszkadzała. Czytałam tę książkę tak, jakby kompletnie nic innego się nie liczyło i w życiu bym nie przypuszczała, że jakikolwiek romans aż tak mnie pochłonie. Autorka w tak ciekawy i zajmujący sposób splotła ze sobą momenty pełne dramatyzmu, wzruszenia, humoru i pikanterii (bo i tych nie zabrakło), że całość skomponowała naprawdę dobrą, pozbawioną nudy lekturę.

Bohaterowie w tej powieści – choć nie wszystkich polubiłam – są pełni życia, pasji i naprawdę barwnie skonstruowani. Jestem zaskoczona gamą charakterów, które miałam możliwość poznać i wyjątkowo zachwycona faktem, iż wywołali oni we mnie całą masę emocji – poprzez niechęć, odrazę, sympatię, aż po czyste uwielbienie wobec tych, który bezceremonialnie skradli moje serce. Tego typu różnorodność, nie tylko w postaciach, ale również w emocjach, których mi dostarczyli, jest dla mnie zawsze najwspanialszym uczuciem podczas czytania jakiejkolwiek książki. 

Dlaczego jednak napisałam, że nie jestem pewna, czy mogę uznać tę książkę za w 100% udaną? Otóż problem tkwi tylko i wyłącznie w zakończeniu, które kompletnie mnie rozczarowało. Niektórzy z Was dobrze wiedzą, że uwielbiam łzawe, dramatyczne zakończenia, które pozbawione są happy endu (może nie zawsze, ale w zdecydowanej większości) i właśnie tego mi w tej książce brakowało. Aby całkowicie trafić w mój gust, zakończenie tej historii powinno być jeszcze bardziej bolesne, niż do pewnego momentu było. Gdybym zatem mogła udać, że dwa ostatnie rozdziały, a w szczególności jednak przedostatni o tytule „5 miesięcy później”, wcale nie są częścią „Idealnej chemii”, wówczas byłoby wprost idealnie. 

Ocena: 7,5/10

9 komentarzy:

  1. Ja trafiłam na tę książkę w bibliotece i wzięłam ją w sumie w ciemno, bo jakoś nie czytałam na jej temat ani jednej recenzji. Fakt, jest banalna i przewidywalna, ale to ani trochę nie przeszkadza w czytaniu. Po prostu zakochałam się w tej powieści.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę tę zaczęłam czytać już jakiś czas temu, jednak musiałam ją z różnych przyczyn odłożyć "na później" i tak leży ona do tej pory... Jakoś nie specjalnie ciągnie mnie do poznania zakończenia tejże historii, aczkolwiek początek mnie uwiódł, więc nie wiem w czym tkwi problem. Jednak wiem, że w końcu i tak po nią sięgnę, tylko jeszcze nie teraz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Narobiłaś mi ogromnej ochoty na tę książkę. A w szczególności tym, że mimo swojej przewidywalności wciąż ma w sobie "to coś". Z drugiej strony obawiam się, że kompletnie nie wpadła by w mój gust. Nie mniej jednak postaram się ją zdobyć i chociaż zacząć czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze mną jest tak samo. Wszędzie widzę opinie o tej książce i to pochlebne. Nabyłam ją niedawno i teraz czeka na swoją kolej. Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam podobne wrażenia z lektury, średnio mi się podobała, liczyłam mimo wszystko na coś więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale teraz czuję się zainteresowana;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam o tej książce (co jest bardzo dziwne!), aczkolwiek zachęciłaś mnie swoją recenzją :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam tą książkę i - przeciwieństwie do Ciebie - dałam jej 10/10. Wolę happy endy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo ja jestem wiecznie takim ponurakiem i uwielbiam nieszczęśliwe zakończenia w książkach. ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.