10 sierpnia 2015

Cudowne tu i teraz, Tim Tharp


Nie należę do osób, które potrafią cieszyć się chwilą, które chwytają życie garściami i są zadowolone z tego, co w danej chwili osiągnęły. Niestety, jestem chodzącym kłębkiem stresu i zmartwień, wiecznie rozmyślam nad tym, co jeszcze muszę zrobić, boję się konsekwencji, denerwuję się byle drobnostką, którą muszę wykonać i ani przez chwilę nie potrafię się wyluzować. Po prostu nie umiem oczyścić umysłu z wszelkich trosk, które w danej chwili mnie dopadają, nie potrafię cieszyć się chwilą. Zawsze tego w sobie nienawidziłam, niemniej jednak wiem, że jest to cecha, której nie będę w stanie się ze swojego charakteru pozbyć. 

„Cudowne tu i teraz” opowiada historię nastoletniego Suttera Keely, który znacznie różni się od swoich rówieśników. Różni się tym, że nie myśli o studiach, jego wyniki w nauce są dalekie od dobrych, żyje chwilą, zdaje się nie mieć żadnych trosk, a jego najlepszym kumplem jest... alkohol. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy Sutter poznaje Aimee - nieśmiałą dziewczynę będącą największą towarzyską porażką, jaką kiedykolwiek spotkał. Chłopak decyduje się pomóc jej rozłożyć skrzydła i gdy tylko Aimee zacznie żyć pełnią życia Sutter planuje pozwolić jej odejść i ruszyć własną drogą. Chłopak nie przewidział niestety jednego - że zakocha się w niej bardziej niż w jakiejkolwiek innej dziewczynie, z którą wcześniej chodził. Właśnie wtedy Sutter będzie musiał zdecydować czy z nią zostanie, czy może odejdzie od niej, zanim całkowicie ją zniszczy. 

Czytanie o przygodach Suttera, tak różnego bohatera ode mnie, było dla mnie pewną abstrakcją. Jednak to, że nie do końca potrafiłam utożsamić się z główną postacią nie znaczy wcale, że nie czerpałam przyjemności z czytania jego historii, bo tak zdecydowanie nie było. Ta powieść dostarczyła mi niesamowicie wiele wrażeń i radości, na chwilę choć pozwoliła oczyścić mój umysł od wszelkich zmartwień oraz podarowała mi chwilę relaksu, a także zmusiła do krótkich rozmyślań. Jakby nie patrzeć to chyba spełniła swoją misję, prawda?

Życie pełnią życia, owszem, jest fajne, ale tylko i wyłącznie w odpowiednich ilościach. Trzeba wiedzieć, jak to robić, żeby nie skończyć... cóż, jak główny bohater tej powieści, nie oszukujmy się. Są rzeczy ważne i ważniejsze, i jeżeli okażemy się kompletnymi ignorantami myślącymi, że wszystko nam wolno, to niestety zmuszeni będziemy pożegnać się z jakąś konkretniejszą perspektywą na przyszłość. Początkowo byłam niezwykle uradowana zachowaniem głównego bohatera. Ba! Czułam podziw wobec jego wyborów, jednak bardzo szybko zaczęłam patrzeć na niego z litością, z ogromnym politowaniem, mając ochotę wykrzyczeć w jego kierunku: „Ty idioto! Czy nie widzisz, że właśnie niszczysz sobie życie?”.

Sutter wbrew pozorom nie dokonywał samych bezwartościowych wyborów, niektóre z jego decyzji wymagały wielkiej odwagi i głębokich przemyśleń. Nie tak łatwe jest podejmowanie kroków wobec ludzi, którzy są dla nas wyjątkowo ważni, nie wtedy, gdy ich losy są tak bardzo splątane z naszymi. Pomimo wielu potępianych przeze mnie decyzji, które ten bohater podjął, pokochałam go za te, których musiał dokonać z niezwykłą trudnością. Szybko również pokochałam całą tę książkę, tak ogólnie, za jej prawdziwość i szczerość, która szybko mnie urzekła. Jeżeli tylko macie okazję to nie wahajcie się przez przeczytaniem tej książki. Sięgnijcie po nią, bo nie da się ukryć, że jest to niezwykle wartościowa lektura.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.