25 lipca 2015

Eleonora i Park, Rainbow Rowell


Byłam jeszcze nawet przed połową tej powieści, kiedy zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy pewnego razu ktoś genialny nie wpadł na pomysł napisania poradnika o tym, jak pisać najbardziej przesłodzone z przesłodzonych powieści, z którego to zdecydowała się czerpać inspirację i wskazówki do napisania swojej książki Rainbow Rowell, hmm? Nie wiecie? Jeżeli jednak taki poradnik gdziekolwiek istnieje, błagam wszystkich o trzymanie się od niego z daleka, bo chyba w taki właśnie sposób powstają twory literackie pokroju „Eleonory i Parka”. 

Bohaterami tej książki jest dwójka szesnastolatków - Eleonora, której nie da się nie zauważyć w tłumie ze względu na płomieniście rude włosy i niezwykle dziwaczny styl ubierania się, która zmaga się z wewnętrznymi demonami wywołane nieciekawymi warunkami panującymi w jej domu - oraz Park, raczej niezbyt rozrywkowy chłopak, który nie potrafi spełnić oczekiwań swojego ojca i ma wrażenie, że nieustannie w czymś go zawodzi. Przypadek sprawi, że ta dwójka usiądzie obok siebie w autobusie i w tyn sposób rozpocznie się ich miłosna przygoda. 

Wydaje mi się, że jestem zła na tę książkę z jednego, dosyć prostego powodu: niesamowicie się na niej zawiodłam, a byłam głęboko przekonana, że powieść Rainbow Rowell trafi prosto do mojego serca i z miejsca mnie zauroczy. Bo właśnie takimi kategoriami recenzenci oceniali tę książkę: jako uroczą, urzekającą, słodką historię. Byłam niemal pewna, że pozostawi mnie ona w cudownym stanie błogości i wszechobecnego ciepła. Dlaczego w przypadku tej książki byłam aż tak mocno przekonana o tym, że ją pokocham, jeszcze przed jej przeczytaniem? Nie wiem, fakt faktem jednak, że żadne z moich oczekiwań nie ziściło się. 

Problem z tą książką jest taki, iż jest ona kompletnie i całkowicie nieciekawa. Nic konkretnego sobą nie przedstawia, a przecież na dobrą sprawę zdawałoby się, że porusza dosyć istotne problemy, prawda? Problemy w rodzinie, próba znalezienia akceptacji wśród rówieśników, zmaganie się z ich niechęcią, potrzeba odnalezienia samego siebie w wielkim świecie, pierwsza miłość... Wszystko to, co jest tak niesamowicie ważne dla młodych ludzi, a jednak autorka przedstawiła to w taki sposób, jakby nic z tego nie miało znaczenia. Jakby były to puste hasła rzucane przez nią dla zapełnienia fabuły - bez nich powieść byłaby jeszcze bardziej beznadziejna. Nie trafiło to do mnie, nie zagrało na moich emocjach, nie sprawiło, żebym przeżywała to, co dzieje się z bohaterami, nie martwiłam się o nich. To, co się z nimi stanie, czy przytrafi im się krzywda było mi całkowicie obojętne. 

Szczególnie denerwowały mnie niektóre momenty w tej książce, które były do bólu przesłodzone, aż nierealne! Tak strasznie nie cierpiałam tych chwil, kiedy miałam wrażenie, jakbym brała udział w jakimś kiepskiego rodzaju melodramacie, tym bardziej, gdy cała reszta „Eleonory i Parka” jest niesamowicie mdła. Bez wyrazu. Nie ma konkretnej formy, nie ma kształtu, dzięki któremu historia tej dwójki byłaby... czymś. Czymś konkretnym. Bo na dobrą sprawę nie widzę w tej powieści nawet najmniejszego sensu. Nie widzę nawet najmniejszego jej przesłania, racji bytu, bo autorka za bardzo skupiła się na kreacji bohaterów i bardzo kiepskiej relacji między nimi, zapominając o całej reszcie. Zapomniała o tym, że dobra książka musi posiadać choć namiastkę jakiegokolwiek tła dla losów bohaterów, bo bez niego czym tak naprawdę każda powieść jest. A no taką chociażby „Eleonorą i Parkiem” - zbitkiem luźno rzucanych słów bez większego sensu. Książka bez duszy nie jest dobrą książką. 

Chyba rozumiem, co próbowała przekazać autorka poprzez napisanie swojej powieści. Że na świecie pełnym zła znajdzie się jednak miejsce dla prawdziwej miłości, szczególnie tej pierwszej, która jest przecież tak silna. Chciała wykreować słodką, urokliwą opowieść o miłości między dwojgiem nietuzinkowych bohaterów, bo przecież Eleonora zdecydowanie nie ma wyglądu modelki, ani charakteru odjazdowej dziewczyny, a Park na pewno nie jest duszą towarzystwa. Chciała pokazać, w jak niezwykły sposób dwójka ludzi jest w stanie pomóc sobie nawzajem. Nie wyszło z tego nic dobrego, ponieważ mam wrażenie, jakby w pewnym momencie Rainbow Rowell trochę się pogubiła, straciła koncept, przez co stworzyła miałkich bohaterów i ich całkowicie beznamiętną, nijaką historię, o której z całą pewnością za kilka dni zapomnę.

Ocena: 2/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.