6 grudnia 2014

Miłość i medycyna (sądowa), Alessia Gazzola


„Miłość i medycyna (sądowa)” to książka, którą planowałam przeczytać już od dłuższego czasu. Oczywiście nie z powodu mojego zamiłowania do tematyki, jaką jest medycyna, gdyż zdecydowanie nie jestem jej pasjonatką, jednakże opis tej powieści wydał mi się na tyle interesujący, że najzwyczajniej w świecie nie byłam w stanie przejść obok niej obojętnie. Nie jestem osobą, która lubi non stop czytać jeden konkretny gatunek literatury, dosyć chętnie sięgam po różnego rodzaju odskocznie – właśnie czymś takim jest dla mnie książka Alessii Gazzoli.

Alice Allevi to młoda, włoska studentka medycyny sądowej. Roztrzepanej, pełnej pasji do wybranego zawodu kobiecie życie niestety nieustannie rzuca kłody pod nogi, a pokonywanie ich staje się coraz trudniejsze wraz z kolejną zaliczaną wpadką. Utrzymanie swojej pozycji w Instytucie okaże się być nie lada wyzwaniem w momencie, kiedy odnalezione zwłoki pewnej kobiety wywołają za sobą dosyć nieoczekiwany bieg wydarzeń.

Powieść Gazzoli czytałam dosyć długo, to muszę przyznać, aczkolwiek bardzo przyjemnie. Brak czasu nie pozwolił mi natychmiastowe rozprawienie się z książką tej autorki, jednak gdybym miała go choć odrobinę więcej, wówczas na pewno pochłonęłabym tę historię w mgnieniu oka. „Miłość i medycyna (sądowa)” była dla mnie świetną rozrywką i jednocześnie rewelacyjną metodą na oderwanie się od fantastycznego świata, w którym tkwię niemalże non stop. Książkę Gazzoli czytało mi się zaskakująco szybko, przy czym przyjemny i lekki język autorki nie pozwolił mi na odczucie znużenia, a dosyć misternie i interesująco skonstruowana fabuła zapewniła mi kilka dni dosyć intensywnej przygody w świecie przestępstw i medycyny.

Główna bohaterka to – nie będę tego ukrywać – niesamowita wręcz fajtłapa, osoba, której los zdecydowanie nie oszczędza. Postać zakręcona, która pomimo niesamowitych kłód rzucanych pod nogi wciąż idzie do przodu i wbrew przeciwnościom losu – nie poddaje się. Muszę przyznać, że XXX zaimponowała mi swoją postawą, bo gdy to ja próbowałam wyobrazić sobie samą siebie w jej roli, jedyne, co widziałam, to kompletnie zrezygnowaną dziewczynę, zniechęconą do dalszych działań i niestarającą się nawet, aby realizować dalej to, co się kocha. Główna bohaterka jednak nie poddawała się i pomimo czarnych chmur (podczas czytania tej książki można dosłownie zobaczyć nad nią ciemną chmurę z nieustannie padającym deszczem – jak w kreskówkach) starała się realizować swoją pasję i robić to, co sprawia jej radość. Dziękuję autorce za skonstruowanie takiej postaci, nie natomiast kogoś, kto użala się nad swoim położeniem i rezygnuje z wybranego celu już po pierwszym potknięciu.

Co bardzo przypadło mi do gustu, to wątek miłosny i tak, ja również nie mogę uwierzyć, że to piszę. W tej powieści mamy dwa takie wątki, jednak ten najciekawszy (jedyny ciekawy, przyznam już szczerze) rozpoczyna się niestety w zasadzie pod koniec książki, ale jest naprawdę świetnie napisany, bez zbędnego dramatyzmu czy przesadzonej słodyczy. Jest w nim przyjaźń, niechęć (dużo tej niechęci, oj, dużo), zaufanie, jego brak, kłótnie (dużo kłótni) i – tak mi się przynajmniej wydaje – dosyć głębokie uczucie. Ciekawa jestem, czy autorka pociągnęła ten konkretny wątek w drugiej części przygód Alice, czy był to jedynie jej jednorazowy wyskok? Zdecydowanie liczę na tę pierwszą opcję.

Wcześniej już wspomniałam, że „Miłość i medycyna (sądowa)” nie dała mi się nudzić – i jest to jak najszczersza prawda. Oczywiście występują w niej fragmenty ciekawsze i te troszkę mniej, żadne z nich natomiast nie były nużące. Sama akcja toczy się w dosyć jednolitym, intensywnym tempie, a autorka w zgrabny sposób podaje czytelnikowi kolejne elementy układanki – na tyle zgrabny, żeby rozbudzić w nim chęć do poznania całej historii. Nie jest to powieść w żaden sposób nowatorska, nie jest ona również arcydziełem, ale jestem zdecydowanie zadowolona z jej przeczytania i gdyby tylko ktoś zapytał mnie, czy jestem w stanie ją polecić, wówczas zrobiłabym to bez najmniejszego zawahania.  

Ocena: 8/10

5 komentarzy:

  1. Interesuję się medycyną, więc chętnie bym sprawdziła, co takiego zawiera ta książka :) I czy to zdanie o Housie na okładce jest prawdziwe

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam czasami chęć na takie lektury, więc zapiszę sobie tytuł:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oo fajnie, że wstawiłaś jakąś recenzje, bo już się bałam, że opuściłaś blog na amen. Jeśli chodzi o tą książkę, to jeszcze nie wiem, czy przeczytam, gdyż mam masę innych książek i nie wiem, czy się wyrobię.

    OdpowiedzUsuń
  4. ocena wysoka ;) recenzja dobra :) może czas to przeczytać :) dzięki za wpis!

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, ja też nie szufladkuje się w żadnym jednym gatunku literackim, dlatego lubie eksperymentować z nowymi tytułami oraz nowymi autorami. Po przeczytaniu Twojej recenzji będę musiała się zastanowić nad tą pozycją jak tylko skończę Zaginioną dziewczynę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.