29 grudnia 2016

Potomkowie, Tosca Lee


Sięgając po tę książkę nie spodziewałam się wiele, ponieważ nie czytałam wcześniej żadnych recenzji na temat tej powieści, a po jej opisie nie potrafiłam tak naprawdę wyczuć, czy mam do czynienia z książką, która mnie zachwyci, czy wręcz przeciwnie. Ostatnio coraz częściej przekonuję się jednak do książek z jakimkolwiek wątkiem historycznym i z tego też powodu postanowiłam sięgnąć po „Potomków”, co - jak się okazało - być może nie było i aż tak dobrym pomysłem. 

Historia opowiada o losach 21-letniej Emily, która z pewnego powodu wymazała sobie pamięć i nie pamięta nic z minionych miesięcy. Zrobiła to, aby się chronić? Aby chronić kogoś bliskiego, o którym nie ma teraz zielonego pojęcia? Czy może przed czymś ucieka? Powód jest znacznie inny, nie mniej jednak zagmatwany, okazuje się bowiem, że dziewczyna jest potomkinią seryjnej morderczyni Krwawej Hrabiny Elżbiety Batory, która staje się celem osób pragnących jej śmierci. Od teraz Emily musi chronić nie tylko siebie, a także bliskich, którzy zginą, jeżeli dziewczyna nie wykaże się nadzwyczajną ostrożnością. 

Przyznam szczerze, że już ciężko było mi się wgryźć w początek tej książki, ponieważ miałam naprawdę spory problem z tym, aby poczuć jakąkolwiek magię czy wyjątkowość tej powieści. I o ile sam początek stał się dla mnie niemałym orzechem do zgryzienia, dalsza część „Potomków” także sprawiła mi niemałe trudności, czego jednym z powodów z pewnością jest język autorki. Nie mogę napisać, że jest on plastyczny, o czym świadczy to, że przez niektóre fragmenty tej powieści musiałam wręcz brnąć. Często też miałam wrażenie, jakby niektóre zdania były pisane troszkę na siłę, przez co nie wplatały się ładnie w całość powieści, zdecydowanie odstając na tle innych fragmentów. Często podczas czytania tej książki musiałam robić sobie długie przerwy, nie byłam w stanie przeczytać na raz więcej niż kilkunastu kartek, ponieważ czułam ogromne zmęczenie tą historią.

Kompletnie nie potrafiłam zżyć się z główną bohaterką tej powieści, a także z pozostałymi, którzy pojawiają się na jej kartach. Emily jest postacią całkowicie bezbarwną, niewzbudzającą w czytelniku nawet najmniejszych emocji, nad czym naprawdę ubolewam. Wiem, że gdyby została ona sprawniej wykreowana, gdyby przejawiała jakiekolwiek chociażby oznaki życia, wówczas bardzo bym ją polubiła, gdyż los, który ją spotkał mógłby naprawdę wzbudzać w czytelniku współczucie. Tak niestety nie było, nie potrafiłam związać się z Emily, nie wspominając już nawet o bohaterach pobocznych, którzy byli dla mnie jedynie nic nieznaczącymi nazwiskami pojawiającymi się na kartkach tej książki. 

Dużym powodem tego, że nie mogłam wgryźć się w toczącą się akcję było również to, iż kompletnie nie potrafiłam wczuć się w opisane wydarzenia. Autorka wiele razy kreowała je jako momenty, które miały być bardzo dramatyczne, smutne lub wywołujące melancholię, ja jednakże żadnych takich emocji nie odczuwałam. Często za to kręciłam z politowaniem głową, jakbym czytała jedno z opowiadań wiele lat temu publikowanych na znanej wszystkim platformie, gdzie tego typu blogi były bardzo popularne. Autorce niestety nie udało się zmrozić mi krwi w żyłach, wywołać wzruszenia czy sprawić, żebym śmiała się w głos czytając tę powieść. Co gorsza, bardzo często odliczałam strony do końca tej powieści, licząc na jak najszybsze dobrnięcie do ostatniej kartki. 

Przeczytałam gdzieś, że zakończenie tej powieści zwieńczone niesamowitym cliffhangerem sprawia, że czytelnik nie może się doczekać przeczytania następnej części tej serii. Faktycznie, muszę przyznać, że zakończenie jest dosyć interesujące, jednakże nie na tyle, abym sięgnęła po kontynuację tej serii, najprawdopodobniej jedynie podpytam się osób czytających drugi tom w jakim kierunku potoczyła się akcja, na tym niestety moja przygoda z twórczością tej autorki się zakończy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.